Życie Zakonne – Według św. Eugeniusza de Mazenoda – O. Fernand Jetté OMI

Eugeniusz de Mazenod nie miał dwóch powołań: jednego do kapłaństwa a drugiego do życia zakonnego. Miał tylko jedno powołanie: „stać się mężem apostolskim”. W tym powołaniu swe miejsce ma zarówno kapłaństwo, jak i życie zakonne. Kapłaństwo, to znaczy być duszpasterzem, który naucza, głosi Słowo Boże, udziela Bożego przebaczenia, sprawuje Eucharystię, jednoczy wspólnotę chrześcijańską wokół Jezusa.

 

Oddany mąż apostolski

Życie zakonne, to znaczy być oddanym mężem apostolskim, który daje wszystko, niczego nie odmawia Bogu, który jest wewnętrznie wolny, oderwany od bliskich, gorliwy dla chwały Boga i dla zbawienia dusz; jednym słowem gotowy, aby iść i praktykować rady ewangeliczne.

Eugeniusz de Mazenod stwierdził, że jeżeli chcemy uzyskać te same rezultaty co Apostołowie i pierwsi głosiciele Ewangelii, trzeba używać tych samych środków, które są w naszej mocy, aby dokonywać cudów, z powodu ich braku trzeba sprowadzić z powrotem, dzięki blaskowi cnót, opuszczone ludy. To dlatego tak bardzo zależało mu na obecności o. Tempiera w swojej grupie: Widzę, jak bardzo jesteś potrzebny dla dzieła, które Bóg nam powierzył, liczę na ciebie bardziej niż na siebie samego, a to ze wzglądu na poprawną regularność w domu, w którym według moich idei i nadziei powinno się kroczyć do doskonałości tak jak pierwsi uczniowie Apostołowie. Właśnie na tym opieram całą moją nadzieję, bardziej niż na elokwentnych przemówieniach; czy one nawróciły kogokolwiek? Och! zobacz, jak bardzo jest to konieczne!

Można powiedzieć, że u Eugeniusza de Mazenoda po jego „nawróceniu” w latach 1805-1807 widać, iż mimo swoich przewinień, pragnął całkowicie oddać się Bogu. Kiedy poznał miłość Chrystusa w stosunku do siebie i dar Jego Krwi dla zbawienia, chciał żyć tylko dla Niego i dla zbawienia ludzi.

W tym artykule sprecyzujemy więc, czym jest życie zakonne dla oblatów: jak ono wzrastało wraz z Eugeniuszem de Mazenodem, później pokrótce przedstawimy jego ewolucję i sytuację obecną. Istnieje kilka prac na ten temat, szczególnie w Etudes oblates i Vie Obiatę Life i prace wcześniejsze.

 

Wspólne życie

Pociąg Eugeniusza do życia zakonnego objawiał się stopniowo i na różne sposoby. W Wenecji, gdy miał 13 lub 14 lat, życie i postawa księdza Bartolo Zinelii bardzo go urzekła; tak samo lektura listów wydawanych przez misjonarzy z Towarzystwa Jezusowego pracujących za granicą. To tam [w Wenecji], napisze później, zrodziło się moje powołanie do stanu duchownego, a być może i do stanu jeszcze doskonalszego7. Nie dyskutował o życiu zakonnym, ale o regularności, zachowanie księdza Bartolo nie pozostawało więc tu bez znaczenia. W rzeczywistości Neapolu i Palermo – jak się zdaje – nie myślał o tym zbyt usilnie, podobnie we Francji w pierwszych latach swego pobytu (1802-1805). Zauważył tam jednak wielkie duchowe opuszczenie ludzi, często ubogich oraz spostrzegł brak pomocy kapłanów i zakonników. Sam, poświęcił się najpierw więźniom w Aix.

Prawdopodobnie w Wielki Piątek 1807 roku, a miał wtedy 25 lat, łaska ukazała się mu w jaśniejszy sposób i zmieniła jego życie. Widok krzyża Chrystusa przeniknął go do głębi: […] mimo mego bólu lub właśnie z jego powodu, moja dusza wyrywała się do swego ostatecznego celu, do Boga, do swego jedynego dobra, którego brak tak dotkliwie odczuwała. Następny rok to obce wstrząsy; prawdziwe dotknięcie Ducha, które decyduje o jego skierowaniu się ku kapłaństwu.

Cztery lata spędzone w seminarium św. Sulpicjusza jeszcze bardziej otwierają go na potrzeby Kościoła, nadają pewniejsze struktury jego duchowemu życiu: ćwiczenia pobożności, uczestnictwo w sakramentach, medytacja, rachunek sumienia, regulamin życia… Podziwia sulpicjanów. Wzrasta w nim świadomość życia duchowego. Jego matka zamilkła już wobec jego ideału kapłańskiego, zaniepokoiła się jeszcze bardziej, gdy zobaczyła, że spotyka się z „Braćmi”. Eugeniusz odpowiada jej 23 marca 1809 roku: Nie mogłem powstrzymać się od śmiechu, czytając polecenia, których mi udzieliłaś, abym nie kontaktował się zbyt wiele z tymi dobrymi braćmi [bracia Gris] i by mi przypomnieć, że nasza misja powinna być inna. Starałem się dojrzeć w twej matczynej trosce pewien strach, którego nie miałem w takim samym stopniu wobec owych braci, gdyż mam szacunek dla ich cnót. Nie mogłem już dłużej tego odkładać, aby cię uspokoić w tej materii. Nigdy, nawet przez jedną minutą nie pomyślałem, by dokonać czegoś wielkiego ponad moje siły, a mało zgodnego z moim przekonaniem.. Trzeba mieć również inne zalety, których ja nie posiadam, aby osiągnąć wyżyny doskonałości ewangelicznej, a Bóg nigdy nie zainspirował mnie nawet najmniejszym pociągiem do rekolekcji [tzn. do ojców rekolekcji chrześcijańskich] i zbyt dużą zależnością. Jeżeli pewnego dnia będę w takim przypadku, że będę sprzyjał temu założeniu, to uczynię to z całej duszy, ponieważ jestem przekonany, że czynią największe dobro, a wszystko ogranicza się do tego.

Pod koniec seminarium, w 1811 roku, potrzebował sługi. Jego wybór padł na byłego zakonnika trapistę- kamedułę, brata Maur. W 1812 roku pracował u Eugeniusza i towarzyszył mu w Aix. W 1814 roku trapiści osiedlili się we Francji i ksiądz Duclaux, po konsultacji, napisał tak do Eugeniusza: Trudno, znajdź sposób, aby go zastąpić kimś innym. Poniosłeś wiele ofiar, ale gdy go wybrałeś, to nie wiedziałeś, że był trapistą z pragnienia i z profesji, że w niewypowiedziany sposób zaangażował się, aby przylgnąć do najwyższego Mistrza… Od momentu, gdy dom trapistów na dobre zostanie utworzony, jest on w sumieniu zobowiązany tam powrócić, to ofiara, którą winieneś złożyć Bogu i religii, a której tak bardzo służą ci dobrzy ojcowie trapiści.

 

Towarzysz

Ten brat był dobrym zakonnikiem i który w świecie zachował praktyki swego stanu. Eugeniusz zobowiązał go w Aix, aby „naprawił swe wady poprzez modlitwę poranną”. 17 września 1814 roku oficjalnie o. de Mazenod mianował go członkiem Stowarzyszenia Młodzieży. […] o. Dyrektor przy jego przyjmowaniu […] nie zapomniał zaznaczyć członkom stowarzyszenia, że stali się jego współbraćmi, a wszystkie korzyści płynące ze wspólnoty modlitwy i z zasług, którymi byli związani między sobą, są także ich dobrami, że ten święty zakonnik, z głębi swej samotności i ciszy – w jakiś sposób czuwa nad nimi […]. Nazajutrz brat Maur opuścił Aix i powrócił do trapistów. Mieliśmy wrażenie, napisał o. Jean-Marie Larose, że w obecności tego brata kameduły nasz Założyciel poznał głębię życia zakonnego; powiedziałbym, że to był jego zakonny nowicjat.

Tak, ale w tym czasie o. de Mazenod zastanawiał się nad życiem zakonnym, odprawiał rekolekcje, inspirowane przez autorów jezuickich, miedzy innymi o. Francois Nepveu; znał także redemptorystów, sulpicjanów, łazarzystów, myślał o starych zakonach i opłakiwał ich rozproszenie po Francji. Do swej siostry Eugenii napisał w 1811 roku: Stosownie do godziny przekazuję ci w duchu te wśród świętych dusz, które sławią i błogosławią święte imię Boga , karmelitanki od 9.00 do 11.00 i od 12.00 do 2.00, wraz ze świętymi zakonnikami, którzy w różnych miejscach mają jeszcze to szczęście, by móc śpiewać hymny dla Pana, w godzinach, które przepisuje święta Reguła od 2.00 do 4.00 u trapistów. […] Och! Ileż wiary potrzeba i choć trochę miłości Boga, aby nie stracić z widoku swego Umiłowanego na zbyt długi okres czasu.

 

Stowarzyszenie młodzieży

W 1814 roku Eugeniusz wypowiada się na temat własnych poszukiwań i dyspozycyjności wobec o. Chrles de Forbin-Janson; Nie poznałem jeszcze, czego Bóg ode mnie wymaga, ale jestem bardzo zachwycony tym, aby pełnić Jego wolę, a ja poznam ją, choćby trzeba było mi jutro polecieć na księżyc. Nie mam nic do ukrycia przed tobą. Tak więc będę ci mówił bez obawy, że waham się pomiędzy dwoma projektami; pierwszy to, aby iść daleko i mieszkać samotnie w kilku regularnych wspólnotach na wzór starych zakonów, które zawsze podziwiałem, drugi to, aby stworzyć w mojej diecezji dokładnie to, co ty czynisz z sukcesami w Paryżu. Bardziej jestem przekonany do tego pierwszego projektu, ponieważ mówię ci naprawdę, że jestem trochę znudzony życiem jedynie dla drugich…,drugi jednak wydaje mi się bardziej pożyteczny, widząc straszny stan, w którym pogrążeni są ludzie. Miałem również w mojej głowie kilka reguł do zaproponowania, ponieważ chodzi mi o to, aby żyć w sposób jak najbardziej regularny. Niech Bóg będzie uwielbiony, a dusze zbawione, w tym jest wszystko, nic poza tym nie widzę. To jest apostolska orientacja, która dominuje, ale z pragnieniem „aby żyć na sposób nadzwyczajnie regularny.

W 1813 roku Eugeniusz założył Stowarzyszenie Młodzieży Chrześcijańskiej w Aix, ułożył poważny regulamin życia, którego bardzo przestrzegał. W 1815 roku szuka kandydatów, aby założyć Misjonarzy Prowansji. Nie może tego dokonać sam. Jego listy do o. Tempiera są bardzo dokładne: chcę mieć grupę gorliwych misjonarzy, którzy mieszkają w tym samym domu, i mają tę samą regułę, którą wspólnie zaaprobują. Chcę mieć ludzi, którzy mają wolę i odwagę kroczenia po śladach Apostołów. Chcę, aby tam w tym domu panowała największa regularność. To dla tego jesteś mi konieczny, ponieważ wiem, że jesteś zdolny przyjąć model regularnego życia i w nim wytrwać.

 

Sposób na świętość

Kilka tygodni później, 13 grudnia 1814 roku, powtórnie zwrócił się do o. Tempiera: Umartwiaj się, ile chcesz, ale niemniej jednak wiedz, że jesteś niezbędny dla dzieła misji, mówię ci o tym wobec Boga i z otwartym sercem. Gdyby chodziło o byle jakie głoszenie słowa Bożego, o przemierzanie wiosek w tym celu; o to, aby zdobywać dusze dla Boga bez większego wysiłku, by być mężami uduchowionymi, mężami prawdziwie apostolskimi, to nie byłoby to rzeczą trudną, aby cię zastąpić, ale czy mógłbyś sądzić, że zgodziłbym się na taką możliwość? To słowo zawiera wszystko, co możemy powiedzieć. Ale czy jest wielu księży, którzy pragną być świętymi w ten właśnie sposób? Trzeba byłoby nie tylko ich znać, aby im to uświadomić; przeciwnie, wiem, że większość z nich chce iść do nieba inną drogą niż drogą samozaparcia, wyrzeczenia, ubóstwa, zapomnienia o sobie samym, itd. Być może nie są zobligowani, by czynić więcej, a z drugiej strony nie powinni się obrażać, jak niektórzy, którzy wiedzą, że potrzeby ludzkie wymagają więcej, i próbują poświęcać się, aby je zbawić.

25 stycznia 1816 roku w liście z prośbą o zatwierdzenie, a skierowanym do wikariuszy generalnych w Aix, Eugeniusz jeszcze raz określa swą orientację: on chce założyć regularną wspólnotę misjonarzy […], którzy będą przydatni w diecezji, a w tym samym czasie będą pracować nad swoim własnym uświęceniem odpowiadającym ich powołaniu. I w tym samym liście precyzuje: [Wspólnota chce] zapewnić swoim członkom środki do praktykowania cnót zakonnych. Niektórych z nas tak bardzo pociąga ich powab, że większość z nich  poświęciłaby się, aby je zachowywać przez całe życie w jakimś zakonie, gdyby nie mieli wielkodusznej nadziei, by ją znaleźć we wspólnocie misjonarskiej majac prawie te same korzyści, co w stanie zakonnym, któremu chcieli się poświęcić.

 

Młodzi oblaci

4 października 1817 roku Założyciel naciska na o. Tempiera, który był odpowiedzialny za formację młodych oblatów: Podczas gdy liczba młodych stanowiących wspólnotę stale wzrasta, trzeba aby ścisłość i dokładność była proporcjonalna do ich liczby. To jest odpowiedni moment, aby stworzyć ducha domu…Uważam, że mają dobry przykład w seminarium. Nie należy tracić z widoku tego, że jesteśmy zgromadzeniem kleryckim regularnym, że w kon¬sekwencji powinniśmy być bardziej zaangażowani niż zwykli seminarzyści, gdyż zostaliśmy wezwani, by w Kościele umocnić pobożność i wszystkie cnoty instytutów zakonnych, a wszystkie ich działania powinny się dokonywać w tej samej dyspozycyjności, w jakiej byli Apostołowie w wieczerniku, by oczekiwać na Zesłanie Ducha Świętego, który miał ich dotknąć swoją miłością i dać im znak, aby wyruszyli na podbój świata.

Już wtedy Eugeniusz de Mazenod postrzegał Stowarzyszenie jako zgromadzenie kleryckie regularne! Nie byli zakonnikami, ale dla Założyciela powinniśmy mieć ducha regularności. W Prośbie z 25 stycznia 1816 roku, pisze ojciec Georges Consentino, mimo że nie mówi jeszcze o ślubach, wyraża się dokładnie: Wstępując do Stowarzyszenia, misjonarze powinni się zobowiązać, że wytrwają w nim przez całe życie […] Każdy z członków zobowiązuje się do życia w posłuszeństwie superiorowi oraz do zachowywania statutów i przepisów.

11 kwietnia 1816 roku w Wielki Czwartek oo. de Mazenod i Tempier składają wobec siebie ślub posłuszeństwa. Założyciel napisał: Moją intencją, poświęcając się posłudze misji jest, aby pracować zwłaszcza nad nauczaniem i nawróceniem najbardziej opuszczonych, naśladując przykład Apostołów w ich życiu pełnym poświęcenia i zaparcia się siebie. Uświadomiłem sobie, aby uzyskać te same rezultaty naszego przepowiadania trzeba iść po ich śladach i praktykować w naszym życiu te same cnoty. Dostrzegłem więc rady ewangeliczne, którym byli tak bardzo wierni, jako nieodzowne do przyjęcia, aby to nie były tylko nasze słowa, gdyż słyszałem je aż w nadmiarze z ust wielu innych głoszących te same prawdy, to znaczy mowę miedzi brzęczącej i brzmiących cymbałów. Moja myśl zawsze była skierowana na to, aby nasza mała rodzina mogła poświęcić się służbie Bogu i Kościołowi poprzez śluby zakonne… Jednym słowem o. Tempier i ja uznaliśmy, że nie należy dłużej tego odkładać i w Wielki Czwartek z niewypowiedzianą radością złożyliśmy śluby zakonne. Ojciec Joseph Fabre w notatce nekrologicznej ojca Tempier powiedział: w tym akcie możemy widzieć początek życia zakonnego, albowiem byli tak szczęśliwi, by złożyć je tego dnia.

Założenie w 1819 roku domu w Notre-Dame du Laus, poza diecezja Aix, było jeszcze jednym krokiem do przodu. Eugeniusz zrozumiał, że Zgromadzenie rozrastając się, potrzebuje Konstytucji. Od sierpnia do września przebywał w St-Laurent du Verdon i redagował tekst, czerpiąc wiele inspiracji z bł. Alfonsa Ligouri.

 

Śluby zakonne

Ojciec de Mazenod przedyskutował problem ślubów z członkami Instytutu, dopuszczając do głosowania scholastyków — nie wszyscy jednak ojcowie zgadzali się na nie — pierwsza Kapituła z 1818 roku zaakceptowała Konstytucje i śluby. Było wtedy siedmiu ojców (Eugeniusz de Mazenod, Henri Tempier, Pierre-Nolasąue Mie, Noel-Francois Moraau, Jean-Francois Deblieu, Emmanuel Maunier i Marius Aubert) i troje scholastyków (Hippolyte Courtes, Marius Suzanne i Alexandre Dupuy). Sześciu z nich było zgodnych, by przyjąć śluby. I tak, 1 października 1818 roku w kaplicy w Aix, w zaciszu klauzury, złożono śluby: posłuszeństwa, czystości i wytrwania. Dwóch postanowiło zaczekać: oo. Deblieu i Aubert.

Co się tyczy ślubu wytrwania, to różne racje motywowały wybór Założyciela; najpierw przykład Alfonsa Liguori, który zapisał ten ślub w regule, a także z racji historycznej, bowiem w tym momencie biskupi mogli lub usiłowali dyspensować od ślubów zakonnych.

Co do ślubu ubóstwa, Eugeniusz de Mazenod uważał, że Zgromadzenie nie jest jeszcze przygotowane najego przyjęcie. Sam chciał tego ślubu; zachęcał swoich towarzyszy, by dobrze pojęli ducha [ubóstwa]. Kapituły w przyszłości to zweryfikują. W końcu druga Kapituła z 21 listopada 1821 roku wprowadziła go do Konstytucji. Tak więc w 1825 roku, gdy prośbę o zatwierdzenie przedstawiono Rzymowi, konstytucje zawierały cztery śluby.

Śluby zakorzenione w solidnym życiu wspólnotowym, oparte były one na głębokiej miłości Jezusa Chrystusa, na woli rzetelnego pracowania, aby stać się świętym, [aby] iść po śladach Apostołów…, [aby] całkowicie wyrzec się [siebie] i [być] gotowym, aby poświęcić [swe] dobra [swe] talenty,[swój] wypoczynek, [swą] osobę i [swe] życie z miłości do Jezusa Chrystusa, w służbie Kościoła i uświęceniu bliźnich… i iść do ludzi, walczyć aż do przelania krwi, aby ich nauczyć kim jest Jezus Chrystus i założyć Królestwo Zbawiciela — oto oblat z 1826 roku.

Założyciel również prosił, aby żyć pod patronatem Maryi Niepokalanej, by być dobrym dla ludzi, zwłaszcza dla ubogich, aby być wiernym życiu modlitwy, modląc się dwa razy po pół godziny dziennie, każdego dnia; na wyciszeniu: Całe życie członków Instytutu powinno upływać w ciągłym wyciszeniu; na umartwieniu: Pracownicy ewangeliczni wysoko powinni cenić chrześcijańskie umartwienie, jeżeli chcą uzyskać obfite owoce swoich wysiłków. Tak więc wszyscy członkowie Stowarzyszenia będą przykładać się do tego, by umartwiać swe wnętrze, by przezwyciężyć swe zamiłowania, zapomnieć o swojej woli i wszystkich rzeczach, usiłując jednocześnie za wzorem Apostołów rozmiłować się w cierpieniu, pogardzie i pokorze Jezusa Chrystusa. I dodaje więcej: We wszystkich domach, gdzie to będzie możliwe, będą odmawiać godziny kanoniczne w chórze w wielkim wyciszeniu ducha…

 

Życie oblata

Paragraf tych Konstytucji przetrwał aż do 1966 roku i wzmiankuje o dwóch częściach życia oblata: część pierwsza poświęcona modlitwie, i druga — dziełom zewnętrznym. Już to zostało powiedziane, że misjonarze, na ile pozwoli im ułomność ludzkiej natury, powinni we wszystkim naśladować przykłady Naszego Pana Jezusa Chrystusa, głównego Założyciela Instytutu i Apostołów, naszych pierwszych ojców. Aby naśladować te wielkie wzory, część życia będzie poświęcona na modlitwę, wewnętrzne wyciszenie, kontemplację w domu Boga, który wspólnie będą zamieszkiwać. Druga część będzie wyłącznie poświęcona dziełom najgorliwszej aktywności wewnętrznej, takim jak: misje, głoszenie i spowiadanie, katechizacja, opieka nad młodzieżą, odwiedziny chorych i więźniów, rekolekcje i różne podobne im ćwiczenia. I tak kończy się Reguła: Zarówno na misjach, jak i we wnętrzu domu, ich głównym zadaniem będzie stąpanie na drodze doskonałości kapłańskiej i zakonnej; będą ćwiczyć się przede wszystkim w pokorze, posłuszeństwie, ubóstwie, zaparciu się siebie, duchu umartwienia, duchu wiary, czystości intencji i w całej reszcie. Jednym słowem będą się starali stać się drugim Jezusem Chrystusem, rozsiewając wszędzie wspaniałą woń Jego cnót.

W dalszym ciągu Założyciel naciska mocno, podczas swych wizytacji i w listach, na regularność konieczną w życiu oblackim. W wieku 74 lat na przykład, zwraca się do całego Zgromadzenia: Dzięki Bogu, że bardzo wielu z was zrozumiało to, ale mówię o tym z cierpieniem, gdyż jeszcze większa liczba zaniechała, by pożądać tych rzeczy… Mówi się, że dla nich nasze Konstytucje i Reguły są zamkniętą Księgą… Ale cóż robili na modlitwie? Czemu służyły dwa [nasze] rachunki sumienia Czy nie znajdowali żadnego pokarmu dla dusz w Świętym Oficjum… i w Najświętszej Ofierze i w comiesięcznym dniu skupienia i w rocznych rekolekcjach, które poprzedzają odnowienie ślubów? A przynajmniej ta cotygodniowa spowiedź i te konferencje i kulpy; jednym słowem, czy całość tego życia doskonałości nie wystarcza, aby kształtować wielkich świętych w Kościele Boga? Flens dico, to dokładnie nadużycie tylu łask, oparte na niewierności…i któż wytłumaczy te niepojęte odstępstwa, których trzeba się wstydzić.

Jako biskup Marsylii (1837-1861) Eugeniusz de Mazenod będzie szczęśliwy z powodu osiedlenia się w jego diecezji wielu rodzin zakonnych. Natomiast jego głównym zajęciem jako superior generalny oblatów, będzie pogłębianie zaangażowania misjonarskiego i zakonnego swego Zgromadzenia.

Dziewięć Kapituł, którym będzie przewodniczył, przyniosą konieczne wyjaśnienia dotyczące rozwoju i życia Instytutu, np.: wysłanie członków na misje zagraniczne (1831), akceptacja teologii moralnej św. Alfonsa Liguorii (1837), dostosowanie Reguł do potrzeb Zgromadzenia i uzgodnienie ich z szerokim horyzontem, jaki się otwiera (1843), ustanowienie prowincji w Zgromadzeniu (1850), rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego o. Dominika Albini (1856). I jeszcze to, co prawdziwie charakterystyczne, a co Eugeniusz powiedział w 1850 roku: konieczność — być doskonałym zakonnikiem, aby być dobrym misjonarzem.