Kokotek,2018r

Świadectwo Rekolekcyjne.

Tak na prawdę sama nie wiem od czego zacząć, stanie i mówienie do Was z tego miejsca jest bardzo trudne (od razu mówię, że jest to świadectwo od początku mojego życia do dziś, postaram się was nie zanudzić i mówić z sensem).

Zaczynając to świadectwo powinnam się chyba przedstawić:

Nazywam się Laura mam 15 lat, od 6 lat mieszkam w Krakowie, w ciepłym domu, w którym jestem obdarowywana miłością, szczęściem, którego nie dostawałam przez 9 pierwszych lat mojego życia. Mieszkałam wtedy tylko z mamą w Kętach w zasadzie w wielkim domu. Pomimo, że był on wielki nie było w nim miłości, szczęścia i ciepła. Większość ludzi ocenia innych na pierwszy rzut oka,myślę,że każdy z was czegoś takiego doświadczył, prawda? I właśnie w taki sposób jestem oceniana zawsze. Niestety większość ludzi zna mnie tylko z tego: Laura, 15 lat, trenuje speedball, mieszka w Krakowie, mistrzyni polski no i dziwny charakter ma, w sumie tyle… no i właśnie dziwny charakter, a może bardziej ciężki? A czy ktoś kiedykolwiek wpadł na pomysł żeby zapytać dlaczego on taki jest? nie… oceniano go z góry i odrzucano. Moja mama będąc w ciąży stosowała wszelkie używki typu alkohol, papierosy a nawet narkotyki. Tak na prawdę wychowywała mnie chrzestna i tylko do niej jestem w stanie powiedzieć słowo: „mamo”. Urodziłam się owinięta pępowiną, z alkoholem we krwi, z 3/10 punktami w skali apgar. Właściwie byłam rośliną. Matka pogodziła się z tym, że umrę, podpisała wszelkie papiery aby mnie odłączyć od aparatur, na szczęście tata nie wyraził zgody, walczył do końca, modlił się i wierzył, że będę zdrowa. Jednogłośnie mogę stwierdzić, że moja matka jest alkoholiczką. Od małego odsuwała mnie od ojca i obrażała go w moich oczach. Od pierwszych lat mojego życia byłam bita, poniżana, gnębiona, tępiona. Byłam zdana tylko i wyłącznie na siebie. Tak jak wcześniej wspomniałam trwało to wszystko 9 lat. Od najmłodszych lat stawałam się coraz doroślejszą osobą, nie miałam czegoś takiego jak dzieciństwo. W szkole byłam prześladowana i gnębiona przez rówieśników, a nawet nauczycieli. W wieku 6 lat wpadłam w depresje, miałam 3 próby samobójcze. W tym momencie mogę stwierdzić, że był to dla mnie koszmar, który dobiegał końca w 2012 roku. Rok 2012 będzie dla mnie zawsze bardzo znaczącym rokiem pełnym nadziei w drodze do szczęścia, ciepłego domu i normalnego życia.

W tym roku matka dostała padaczki alkoholowej, jako 9 letnie dziecko przeprowadziłam pełną pierwszą pomoc dzięki której uratowałam jej życie. Po tej sytuacji wieczorem pobiła mnie, miałam wstrząs mózgu, straciłam świadomość, na moim ciele było wiele krwiaków, a wewnątrz ból, że własna matka uczyniła to. Trafiłam do szpitala budząc się dostrzegłam obok mnie moją chrzestną, która trzymała mnie za rękę i błagała żebym się obudziła.

Po tym wszystkim przez 4 miesiące mieszkałam z chrzestną w Kętach, później przeprowadziłam się do Krakowa do taty, którego bardzo się bałam przez to co mówiła o nim mama… matkę zamknięto w psychiatryku. Rozpoczęłam leczenie, byłam zamkniętą w sobie dziewczynką, z brakiem zaufania do ludzi.  W 2014 roku odzyskiwałam wiarę w siebie miałam ciepły dom, pełen miłości i szczęścia.

24.12.2014r jedyny i najważniejszy dziadek. Dziadek który walczył o mnie zarówno jak tata, dziadek, który miał sparaliżowaną całą lewą stronę ciała, zaczął z każdą chwilą coraz gorzej się czuć, pogotowie jechało 1.5h i nie dojechało, postanowiłam na własną rękę ratować go. 10:34 na moich rękach dziadek umiera.

Zaczęłam znowu tracić wiarę w siebie i Boga, odeszłam od niego, obwiniałam jego, że po raz kolejny odbiera mi wszystko. Ta sytuacja wywołała nawrót depresji.

Rozpoczęłam dalszą część leczenia psychiatrycznego, w 2016r wygrałam, zaczęłam wychodzić do ludzi.

Zaczęłam trenować speedball, który w pewnym sensie był dla mnie terapią, każde osiągnięcie w nim było dla mnie wygraniem kolejnego etapu życia, motywacją.

Na początku 2017 roku poznałam pewnego chłopaka, bardzo zmienił moje życie, łączyło mnie z nim bardzo dużo. Zmienił moje życie o 180stopni. Zaczęłam tracić przez niego przyjaciół, najważniejszych przyjaciół, w końcu straciłam i jego. Zostałam sama.

Po raz kolejny zaczęłam obwiniać o to Boga, że robi to wszystko specjalnie.

Przez te 4 lata za bardzo nie chodziłam do kościoła. Wolałam sama zostawać z problemami niż powierzać je Bogu.

Z czasem wszystko sobie poukładałam, poszłam do kościoła, na adoracji tak naprawdę przemyślałam jaką wartość ma dla mnie przyjaciel i ilu z nich je posiada.

Na ten festiwal wysłał mnie mój trener, żeby prowadzić warsztaty, jechałam tutaj zamknięta w sobie, z wieloma problemami które siedziały głęboko we mnie,bez Jezusa w sercu, bez wiary, tak naprawdę dla mnie była to ostatnia szansa dla Boga. I nie zawiódł mnie, wykorzystał ją.

Myślę że nazwa „festiwal życia” nie wzięła się z przypadku, ten festiwal uczy życia.

Dziś Bóg, rodzina i prawdziwi przyjaciele są dla mnie najważniejsi

W piątek byłam pierwszy raz od 4 lat u spowiedzi zawsze bałam się tam iść, twierdziłam, że ksiądz mnie nie zrozumie, w sumie mogłam wybrać sobie księdza do spowiedzi, powiem wam, że ojciec  prowincjał to spoko gość, ale zrozumiałam że po drugiej stronie siedzi ksiądz jako zastępca pana Jezusa, że  wcale nie muszę klepać formułki od A-Z tylko mogę się wyżalić z wszystkiego co było moją słabością. Muszę przyznać, że była to dotychczas moja najlepsza spowiedź.

Dziś po 10 dniach do Krakowa wracam z wielkim uśmiechem na twarzy, pełna siły, wiary i miłości do Boga. Dziś nie jestem zwykłą Laurą, dziś jestem Laurą z Panem Bogiem w sercu.

Z tego miejsca chciałabym podziękować wszystkim oblatom, z ojcem prowincjałem na czele, klerykom za wielkie wsparcie, motywację i dodawanie siły każdego dnia. Siostrom zakonnym, księżom, Organizatorom, wolontariuszom za zorganizowanie wielkiego dzieła i wam wszystkim, za obecność i wspaniałą atmosferę.

Nie wiem jak wy, ale ja już wiem, że jeszcze w te wakacje i pod koniec tego roku wracam tutaj na rekolekcje.

Pamiętajcie, że nikt nie ma większej wartości niż Pan Jezus, PRAWDZIWI przyjaciele i rodzina. Niektórzy ludzie pojawiają się w naszym życiu przypadkowo, aby pojawić się, nauczyć nas czegoś i zniknąć. Dlatego nie warto poświęcać się w 100% czemuś.

Pamiętajcie, że jesteście cudami, żeby nigdy się nie poddawać, kochać z całego serca, dążyć do celu i najważniejsze- trwać przy Panu Bogu.

On tego nie pokazuje, ale jest obok nas, uczy nas, kocha nas, poucza, podnosi po porażce.

Mam nadzieję, że za rok spotkamy się w tym samym miejscu, w tym samym składzie, może i wcześniej.

Dziękuję wszystkim.

Gdyby nie wy, to nie ja.

Chwała Tobie Panie.

Bóg zapłać.

(pisownia oryginalna)

(niniwa.org/pg)