Przeciwne wiatry i fale. Mazenod i jego współbracia w latach 1816-1823 – Émilien Lamirande

Tytuł tego artykułu może wydawać się nieco sztuczny, ale ma związek z osobą Eugeniusza de Mazenod. Eugeniusz nie miał odwagi, aby w pierwszych miesiącach od wspólnego zamieszkania żalił się swoim współbraciom, swe serce otwarł przed swoim dawnym przyjacielem Karolem Forbin-Janson: wiatr i fale są przeciwne misjonarzom[1]. Słuszność powyższego stwierdzenia znajdzie swe potwierdzenie w ciągu wielu następnych lat. Wiatry jednak nie zawsze wieją z tej samej strony.

Powzięty przez nas cel nie różni niczym od zamiarów z naszych wcześniejszych opracowań. W języku angielskim w odniesieniu do drażliwych kwestii, na które zamierza się spojrzeć z innej perspektywy często używa się słowa revisited. W naszym wypadku chodzi o ponownie zbadanie pewnych wydarzeń z początków Zgromadzenia Oblatów, ale nie po to, aby jeszcze raz przytoczyć to, co było dobre lub też wspomnieć o jakimś wydarzeniu dotąd nieznanym, ale aby z innej perspektywy spojrzeć na wyniki badań, w większości pochodzące sprzed 50 lat.

Pod słowem początki rozumiemy siedem pierwszych lat istnienia Stowarzyszenia (1816-1823), gdy Eugeniusz dzielił ze swymi braćmi codzienność wspólnotowego życia w Aix, a także czas spędzony na wioskach, w których głosili misje.

Bez zagłębiania się w detale, niejednokrotnie bardzo piękne, a także pomijając konfrontacje, w oparciu o źródła pochodzące z tego okresu, chcielibyśmy przypomnieć epizody, dzięki którym zrozumiemy chwile zwątpienia i niechęci, których w tym czasie doświadczał de Mazenod. Będziemy korzystać także z późniejszych opracowań, jednak w poniższym artykule ukażemy tylko niektóre wydarzenia, a mianowicie: przedłużający się konflikt między Eugeniuszem a księżmi z Aix; próżne starania o państwową aprobatę, która według Założyciela zapewniłaby przyszłość jego dziełu; konfrontację, która miała narazić na szwank jego relacje z nowym arcybiskupem Aix księdzem de Bausset; napięcia między Misjonarzami Prowansji a Misjonarzami Francji w Marsylii oraz problemy wynikające z nominacji biskupiej wujka Fortunata de Mazdenod.

Nie zamierzamy osądzać osób, ale tylko stwierdzić fakty i ukazać postawy. W początkach XIX wieku Francuzi żyli wieloma iluzjami. W społeczeństwie żyjącym na styku dwóch epok, w którym minione dziedzictwo jawiło się jako bezpowrotnie utracone i nikt nie mógł dać obietnicy pewnej przyszłości, także postawa de Mazenod podlegała ewolucji – od obaw czy wręcz chaosu po starania zmierzające do rozeznania, jaki kierunek powinien obrać Kościół. Będziemy opierali się na pracy naszych poprzedników, którzy udostępnili nam źródła i sami z nich korzystali. Mamy na myśli zwłaszcza ojca Y. Beaudoin, niezmordowanego redaktora zbioru Écris oblats, a także ojca J. Pielorza, który zbadał rożne kwestie dotyczące początków Zgromadzenia i wydobył na światło dzienne niepublikowane dotąd źródła. Należy także wspomnieć o dziele Leflon, które w zasadniczej części jest niczym terra ignota.
I. Burzliwe relacje z proboszczami z Aix

1.     Pomiędzy poparciem a dezaprobatą

Stowarzyszenie misjonarzy odnosiło sukcesy i cieszyło się szacunkiem zarówno rządzących, jak i zwykłych ludzi. Projekt uzyskania państwowej aprobaty, choć nie doszedł do skutku, pozwolił pewnym gremiom docenić działalność Stowarzyszenia. Niewątpliwie z wielką ostrożnością należy oceniać tego rodzaju świadectwa, które przytaczano celem podtrzymania skarg. Stowarzyszenie Misjonarzy Prowansji dopiero co powstało. Projekty i nadzieje mogły zostać zawarte w opisie działalności. Chodzi jednak bardziej o rzadko przytaczane dane, które należy dowartościować. Część z nich, nacechowana nieuniknioną emfazą, znajduje swe potwierdzenie w wiarygodnych źródłach. Aby poprzeć prośbę o rządowe zatwierdzenie wikariusz generalny Guigou (jednocześnie wikariusz kapitulny) nie szczędził pochwał: Pierwsze prace zostały uwieńczone tyloma sukcesami i dobrym przykładem, bezinteresownie i odważnie zamieszkali we wspólnocie w starym klasztorze w mieście… Tam poprzez modlitwę, medytację i studium przygotowują się, aby do wiosek zanieść najcenniejsze błogosławieństwa. Najbardziej opuszczone parafie, które już ewangelizowali, całkowicie się zmieniły[2].

Podprefekt departamentu Bouche-du-Rhône zgadza się z powyższą opinią: W wielu gminach okręgu Aix już zauważa się skutki religijnej pomocy, którą przynieśli im ci księża. Ich gorliwość i ewangeliczna moralność, którą rozsiewają w tych okolicach od dawna pozbawionych religijnego wsparcia, zrobiła niesamowite wrażenie na mieszkańcach…[3]

Przychylna a często nawet entuzjastyczna opinia kapłanów z ewangelizowanych parafii nie uchroniła od podejrzeń o zbyt laksystyczne zachowanie misjonarzy. Postawa władz będzie bardzo zróżnicowana, a w pewnych przypadkach da się ją wytłumaczyć sprzeciwem lub donosami[4]. Nawet w samym Aix pojawią się gwałtowne sprzeciwy, trwające prawie 10 lat.

Sprzeciw będzie dotyczyć zarówno samych misji, choć wcześniej był skierowany przeciw Stowarzyszeniu Młodzieży Chrześcijańskiej, a także wolnego apostolatu księdza de Mazenod, do którego osoby księża mieli zastrzeżenia. Misjonarze Prowansji dopiero co powstali, a księża już nie potrafili powstrzymać swego języka. Mazenod zwierza się Forbin-Janson: To szczekanie nigdy się nie skończy. Jedynie w mojej obecności narzekają po kryjomu. Gdy jestem, to wszystko jest dobrze, ale biada, kiedy odejdę! Drogi przyjacielu, nie pomyślałbym, że tak biedne jest to nasze plemię[5]. Na początku kolejnego roku prosił swego przyjaciela, aby załatwił mu względy u przyszłego arcybiskupa, którego nominacji oczekiwano. Przygotowuje się więc, licząc na jego wsparcie: Przez miłość bądź też przez podstęp załatw mi względy arcybiskupa. Inaczej nasz dom upadnie; wiatr i fale są przeciwne misjonarzom. Idziemy, bowiem mamy poparcie Wielkiego Wikariusza (Guigou, ale biada, bo gdy on przycichnie, wszystko będzie stracone.

Mazenod nie miał zwyczaju, by działać w granicach określonych przez innych, nie czuł się bowiem wystarczająco wolny: Potrzebuję nieco władzy i niezależności, by czynić dobro, bez tych ciągłych kajdan, które mnie niszczą i odbierają nadzieję[6]. Zawiedziony jest zwłaszcza postępowaniem księży: Musimy walczyć nie tylko przeciwko piekłu, ale musimy się także bronić przed zazdrością i wszelkim innym małym zakusom, jakie okazują niektórzy kapłani…[7] Sam ukazuje kontrast pomiędzy dwuznaczną postawą księży a powszechną aprobatą, jaką cieszy się jego posługa: Tutaj ciągle jestem niezadowolony z kapłanów, nie mogą znieść dźwięczącego w ich uszach odgłosu uznania, jakie wszyscy wyrażają wobec naszego dzieła. Niektórzy z nich posunęli się nawet do zbałamucenia osób, które bez ich życzliwych rad uczyniłyby wiele dobra dla naszego domu. Łudzą się swymi intencjami, które mogą być dobre. Gdy się ze mną spotykają, zawsze są mili. Niech dobry Bóg ich zmieni![8]

 

2.     Kość niezgody

W oparciu o powyższe stwierdzenie na pierwszej linii ognia, niedługo po jego powrocie z Seminarium Św. Sulpicjusza, znajdowało się założone w 1813 roku Stowarzyszenie Młodzieży Chrześcijańskiej. Mając już wypracowane statuty, stowarzyszenie ciągle się rozwijało, a jego dyrektor, w latach 1815-1819 dając początek Stowarzyszeniu Misjonarzy nie miał zamiaru porzucać swych podopiecznych i miał na nich zbawienny wpływ. Aby jeszcze bardziej wzmocnić prośbę o zatwierdzenie Misjonarzy Prowansji, Guigou podkreślał jego dobroczynną działalność z młodzieżą. Chodziło oczywiście tylko o młodzież męską: Czas spędzany tutaj w ich domu, choć miał być również chwilą odpoczynku, przeznaczali na chrześcijańską edukację i opiekę nad młodzieżą z miasta. W przerwie, po zakończeniu zajęć w kolegium, udawali się na liczne spotkania, prowadzone przez księży. Ćwiczenia duchowe, które księża organizowali w dniach wolnych i w święta uchroniły te dzieci od niebezpiecznej rozwiązłości, złych nawyków, i przygotowały religii i państwu posłuszne i wierne pokolenie obywateli.

Rodzice tych dzieci skutecznie angażowali się w ich skuteczną edukację, z pociechą, ze wzruszeniem spoglądali na dobre zwyczaje i dobro wnoszone przez dzieci do ich rodzin[9].

Działalność wychowawcza de Mazenod i jego towarzyszy miała także znaczenie społeczne, odpowiadające konkretnej rzeczywistości. 30 grudnia wikariusze generalni powrócili do tej samej idei: Troska, jaką misjonarze okazują młodzieży tego miasta, w którym wcześniej brakowało podobnej instytucji, cudownie odnawia to pokolenie.[10]

Gdy ksiądz de Mazenod starał się wspomóc niewystarczające starania księży i ulżyć odpowiedzialności proboszczów, ci, a na pewno większość, postrzegali te zabiegi jako atak na ich władzę i obrazę honoru. Kościół Misji cieszył się przywilejem egzempcji przysługującym świątyniom dawnych zakonów. Od chwili jego otwarcia stał się miejscem zbiórek Stowarzyszenia i przyciągał także wielu ludzi świeckich, wśród których, co nie jest niczym dziwnym, przeważały kobiety.

Dobrze znamy wielowymiarowe duszpasterstwo w domu i Kościele Misji: regularne nabożeństwa, modlitwy poranne i wieczorne, różnorakie formy przepowiadania, spowiedź i kierownictwo duchowe, katechizacja, pierwsza komunia św. i bierzmowanie, publiczne procesje i duszpasterstwo chorych. Święta Bożego Narodzenia, karnawał, Wielki Post, Wielki Tydzień Wielkanoc, święto Najświętszego Serca Jezusa oraz nabożeństwa czterdziestogodzinne wymagały zaangażowania wielu misjonarzy, którym często pomagał kanonik Fortunat de Mazenod. Często jemu przysługiwał zaszczyt przewodniczenia celebracji[11]. Ta działalność dla młodych członków Stowarzyszenia będzie źródłem tarć i przerodzi się w konflikt między de Mazenod a księżmi z jego rodzinnego miasta.

 

3.     Otwarty konflikt z proboszczami z Aix

Pomimo rodzinnych koligacji, do których nie przywiązywał zbyt wielkiej wagi, ksiądz de Mazenod mógł być traktowany w środowisku kapłanów jak ktoś obcy a nawet intruz. Wygnanie do Włoch, studia w Seminarium Św. Sulpicjusza stworzyły trudny do pokonania dystans. Miał kontakty z seminarium i z wikariuszem kapitulnym Guigou, ale duchowieństwo zaangażowane w parafiach, a zwłaszcza proboszczowie, podejrzanie patrzyli na jego wątpliwe inicjatywy.

Eugeniusz miał swój obraz Kościoła, misji, swych potrzeb oraz ran, które przynoszą ból. Nie można było zakwestionować autentyczności jego bezgranicznej gorliwości. Jest młody, często gwałtowny, nigdy dotąd nie pracował w parafii. Był źle przygotowany, by zrozumieć drażliwość starszych proboszczów, zazdrosnych o ich przywileje. Nie zdaje sobie sprawy, że także on oznacza swój teren i chroni swych uczniów przed wszelkim zewnętrznym wpływem. Jeśli nawet nie przekracza swych obowiązków, co prawda dość niestałych, nie zawsze zdaje sobie sprawę ze zwyczajów i niepisanych praw, kwestionując status quo. Konflikty zdają się być nieuchronne, znamy je i nie potrzebujemy przytaczać wszystkich perypetii[12]. Ojciec Beaudoin zebrał zarzuty wysuwane przez proboszczów z Aix przeciw Misjonarzom Prowansji: Najcięższy krzyż pochodził od proboszczów z Aix. Starsi, naznaczeni jansenizmem, zwolennicy systemu napoleońskiego, rutyniarze, proboszczowie z Aix najpierw patrzyli podejrzanym okiem, następnie otwarcie walczyli z grupą młodych kapłanów uznających moralność błogosławionego Alfonsa, przywiązanych do tradycji rojalistycznych, angażując się poza ramami parafii, głównie na rzecz młodzieży i misji ludowych. Kościół Misji zawsze był wypełniony ludźmi, zwłaszcza młodymi. Głównym argumentem proboszczów przeciwko Misjonarzom Prowansji był zarzut, że zabierają im wiernych z parafii[13].

Ojciec Pielorz, oburzony niesprawiedliwą interpretacją kanonika Sevrin, jak wytworny adwokat broni Założyciela, nie ukrywając jego poddaństwa. Nawet jeśli zatargi pojawiały się już wcześniej, prawdziwe źródło nieporozumień tkwiło w żądaniu prawa wyłączenia domu i kościoła Misji spod jurysdykcji diecezji, i podporządkowania go władzy ordynariusza miejsca. Ta norma została już zapisana w regulaminie zatwierdzonym w 1816 roku. Jeśli proboszczowie nie sprzeciwiali się zbytnio, nie chcąc narażać się władzom diecezji, to uważali, że działalność stowarzyszenia jest bolesnym i nieusprawiedliwionym wtrącaniem się w ich zwyczajną posługę. Chcieli, aby wszystko odbywało się w ramach parafii. Z drugiej jednak strony renoma i wpływ Założyciela mogły ich niepokoić: W ten sposób powoli kwestie praw, doktryny, metod a także sam prestiż spowodował zaognienie relacji pomiędzy Założycielem a proboszczami z Aix[14]. W 1817 dotąd spokojna opozycja roku przystąpi do otwartej wojny. Choć nawet zatargi nie niosły ze sobą poważnych konsekwencji, niektóre starcia z pewnej perspektywy przypominają dzieło Lutrin autorstwa de Boileau lub też Tatarin de Tarascon Alfonsa Daudet.

 

4.     Apogeum

Starając się o poszanowanie zasad, w porozumieniu z wikariuszem generalnym zdecydowano, że de Mazenod miał zwrócić się z prośbą proboszczów o zgodę, aby do Misji należało wielu ich parafian. List w opinii Leflon został napisany w nadzwyczaj poprawnym tonie. Zbiorowa odpowiedź, utrzymana także w grzecznościowym tonie, zawierała pouczenie o prerogatywach proboszczów. Starając się zrozumieć oburzającą odpowiedź Założyciela, przytoczymy tylko jedno zdanie: W najwyższym stopniu byłoby to śmieszne, abyście sobie rościli prawo, aby udzielać mi pouczeń, tak słabo wyważonych, zarówno pod względem wyrażeń, jak i pozbawionych sensu, podczas gdy bardziej pożądanym byłoby, byście mi podziękowali za troskę, jaką chcę otoczyć drogą cząstkę waszej trzody.[15]

Możemy jedynie powiedzieć, że te słowa nie ukazują w zbyt dobrym świetle de Mazenod. Nieprawdziwe byłoby stwierdzenie, że to tylko kwestia humoru. Autorem tych zdań jest ta sama osoba, która już w Regule z 1818 roku w bardzo surowy sposób oceniła księży. Wiek, doświadczenie, a także jego wzniosłe ideały, przynajmniej w pewnych okolicznościach, sprawią, że będzie bardziej łaskawy. W każdym bądź razie rozumiemy, że odpowiedź rozgniewała adresatów listu, którzy będą zabiegali u wikariuszów generalnych o odwołanie oskarżeń.

Proboszczowie skarżyli się, że nie okazano im szacunku, że ksiądz de Mazenod pomijając hierarchię zamierzał stworzyć swoją własną trzódkę z owiec powierzonych ich trosce. Skarżąc się, używają zdewaluowanych epitetów: neofita w kapłaństwie, słabo wykształcony duchowny, katecheta[16]. Obrońca de Mazenod, którym niewątpliwie był A. Tavernier, ukazując w karykaturalny sposób przeciwników, w ich własne usta wkłada takie określenia jak: dyrektor szkoły, proboszcz wszystkich oraz kpi z zarzutów przedstawianych Eugeniuszowi. Nie jest proboszczem, a nawet rektorem. O, tak, chce być proboszczem wszystkich[17].

Anonimowy list z 15 lipca 1817 roku wysłany do ministra spraw wewnętrznych dotyczył bezpośrednio osoby Założyciela, którego przedstawiono jako kapłana z Aix, nazywanego misjonarzem. Na pierwszym miejscu oskarżono go o przesadny ultramontanizm, bardzo złe zasady w odniesieniu do hierarchii, o nauczanie podczas katechez o nieomylności papieża. Następnie stwierdzono, że był w stanie otwartej wojny z wszystkimi proboszczami Aix, a gdy znalazł oparcie w wikariuszach generalnych oskarżano go o despotyzm, który urażonym osobom uniemożliwiał obronę.[18] Łatwo można domyślić się skąd pochodziły te zarzuty.

 

5.     Zdradzieckie postępowanie promera z Aix

24 sierpnia 1817 roku po konsultacji z podprefektem rada miejska z Aix, której przewodniczył Dominique Montagne zastępca mera, zastanawiała się nad przyszłością Misjonarzy Prowansji. Odrzucając z góry wszelką odpowiedzialność finansową, zgromadzenie opowiedziało się za udzieleniem pozwolenia na królewskie zatwierdzenie, dostrzegając wagę i potrzebę stowarzyszenia misjonarzy w sposób specjalny poświęcających się, by przywrócić religijne i moralne wychowanie młodzieży oraz mieszkańców wiosek i małych gmin…[19] Możemy się jedynie dziwić postawie promera, który osobiście poprzedniego miesiąca skierował do ministra spraw wewnętrznych prawdziwe oskarżenie przeciwko księdzu de Mazenod. Podstępnie rozpoczął od pochwalnego tonu działalności de Mazenod z młodzieżą, by następnie ukazać jego ambicje i inne zamiary. Faktem oczywistym dla niego było, że de Mazenod najpierw cieszył się wielką popularnością wśród młodzieży, a następnie uzurpował sobie przywileje proboszczów i arogancko się narzucał. Montagne mówi o dobroci, niekończących się komplementach i uprzejmym zainteresowaniu, które protegowanych Eugeniusza skłaniało do praktykowania ćwiczeń duchownych, co także wzbudzało w nich przywiązanie i bezgraniczne oddanie się temu, który z całkowitą bezinteresownością chciał poświęcić swój czas temu świętemu zadaniu. Rozumie, że jego sukces już miał pewne niepokojące znamiona, a w przyszłości zamierzał podjąć także inne działania: Publiczność jednogłośnie oklaskiwała świętą gorliwość księdza de Mazenod. Uwielbiały go dzieci, błogosławili go rodzice: także ja, jako ojciec rodziny, podzielałem to uczucie.

To łagodne stwierdzenie było wstępem do długiej mowy o intencjach i zachowaniu de Mazenod. Rozpoczniemy od ukazania, w jaki sposób powstało Stowarzyszenie Misjonarzy: Wnet grupa młodzieży przyjęła nazwę Zgromadzenia. On sporządził wewnętrzne regulaminy. Jakiś czas potem otwarto kaplicę w byłym klasztorze sióstr zakonnych. Zauważono tam dwóch lub trzech księży, którzy się zebrali, a pierwszy z nich był uważany za przełożonego. […] Instytucja przybrała nazwę Misji Prowansji. […] Odtąd ta instytucja zmieniła swój cel. Ksiądz de Mazenod i jego towarzysze udali się, by w okolicy głosić misje, w tym czasie młodzież znajdowała się pod opieką któregoś z księży nowego Zgromadzenia[20].

Autor dość dobrze ujmuje szybką ewolucję, jaka nastąpiła w ciągu dwóch poprzednich lat, chociaż skądinąd nasłuchał się skarg przeciwników, czyniąc się ich rzecznikiem. Udaje, że martwi się o Stowarzyszenie Młodzieży, zanim potępi wszystko inne. Najpierw mówi o posłudze w Kościele Misji: o publicznym kulcie, procesjach, częstych składkach, zniechęceniu pewnej części parafian, o zabiegach, by udzielać pierwszej komunii i bierzmowania w kaplicy misjonarzy, i dochodzi do konkluzji: okrutny rozłam pomiędzy pasterzami z miasta a Misją.

Montagne stara się nie wypowiadać o tym, co ma związek z wdzieraniem się do parafii i obrazą pasterzy a także o sprawach, które nie wchodzą w kompetencje wynikające z pełnionej funkcji, a uzmysłowienie, że nowe stowarzyszenie będzie powodem rozłamu i skandali w mieście uważa za swój obowiązek. Każdy zajmuje swą pozycję, spokój jest zagrożony. Proboszczowie, których zasługi wychwala nazywając ich jedynymi prawdziwymi kierownikami sumień, stają się obiektem animozji, jak i wszyscy przeciwnicy nowego stowarzyszenia. Zakwestionowane zostały nawet same misje. Niektórzy mówili, że Prowansalczycy nie są bardziej zdemoralizowani niż mieszkańcy innych regionów, a jeśli już chce się przeprowadzić misję, to można zwrócić się do Misjonarzy Francji. Inni wspierali fundację: ponieważ kochali jej przełożonego i widzieli jego zbawienną działalność z młodzieżą: inni nie mają się co odzywać.[21]

Interwencja zastępcy mera ukazuje zarówno złożoność zarzutów wysuwanych pod adresem Założyciela, jak i rozmiary opozycji, a także ważną pozycję Stowarzyszenia Młodzieży w początkach istnienia Misjonarzy Prowansji. Szybko doniesiono do rady miejskiej, że opowiedziano się za systemem wychowawczym Lancastera (cóż to straszne plemię nam obwieszcza), Fortunat de Mazenod upraszczając nieco fakty, czyni aluzje do wykrętnego działania Montagne: Ta sama rada wypowiedziała się przeciwko stowarzyszeniu Eugeniusza i mogła doprowadzić nawet do jego destrukcji, gdyby zabrakło stanowczości kilku szanowanych mieszkańców a zwłaszcza podprefekta pana de Foresta, który zasługuje na szacunek ze względu na swe talenty jak i cnoty[22].

 

6.     Stopniowe, ale powolne uspokojenie

Ksiądz de Mazenod szybko został utożsamiony z dwoma przeciwstawnymi obozami. Z jednej strony ślepi i źli, którzy dręczyli misjonarzy, choć zamierza się za nich modlić, a z drugiej dobrzy ludzie. Opozycja była radykalna i możemy sądzić, że pojednanie nie nastąpi natychmiast, niczym jedno uderzenie[23]. Latem następnego roku, starając się załatać 28-miesieczną przerwę w dzienniku Stowarzyszenia Młodzieży, jest jeszcze zszokowanymi zniewagami, które musiał znieść. Wspominając o jego rozwoju, dodaje: Również przeszkody i sprzeciwy pojawiają się w pewnej proporcji. … Moja cierpliwość jednak została wystawiona na okrutną próbę… Będzie musiał stanąć na wysokości zadania, aby nie zrezygnować z ukazania lub przyczynienia się do powstania choćby najmniejszego dobra w mieście, dla którego się poświęcił i gdzie poznał smak goryczy[24].

W korespondencji Fortunata de Mazenod z lat 1818-1820 słyszymy o sprzeciwach, które ciągle będą podnosić się przeciwko Misji w Aix. Niewątpliwie były kanonik stara się osłabić siłę, z jaką detale mogły uderzyć w przewodniczącego de Mazenod, który w niewielkim stopniu uczestniczył w zmartwieniach swego syna. Jest świadomy faktu istnienia opozycji wobec dzieła, które nazywa bardzo wspaniałym i życzy sobie, aby cudowne celebracje Fortunata mogły wzbudzić ducha pokoju i zgody[25]. Fortunat zauważa, że nawet jeśli jego brat mówi o atakach, które zewsząd są wymierzone w Misje, nigdy nie precyzuje żadnego z nich[26]. Zresztą przewodniczący de Mazenod dał dowód dyskrecji, a jeśli mógł, to starał się kłaść nacisk na zachęty udzielane Eugeniuszowi, zresztą w ten sposób traktuje duchowe wsparcie udzielone przez papieża Leona XII: To chwalebne i pocieszające dla niego, gdyż zobaczył, że Głowa Kościoła docenia wartość jego prac apostolskich zupełnie inaczej niż księża z Aix, wśród których wikariusz myśli, że jest doktorem[27].

W nieco innym tonie Fortunat, spodziewając się coraz to nowych przykrości, zapewnia przewodniczącego, że jego odwaga wzrasta proporcjonalnie[28]. Jego własna determinacja oraz solidarność ciągle się rozwijają: Im bardziej biedna Misja jest atakowana przez wrogów dobra, tym bardziej naszym zadaniem jest podtrzymywać dobrą reputację, co też czynimy zawsze, nie zważając na cenę[29]. Wiemy także, że wielka misja w Aix w 1820 stanie się okazją do nieprzyjemnych zajść i prawdziwego sprzeciwu[30]. Począwszy od 1821 roku różnice między Założycielem a proboszczami z Aix powoli będą się niwelować, rzadziej będą miały publiczny charakter i będą pozostawiać coraz to mniej śladów w archiwach. W 1822 roku ojcu Courtès, który zastępował Eugeniusza w czasie, gdy ten przebywał na misjach, Założyciel udziela następującej rady: Zawsze z szacunkiem odnoście się do tych księży [proboszczów z Aix], traktujcie ich godnie z racji kapłaństwa, którym zostali przyobleczeni, jeśli to możliwe, ukrywajcie i nie mówcie publicznie o ich zamiarach. W ogóle ich nie krytykujcie, ale wszędzie dawajcie dobry przykład[31].

Nominacja wujka Fortunata de Mazenod na stolicę biskupią w Marsylii w 1823 roku i wyjazd z Aix jego bratanka zapoczątkują nową erę. Pewne oskarżenia zupełnie znikną i wnet zostaną nawiązane dobrosąsiedzkie stosunki[32].

 

7.     Kontynuacja działalności w kościele w Aix

Posługa duszpasterska w Kościele Misji nie będzie podlegać większym zmianom. De Mazenod stara się przedstawić jej bardziej szczegółowy obraz: Trzeba było posługiwać w kościele, gdzie każdego wieczoru dla wiernych wprowadziłem wspólne modlitwy. Ta modlitwa zawsze była poprzedzona lub zakończona czymś w rodzaju medytacji. Codziennie wielu młodych (ponad 300) z mego stowarzyszenia gromadziło się w chórze lub też bawiło się razem w pomieszczeniach domu. W niedzielę uczestniczyli we Mszy, w czasie której wygłaszano dla nich kazanie. Po południu, przed lub po nieszporach, katechizowano ich, co wcale nie przeszkadzało, aby wygłosić ogólne kazanie. Postarałem się także, aby towarzyszyć młodym członkom stowarzyszenia w mojej wiejskiej posiadłości na przedmieściach, aby ze spokojem mogli się bawić. Trzeba także było wyspowiadać tę małą trzódkę…; pracy naprawdę nie brakowało[33].

Założyciel zawsze podkreśla ścisły związek pomiędzy Stowarzyszeniem Młodzieży a głównym celem Stowarzyszenia Misjonarzy Prowansji[34]. Ten właśnie wymiar podkreślono w artykule zamieszczonym w 1818 roku w Przyjacielu Religii, który to artykuł Fortunat de Mazenod dołączył do listu skierowanego do swego brata: Eugeniusz de Mazenod nie ogranicza swej troski jedynie do misji, gdy bowiem poprzez misje zaradza potrzebom wiosek, to miastu wyświadcza przysługę poprzez dzieło zupełnie innego rodzaju. Zaprawia w cnocie i w praktykowaniu religii ogromną rzeszę młodych ludzi, już rzuconych w świat, którzy gardząc ludzką opinią odważnie składają świadectwo Ewangelii, rezygnując ze świeckich zabaw często korzystają z sakramentów i wyróżniają się także zaangażowaniem i swoimi sukcesami odnoszonymi w różnych akcjach społecznych. To Stowarzyszenie przygotowuje dla naszego miasta pokolenie ojców religijnych rodzin, szanowanych, pracowitych i wykształconych ludzi, którzy będą wypełniać swe obowiązki w oparciu o zasady sumienia oraz dobrze służyli Bogu i władcy.

     Ksiądz de Mazenod starannie uprawia te młode rośliny, których codzienny wzrost jest nagrodą za jego trudy i niesamowitą pociechą dla pobożnych dusz. W ten sposób diecezja pochwala pomyślny rozwój tych dwóch wspaniałych dzieł, które obejmują zarówno wioski jak i miasto, wyrażając nadzieję, że powoli w tej okolicy zabliźnią się rany otwarte przez rewolucję i niegodziwość[35].

W 1817 roku w czasie długiego pobytu w Paryżu Stowarzyszeniem zajmowali się jego współbracia. Mimo że wraz z nadejściem wakacji szkolnych (smutny czas wakacji) wielu uczniów oddaliło się od Misji, ciągle prowadzono katechizację przed I Komunią Św[36]. Kontakty chłopców z nowicjuszami zdawały się mącić spokój ich ducha. Maunier w porozumieniu z Tempier wymyślił cały ceremoniał, który stanowił, aby nowicjusze wchodzący do kościoła nie byli zaczepiani przez chłopców i zachowywali milczenie. Maunier konkluduje: Zauważyłem, że uporządkowane i spokojne przejście do kościoła przynosiło dobre owoce, a członkowie Stowarzyszenia byli zbudowani[37].

Gdy Eugeniusz przebywał w Aix, ciągle interesował się Stowarzyszeniem. Fortunat, zwracając się do przewodniczącego de Mazenod, narzekał na dwóch roztrzepańców, których zapomniano przeegzaminować, a jednocześnie pokazuje zaangażowanie bratanka: o tyle są usprawiedliwieni, na ile twój syn darzy ich przyjaźnią i zawsze ma ich na głowie, do tego stopnia, że nie ma nawet chwili odpoczynku[38]. Jednak Stowarzyszenie Młodzieży nie jest jedynie prywatnym dziełem księdza de Mazenod, jest także wspaniałym dziełem Misjonarzy Prowansji, jak to podkreślają Reguły z 1818 roku. Jeśli jego współbracia zastępują go podczas długich okresów nieobecności i pomagają mu, gdy przebywa na miejscu, należy mocno podkreślić, że to dzieło ma ścisły związek z jego osobowością i jego charyzmatem. Zacznie się jednak chylić ku upadkowi w 1823 roku w chwili wyjazdu Eugeniusza do Marsylii.

 

II. Daremne starania o królewską aprobatę

1. Niepewność statu quo

Stowarzyszenie Misjonarzy Prowansji istniało dzięki determinacji Założyciela i jego pierwszych towarzyszy oraz przychylności wikariusza generalnego księdza Guigou i jego aprobacie, dzięki której Stowarzyszenie otrzymało statut diecezjalny. 29 stycznia 1816 roku wikariusz generalny Guigou ogłosił istnienie w Aix stowarzyszenia księży diecezjalnych żyjących we wspólnocie[39]. Nic nie wskazywało na to, że będzie to tylko faza przejściowa[40]. W aprobacie z 13 grudnia 1818 roku nie było jednak żadnej wzmianki o ewolucji, jaka dokonała się w momencie napisania Reguł, wprowadzenia pewnych ślubów i fundacji w innej diecezji. W oparciu o konkluzje ojca Consentino aż do roku 1826 Instytut nie był prawdziwym stowarzyszeniem na prawie diecezjalnym, ale zwykłym stowarzyszeniem księży diecezjalnych, którzy złożyli prywatne śluby, nie mając zatwierdzonej Reguły[41]. W ten sam sposób wypowiada się Jeancard[42].

Faktem oczywistym jest, że Założyciel przynajmniej przez półtora roku nie traktował tego statutu jako coś stałego. Od pierwszej chwili istnienia Forbin-Jansosn naciska na przyłączenie się do Misjonarzy Francji. Do tej kwestii powraca latem 1816 roku, jednak de Mazenod, przeczuwając sprzeciw wikariuszów generalnych i swych współbraci, nie zdobywa się jeszcze na odwagę, by kategorycznie zakończyć tę kwestię: Można by odstąpić od tej propozycji, podkreślił, gdybyśmy mieli i przedstawili mu mocne argumenty. Jednocześnie dość ostrożnie wypowiadał się o rządowej aprobacie udzielonej Misjonarzom Francji: Oto już zostaliście uznani. Teraz trzeba jedynie, aby was jeszcze dotowano[43]… Ojciec Rey, odnosząc się do biografii księdza Rauzan, superiora Misjonarzy Francji, stwierdza, że nawet jeszcze podczas długiego pobytu Eugeniusza w Paryżu w 1817 roku, usilnie starano się go przekonać do przyłączenia się do Misjonarzy Francji. W każdym razie, wiadomo, że Założyciel uznał za stosowne, aby tę prośbę ponownie skonsultować ze swymi współpracownikami. Odpowiedź księdza Tempier jest dość kategoryczna: Powiadomiłem naszych współbraci o przedstawionej nam propozycji, z jaką występują Misjonarze Francji, aby się do nich przyłączyć. Nasze zamiary ciągle są takie same: sądzimy, że korzystniej jest dla nas, abyśmy się nie przyłączyli. Dwóch spośród nas kategorycznie się temu sprzeciwia.

Ojciec Rey dodaje: To sprawiło, że upadły projekty połączenia się dwóch Stowarzyszeń[44].

W Aix można było liczyć jedynie na księdza Guigou, jednak on znajdował się na spalonej pozycji, bowiem księża oburzeni listem de Mazenod, o którym mówiliśmy, złożyli u niego protest[45]. W anonimowym liście z 15 czerwca skierowanym do ministra spraw wewnętrznych skarżyli się na postawę wikariuszów generalnych, mało przychylnych, by wysłuchać zażaleń proboszczów: Despotyzm wikariuszów generalnych jest taki, że zmusza nas do zachowania anonimowości… Proboszczowie nie mają odwagi, by odwołać się do Króla… To odrażające, że współpracownicy Króla pogniewali się do tego stopnia, że nie odważyli się podnieść głosu i złożyć skargi[46].

Według Lefon, de Mazenod w tym momencie zdaje sobie sprawę, jak bardzo delikatną kwestią jest istnienie jego dzieła, podlegającego władzom diecezjalnym, których wsparcie jest tak bardzo niestałe[47]. Cytowane teksty pochodzą z poprzedniego roku, co powala stwierdzić, że ów kryzys nie pojawił się nagle. Rzeczywiście słusznie można przypuszczać, że gdy de Mazenod udaje się do Paryża, ma na myśli przede wszystkim przyszłość Misjonarzy Prowansji.

 

2.     Źle załatwiona sprawa

W 1815 roku na mocy dekretu królewskiego zatwierdzono Zgromadzenie Misji Zagranicznych, misjonarzy Św. Wincentego, duchaczy, sulpicjanów, a w 1816 Misjonarzy Francji. Podobnego dekretu de Mazenod oczekiwał wobec Misjonarzy Prowansji[48]. Niewątpliwie sądził, że w ten sposób mógłby uniknąć pewnych kontestacji, a nawet otrzymać subsydia. Założyciel nie zdawał sobie sprawy, że wokół jego poczynań zrobi się głośno. Dlatego swej matce polecił, aby wymijająco odpowiadała tym, którzy będą pytali o powody i długość jego nieobecności w Aix: Gdy będą was pytali, co robię w Paryżu, będę spokojny, jeśli odpowiecie, że udałem się tam w zwyczajnych sprawach, w sprawach rodziny i oznajmili, że powrócę dopiero zimą. To nie znaczy, że nie wrócę wcześniej, jeśli załatwię, to, co muszę[49].

Mazenod rzeczywiście będzie się zajmował sprawą emerytury swego ojca i wujka Karola Eugeniusza oraz podejmie kroki zmierzające do nominacji jego wujka Fortunata na stolicę biskupią w Marsylii. Prawdą jest także, że od momentu przyjazdu do Paryża zajął się kwestią Misjonarzy Prowansji, a oszczercy, przewidując jego zamiary, rozpoczęli tajne konszachty. Gdy chodzi o tę sprawę, poprzestaniemy jedynie na przytoczeniu różnych dokumentów, w większości dotychczas niepublikowanych, zebranych przez ojca Pielorza[50].

Już w minionym roku wikariusze generalni, na prośbę księdza de Mazenod, przekazali ministrowi Laîné wspaniałą prośbę. Pomimo dodatkowych informacji uzyskanych w późniejszym czasie w ministerstwie, źle zrozumiano sytuację Misjonarzy Prowansji w stosunku do Misjonarzy Francji. Nic nie zostało załatwione, a 2 stycznia 1817 roku wyszło nowe prawo, które dla aprobaty nowego stowarzyszenia kościelnego wymagało głosowania w parlamencie. Wszystko więc trzeba było zacząć od początku. W otoczeniu de Mazenod nie od razu, jak się wydaje, dostrzeżono zasięg problemu. Kolejny raz wszczęto procedurę i skierowano prośbę. Założyciel miał nadzieję przynajmniej na prawo egzempcji lub substytucji. Jednak polityka ministra zmierzała raczej do przyłączania innych stowarzyszeń o zbliżonym celu do Misjonarzy Francji. Zresztą żadne stowarzyszenie nie zostało zatwierdzone zgodnie z prawem bez głosowania w parlamencie, choć niektóre w inny sposób uzyskały aprobatę[51].

W tym momencie minister spraw wewnętrznych przeprowadził dochodzenie, o czym dowiadujemy się z listu do prefekta departamentu Bouche-du-Rhône. Niepokoiły go pomysły de Mazenod i jego współbraci. Mam poważne powody, aby z wielką ostrożnością postępować ze stowarzyszeniem Misjonarzy, chodzi bowiem o jego strukturę. Te motywy, dodaje, nie mają żadnego osobistego związku z członkami stowarzyszenia z Aix. Mimo wszystko prosi o informacje, które pomogą mu wyrobić sobie zdanie o każdym z nich a zwłaszcza o superiorze. Stara się przede wszystkim dowiedzieć, czy któryś z nich nie zmienił swego zdania odnośnie aktów religijnych i cywilnych ustanowionych przez rewolucję lub nie opowiadał się za doktrynami, które mogły zmącić spokój sumień i naruszyć ład społeczny[52].

Biskup Bausset, przyszły kardynał, którego nie należy mylić z jego kuzynem, przyszłym arcybiskupem Aix, w liście polecającym nie zawaha się podkreślić, że de Mazenod i jego towarzysze są ludźmi całkowicie i zupełnie oddani ich powołaniu, wolni od wszelkiej przesady i obcy wszelkiej stronniczości[53]. Te słowa, które miały przekonać ministra dotarły do niego zbyt późno i skądinąd możemy przypuszczać, jak sprawy się potoczyły. 17 lipca Założyciel przybył do Paryża, 25 lipca spotkał się z ministrem Laîné i złożył prośbę o zatwierdzenie, która w jego oczach była sprawą wielkiej wagi. Ze spotkania wyszedł zawiedziony: W tej chwili nie ma się czego spodziewać ze strony rządu[54].

 

3.     Ostatnia obrona

Donosy skierowane przeciwko de Mazenod przez pewne grupy z Aix nie ułatwiały przebiegu spraw. Założyciel nie zadowalał się prowizoryczną aprobatą. Na uwagę zasługuje długi list napisany 31 lipca 1817 roku do ministra, przechowywany w Archiwum Narodowym w Paryżu. Świadczy bowiem o prawie służalczej postawie, z jaką de Mazenod przedstawia swą prośbę ale także o namacalnym rozgoryczeniu spowodowanym formalnościami, przez które musi przebrnąć, o jego spontanicznej dezaprobacie na wypadek niepowodzenia, a nawet o pewnych porywach miłości własnej. Rozpoczyna od ukazania społecznej a nawet politycznej przydatności swego dzieła: Podjętą posługę uważam za bardzo trudną, a w obecnych okolicznościach za bardzo ważną nie tylko dla dobra religii, ale także dla króla i publicznego spokoju.

W ten sposób potwierdzał potrzebę zarówno zaufania władz kościelnych jak i rządowej aprobaty, która w oparciu o jego własne słowa sprawi, że będzie skutecznie pracował dla Kościoła. Pokonawszy obiekcje ministra, Założyciel stara się zrozumieć, że gdyby z Paryża wrócił z niczym, dziełu Misjonarzy Prowansji groziłoby niebezpieczeństwo: Podejmuję ryzyko, gdy patrzę jak kapłani, którzy się do mnie przyłączyli, zniechęcają się, wracają w swe rodzinne strony a niektórzy nawet opuszczają królestwo… Z tej racji obrona przybiera osobisty charakter, nawet jeśli de Mazenod ciągle wypowiada się w imieniu grupy misjonarzy: Wszyscy wiedzą, że pojechałem do Paryża, aby uzyskać aprobatę naszego Stowarzyszenia. Jeśli powrócę do mej diecezji, nie mając najmniejszego dowodu o rządowej aprobacie, straciłem połowę mych sił […]

Niezależnie od opinii, jaką można mieć o mnie, Wasza Wysokość odznacza się zbyt wielką gorliwością o dobro, zbyt wielką bystrością, aby nie przewidzieć zbawiennego owocu, jaki przyniesie świadectwo aprobaty, która być może nie byłaby tak koniecznie potrzebna, gdyby nie wiedziano, że o nią prosiłem, ale jest nieodzowna z racji wszystkich poczynionych zabiegów, by ją uzyskać[55].

Mówiono, że de Mazenod wpadł we własną pułapkę. Rzeczywiście, z zupełnie słusznych powodów zabiegał o rządową aprobatę i wplątał się w coś zupełnie nieodwracalnego, co stało się źródłem zagrożenia. Mógł jedynie z większym niż kiedykolwiek rozgoryczeniem zdać sobie sprawę z dwuznacznej postawy rządu, pod wpływem którego znajdował się Kościół we Francji, był także wyczulony na wszystkie ciosy zadane jego honorowi. Całą tę sytuację, w pełnym tego słowa znaczeniu, można nazwać patetyczną.

 

4. Porażka zmienia się w zwycięstwo

Można się było spodziewać się, że minister nie chciał dopuścić do tego, aby go złamać. W udzielonej odpowiedzi poprzestał jedynie na potwierdzeniu swego stanowiska, co ojciec Pielorz określa mianem życzliwej tolerancji: Czekając na moment, który nie jest zbyt odległy w czasie, wraz z waszymi godnymi szacunku towarzyszami możecie kontynuować działalność, którą tak wspaniale rozpoczęliście[56]. W oparciu o tę miłą konkluzję i odpowiedź, która nie jest jednoznaczna z odmową aprobaty, Założyciel pozwala sobie na rzadko spotykany triumfalistyczny ton, który pojawia się na samym początku listu, przed pozostałymi wiadomościami, który skierował do księdza Tempier. Chociaż list został adresowany do wiernego towarzysza, de Mazenod za jego pośrednictwem zwraca się do pozostałych, czując, że może nieco wyżej podnieść głowę: Mój drogi przyjacielu, możecie rozpowiedzieć po całym mieście, ku radości ludu i zmartwieniu niegodziwców, że zostaliśmy uznani przez Rząd i uzyskaliśmy pozwolenie na dalsze prowadzenie naszej działalności, którą tak wspaniale rozpoczęliśmy. To są wyrażenia pochodzące z listu, jaki pan minister skierował do księdza de Mazenod, superiora Misji w Aix[57].

Jednak w sensie ścisłym nie uzyskał żadnej aprobaty, tylko zwyczajne potwierdzenie istnienia. A. Taché przywołując entuzjastyczne słowa de Mazenod, natychmiast dodaje: Prawdą jest, że nie była to aprobata, o którą prosił, a radość okazywana przez Założyciela na zewnątrz jako zachęta dla jego współbraci, maskuje rzeczywisty zawód[58]. Leflon otwarcie mówi o prowizorycznym zatwierdzeniu, o cząstkowym sukcesie, którego znaczenie Założyciel zniekształca, posuwając się aż do świętowania zwycięstwa[59].

Minister, wyrażając pochlebne opinie na przyszłość, pozostawia sprawę otwartą. Prefekt nie sprzeciwia się aprobacie, i stwierdza, że jest przekonany o cnotach i prawdziwie ewangelicznej gorliwości księdza de Mazenod i jego towarzyszy. Uznaje, że ich przepowiadanie a także troska o edukację młodzieży przyniosły jak najbardziej zbawienne efekty. Ubolewa jednak z powodu różnic między nim a proboszczami i sugeruje, aby zanim przystąpi się do dalszych działań, zaczekać na zadanie nowego arcybiskupa, który niebawem obejmie urząd[60].

Nie można łączyć klęski Założyciela z nieprzychylnością ministra, bowiem on sam, jak i zresztą król, byli wyczuleni na głosy opinii publicznej. Rządowi bardziej zależało na podporządkowaniu Kościoła państwu niż na rzeczywistym promowaniu jego misji. Laîné zgadza się z opinią władz kościelnych i niektórych urzędników państwowych, ale nie zamierza chować się za prawem, co uwolniłoby go od zajęcia konkretnego stanowiska[61]. Zgadza się więc z opinią wyrażoną 18 sierpnia przez władze kościelne i proboszczów z Aix. Oficjalnie zignorował anonimowy list z 17 lipca, o czym powiadomił de Mazenod, który dokładnie o jego zawartości poinformował księdza Tempier, dołączając także słowa jego nadawcy: Jego wysokość był obrażony złośliwością tego człowieka, któremu okazał dowód swej największej pogardy[62].

Przebieg wydarzeń wydaje się mało pomyślny, wiele stowarzyszeń zabiegało o zatwierdzenie, a debata w parlamencie niosła ze sobą ryzyko. Mazenod rezygnuje ze swego projektu i w listopadzie powraca do Aix[63]. Stowarzyszenie Misjonarzy Prowansji a także Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej we Francji nie będą posiadały osobowości prawnej.

 

III. Konfrontacja z nowym biskupem

1. Pierwsze kontakty

Wydarzenia towarzyszące niepowodzeniom związanym z uzyskaniem aprobaty nabierają swego znaczenia, gdy zestawi się je z innym epizodem, jeszcze bardziej dramatycznym dla de Mazenod, a mianowicie z relacjami z nowym arcybiskupem Aix księdzem de Bausset. Już dwukrotnie zostały zawiedzione jego oczekiwania, dwukrotnie już sądził, że stawką w grze była przyszłość założonego przezeń Stowarzyszenia. Chociaż lato 1817 roku, spędzone w Paryżu, nie było dla niego czasem piekła, było jednak okresem ciężkich zmagań i nie mniej rozdzierających wyborów. W jednej chwili Założyciel zrozumiał najgorsze, ale dźwignął się i przewidział dodatkowe rozwiązanie. Rozpocznijmy jednak od przytoczenia faktów.

W omawianym przez nas okresie misjonarze nie byli jeszcze ludźmi biskupów, jak to określą późniejsze Reguły. Lata przemian, a mianowicie reorganizacja struktur kościelnych we Francji, nie były przychylne dla biskupów, którzy objęli urząd na mocy konkordatu z 1801 roku, będącego owocem zbyt wielu kompromisów. W samym mieście Aix, po przejściu na emeryturę biskupa Jauffret przyzwyczajono się do nieobecności biskupa. Ksiądz de Mazenod, dzięki zrozumieniu księdza Guigou, zrównanemu w prawie biskupowi, posiadającemu tytuł wikariusza kapitulnego, zdołał postawić na nogi Stowarzyszenie Misjonarzy Prowansji.

Gdy biret kardynalski został przyznany byłemu biskupowi Alais księdzu Bausset-Roquefort i Wielkiemu Jałmużnikowi biskupowi A. de Talleyrand-Périgord, do Aix dotarła informacja o nominacji Ferdynanda Bausset, dotychczasowego biskupa Vannes. Podejmowane inicjatywy dotyczyły przywrócenia dawnych diecezji, co w przypadku Aix w znacznym stopniu pomniejszyłyby statut tej diecezji[64]. Biskup de Bausset nie miał żadnych powodów, aby z dystansem odnosić się do księdza de Mazenod. Jeden z jego bratanków, w 1814 roku, był członkiem Stowarzyszenia Młodzieży, na początku 1816 poprosił o przyjęcie do Stowarzyszenia Misjonarzy Prowansji, a 4 listopada przywdział habit zakonny[65]. W 1816 roku biskup Bausset napisał do Założyciela przyjazny list w jego sprawie[66]. Gdy w 1818 bratanek biskupa opuścił Stowarzyszenie, biskup wyraził swój żal raczej w pochlebnym dla de Mazenod tonie[67].

Gdy w Paryżu rozniosła się wieść o nominacji biskupa w Aix, złożono mu zwyczajowe gratulacje, a jego wujek Fortunat został wskazany na biskupa Marsylii. Pierwsze spotkanie odbyło się w serdecznej atmosferze, co zresztą potwierdza sam Założyciel: Poszedłem go odwiedzić, przyjął mnie z otwartymi ramionami, powiedział mi o wielu sprawach swej diecezji, a na zakończenie poinformował, że ma zamiar stworzyć swój gabinet i mianować mnie swym wikariuszem wraz z inną osobą, którą mi wskazał. Mazenod nie podaje dalszych szczegółów intratnej propozycji, choć przywiązuje do niej niesamowitą wagę, przy wielu okazjach nazywając ją swym szczęściem. W nominacji na wikariusza generalnego Aix widzi gwarancję dla przyszłości Misji: Jest z czego się cieszyć, uważam, że to wszystko, czego nam potrzeba, nie dlatego, że ja mam objąć urząd wikariusza; dla mnie to zupełnie obojętne i nawet byłby to dla mnie pewien ciężar, ale korzyść dla naszego dzieła byłaby nieoceniona i patrzę na to z tego punktu widzenia.

Niestety, Założyciel szybko musiał spuścić z tonu, słusznie podejrzewając, że jego przeciwnicy otumanili nowego arcybiskupa, który stał się nagle oziębły. O jego frustracji świadczy list do wiernego Tempier: To prawdopodobne, że w przerwie nasi przeciwnicy uruchomią wszelkie możliwe kanały i zdołają zmienić zdanie arcybiskupa; muszę o tym pomyśleć, nawet jeśli osądzam go przez pryzmat moich późniejszych kontaktów z nim. Na pięć czy sześć razy, gdy poszedłem go odwiedzić, spotkałem go tylko raz. Byliśmy co prawda razem w Issy, ale żadnej nawet najmniejszej otwartości, zaufania, ani słowa o diecezji, o jego projektach, doszedłem do wniosku, że po jego nominacji moja osoba go krępuje, ponieważ nie odważył się pokonać pojawiających się przeszkód; oto, gdzie jesteśmy mój drogi przyjacielu. Poczekam jeszcze trochę, a jeśli dalej w ten sposób będzie postępował, najprawdopodobniej będę domagał się wyjaśnień[68].

Purpurat pod wpływem niepochlebnych opinii napływających z Aix powrócił do swych pierwotnych zamiarów, których echo słyszymy w szorstkich słowach skierowanych do de Mazenod podczas spotkania z 14 października. Nie wydaje się, aby po tych doniesieniach pozostał jakiś widoczny ślad[69].

 

2. Dotkliwa konfrontacja

Wyjaśnienia wywołały burzę. Mazenod wyszedł oszołomiony, prawie zniweczony, wzburzony na duchu, z trudem znosząc spadające na niego wybujałe sprzeciwy. Bez zahamowań daje temu wyraz w liście odbiegającym od rodzinnego i uroczystego tonu, skierowanym do swych dwóch współbraci Tempier i Maunier: Potrzebowałem szczególnej łaski, aby nie przeciwstawić się gwałtownie purpuratowi, który był skłonny uprzedzić się do tego stopnia, by na oślep spoglądać na wszystkie ludzkie żądze, które nas krępują i już od dawna prześladują… To być może największa ofiara, jaką składam z miłości własnej. Rozmawiając z purpuratem ze dwadzieścia razy zamierzałem wstać… Ale powstrzymała mnie Misja, Zgromadzenie, wszystkie dusze, które dzięki naszej posłudze oczekują zbawienia, przybijając mnie do ciężkiego krzyża, który natura ledwie co może znieść. Nie przyznał mi racji w żadnej materii, a przyznał ją proboszczom…

Jeśli Założyciel się nie wycofał, jak to sam stwierdza, postąpił tak ze względu na dzieło Misji a zwłaszcza Stowarzyszenia Młodzieży. Był zraniony, gdyż oskarżono go o osobiste ambicje lub dążenie do zaszczytów. Wyjaśnia dlaczego nie zrezygnował z tytułu wikariusza generalnego: Chociaż z zaskoczeniem zapewniłem purpurata, że tak źle zostałem wynagrodzony za moje bezgraniczne oddanie, biskup zasłonił się fragmentem Pisma Świętego, aby mi udowodnić, że liczyć należy jedynie na wieczną nagrodę, i jak to mówi prorok: elegi abjectus esse in domo Dei, że trzeba, abym się wystrzegał faryzejskiej pychy, która lubi być chwalona w miejscach publicznych i zajmować pierwsze miejsce, stroić się w ozdobne szaty, oraz że był wolny by mnie mianować bądź też nie wikariuszem generalnym… Zresztą nie uważam tego stwierdzenia za słuszne, ale to była prawdziwa awantura, ponieważ, to nie ja powiedziałem, aby mnie mianował swym wikariuszem, ale sam mi o tym powiedział, a skoro mu nie odmówiłem, to dlatego, że mogłem sądzić, że ten tytuł przyczyni się do większego dowartościowania naszego dzieła…

Mazenod z ironią dodaje: Rozstaliśmy się jako dobrzy przyjaciele, to znaczy, objął mnie dwu lub trzykrotnie, jakby rany rozdzierające serce mogły się zabliźnić jak po przetarciu figury gąbką[70]. Dziś trudno ocenić znaczenie napadów humoru i emocjonalnych wybuchów, a wszelkie założenia z góry są nam obce, czy chodziło o pewne pojęcie zaszczytu, wagę tytułu, przypadek wpływu lub patronatu, który obowiązywał wśród duchownych.

Wielkim uproszczeniem byłoby, gdybyśmy sądzili, że ksiądz de Mazenod zamierzał wszystko porzucić z tej racji, że nowy arcybiskup wycofał jego kandydaturę. Wzburzenie jest oczywiście zrozumiałe, bardziej nawet niż niechęć, bowiem zakwestionowane zostało jego dzieło, którego przy wielu okazjach bronił rękami i nogami, choć w tym momencie zdawało się, że chyli się ku upadkowi. Mazenod nie traktuje tych wydarzeń jako sprawę sumienia, ale jako kwestię życia lub śmierci Stowarzyszenia Misjonarzy Prowansji. Nie obawia się bez żenady rozpocząć swej apologii. Tekst, którym dysponujemy, jest uszkodzony, ale można uchwycić jego sens: Zrezygnowałem z bycia wikariuszem i teologiem biskupa, z największą ufnością, gdyż za kilka lat wyświęcił mnie na biskupa, i odrzucam kolejne propozycje, jakie mi złożono dzień po tym, jak doznałem okropnego zawodu… Moje sumienie wskazuje, abym nie brał pod uwagę mojej osoby w działaniu, które mam podjąć… Bóg będzie naszym sędzią; nie obawiam się przypomnieć przed jego trybunałem wszystkich niesprawiedliwości ludzkich, tak bardzo me intencje są czyste a me spojrzenie prawe.

Założyciel przedstawia nam szczegóły odpowiedzi, mając zamiar przeciwstawić się arcybiskupowi: Z pewnością zła natura, którą należy ukrzyżować, w tej chwili dała o sobie bardzo znać, proporcjonalnie do zniewag, jakie znoszę, podpiszę u arcybiskupa, że nie chce już więcej jego diecezji, że wracam do mego domu, by czynić dobro, które uważam za słuszne, że młodzież pozostawiam na pastwę ich wolności, że zapominam o wszelkiej bezmiernej podłości, a niegodziwość postępowania zmusza mnie do zajęcia się ich autorami, i wreszcie, aby się nie łudzić, opublikuję wszystko, co dobrego zamierzałem uczynić dla mego kraju i ukazać przeszkody, jakie ciągle pojawiały się z wyrachowania i zazdrości… Bóg zażąda ode mnie zdania sprawy[71].

 

3. Dramatyczny wybór przedstawiony przez Mazenod swoim współbraciom

Założyciel wyraża jedynie swoje pragnienia, ale poza tym chodzi o wybór, za który sam nie chciałby ponosić odpowiedzialności. Innymi słowy czy należy zaakceptować zniewagi czy też spakować walizki? Ten dylemat przedstawia swoim współbraciom, sugerując im oczywiście rozwiązanie. Osobiście jest gotów, aby na siebie wziąć upokorzenie, liczy na swych współbraci-kapłanów i na młodych, którzy przygotowują się, by im pomagać: Proszę was, moi drodzy przyjaciele, abyście rozważyli przed Bogiem, by poznać, co musimy robić. Zostawcie na boku wszystko, co jest ludzkie; zwróćcie uwagę jedynie na Boga, Kościół i dusze oczekujące zbawienia. Zgodzę się z decyzją, jaką podejmiecie. Jestem gotów wypić kielich aż do dna. Zauważcie, że dla mnie zostały przeznaczone upokorzenia; w tych wszystkich debatach nie było mowy o was. Arcybiskup był dość dobrze nastawiony do misji; ale musimy być gotowi na to, co zewsząd nas podcina; pójdzie jedynie za radą naszych przeciwników, których się obawia. Pierwszym podszeptem natury było, aby porzucić wszystko; ale ja z Bożą pomocą postąpię przeciwnie […]

Teraz patrzcie i decydujcie. Mam w sobie wystarczająco odwagi, bo jestem podtrzymywany waszą cnotą, wspomagany waszą wolą, aby znosić wszystkie zniewagi, które jeszcze mi przypadają w udziale. Będziecie mą siłą i wspólnie będziemy pocieszać się zwycięstwem niegodziwych. Pobożność młodych roślin, które wśród nas wzrastają będzie wynagrodzeniem za nasze cierpienia. Ja będę bardzo upokorzony, ponieważ sądzi się, że bardzo troszczę się o to, czego się podjąłem; to upokorzenie będzie mi potrzebne do innej rzeczy, bowiem tak mało zabiegam, o to, czego się podjąłem, abym w momencie największego aktu cnoty, na jaki mnie stać, największym zwycięstwem, jakie łaska odnosi nad naturą, będzie, ze temu sprostam.

Bardzo dziwi fakt, gdy Mazenod mówi, że nie zajmuje się swym dziełem. Skądinąd deklaruje, że nie porzuci go, choć jego współbracia odmawiają mu wsparcia w tych okrutnych okolicznościach: Nie uczynię tego, chyba że wy nie zechcecie dłużej trwać. W tym przypadku będę zmuszony, ale nie odpowiem za to przed Bogiem. Jesteście na bieżąco, gdy chodzi o sprawy i ludzi, natychmiast dajcie mi odpowiedź, ona będzie regułą mego postępowania, bowiem nie można tracić czasu. Do zobaczenia, drodzy przyjaciele, gdy chcę się pocieszyć, myślę o was i kocham was z całego mego serca[72].

Tempier przyzwyczajony do impulsywności i zwierzeń swego superiora odpowiada ociężale: Nie pozwólcie, abyśmy się od was odłączyli, chociaż wydaje się, że te upokorzenia dotyczą was osobiście. W dalszej części przytacza budujące słowa świętego Franciszka Salezego i księdza Boudon, konkludując: Jakże nie pójdziemy za waszym przykładem? Łaska zwyciężyła krzyk ułomnej natury[73]… Maunier ze swej strony dodaje: Jedynie w samym Bogu pokładamy nadzieję i w konsekwencji nie doznamy zawodu. Znosić zarzuty, chcąc czynić dobro, przyznajmy, że to bardzo chwalebne dla nas[74]… Założyciel oczekiwał tylko na sygnał i udziela pospiesznej odpowiedzi: Moi drodzy i dobrzy bracia, jestem wam wdzięczny za list datowany na 23! Ach, tak, będę was godzien. To dla Boga cierpimy, nie pozwolimy się pokonać. […] Demon odniósłby zwycięstwo nad naszą słabością, ponieważ zostałyby opuszczone dusze odkupione przez Naszego Pana. Ciągle więc pracujmy jako dobrzy żołnierze Jezusa Chrystusa. Czyż to nie obojętne, że sprzeciwia się nam kilka osób? Apostoł Paweł był bardziej maltretowany od nas. […] Ale nie tracił odwagi z tego powodu i z potężną pomocą Boga dokończył tego, czego wymagała jego posługa. […] Wreszcie byłoby to szaleństwem chcieć czynić dobro, a nie doznawać sprzeciwów[75].

W międzyczasie nieco uspokojony Mazenod ponownie zwrócił się do Tempier i Maunier, aby ich podtrzymać na duchu, słusznie bowiem sądził, że list z 19 października mógł ich zaniepokoić. Konsultował się ze swoim byłym kierownikiem duchowym księdzem Duclaux, który zachęcał go do pozostania w Aix, i przyznał, że ma prawo wymagać pewnych znaków poważania i przyzwoitości. Dodaje do powyższego: Zapewniam was, że nie będę wymagający w tej kwestii, nie będę nigdy wymagał nic ponadto, co trzeba, abyśmy mogli czynić dobro. Założyciel mówi o swym nastawieniu w odniesieniu do sytuacji w Aix: Jestem zupełnie spokojny, nastawiony, aby całym sercem kontynuować rozpoczęte dobre dzieła. Zdecydowałem, że nie opuszczę Południa, gdzie nasza posługa może być jeszcze owocniejsza, zrezygnowałem z udania się do Chartres, uniknąłem w ten sposób spotkania się z biskupem, aby nie ograniczać mej determinacji.

         Jeśli to zupełnie niemożliwe, aby osiedlić się w Aix, a arcybiskup do tego stopnia się myli pozbawiając swą diecezję dobra, którego moglibyśmy dokonać, pójdziemy gdzie indziej. Moje serce wiele kosztowałoby opuszczenie Aix, ale ta ofiara nie poszłaby na marne. Niemniej jednak myślę, że powinniśmy tam powrócić tylko w ostateczności. […] Skądinąd twierdzę, że czymś zupełnie odpowiednim byłoby uzbrojenie się w cierpliwość i danie sobie czasu, by podjąć jak najlepszą decyzję. Bądźmy zjednoczeni, miejmy na oku jedynie Boga a będziemy bardzo silni[76].

Powyższe słowa mogą dziwić. Mazenod, członek duchowieństwa Aix, superior Stowarzyszenia, które swe istnienie zawdzięcza władzom diecezji Aix, rozpatrywał nie tylko jako prawdopodobną, ale także jako dobrowolną decyzję, o możliwości przeniesienia swego dzieła gdzie indziej. Niewątpliwie zamierza działać w porozumieniu ze swymi współbraćmi-misjonarzami, bowiem niektórzy zmierzą się z problemem przynależności. W tej chwili nie zamierza dolewać oliwy do ognia.

 

4. Oczekiwania i perspektywy zmiany

Mazenod po przybyciu do Paryża latem 1817 roku z pewną zuchwałością stwierdził, że gdyby chciał wyliczyć najkorzystniejsze zachęty, mające na celu dochowanie wierności Misji i Stowarzyszeniu Młodzieży, nieodzowne byłoby uzyskanie od nowego biskupa konkretnego znaku jego wsparcia i aprobaty: Arcybiskup wskaże wam rozwiązanie tego problemu, bowiem obojętnie jaka byłaby odraza, jaką żywię dla możliwych zaszczytów, nie mógłbym, bez zapomnienia o tym, co zawdzięczam mojej posłudze, pojawić się w Aix nie otrzymawszy uprzednio autentycznego dowodu aprobaty i zaufania nowego pasterza, którego Opatrzność raczyła nam zesłać. To sprawa konwenansów, którą dotąd zbyt bardzo zaniedbywałem, ale poprzez smutne doświadczenie nauczyłem się, że trzeba abym był bardziej wymagający niż dotychczas[77].

Nie otrzyma ani dowodu aprobaty ani zaufania, nie zdoła także uzyskać tak pożądanej rządowej aprobaty. Te okoliczności w połączeniu ze sprzeciwem, który ciągle się wzmagał przeciwko niemu w Aix mogły doprowadzić go do stwierdzenia, że przeciwnicy mieli rację, przewidując rozpad Misjonarzy Prowansji. Wspierany przez współbraci szybko dojdzie do siebie, przewidując wszystko, nawet propozycję osiedlenia się w innym miejscu i znalezienie protektora, na którym można byłoby polegać. Sevrin dochodzi do oczywistej konkluzji: Przeczuwając, że w Aix znalazł się w trudnej sytuacji, ksiądz de Mazenod wpadł na pomysł, aby swego starego wujka Karola Fortunata mianować biskupem Marsylii, tam przenieść Zgromadzenie, znajdując dlań schronienie. To był jeden z powodów jego wyjazdu do Paryża w lipcu 1817 roku[78].

Leflon pospiesznie odnosi się do sposobu postępowania Założyciela w pod kątem uzyskania rządowej aprobaty: Jeśli ten względy sukces wyolbrzymiony i ogłoszony przez Założyciela pozwalał zachować twarz, to problem pozostał nierozwiązany. Superior, który doskonale zdawał sobie z tego sprawę, nie zniechęcił się i szybko sięgnął po awaryjne rozwiązanie, które zapewniłoby jego wspólnocie odpowiednie bezpieczeństwo, a mianowicie wyniesienie do godności biskupiej swego wujka Fortunata[79].

Jeśli prawdą jest, że prośba o zatwierdzenie zakończyła się niepowodzeniem, Założyciel przez jakiś czas będzie liczył na nominację swego wujka na stolicę biskupią w Marsylii, która zapewni przyszłość jego fundacji, to prawdą jest także, że nominacja nie była od początku traktowana jako awaryjne rozwiązanie. Idea promowania kandydatury jego wujka wydawała się odległa, a Eugeniusz sądził, że cel osiągnął 22 sierpnia w czasie spotkania z biskupem de Latil[80]. Trzeba przypomnieć, że przeszkody, jakie napotkał latem 1817 roku, nadawały nowego znaczenia spodziewanej nominacji wujka Fortunata: Marsylczycy potrzebują pasterza ich pokroju, napisał, a wy znajdziecie się pod najlepszą opieką. Dla mnie i dla moich dzieł mających na celu zbawienie młodzieży i ubogich mieszkańców wiosek to wszystko, o co mogłem prosić[81].

Jeancard stwierdza, że konieczność protektora dla de Mazenod stawała się coraz bardziej ewidentna z powodu przeszkód, jakie spotykał na każdym kroku. Dla niego nominacja Fortunata w Marsylii była wyrazem najwyższej formy protekcji, której potrzebował[82].

Niewątpliwie Założyciel powrócił z Paryża zawiedziony i upokorzony, ale nie uważał się za pokonanego i od razu wspomina o szansach, które wypracował dla swego ojca i wujków. Starał się jak najlepiej wykorzystać okoliczności, aby wzmocnić pozycję Misjonarzy Prowansji. Należy czytać między wierszami, by zrozumieć to, z czego się zwierza swej matce w połowie września: W tym znaczeniu tracę czas [w Paryżu], bo nie zajmuję się sprawami mej posługi, gdyż osiągnąłem dość łatwo wszystko, o co się starałem. Prawdą jest, że dobry Bóg uczynił więcej niż ja[83].

W następnym roku, gdy poruszana jest kwestia fundacji w Notre-Dame du Laus, w diecezji Digne, wikariusz generalny, ksiądz Arbaud ukaże Eugeniuszowi korzyści, jakie z tego faktu będą wypływać dla Stowarzyszenia, a mianowicie, że nie będzie ono podlegać władzy tylko jednego biskupa. Spoglądając na jego relacje z władzami kościelnymi, napisał, że obecność w dwóch diecezjach nie jest bez znaczenia; jeśli pojawiałyby się jakieś kłopoty z administracją, schronienie znajdzie się w drugiej[84]. W styczniu 1819 roku Tempier udał się, by objąć nową placówkę. Fortunat de Mazenod był oczarowany troską proboszcza z Gap zupełnie odmienną od tylu innych, których znamy, aby zaopatrzyć dom we wszystko, co konieczne a nawet przyjemne: meble, urządzenia kuchenne, pościel, żywność. Nie mógł się powstrzymać od porównania do sytuacji misjonarzy w Aix, gdzie nie mieli prawie nic, jak tylko odrobinę na czubku noża, a chcąc zapewnić sobie tylko chleb, musieli pracować na niego w pocie czoła. W tym samym czasie wysławia sposób przyjęcia misjonarzy przez ludność: Jeśli chodzi o poważanie, to mieszkańcy Delfinatu przyjęli ich z niewymowną radością jako wysłanników niebios, nie szczędząc im szacunku i uznania. W ten sposób będą mogli uczynić tam wiele dobra[85].

Biskup Digne, ksiądz Miollis był mężnym i dobrze nastawionym purpuratem, ale za przykładem części swego duchowieństwa przejawiał jansenistyczne i rygorystyczne podejście i nie zawsze łaskawym okiem spoglądał na postępowanie misjonarzy. Nie mógł być zatem protektorem, o którym marzył de Mazenod. Osiedlenie się w Marsylii w 1821 roku w niczym nie zmieniło jego sytuacji. Założyciel zwierza się Tempier: Ach, gdyby pewnego dnia w kilku diecezjach, gdzie się znajdujemy, Bóg dał nam takiego biskupa w Aix i w Awinionie, jakim był César de Bus, któżby zdołał wypowiedzieć cuda, jakie dokonałyby się dzięki naszemu małemu stowarzyszeniu?[86]

Piękna deklaracja o władzy biskupiej hierarchy z Fréjus, który zwolnił ze ślubów członków Stowarzyszenia, jest po części retorycznym zabiegiem: Fatalny cios pochodzi od władzy, na którą jedynie liczyliśmy, pod auspicjami której zostaliśmy ukonstytuowani, wzrastaliśmy i przetrwaliśmy![87] Z drugiej strony de Mazenod w tym czasie w wyniku zatargów z duchowieństwem Aix nabył kościelnego obycia, tak potrzebnego przyszłemu wikariuszowi generalnemu i biskupowi Marsylii. Dodatkowe refleksje znajdujemy w prośbie o reaktywację stolicy biskupiej w Marsylii: Czy wpadniemy w prezbiterianizm? Co to jest korporacja proboszczów, jaki charakter może mieć ich zgromadzenie? Od kiedy mają prawo wypowiadać się w imieniu ogółu, zbiorowo przestawiać aroganckie prośby swemu biskupowi z zamiarem pouczenia go o jego obowiązkach? Jeśli proboszczowie z Aix roszczą sobie prawo, aby stanowić pewien organizm, to wszyscy pozostali księża diecezji mogą postąpić tak samo, mogą przyłączyć się do nich, tak w obecnym jak i w każdym przypadku, a jakiej siły trzeba byłoby użyć, by pohamować ich odwagę?[88]

Czy aby zapewnić stabilność swemu dziełu i ułatwić jego ekspansję, Mazenod od pierwszych chwil istnienia Stowarzyszenia marzył o papieskiej aprobacie? Latem 1819 roku zamierzał udać się do Rzymu [89]. W 1821 roku stara się wybadać reakcję, jaką w kurii wywołałoby przedstawienie Reguły[90]. Choć perspektywa odwołania się do Rzymu wydawała się jeszcze bardzo odległa, nie można było jej wykluczyć.

 

IV. Zatargi między Misjonarzami Prowansji a Misjonarzami Francji

1.    Przypomnienie wcześniejszych okoliczności

Do przedstawienia pozostała nam seria już wspomnianych wydarzeń, która poróżni dwie grupy misjonarzy związanych ze sobą od samego początku, a mianowicie Misjonarzy Francji i Misjonarzy Prowansji. Więzy ulęgną rozluźnieniu a stare przyjaźnie doświadczą cierpienia[91]. Relacje między Forbin-Janson a de Mazenod, począwszy od czasów seminaryjnych, cechowały się rozbieżnymi orientacjami. Pierwszy z nich marzył o Chinach, drugi o opuszczonej ludności swego kraju. Pierwszy skupiał się na terytorium Francji, drugi był związany z Prowansją. Zarówno jeden jak i drugi wywodził się ze szlachty, ale nie zwracali się do tego samego audytorium i nie zawsze stosowali te same środki. Obaj odznaczali się odwagą, która była bardziej wyważona u pierwszego z nich.

Forbin-Janson należy jednak do oblackiej historii, bowiem od momentu powstania Misjonarzy Prowansji de Mazenod często w kontakcie z nim zdawał sobie sprawę ze swego powołania i odpowiednio ukierunkowywał swych współbraci. Podczas długiego pobytu w Paryżu w 1817 roku mieszkał w domu Misjonarzy Francji. Wyżej wspomniano o zamiarze połączenia się dwóch grup misjonarzy. Tak było choćby podczas wielkich misji w Marsylii i w Aix w 1820 roku. Każde Stowarzyszenie miało swą tożsamość i swój koloryt. Skądinąd w epizodach, które przywołamy, nazwisko Forbin-Janson pojawia się rzadko. W rzeczywistości rzecznikiem Misjonarzy Francji był superior J.-B. Rauzan. Szybko zauważono, że Forbin-Janson mógł był dobrym inspiratorem, ale był niezdolny do pełnienia funkcji kierowniczych. Misja w Marsylii była wspólnym dziełem dwóch Stowarzyszeń. Księża z Paryża byli liczniejsi i Forbin-Janson będzie przewodniczył tej misji. W Marsylii, podobnie jak nieco później w Aix, pojawiały się konflikty. Zwolennicy dwóch grup przyczynili się do tego, aby współzawodnictwo przerodziło się w rywalizację.

Ważną rolę odgrywał także kontrast między stolicą a regionem, między pewną elitą a zwyczajnymi wiernymi. Misjonarze Prowansji starali się przemawiać do mas ludowych w miejscowym języku, podczas gdy w środowisku burżuazji oczekiwano nieco wyższego poziomu. Jeden z proboszczów pracujących w mieście nie przestawał mówić o Misjonarzach Francji: to są Francuzi!, a proboszcz z parafii św. Teodora odpierał zarzuty, co poświadcza wobec przewodniczącego de Mazenod: Niewątpliwie i ci z Aix są nimi także, co więcej są prowansalczykami, to znaczy, ciągle są w zasięgu naszego wzroku, zawsze pod ręką, aby pospieszyć nam z pomocą, zresztą zawsze tak postępowali przemierzając nasze najmniejsze wioski, pracując jako proboszczowie lub wikariusze w naszych parafiach, gdzie brakowało kapłanów, a księża z Paryża, gdy już raz wyjechali, to więcej ich nie ujrzeliście i nie będzie mogli wymagać od nich żadnej posługi[92].

Leflon starając się podać przyczyny, które sprawiły, że wstępne rozmowy o powstaniu domu Misjonarzy Francji w Marsylii były tak trudne, wylicza całą litanię: chwiejna postawa arcybiskupa, niepewność co do reaktywacji stolicy świętego Łazarza i nominacja jej biskupa sufragana, sprawa personelu, klany, polityka religijna rządów okresu restauracji, żar śródziemnomorskiego temperamentu. Te składniki mogły przyczynić się do większego ożywienia lub większego zamętu[93].

 

2.    Reakcje na projekt Misjonarzy Francji

Forbin-Janson podjął się w Marsylii ambitnych dzieł, które miały umocnić wpływ Misjonarzy Francji, co wymagało od niego konkretnych posunięć. Trudno było oczywiście nie wsłuchiwać się w glosy, które życzyły sobie ich trwałej obecności w mieście. Ksiądz de Rauzan skądinąd przyznał, że zawsze myślał o otwarciu domu w Marsylii[94]. Zwolennicy, a zwłaszcza zwolenniczki, wśród których prym wiedli wikariusz Damico[95] i pani Émérigon, potwierdzają gorliwość, jaką przejawiali Misjonarze Prowansji. Fortunat od samego początku powiadamiał swego brata, przewodniczącego de Mazenod, o swym sposobie myślenia: Mam nadzieję, że projekt Paryżan nie dojdzie do skutku. Powiedziałem o tym twemu synowi, który tę nową zniewagę złożył u stóp krzyża. Milczę na ten temat, aby nie odznaczać się brakiem miłości[96].

Fortunat skądinąd uważał, że ksiądz Guigou był nieprzychylny temu projektowi, ale musimy pamiętać, że nie był już wikariuszem kapitulnym[97]. Przewodniczący de Mazenod podjął ryzyko udzielenia pewnych wskazówek: Zachęcam mego syna, aby się nie niepokoił, aby pozostał niewzruszony i spokojny, i nie mieszał się do niczego[98]. Wydarzenia szybko się potoczą. W Marsylii zorganizowano zbiórkę podpisów, w którą włączył się arcybiskup, Misjonarze Francji nabyli dom. Wszystko zapowiadało bliską fundację. Jednak, aby lepiej ukazać złożoność interesów czy też zwykłą ciekawość, Rauzan jak i arcybiskup rozpoczynają konsultacje i zarówno jeden jak i drugi kontaktował się z de Mazenod. W międzyczasie de Mazenod znalazł się pod pręgierzem presji, a jego natura nie była skłonna do ugody. W czasie nieobecności Założyciela pani Émérigon wraz z innymi towarzyszami udała się do Aix, gdzie mile zostali przyjęci przez Fortunata. Nieco później Fortunat przeszkadza Założycielowi, który akurat głosił misję w Château-Gaubert. Założyciel nie zwraca uwagi na jego upomnienia i stanowczo odmawia udzielenia zgody, która według niego była ostatnim warunkiem otwarcia domu Misjonarzy Francji. Zdecydował się wyłożyć kawę na ławę pisząc długi list do arcybiskupa. Nie liczy na jego zaufanie, nie zamierza zgłaszać żadnych zażaleń odnośnie projektu księdza Rauzan, musi jedynie skupić się na opozycji proboszczów wobec jego dzieła: Chociaż nie zdołałem zdobyć waszego zaufania i w konsekwencji mój pogląd nie będzie miał wielkiego znaczenia, boję się go wypowiedzieć, bowiem mogłoby to doprowadzić do zmiany waszego zdania odnośnie otwarcia domu, co zresztą od pierwszej chwili uznawaliście za bardzo potrzebne dla waszej diecezji.

    Teraz po pogłębionej analizie i opinii mądrzejszych ludzi naszej diecezji powinniście dostrzec minusy tego czarującego projektu, mam odwagę, aby wam o tym powiedzieć, nie tylko dlatego, aby powiedzieć, to co myślę, lecz abyście poznali, co sądzę o księdzu Rauzan[99].

Jesteśmy zgodni co do faktu, że jeśli nawet ten list cechuje się pewną szczerością, to z jego tonu nie przebija ani serdeczność ani ufność. To, co de Mazenod stara się wyjaśnić w odniesieniu do osoby księdza Rauzan staje się obroną, w imieniu proboszczów, na korzyść otwarcia domu Misjonarzy Prowansji a nie fundacji Misjonarzy Francji: Proboszczowie z Marsylii nie będą łaskawie patrzyli na dobrowolne przybycie Misjonarzy ze Stowarzyszenia [księdza Rauzan], ale… wyrazili największe pragnienie, aby w swoim mieście mieli dom naszego Stowarzyszenia, któremu zechcą powierzyć troskę o swe najbardziej opuszczone owieczki.

    Dostrzegli nieocenioną korzyść istnienia takiego domu, nie tylko dla ogromnej ilości mieszkańców tego wielkiego miasta, ale także dla dzielnic, które sukcesywnie będą ewangelizowali, z łatwością można tego dokonać. Osoby cieszące się szacunkiem posunęły się nieco dalej, formalnie zaproponowały mi, abym jak najszybciej zgodził się na otwarcie tego domu. Pokazałem im decyzję, którą podjęliście[100].

Nie tylko de Mazenod nie poczuwał się, aby poręczać za fundację, która jego zdaniem była niepotrzebna wiernym z Marsylii i uważał, że biskup de Bausset powinien stać się sędzią w sporze. Przeczuwał oczywiście, że zdanie proboszczów będzie decydujące. W tym stanie ducha odpisał księdzu Rauzan, że wybór proboszczów przemawia na korzyść Misjonarzy Prowansji: Niech Bóg będzie uwielbiony, oto wszystko, czego pragnę! Nieważne, czy dokona się to przez waszą czy też naszą posługę! […] Obojętnie co się stanie, zawsze będę wam oddany i będę przywiązywał wielką wagę do przyjaźni, jaką zechcieliście mnie obdarzyć[101].

 

3.    Zrezygnowany de Mazenod daje pierwszeństwo księdzu Rauzan

Trudno ustalić chronologię wydarzeń, jednak sytuacja była bardziej skomplikowana niż kiedykolwiek. Najprawdopodobniej zanim zaznajomił się z ostatnimi wątkami sprawy, Rauzan nie miał już cierpliwości: postanowił przystąpić do realizacji swego projektu, arcybiskup poparł go, udzielając nagany de Mazenod: Właśnie otrzymałem list od księdza Rauzan. Powiedział mi, że sześć tygodni czekał na waszą odpowiedź na list, jaki do was napisał; nie otrzymawszy jej, decyduje się na objęcie domu, który mu się proponuje, wyśle kilku ze swych kolegów lub za kilka miesięcy osobiście przybędzie, aby go obejrzeć i objąć.

Arcybiskup nie zważając na opinie proboszczów, bezceremonialnie ogłasza, że problem został rozwiązany: Mój bardzo drogi księże, zobaczcie, że ta sprawa została załatwiona, i sądzę, że księża proboszczowie z miasta nie będą obrażeni. Skądinąd w przyszłości nie wykluczał fundacji Misjonarzy Prowansji. Chcąc złagodzić ton swej wypowiedzi, dodał: Uważam, że Boża Opatrzność, która pozwoliła, aby zająć się tą fundacją [Misjonarzy Francji] będzie ją podtrzymywać nie szkodząc waszej, i posłuży się tymi samymi środkami, abyście i wy osiedlili się tutaj. Byłbym zachwycony, bowiem kiedyś w Marsylii było wiele klasztorów, wspólnot i domów zakonnych. Dlaczego teraz miałaby się zadowolić tylko kilkoma, które z powodzeniem mogłyby się rozwijać?[102].

Mazenod mógł sądzić, że ma wolną rękę. Chcielibyśmy, aby święci nigdy nie byli narażeni na porażki lub odmowy. Założyciel, zarówno w tym przypadku, jak i w wielu innych, przyjmuje je jako doświadczenia. Przynajmniej w tej chwili, z racji zapowiedzianego przybycia Misjonarzy Francji, nie powiodła się jego fundacja w Marsylii. Zwierza się swemu uczniowi Suzanne: Wiecie, że nie można liczyć na projekt w Marsylii. Arcybiskup powiadomił mnie, że sprawa została zakończona. Misjonarze Francji przybywają z racji dobrego poparcia i na oficjalnej drodze. W Marsylii będą za kilka miesięcy.

Wasza miłość jest słodką pociechą pośród trosk, jakie Bóg zechciał na mnie zesłać. Potrzebuję tego doświadczenia, im bardziej jest dotkliwe, tym większe są zasługi, muszę je wykorzystać[103].

Założyciel pociesza się, marząc o nowej fundacji, która akurat w tej chwili przydałaby się Stowarzyszeniu: Jeśli arcybiskup wezwał nas do otwarcia domu, który właśnie objęli Misjonarze Francji, co moglibyśmy zrobić? Widocznie dobry Bóg zobaczył, że nie byliśmy w stanie dobrze wypełnić tego nowego zadania[104].

 

4.    Dziwne okoliczności osiedlenia się Misjonarzy Prowansji w Marsylii

Nowa okazja na dom Stowarzyszenia w Marsylii pojawiła się wcześniej, niż spodziewał się tego sam Założyciel, choć nie pozwalała w ogóle marzyć o zakrojonym na szeroką skalę apostolacie opuszczonych warstw społecznych, o czym już wyżej wspomniano. Misjonarze zgodzili się, by wejść do miasta przez małą bramę. Zaproszenie nie pochodziło ani od proboszczów, a tym bardziej od arcybiskupa, ale od świeckich, którzy prowadzili dom dziecka Dzieło Opatrzności dla chłopców, i potrzebowali kapelanów. Nawet w tych warunkach powstała opozycja, w oczach której dzieło przekraczało duchowe możliwości instytucji. 20 kwietnia 1821 roku Eugeniusz przyjął złożoną mu propozycję. Jego list określał zakres obowiązków, jakie Misjonarze powinni wypełnić, a zwłaszcza otoczyć duchową opieką te dzieci. Jednak podkreślił, że zlecona im posługa nie wyklucza zaangażowania się także w innych dziedzinach: wszystko po to, aby zająć się innymi zadaniami wypływającymi z ich posługi[105].

Czyż byłby to wstęp do inicjatyw, które mieliby podjąć w przyszłości? Czy właściwie postąpiono, przydzielając misjonarzom jedynie funkcję kapelanów dzieci? Od samego początku, gdy tylko się osiedlili, arcybiskup mieszał się do zarządzania. Zaproponował im, aby niezwłocznie objęli Kalwarię, wzniesioną przez Forbin-Janson na pamiątkę wielkiej misji w Marsylii. Wydaje się, że wikariusz generalny Guigou, który już nie miał wolnej ręki, z niespotykaną dotąd bojaźnią, której powodów nie znamy, zredagował list, na mocy którego biskup de Bausset powierzył tę funkcję Misjonarzom Prowansji[106]. Miejsce stało się celem pielgrzymek. Należy pamiętać, że Misjonarze Francji również chętnie objęliby to dzieło. Z obawy, by nie podgrzewać napiętej atmosfery, ale także po zbadaniu zamiarów arcybiskupa, de Mazenod w niedzielę 6 maja wziął udział w uroczystej instalacji[107].

W następną niedzielę Misjonarze zostali przyjęci w budynkach należących do Dzieła Opatrzności, gdzie też zamieszkali. W tym samym czasie do Marsylii przyjechał ksiądz Rauzan, aby obejrzeć dom przeznaczony dla jego misjonarzy i przygotować ich przybycie. Spotkał de Mazenod, który go ubiegł. Leflon surowo wypowiada się o arcybiskupie, który był motorem tej śmiesznej sytuacji: Temu ruchowi in extremis, który ucieszył de Mazenod, na pewno brakowało elegancji, tak że kontrastował z wcześniejszymi posunięciami, nie pasującymi do dobrze odegranej sztuki. Ta fałszywa zdolność dołączyła do serii nietaktów i wątpliwych posunięć, i zamiast uspokoić ducha, komplikowała jedynie rozwiązanie bardzo poważnej sprawy i zapowiadała fatalne napięcia na przyszłość[108].

Leflon w następujący sposób wyjaśnia wahania biskupa de Bausset, który osobiście ubolewał, że za szybko zaangażował się w sprawę. Spostrzegł, że poparcie, jakiego udzielił Misjonarzom Francji nie było jednogłośne, ale był uprzedzony do Założyciela: Osobiście arcybiskup nie zachwycał się wcale ojcem de Mazenod, uważał go za trudną osobę, zarzucając mu, że kosztem Aix zamierza reaktywować stolicę świętego Łazarza, aby na niej umieścić swego wujka Fortunata. Te środki ostrożności skłaniały go, że dawał posłuch kobietom popierającym Misjonarzy Francji. Był spontaniczny, ale chwiejny, nie dbał o to, czy się naraża lub ściąga na siebie kłopoty, po fakcie pytał się, jak wszystko załatwić, aby nikogo nie zniechęcić i szukał punktu zaczepienia[109].

Proboszczowie w Marsylii byli podzieleni i w każdym razie nie przejawiali woli, aby sprzeciwiać się de Mazenod, nawet jeśli nie mogli skontrować decyzji biskupa. Przykrego sporu o pierwszeństwo między de Mazenod a księdzem Rauzan nie rozwiązała nawet wspólna kolacja zorganizowana w Marsylii przez następcę księdza Martin, wikariusza generalnego Vigne, chociaż nawet sam arcybiskup przyznał rację superiorowi Misjonarzy Prowansji. Kontestacje przywołują czasy starego reżimu, i są, w oparciu o słowa Leflon, kwestią zasad, które zakładają szacunek dla porządku, hierarchii i godności[110].

 

5.    Epilog: zmowa przeciwko Założycielowi

Ten ostatni punkt, chociaż bezpośrednio nie odnosi się do Stowarzyszenia Misjonarzy Prowansji, ma związek z Założycielem. Nawet jeśli w tej sprawie nie znajduje się w centrum wydarzeń, nie mógł pozostać nieczuły na kampanię przeciwko nominacji swego wujka. Jeśli nawet nie mógł głośno tego powiedzieć, był pewien, jak bardzo na nią liczono, by wzmocnić pozycję Stowarzyszenia. Opozycja wywodziła się ze środowisk związanych z Misjonarzami Francji, co dodatkowo komplikowało sprawę. Zauważmy na początku, że Fortunat zamierzając pokazać siebie jako człowieka pełnego zapału, osobiście napisze odpowiedź. Nie jest pewne, czy jego interwencje w znaczący sposób przyczyniły się do akceptacji jego osoby i sympatii.

Od 1817 roku w regionie panował wielki nieład spowodowany napięciami na linii Państwo-Stolica Apostolska. Kontestowano istniejące diecezje i ich pasterzy. Diecezja Aix, wraz z reaktywacją diecezji w Marsylii, straciłaby większą część mieszkańców. Biskup de Bausset nie miał żadnych iluzji co do zamiarów Marsylczyków, zarówno duchownych jak i świeckich. Ten sektor powierzył wikariuszowi generalnemu księdzu Martin-Compian, który nim kierował według Leflon bez większego zaangażowania aż do śmierci w wieku 81 lat.

W 1821 roku, jeśli nawet miał zapewnienie, że stolica w Marsylii zostanie reaktywowana, trzeba było jeszcze czekać na nominację jej biskupa. W języku Jeancrad po tej walce i tym zwycięstwie, przyszła kolejna i zachodziła potrzeba kolejnego zwycięstwa. Jeancard z wyprzedzeniem mówi o intrydze w wielu odcieniach i o Forbin-Janson, pomniejszając jego odpowiedzialność. Opis Jeancard, z konieczności już zinterpretowany, pokazuje przynajmniej, że w swoim gronie podzielał opinie Założyciela[111]. Ukryta opozycja przeciw Fortunatowi de Mazenod szybko dała o sobie znać. Eugeniusz, choć oczywiście wiedział, że ta sytuacja była trudna dla jego wujka, osobiście zajmował się swoim dziełem: Dla Założyciela Zgromadzenia był to kolejny bolesny zawód. Oparcie, ramię biskupa, na które tak bardzo liczył i postrzegał za konieczne, tym bardziej nie ukrywał, że został pozbawiony niewielkiego wsparcia, pozbawiony innego protektora, na którym mógłby się oprzeć[112].

Odrzucenie kandydatury Fortunata de Mazenod na korzyść Forbin-Janson było jedną z interwencji zwolenników Misjonarzy Prowansji. Chociaż Forbin-Janson a nawet ksiądz de Rauzan nie brali udziału w tej intrydze, jej zwolennikiem był superior Misjonarzy Francji z Marsylii ksiądz Rodet. W 1821 roku wraz ze śmiercią kardynała Talleyrand i zmianami personalnymi w siedzibie wielkiego jałmużnika, misjonarze de Mazenod stracili poparcie na dworze[113].

W oparciu o słowa Jeancard można by sądzić, że Założyciel zgodnie ze swym zwyczajem odpowiedział na zarzuty przeciwników, przystąpił do pracy i zamierzał dochodzić praw Fortunata nawet w Paryżu. Jednak nic z tego nie wyszło. Kronikarz oprócz motywów religijnych wspomina o pewnym rodzaju delikatnego wstydu lub inaczej mówiąc pełnego godności dystansu, o obawie, by go uznać za natręta i skompromitować[114]. Można zrozumieć, że ksiądz de Mazenod z poprzedniego pobytu w Paryżu nauczył się, że nie należy mieć żadnych iluzji na zmianę biegu wydarzeń. Zgasła wiec nadzieja zobaczenia na stolicy biskupiej w Marsylii wujka Fortunata[115]. Eugeniusz ubolewa nad złośliwością tych, którzy knują intrygi, by nie dopuścić do nominacji jego wujka i odmawia podjęcia jakiejkolwiek interwencji, zwierzając się w 1822 roku ojcu Coutrès: Nie z powodu obojętności czy też fałszywej cnoty nie napisałem do Paryża. Obstaję przy tym, że zrobiliśmy wszystko, czego wymagała ludzka roztropność, by odwrócić spisek i niechęć[116]… Niespełna rok później sytuacja ulegnie całkowitej zmianie.

19 stycznia 1823 roku Fortunat de Mazenod otrzymał w końcu oficjalne potwierdzenie nominacji na biskupa Marsylii. Eugeniusz przebywał wówczas na misji w Tallard, natychmiast powrócił i towarzyszył Fortunatowi w podróży do Paryża, aby załatwić formalności związane z objęciem urzędu i sakrą. Tym razem będzie mieszkał w Seminarium Misji Zagranicznych. Starając się przekonać Tempier do przyjęcia urzędu wikariusza generalnego, który przewidział dla niego nowy biskup Marsylii, Założyciel przypomina racje, jakie skłoniły go poparcia jego nominacji: To dobrze, jeśli wiecie, że to ja sprawiłem, że mój wujek został biskupem. Z pewnością musiałem działać pod natchnieniem, podejmując się tego zadania, które wykonałem ze względu na ducha sprawiedliwości i słuszności… Trzeba także powiedzieć, że Stowarzyszenie zaangażowało się także w wysiłki, jakie i ja zamierzałem podjąć […]

         Podsumowując: przyczyniłem się do tego, że mój wujek został biskupem, aby naszemu Stowarzyszeniu ułatwić czynienie dobra w Kościele, aby utwierdzić jego istnienie itd. Szczerze po tym, jak przyczyniłem się do jego wyniesienia, nie mogę nie dostarczyć mu koniecznych środków, aby godnie wypełnił swe dzieło[117].

Fortunat nie był człowiekiem zawziętym, ale miał dobrą pamięć i kierował się zasadami. Był trochę obrażony, że ksiądz Rauzan nie przejawiał zbytniego zapału, by mu pogratulować a zwłaszcza, że milczał wobec intrygi, jaką uknuto wraz z Misjonarzami Francji w Marsylii. Szukał więc porozumienia z księdzem Rauzan, a pośrednikiem był ksiądz Jean-Marie de Lamennais. Niezadowolony z rezultatów, wysłał list do księdza Rodet. List jest czymś w rodzaju apologii, napisanej w stylu biskupim, który miał prawo już zapomnieć[118]. Powróciwszy do Aix ze zdziwieniem stwierdził, że dał posłuch swemu pragnieniu, by Misjonarze Francji opuścili Marsylię. Jego oburzenie osiągnęło szczytowy punkt, gdy zobaczył delegację protektorek, którym jeszcze przewodziła pani Émérigon, upominając go, aby zmienił swe zdanie. Nawet jeśli generalnie lubił towarzystwo kobiet, z jego komentarzy przebija wstręt[119]. 9 lipca, w przeddzień objęcia stolicy biskupiej obłożył interdyktem kaplicę Misjonarzy Francji[120]. Według E. Sevrin, choć wiadomo, skąd pochodzą jego sympatie, ten konflikt ukazuje na pierwszym miejscu okoliczności, które rzucają cień na rządy dwóch de Mazenod[121].

Teatralny gest Fortunata nie prowadził do zdobycia względów we wszystkich grupach społecznych Marsylii, ani zwiększenia szacunku do jego bratanka, który wraz z nim przyjechał jako wikariusz generalny, choć niektórzy uważali go za intruza. Można by nawet sądzić, że nawet przyznał rację stwierdzeniom wysuwanym przez przeciwnicy: Mój wujek zostanie biskupem Marsylii i przepędzi księży z Paryża[122]. Eugeniusza martwił brak szacunku, z jakim wielu odnosiło się do nowego biskupa. Eugeniusz bierze odpowiedzialność za wszystko i jest tego świadomy: Lucyfer nie zostałby bardziej potępiony, gdyby przyszedł i zabrał ich dusze[123].

Misjonarze Francji byli jedną z ofiar rewolucji lipcowej. Rauzan schronił się w Rzymie. Co więcej, aby dać początek żeńskiej gałęzi zdołał zapewnić Misjonarzom Francji pewną trwałość dzięki pośrednictwu Kapłanów Miłosierdzia, których dom i kościół poznał w Nowym Jorku[124]. Forbin-Janson od 1824 roku był biskupem Nancy, ale wzbudzał wiele sprzeciwów i w 1830 został wypędzony z diecezji. W latach 1839-1841 przebywał w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. Był promotorem Dzieła Świętego Dziecięctwa, latem 1844 roku przebywał w Marsylii, gdzie unieruchomiła go choroba. Założyciel kilkakrotnie go odwiedził, więcej wiedząc o jego stanie niż sam Forbin-Janson. W przeddzień swej śmierci pacjent podpisał następujący bilecik: Mój najlepszy i stary przyjacielu, ściskam was z całego mego serca, w którym znajduje się jeszcze nieco sił, jakie mi pozostały. Biskup de Mazenod przewodniczył jego uroczystościom pogrzebowym[125].

 

Konkluzje

Przedzieraliśmy się przez ciernie[126], te słowa często powtarzane przez Założyciela Jeancard odniósł do trudności, jakie pojawiały się w początkach istnienia Stowarzyszenia. Na końcu omawianego przez nas okresu Mazenod, dzięki listowi ojca Sumien naprowadzony na właściwy tor, daje własną interpretację walk, jakie musiał stoczyć: Mój drogi przyjacielu, mówisz mi o wszystkich niebezpieczeństwach i prześladowaniach, które znosiłem od początków Stowarzyszenia. Byłbym obrażony, gdyby tak nie było. Czy nie wiesz, że to znak Bożej ręki nad nami? Jakże by mogło być inaczej? Jakże możesz chcieć, aby demon nie podejmował wszelkich możliwych wysiłków, aby nas przesiać i nie wzbudzał jednocześnie burz pochodzących z zewnątrz, gdy zauważył, że jego królestwo jest atakowane i tyle zdobyczy zostało wyrwanych z jego okrucieństwa?[127]

Połączenie walki z piekłem wraz z przeszkodami, które stanęły na drodze rozwoju Misjonarzy Prowansji, pojawi się nieco później: Krętactwo i złośliwość wroga były dla mnie bardziej oczywiste niż dla kogokolwiek innego, ponieważ otwarcie zobaczyłem jego jeszcze większą i słuszną wściekłość w chwili [wahania H. Guibert]. Rozwój naszego dzieła był nieznośny z powodu jego nienawiści względem dusz, które staraliśmy się zbawić i tak wielką ich liczbę wyrwaliśmy z jego tyranii[128].

Już jako biskup Marsylii Założyciel w swym dzienniku szeroko wspomina o swojej posłudze i intencjach, jakie mu towarzyszyły od momentu przyjęcia święceń kapłańskich. Przeciwnie do tego, czego można byłoby oczekiwać, minimalizuje trudności na jakie napotkał w Aix, zadowala się jedynie wspomnieniem o nieznacznych zazdrościach wspaniałomyślnie nagrodzonych przez niewypowiedziane pociechy. Ani słowem nie wspomina o relacjach z arcybiskupem. Skądinąd nie rozumiemy, dlaczego tak słabo oceniono posługę jego misjonarzy w Marsylii oraz sposób ich przyjęcia jako obcych najeźdźców przybyłych w 1823 roku do Marsylii: To w Marsylii poznałem smak goryczy, która była niczym pokuta za piękne pierwsze lata [w Aix][129]…

Jeszcze raz musimy stwierdzić, że pamięć jest wybiórcza. Ale spojrzenie w przeszłość doprowadziło de Mazenod do wniosku, że przesadzał z miłością najbliższych, spodziewając się odwzajemnienia z drugiej strony. Swą bolesną medytację kończy następującymi słowami: Dziękuję Bogu, że mnie oświecił w tej materii poprzez okrutne doświadczenia[130]. Mówiąc o swej wrażliwości niewątpliwie nie należy opierać się na jednej opinii. Czy nie tak będzie kilka miesięcy później w odniesieniu do diecezji marsylskiej: Nie sądzę, aby był jedynym, który przysparza mniej kłopotów w zarządzaniu[131]…

Pierwsze posunięcia Założyciela spotkały się z podejrzliwością i sprzeciwem. Niejednokrotnie gwałtownie reagował, często z rozgoryczeniem, często z pewnym dystansem starając się, choć nie zawsze z powodzeniem, zapomnieć o osobistych zniewagach, aby naprzód popchnąć sprawy Misji, które są tożsame z interesami Kościoła. Gdyby wszystkie nieporozumienia i nietakty pochodziły ciągle z tej samej strony, nikt by się temu nie dziwił. Jednak przytoczone epizody ukazują cechy osobowości Założyciela, a zwłaszcza jego wytrwałość i zdecydowanie. Potrzebował niesamowitej siły, aby stawić czoła nieprzyjaciołom o różnych twarzach, o różnej sile charakteru, sile psychicznej i sile przekonania.

Mylnym wnioskiem byłoby stwierdzenie, że wszystko w omawianym przez nas okresie było negatywne. Misje przeżywały renesans, Stowarzyszenie Młodzieży ciągle się rozwijało. Do kościoła w Aix uczęszczało wielu ludzi. Poza grupą przeciwników było także wielu zwolenników. To właśnie w tym momencie de Mazenod nadał Stowarzyszeniu ramy, które nie tylko zapewniły mu przetrwanie, ale sprawiły, że przerodziło się w zgromadzenie zakonne. Wraz z fundacjami w Notre-Dame du Laus i w Marsylii rozwój objął także inne dziedziny. Nowi kandydaci, niektórzy z nich odegrali wielką rolę, zastąpili pionierów. Przedstawimy także radośniejsze aspekty.

 


[1] E. de Mazenod, list do Ch. de Forbin-Janson, Aix, początek 1816, w: EO I, t. 6, s. 19. U de Mazenod znajdujemy słowo prześladowanie, zob. List do H. Tempier i E. Maunier, Paryż, 19.10.1817, tamże, s. 61; tenże, list do. H. Courtès, Lorgues, 03.03.1822, tamże, s. 95; tenże, list do S.-M. Sumien, Paryż, 02.05.1823, tamże, s. 119; tenże, list do  Ch.-A. de Mazenod, Aix, 13.06.1818, w: FB: po wszystkich prześladowaniach, jakie zgotowało im duchowieństwo. Stosowane skróty: EF: Pisma Założyciela, red. P.-E. Duval, Rome; EO I: Écris oblats, red. Y. Beaudoin, Rome 1977-2003; ETO: Études oblates, Ottawa 1942-1973; MOMI: Misje Oblatów Maryi Niepokalanej, Rome; VO: Vie Oblate Life, Ottawa 1973-2008.

 

[2] J.-J. Guigou, list do ministra spraw wewnętrznych, 31.08.1816, cyt. za J. Pielorz, Staranie Założyciela o uzyskanie rządowej aprobaty (1816-1817), w: MOMI 85 (1958), s. 89.

[3] Podprefekt departamentu Bouche-du-Rhône, 30.09.1816, tamże, s. 91.

[4] Zob. É. Lamirande, O pierwszych misjach Eugeniusza de Mazenod i jego współbraci (1816-1823), w: VO 61 (2002), rozdział zatytułowany Źródła sprzeciwu.

[5] E. de Mazenod, list do Ch. de Forbin-Janson, Aix, 19.12. 1816, w: EO I, t. 6, s. 17.

[6] Tenże, list do Ch. de Forbin-Janson, Aix, początek 1816, w: EO I, t. 6, s. 19.

[7] Tenże, list do Ch. de Forbin-Janson, Aix, lipiec-sierpień 1816, tamże, s. 23.

[8] Tenże, list do Ch. de Forbin-Janson, Aix, 09.10.1816, tamże, s. 27.

[9] J.-J. Guigou, list do ministra spraw wewnętrznych, 31.08.1816, cyt. za J. Pielorz, dz. cyt., s. 89.

[10] Tamże, s. 94.

[11] Zob. J. Pielorz, Relacje Założyciela z proboszczami Aix (1813-1826), w: ETO 19 (1960) s. 334-337; Y. Beaudoin, Powrót rodziny de Mazenod z wygnania, w: VO 45 (1986), s. 432-436; É. Lamirande, Fortunat de Mazenod w domu Misjonarzy z Aix, w: VO 59 (2000), s. 41-44.

[12] Ta kwestia była przedmiotem wyczerpujących badań J. Pielorza, Ksiądz de Mazenod i proboszczowie z Aix, t. 3, Rome 1959, w: Archiwa Domu Generalnego. Z tego dzieła wiele artykułów zostało opublikowanych na łamach Études oblates.

[13] Y. Beaudoin, EO I, t. 6, s. XIII.

[14] J. Pielorz, Ksiądz de Mazenod i proboszczowie z Aix, w: ETO 19 (1960), s. 168-170.

[15] E. de Mazenod, list do proboszczów z Aix, 04.07.1817. Dokument został złożony w Archiwum Narodowym  w Paryżu. Teskt i komentarze zob. J. Pielorz, tamże, s. 347-349; J. Leflon, Eugeniusz de Mazenod, t. 2, Paris 1960, s. 62-64.

[16] List proboszczów z Aix do wikariuszów generalnych, 04.07.1817, w; J. Leflon, dz. cyt., t. 2, s. 64-65; Komentarz  o. J. Pielorza, w: Relacje Założyciela z proboszczami Aix (1813-1826), w: ETO 19 (1960) s. 349-350.

[17] Zbiór tekstów napisanych przez księdza XX dotyczących księdza de Mazenod, w: Rękopis Archiwów Domu Generalnego w Rzymie; zob. A. Taché, Życie duchowe Eugeniusza de Mazenod w początkach Stowarzyszenia  (1812-1818), Rome 1960, s. 325-326; J. Leflon, dz. cyt., t. 2, s. 59.

[18] Anonim wysłany do ministra spraw wewnętrznych, 15.07.1817, cyt. za J. Pielorz, Staranie Założyciela o uzyskanie rządowej aprobaty (1816-1817), w: MOMI 85 (1958), s. 100-101. Proboszczowie, którzy wystąpili wówczas w Aix przeciwko księdzu do Mazenod byli poplecznikami biskupa Jauffret z Metz (1806-1823), który był także mianowany biskupem Aix, ale nie otrzymał kanonicznej inwestytury. Przez pewien czas zarządzał diecezją jako administrator aż do momentu rezygnacji. Zob. A. Taché, dz. cyt., s. 138.

[19] Księga posiedzeń Rady Miejskiej Aix, cyt. za J. Pielorz, Staranie Założyciela o uzyskanie rządowej aprobaty (1816-1817), w: MOMI 85 (1958), s. 108-109.

[20] D. Monatagne, list do ministra spraw wewnętrznych, wrzesień 1817, tamże, s. 110-111.

[21] Tamże. Na temat listu D. Monatagne zob. J. Pielorz, Relacje Założyciela z proboszczami Aix (1813-1826), w: ETO 19 (1960) s. 354-361.

[22] F. de Mazenod, list do Ch.-A. de Mazenod, Aix, 25.02.1818, w: FB.

[23] E. de Mazenod, list do H. Tempier, Paryż, 26.07 i 05.08.1817, w: EO I, t. 6, s. 31.

[24] Dziennik Stowarzyszenia, tekst zredagowany 23.06.1818, tamże, t. 16, s. 177.

[25] Ch.-A. de Mod, list do F. de Mazenod, Marsylia, 11.01.1818; tenże, list do F. de Mazenod, 16.06.1818, w: FB.

[26] Tenże, list do F. de Mazenod, 23.11.1819, tamże.

[27] F. de Mazenod, list do Ch.-A. de Mazenod, Aix, 03.05.1819, tamże.

[28] Tenże, list do Ch.-A. de Mazenod, Aix, 08.11.1819, tamże.

[29] Tenże, list do Ch.-A. de Mazenod, Aix, 18.11.1819, tamże.

[30] É. Lamirande, O pierwszych misjach Eugeniusza de Mazenod i jego współbraci (1816-1823), w: VO 60 (2001),  s. 179.

[31] E. de Mazenod, list do H. Courtès, Barcelonette, 05.05.1822, w: EO I, t. 6, s. 97.

[32] Zob. J. Pielorz, Relacje Założyciela z proboszczami z Aix, w: ETO 20 (1961), s. 56-59.

[33] E. de Mazenod, Dziennik, bez daty, cyt. za T. Rambert, Życiorys Ch.-J.-E. de Mazenod, t. 1, Tours 1883, s. 183.

[34] Zob. List E. de Mazenod do H. Tempier, 24.11.1817, w: EO I, t. 6, s. 50.

[35] Przyjaciel Religii, 12.08.1818: kopia w liście F. de Mazenod do Ch.-A. de Mazenod, Aix, 25.08.1818, w: FB.

[36] E. Maunier, list do E. de Mazenod, Aix, 01.10.1817, cyt. za G. Consentino, Ojciec Maunier – formator (1769-1844), w: ETO 17 (1958), s. 238.

[37] Tenże, list do E. de Mazenod, Aix, 04.09.1817, tamże, s. 236-237.

[38] F. de Mazenod, list do Ch.-A. de Mazenod, Aix, 14.09.1818, w: FB.

[39] Tekst prośby i aprobaty wraz z komentarzem, w: J. Pielorz, Nowe badania nad fundacją naszego Zgromadzenia,  w: MOMI 84 (1957), s. 137-154.

[40] Zob. É. Lamirande, Eugeniusz de Mazenod i Misjonarze Prowansji. Etapy fundacji (1815-1816), w: VO 57 (1998), s. 433-435.

[41] Zob. G. Consentino, Prawny statut naszego Zgromadzenia w pierwszych sześciu latach istnienia (1816-1826), w: ETO 12 (1953), s. 23.

[42] J. Jeancard, Miscelanea historyczne, Tours 1872, s. 226.

[43] E. de Mazenod, list do Ch. Forbin-Janson, lipiec-sierpień 1816, w: EO I, t. 6, s. 24.

[44] H. Tempier, list do E. de Mazenod, 19.08.1817, w: A. Rey, Życiorys biskupa Ch.-J.-E. de Mazenod, Rome 1928,  s. 212-213.

[45] List proboszczów z Aix do wikariuszów generalnych, Aix, 04.07.1817, cyt. za. J. Leflon, dz. cyt., t. 2, s. 64.

[46] Anonim do ministra spraw wewnętrznych, 15.07.1817, cyt. za J. Pielorz, Starania Założyciela o uzyskanie rządowej aprobaty (1816-1817), w: MOMI 85 (1958), s. 100-101.

[47] J. Leflon, dz. cyt., t. 2, s. 65.

[48] A. Taché, Życie duchowe Eugeniusza de Mazenod, dz. cyt., s. 330-331.

[49] E. de Mazenod, list do matki, Paryż, 29.07.1817, w: FB.

[50] J. Pielorz, Starania Założyciela, dz. cyt., s. 87-119. O prawnych i politycznych aspektach prośby o zatwierdzenie   zob. J. Leflon, dz. cyt., t. 2, s. 68-75.

[51] A. Taché, Życie duchowe Eugeniusza de Mazenod, dz. cyt., s. 330-331.

[52] List ministra spraw wewnętrznych do prefekta departamentu Bouche-du-Rhône, Paryż, kwiecień 1817, cyt. za. J. Pielorz, Starania Założyciela, dz. cyt., s. 95-96. Pielorz podkreśla przede wszystkim nabycie dóbr narodowych, zob. B. Bodiner, E. Teyssier, Fr. Antoine, Sprzedaż dóbr narodowych (1789-1867), Paris 2000, s. 12-13.

[53] Biskup de Bausset, list do ministra spraw wewnętrznych, 24.07.1817, cyt. za J. Pielorz, Starania Założyciela, dz. cyt., s. 102.

[54] E. de Mazenod, list do H. Tempier, Paryż, 25.07.1817, w: EO I, t. 6, s. 30.

[55] E. de Mazenod, list do ministra spraw wewnętrznych, Paryż, 31.07.1817, cyt. za J. Pielorz, Starania Założyciela, dz. cyt., s. 103-104.

[56] List ministra spraw wewnętrznych do E. de Mazenod, 04.08.1817, tamże, s. 106.

[57] E. de Mazenod, list do H. Tempier, Paryż, 05.08.1817, w: EO I, t. 6, s. 31-32.

[58] A. Taché, Życie duchowe Eugeniusza de Mazenod, dz. cyt., s. 330.

[59] J. Leflon, dz. cyt., t. 2, s. 73.

[60] List prefekta departamentu Bouche-du-Rhône do ministra spraw wewnętrznych, 26.09.1817, cyt. za J. Pielorz, Starania Założyciela, dz. cyt., s. 114.

[61] List ministra spraw wewnętrznych do księdza de Mazenod, 04.08.1817, tamże, s. 106.

[62] E. de Mazenod, list do H. Tempier, Paryż, 05.08.1817, w: EO I, t. 6, s. 32. Tekst anonimowego listu, w: J. Leflon,  dz. cyt., t. 2, s. 74, przypis 1.

[63] Zob. J. Pielorz, Starania Założyciela, dz. cyt., s. 116.

[64] Zob. E. de Mazenod, list do H. Tempier, Paryż, 05.08.1817, w: EO I, t. 6, s. 32-33.

[65] Założyciel wiele razy o nim pisze w Księdze wstępujących do nowicjatu, w: EF 3, s. 11-12; Y. Beaudoin, EO I, t. 16, s. 150, przypis 18.

[66] List biskupa F. de Bausset do księdza de Mazenod, Vannes, 20.10.1816, w: EF 3, s. 117-119.

[67] Tenże, list do księdza de Mazenod, 29.07.1818, tamże, s. 123-125.

[68] E. de Mazenod, list do H. Tempier, 09.10.1817, w: EO I, t. 6, s. 41.

[69] Zob. J. Pielorz, Relacje Założyciela z proboszczami Aix, dz. cyt., s. 363-365.

[70] E. de Mazenod, list do H. Tempier i E. Maunier, 191.10.1817, w: EO I, t. 6, s. 41-42. Dane o całym epizodzie zob. J. Pielorz, Relacje Założyciela z proboszczami Aix, dz. cyt., s. 361-367.

[71] E. de Mazenod, list do H. Tempier i E. Maunier, Paryż, 19.10.1817, w: EO I, t. 6, s. 43.

[72] Tamże, s. 42-43.

[73] H. Tempier, list do E. de Mazenod, Aix, 23.10.1817, w: EO II, t. 2, s. 18-19. H.-M. Boudon (1642-1702) archidiakon z Évreux znał się z Fr. M. Laval, przyszłego biskupa z Quebec. Autor wielu dzieł z dziedziny duchowości był także misjonarzem.

[74] E. Maunier, list do E. de Mazenod, cyt. za Y. Beaudoin, EO I, t. 6, nr 35, s. 46.

[75] E. de Mazenod, list do H. Tempier i E. Maunier, Paryż, 31.10.1817, w: EO I, t. 6, s. 46-47.

[76] E. de Mazenod, list do H. Tempier i E. Maunier, Paryż, 22.10.1817, w: EO I, t. 6, s. 44.

[77] Tenże, list do Misjonarzy Prowansji, Paryż, 22.08.1817, tamże, s. 39.

[78] E. Sevrin, Misje we Francji w okresie rządów restauracji, t. 1, Saint-Mandé 1948, s. 64.

[79] J. Leflon, dz. cyt., t. 2, s. 75.

[80] O całej tej sprawie zob. J. Pielorz, Założyciel i nominacja jego wujka na biskupa Marsylii, w: ETO 16 (1957), s. 151-169; tamże, 16 (1958), s. 147-171; É. Lamirande, Niejednoznaczna sytuacja F. de Mazenod mianowanego biskupem w Marsylii (1817-1823), w: VO 58 (1999), s, 3110317.

[81] E. de Mazenod, list do F. de Mazenod, Paryż, 18.09.1817, cyt. za J. Jeancard, dz. cyt., s. 172.

[82] Tamże, s. 169.

[83] E. de Mazenod, list do matki, Paryż, 16.09.1817, w: FB.

[84] Fr.-A. Arbaud, list do E. de Mazenod, Digne, 18.08.1818, cyt. za T. Rambert, dz. cyt., t. 1, s. 278-279.

[85] E. de Mazenod, list do Ch.-A. de Mazenod, Aix, 14.01.1819, w: FB.

[86] Tenże, list do H. Tempier, Aix, 20.08.1822, w: EO I, t. 6, s. 99-100; César de Bus (1544-1607) był założycielem Księży Doktryny Chrześcijańskiej, w 1975 roku został beatyfikowany.

[87] Tenże, lisy do biskupa Richery, 12.11.1823, cyt. za T. Rambert, dz. cyt., t. 1, s. 384-385.

[88] Tenże, list do H. Courtès, Barcelonette, 05.05.1822, w: EO I, t. 6, s. 96-97; tenże, list do H. Tempier, Aix, 15.06.1819, tamże, s. 62-63, w którym zdaje się ironizować kwestię Zgromadzenia księży z Aix.

[89] Zob. A. Rey, dz. cyt., t. 1, s. 240-241.

[90] E. de Mazenod, list do H. Courtès, Brignoles, 21.02.1821, w: EO I, t. 6, s. 79; zob. Y. Beaudoin, tamże, nr 10, s. 63, przypis 17.

[91] Tym razem ograniczając się jedynie do pewnego streszczenia głównym źródłem będzie Leflon, zob. tenże, dz. cyt. t. 2, s. 186-187, który ubolewa, że Archiwa Misjonarzy Francji zostały zniszczone przez buntowników w 1830 roku, stąd też zachodzi ryzyko jednostronnego ukazania wydarzeń.

[92] Ch.-A. de Mazenod, list do F. de Mazenod, Marsylia, 14.03.1820, w: FB.

[93] J. Leflon, dz. cyt., t. 2, s. 186.

[94] J.-B. Rauzan, list do E. de Mazenod, 11.11.1820, cyt. za A. Rey, dz. cyt., t. 1, s. 253-254.

[95] Ten kapłan wcześniej przyciągał uwagę; zob. É. Lamirande, Niejednoznaczna sytuacja F. de Mazenod, dz, cyt.,  s. 350-351.

[96] F. de Mazenod, list do Ch.-A. de Mazenod, Aix, 11.06.1820; zob. Tenże, list do Ch. -A. de Mazenod, Aix, 14 i 28. 09.1820, w: FB.

[97] Tenże, list do Ch.-A. de Mazenod, Aix, 17.08.1820, tamże.

[98] Ch.-A. de Mazenod, list do F. de Mazenod, Marsylia, 18.08.1820, tamże.

[99] E. de Mazenod, list do biskupa de Bausset, Aix, 12.01.1821, cyt. za J. Leflon, dz. cyt., t. 2, s. 191-192.

[100] Tamże.

[101] E. de Mazenod, list do J.-B. Rauzan, styczeń 1821, cyt. za A. Rey, dz. cyt., t. 1, s.261.

[102] Biskup de Bausset, list do E. de Mazenod, Aix, 19.01.1821, cyt. za J. Leflon, dz. cyt., t. 2, s. 194.

[103] E. de Mazenod, list do M. Suzanne, Aix, 23.01.1823, w: EO I, t. 6, s. 78.

[104] Tenże, list do H. Tempier, Brignoles, 04.02.1821, tamże, s. 79.

[105] Tenże, list do dyrektorów Dzieła Opatrzności, Aix, 20.04.1821, cyt. za J. Leflon, dz. cyt., t. 2, s. 195.

[106] Zob. J. Jeancard, dz. cyt., s. 139-143.

[107] J. Leflon, dz. cyt., t. 2, s. 195-197.

[108] Tamże, s. 197-198.

[109] Tamże, s. 189-190.

[110] Tamże, s. 198.

[111] Zob. J. Jeancard, dz. cyt., s. 181.

[112] Tamże, s, 181-183, innym protektorem jest z pewnością arcybiskup Aix.

[113] J. Leflon, dz. cyt., t. 2, s. 198-211.

[114] Zob. J. Jeancard, dz. cyt., s. 183-184.

[115] Zob. É. Lamirande, Niejednoznaczna sytuacja F. de Mazenod, dz. cyt., s, 353-355.

[116] E. de Mazenod, list do H. Courtès, Lorgues, 08.03.1822, w: EO I, t. 6, s. 95.

[117] Tenże, list do H. Tempier, początek czerwca 1823, tamże, s. 122-123.

[118] F. de Mazenod, list do księdza Rodet, lipiec 1823, cyt. za J. Leflon, dz. cyt., t. 2, s. 222-224.

[119] Zob. A. Rey, dz. cyt., t. 1, s. 312.

[120] O tych wydarzeniach zob. J. Leflon, dz. cyt., t. 2, s. 222-226.

[121] E. Sevrin, dz. cyt., t. 1, s. 66.

[122] Na podstawie listu do E. de Mazenod, 02.07.1821, cyt. za A. Rey, dz. cyt., t. 1, s. 270, przypis 1.

[123] E. de Mazenod, list do H. Courtès, 13.08.1823, w: EO I, t. 6, s. 128.

[124] E. Sevrin, dz. cyt., t. 1, s. 53-58.

[125] Zob. A. Rey, dz. cyt., t. 2, s. 185-186; Ph. Sylvain, Ch.-A.-M.-J. de Forbin-Janson, w: Słownik biograficzny Kanady, t. VII, s. 329-332.

[126] Zob. J. Jeancard, dz. cyt., s. 169.

[127] E. de Mazenod, list do A.-M. Sumien, Paryż, 02.05.1823, w: EO I, t. 6, s. 119.

[128] Tenże, list do G. Guibert, Paryż, 26.06.1823, tamże, s. 125.

[129] Tenże, Dziennik, 31.03.1839, tamże, t. 20, s. 86-88.

[130] Tamże, s. 89.

[131] Tenże, list do A. Chappuis, w Dziennik, 04.01.1840, tamże, s. 193.