Bł. Oblaccy Męczennicy Hiszpańscy

Prześladowanie religijne w Hiszpanii rozpoczęło się już w 1931 r., ale szczególnie mocno ujawniło się w czasie wojny domowej (1936–1939). Najwięcej ofiar było wśród osób konsekrowanych: 2365, a wśród nich także 22 misjonarzy oblatów Maryi Niepokalanej pomiędzy 16. a 30. rokiem życia. 24 lipca 1936 roku zginęło pierwszych siedmiu spośród uwięzionych w klasztorze w Pozuelo (Madryt) oblatów. Po nieoczekiwanym uwolnieniu pozostałych ponownie schwytano większość z nich, uwięziono, głodzono i ostatecznie w listopadzie rozstrzelano. Proces kanonizacyjny męczenników rozpoczął się w Rzymie 13 stycznia 2000 r.

Gregorio Escobar (24 lata) w wigilię święceń kapłańskich i męczeństwa tak pisał do swojej siostry: Zawsze wzruszam się w głębi, czytając opowiadania o męczeństwie. Zawsze żywiłem pragnienie, aby także mnie spotkał ten sam los. Byłoby to najlepszym spełnieniem kapłaństwa: ofiarować własne ciało i krew w ofierze za wiarę. Jakimże szczęściem byłoby umrzeć męczennikiem!

Są też inne, podobne świadectwa oblatów. Z kolei Jan Paweł II napisał:

Do świetlanego i chwalebnego wojska męczenników należy niemało chrześcijan hiszpańskich zamordowanych z powodu wrogości wobec wiary w latach 1936–1939, (…) podczas nikczemnego prześladowania rozpętanego przeciwko Kościołowi, przeciwko jego członkom i instytucjom. Ze szczególną nienawiścią i wściekłością byli prześladowani biskupi, kapłani i zakonnicy, których jedyną winą, jeśli można tak powiedzieć, była wiara w Chrystusa, głoszenie Ewangelii i prowadzenie ludu przez ścieżkę zbawienia. Eliminując ich, wrogowie Chrystusa i Jego nauczania mieli nadzieję całkowicie zniszczyć Kościół na ziemi hiszpańskiej. (Jan Paweł II, Dekret Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, 1992)

Prześladowanie za wiarę w XX wieku w Hiszpanii osiągnęło apogeum w latach 30. Najliczniejszą grupę ofiar stanowiły osoby duchowne: 12 biskupów, tysiące kapłanów i osób konsekrowanych. Wśród nich 22 misjonarzy oblatów Maryi Niepokalanej należących do wspólnoty seminarium w Pozuelo de Alarcón. W znacznej mierze byli to ludzie młodzi, pomiędzy 18. a 26. rokiem życia. Na ich czele stał o. Franciszek Esteban-Lacal, hiszpański prowincjał. Do grupy tej zalicza się również Cándido Castán, ojciec rodziny, zabity wraz z pierwszymi oblatami. Zostali beatyfikowani 17 grudnia 2011 r.

Czytaj więcej poniżej.

OFIARY PRZEŚLADOWAŃ RELIGIJNYCH

Okres między 1936 a 1939 rokiem to lata krwawych prześladowań Kościoła hiszpańskiego. W tym czasie tysiące ludzi padło ofiarą przemocy: wystarczyło przyznać się do wyznawania wiary lub nosić habit, być księdzem lub zakonnikiem, a nawet zwyczajnym świeckim nieobojętnym na sprawy wiary, by narazić się na tortury lub śmierć przez rozstrzelanie.

Antonio Montero, kapłan i dziennikarz, obecnie emerytowany arcybiskup, na kartach rozprawy doktorskiej Historia prześladowań religijnych w Hiszpanii (Historia de la persecución religiosa en España) podaje, że w owych czasach życie straciło 6 932 ludzi związanych z Kościołem: 12 biskupów, 4 172 kapłanów, 2 365 zakonników i 283 zakonnic. Liczba zamordowanych świeckich katolików okazała się trudna do ustalenia.

Było to męczeństwo w całym tego słowa znaczeniu. Już wtedy takim określeniem posługiwali się ówcześni hiszpańscy biskupi oraz papież Pius XI. Tak też rozumieli to wierni świadczący o tych wydarzeniach i do dziś czekają na to, by Kościół publicznie nazwał rzecz po imieniu.

HISTORIA MĘCZENNIKÓW Z POZUELO

Również męczeństwo 22 oblatów – księży, braci i scholastyków z Pozuelo de Alarcón– wpisuje się w ogólną ówczesną atmosferę nienawiści i antyreligijnego fanatyzmu.

Misjonarze Zgromadzenia Oblatów Maryi Niepokalanej osiedli w Estación w okolicach Pozuelo w 1929 roku. Nieśli posługę kapłańską na rzecz trzech zgromadzeń żeńskich, a także oddawali się pracy duszpasterskiej w trzech parafiach, gdzie słuchali spowiedzi i wygłaszali kazania, szczególnie w okresie Wielkiego Postu i Wielkiego Tygodnia. Do ich obowiązków należało także nauczanie katechizmu w czterech sąsiednich parafiach, ponadto oblacki chór śpiewał w czasie liturgii. Ich religijna działalność ściągnęła na siebie uwagę komitetów rewolucyjnych (socjalistów, komunistów i zradykalizowanych aktywistów związków zawodowych), które działały w regionie Estación. Myśl, że „mnisi” (jak ich nazywali) podtrzymują życie religijne w okolicy Pozuelo, nie dawała im spokoju. A już to, że zakonnicy chodzili po ulicach w sutannach z widocznym oblackim krzyżem, niesamowicie ich rozdrażniało. Właśnie religijna działalność misjonarzy oblatów coraz bardziej kłuła w oczy marksistowskich aktywistów.

Oblaci nie dawali się zastraszyć. Zachowywali się roztropnie, byli spokojni i nie odpowiadali na obraźliwe zaczepki. Żaden z zakonników w żadnych okolicznościach nie włączał się w jakąkolwiek działalność polityczną. Przeciwnie, bracia zajmowali się duchową i umysłową formacją i sprawowali służbę duszpasterską, czyli robili to, co należało do zadań zgromadzeń duchownych.

Choć wrogie posunięcia ze strony rewolucjonistów wzmagały się, przełożeni oblatów nie przypuszczali, że dojdzie do tej tragedii. Nie wyobrażali sobie, że staną się obiektem tak wielkiej nienawiści z powodu wiary w Boga i działalności w imieniu Jezusa Chrystusa.

20 lipca 1936 r. młodzieżówka socjalistyczna i komunistyczna wyszła na ulice. Zaczęła podpalać kościoły i zakony, głównie w Madrycie. Z kolei milicja z Pozuelo zaatakowała kaplicę w regionie Estación; wyrzucano na ulice szaty liturgiczne, obrazy oraz figury i w akcie niepohamowanego świętokradczego szału podpalano je. Następnie milicjanci spalili kaplicę i udali się z podobnym niszczycielskim zamiarem do miejscowej parafii.

22 lipca o godzinie 15 duży oddział milicji, uzbrojony w karabiny i pistolety, przystąpił do szturmu na dom oblatów. Najpierw spędzili 38 zakonników i zamknęli ich w małym pomieszczeniu, którego strzegła uzbrojona straż. Chwila była niezwykle dramatyczna, gdyż wydawało się, że nadeszła godzina ich śmierci. Trudno było się spodziewać czegoś innego, mając na uwadze nerwowe, prostackie i samowolne zachowywanie się członków milicji.

Następnie milicjanci rozpoczęli drobiazgowe przeszukiwanie domu, mając nadzieję , że natkną się na broń. Znaleźli jednak tylko święte obrazy, krzyże, różańce i szaty liturgiczne. Wszystkie te przedmioty wyrzucali w dół klatki schodowej, by móc je potem spalić na ulicy.

Z oblatów uczyniono więźniów we własnym domu; sprowadzono ich do refektarza, gdzie były zakratowane okna. Tak wyglądało ich pierwsze więzienie.

24 lipca, mniej więcej o trzeciej nad ranem, odbyły się pierwsze egzekucje. Bez śledztwa, bez wyroku, bez procesu, bez możliwości obrony wywołano siedmiu zakonników. Pierwszymi, których skazano, byli:

Juan Antonio PÉREZ MAYO, kapłan i wykładowca, lat 29;

Manuel GUTIÉRREZ MARTÍN, brat zakonny, subdiakon, lat 23;

Cecilio VEGA DOMÍNGUEZ, brat zakonny, subdiakon, lat 23;

Juan Pedro COTILLO FERNÁNDEZ, brat zakonny, lat 22;

Pascual ALÁEZ MEDINA, brat zakonny, lat 19;

Francisco POLVORINOS GÓMEZ, brat zakonny, lat 26;

Justo GONZÁLEZ LORENTE, brat zakonny, lat 21.

Bez jakichkolwiek wyjaśnień wsadzono ich do samochodów i zawieziono na miejsce męczeństwa. Pozostali zakonnicy nadal byli przetrzymywani w domu zakonnym, gdzie oddawali się modlitwom i przygotowaniom na śmierć.

Ktoś, być może był to burmistrz Pozuelo, powiadomił Madryt o zagrożeniu, w jakim znajdowali się ci pozostali zakonnicy. Tego samego dnia, 24 lipca, przyjechała ciężarówka, by zabrać ich do gmachu Głównego Urzędu Bezpieczeństwa. Nazajutrz, po wypełnieniu jakichś formularzy, oblaci niespodziewanie zostali wypuszczeni. Zaczęli więc szukać schronienia w prywatnych domach. Prowincjał podtrzymywał pozostałych na duchu i udzielał im Komunii Świętej. Jednak w październiku ponownie zaczęto ich prześladować, znów ich aresztowano i osadzono w więzieniu.

Tu cierpieli głód, zimno i strach; nie odstępowało od nich poczucie zagrożenia. Zachowały się zeznania tych, którzy przeżyli, mówiące o tym, jak z heroiczną cierpliwością godzili się oni z położeniem, w którym się znaleźli. Panował wśród nich duch miłości oraz modlitewny nastrój.

W listopadzie dla większości z nich nadeszła ostatnia stacja ich drogi krzyżowej. Siódmego dnia tego miesiąca stracono dwóch oblatów. Byli to José VEGA RIAÑO, ksiądz i formator, lat 32, oraz brat zakonny Serviliano RIAÑO HERRERO, lat 30, który, gdy wezwano go na egzekucję, zdołał przejść koło celi ojca M. Martina i poprosić o udzielenie rozgrzeszenia. Kolej na trzynastu pozostałych przyszła dwadzieścia dni później. Wszyscy zostali poddani tym samym udrękom. Nie było oskarżenia, sądu, obrony, żadnych wyjaśnień: odczytano jedynie ich imiona przez głośniki.

Francisco ESTEBAN LACAL, przełożony prowincji, lat 48.

Vicente BLANCO GUADILLA, przełożony zakonu, lat 54.

Gregorio ESCOBAR GARCÍA, świeżo wyświęcony ksiądz zakonny (6 czerwca 1936 r.), lat 24.

Juan José CABALLERO RODRÍGUEZ, brat zakonny, subdiakon, lat 24.

Publio RODRÍGUEZ MOSLARES, brat zakonny, lat 24.

Justo GIL PARDO, brat zakonny, diakon, lat 26.

Ángel Francisco BOCOS HERNÁNDEZ, brat koadiutor, lat 54.

Marcelino SÁNCHEZ FERNÁNDEZ, brat koadiutor, lat 26.

José GUERRA ANDRÉS, brat zakonny, lat 22.

Daniel GÓMEZ LUCAS, brat zakonny, lat 20.

Justo FERNÁNDEZ GONZÁLEZ, brat zakonny, lat 18.

Clemente RODRÍGUEZ TEJERINA, brat zakonny, lat 18.

Eleuterio PRADO VILLARROEL, brat koadiutor, lat 21.

Wiadomo, że 28 listopada 1936 r. wywleczono ich z więzienia i zawieziono do Paracuellos de Jarama, gdzie pozbawiono ich życia. Pewien zakonnik, który znajdował się w innej ciężarówce, związany rękami z ojcem Delfinem MONJE (obaj cudownie ocaleli, gdyż na miejscu egzekucji ułaskawiono ich), powiedział towarzyszowi niedoli: Ojcze, udziel mi absolucji generalnej i zmów akt skruchy, gdyż zbliża się koniec. Tenże ksiądz 18 lat później żalił się: Szkoda, że wtedy nie umarłem! Już nigdy nie będę tak dobrze przygotowany [na śmierć]!

Nie udało się uzyskać zeznań bezpośrednich świadków egzekucji dokonanej na owych trzynastu sługach Bożych. Mamy jedynie zeznanie grabarza: Jestem całkowicie pewien, że 28 listopada 1936 jakiś ksiądz albo zakonnik prosił milicjantów, by mu pozwolili pożegnać się z braćmi i udzielić im rozgrzeszenia, na co mu zezwolono. Gdy skończył, powiedział donośnym głosem: „Wiem, że nas zabijacie dlatego, że jesteśmy katolickimi zakonnikami. Tak, jesteśmy. Tak ja, jak i moi towarzysze przebaczamy wam z serca. Niech żyje Chrystus Król!”. Byli tam także członkowie innych zakonów, ale z tego, co nam wspomniany świadek powiedział, wynika, że przytoczone słowa wypowiedział prowincjał oblatów.

Gregorio Escobar, świeżo wyświęcony ksiądz, napisał wcześniej do rodziny: Zawsze głęboko wzruszały mnie historie o męczeństwie, które były częścią historii Kościoła. Czytając je, odczuwałem skryte pragnienie, by móc podzielić los męczenników. Byłoby to najlepsze kapłaństwo, jakiego chrześcijanie mogą sobie życzyć, gdyby każdy z nas złożył Bogu własne ciało i krew jako ofiarę całopalną za wiarę. Wspaniale byłoby umrzeć jako męczennik!

W procesie diecezjalnym wykazano, że każdy z nich zmarł, wyznając wiarę i wybaczając prześladowcom, i że wbrew psychicznemu znęcaniu się, jakiemu podlegali w czasie uwięzienia, żaden z nich nie wyparł się ani nie utracił wiary, ani też nie żałował, że wszedł niegdyś na drogę powołania religijnego.

Dlatego też członkowie rodzin, bracia oblaci, a także lud wiernych, który poznał ich oddanie aż po śmierć, jednomyślnie i od samego początku uznawali ich za męczenników i zanosili modły do Boga, by Kościół uznał ich heroizm i ogłosił wobec wszystkich wiernych jako męczenników.

Sprawa kanonizacji, której etap diecezjalny zakończył się 11 stycznia 2000 r. w Madrycie, jest obecnie rozpatrywana w Rzymie i czeka na postanowienie Stolicy Apostolskiej, mające włączyć owych 22 sług Bożych z zakonu oblatów do grona męczenników.