79-letni nowicjusz

Dość rzadko się zdarza, aby jakiś kapłan obchodził swoją 70-tą rocznicę życia zakonnego. Jako przykład wiernego trwania w zgromadzeniu Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej przedstawiamy ojców: Damase Danduranda i Jean-Baptiste Beysa. Pierwszy umarł w wieku 102 lat, po 80-ciu latach kapłaństwa. Drugi zaś zmarł w Nicei w 1975 roku, przeżywając 81 lat życia we wspólnocie, w tym 77 lat jako kapłan. Mieszkańcy zatoki Jamesa (zatoka Hudsońska) i Maniwaki (Quebec) pamiętają także ojca Joseph-Etienne Guinarda, który przez 73 lata był kapłanem.

To, co jest wciąż rzadkie i prawdopodobnie unikalne w historii wspólnot zakonnych, zarówno w Kanadzie jak i w Europie, to widok 79-cio letniego nowicjusza! Tak! Ten rekord należy do oblatów! Ten nowicjusz był Irlandczykiem. Nazywał sie William Daly. Urodził się 17. października 1814 roku w Newtownbarry w hrabstwie Wexford. Młody William bardzo wcześnie poczuł się pociągnięty do dzieła nawracania pogan. Zagraniczni kapłani pochodzący z Dublina dowiedzieli się o nim w Marsylii od jednego z członków zgromadzenia zakonnego przygotowujących misjonarzy do wyjazdu za granicę. Ta informacja frapowała młodego Daly’ego. Udał się więc do Marsylii i tak poznał Karola Józefa Eugeniusza de Mazenoda, założyciela Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. 16. lutego 1837 po raz pierwszy założył na siebie habit.

Cztery lata później, ten młody ojciec, wyjechał na Wyspy Brytyjskie. W towarzystwie o. Casimir Auberta pracował przy formowaniu oblatów w tym kraju. Założył wiele misji i sukcesywnie oddawał się ewangelizacji ubogich w regionach gęsto zaludnionych. Dzięki jego pracy z tego regionu do zgromadzenia wstąpiło wielu młodzieńców. Niestety o. William przez nieostrożność popełnił poważny błąd w transakcji finansowej dotyczącej posiadłości Ashbourne i parafii Penzance. Ten zasadniczy błąd o mały włos nie doprowadził Zgromadzenia do bankructwa. Ojciec de Mazenod natychmiast wydelegował o. Casimir Auberta z poleceniem zrobienia wszystkiego, aby spróbować ograniczyć szkody do minimum. Przerwij w korzeniu tą nieszczęsną sprawę. To jest istne szaleństwo! Nie zapominaj, że najkorzystniej dla nas jest, aby to wariactwo trwało jak najkrócej. Pomimo wysiłków ojca Auberta, żadna ugoda nie była możliwa z wierzycielem, który umiał wykorzystać naiwność  o. Daly’ego i dzięki temu doprowadzić do sytuacji podbramkowej. Ta decyzja, nagłośniona przez gazety, poważnie skompromitowała biednego o. Williama w oczach władz Zgromadzenia. Doprowadziła w konsekwencji do tego, że o. Daly sam poprosił o odejście. Decyzję podjęto za zgodą Założyciela, który w ogromnym bólu, ale i z ufnością w Bożą Opatrzność oraz głęboką wiarą na przyszłość, tracił swojego umiłowanego syna. Nie bylibyśmy godni należeć do Boga i Kościoła, jeżeli nie pozwolilibyśmy się kształtować przez utrapienia, które diabeł przysparza zwłaszcza tym, którzy obawiają się najbardziej. Stałość, stanowczość, ufność w Bogu, podwojone modlitwy i gorliwości sprawią, że zło będzie pokonane przez dobro (list z 6. grudnia 1850 roku).

W 1852 roku o. Daly przeszedł do kleru diecezjalnego. Początkowo, kontynuował sprawowanie posługi w Manchesterze, a następnie w różnych parafiach diecezji Salford. Wszędzie zjednywał sobie parafian przez osobistą pobożność i gorliwość. Jego odejście wcale nie przeszkodziło mu bronić interesów oblatów. Popierał jak mógł rozwój ich dzieł i przedsięwzięć misyjnych.

Kilkakrotnie o. Daly miał zamiar prosić o ponowne przyjęcie do Zgromadzenia. Dopiero jednak po czterdziestu latach zrobił to oficjalnie. Superior generalny o. Joseph Fabre chętnie mu na to pozwolił. W ten sposób na początku lata 1892 roku nowicjat Belmont House przyjął 79-cio letniego nowicjusza. Wszyscy, którzy żyli tamtego roku w jego towarzystwie mogli stwierdzić, że o. William jest szczęśliwy ponieważ ponownie znalazł się pomiędzy oblatami. Pan pozwolił mu przygotować się do ukoronowania jego długiej drogi życiowej przez życie według reguły zakonnej. Po roku został dopuszczony do oblacji – ślubów zakonnych. Dwa lata później, 27. lipca 1894. roku spokojnie umarł, otoczony wzruszonymi współbraćmi. Dało się odczuć jego radość i zadowolenie, że umiera jako Oblat Maryi Niepokalanej.
André Dorval, OMI