NASI ZMARLI OBLACI: DAĆ ŚWIADECTWO JAK JEST ŻYWA PAMIĘĆ ICH CNÓT W ZGROMADZENIU.

 Niedawno zrobiliśmy rocznicowe nabożeństwo naszego o. Ponsa; powinno ono odbywać się w sobotę. Nowicjusze udali się do seminarium, aby złączyć się z oblatami. Ojciec Tempier śpiewał sumę, w której uczestniczyłem. Ja udzieliłem absolucji. Ten religijny obowiązek został wypełniony przez wszystkich z głębokim skupieniem. Nie sądzę, żeby było możliwe odprawić nabożeństwo z większą przyzwoitością i pobożnością… Tutaj czuło się to, co wykonywano i łatwo stwierdzić, że serce było w tym, co śpiewano. To tak powinno się modlić, to zwłaszcza w ten sposób powinno się to robić za braci, że mamy tylu członków, aby ich żałować i którym chcemy dać świadectwo jak jest żywa pamięć ich cnót w Zgromadzeniu, które oni tak budowali i tak dobrze służyli w czasie ich zbyt krótkiego życia.

Ten drogi o. Pons miał tylko 28 lat, gdy nam go zabrano, albo żeby lepiej powiedzieć, gdy Bóg go powołał do siebie. Jak dużo dobra dokonał on w tak niewielu latach.

Przypomniawszy kilka osiągnięć tego utalentowanego ojca Eugeniusz pisze o jego śmierci w wyniku tyfusu.

Pan przyszedł go powołać w wykonywaniu tych wszystkich cnót, wiernie wprowadzanych w praktykę… Nie przestał dawać znaków przytomności jakiś czas przed jego zgonem, który nastąpił 16 września 1836 roku w [8] godzinach, cała wspólnota będąc na modlitwie ze mną wokół niego, aby być obecnymi w jego objęciu posiadania chwały, jaką Bóg obiecał i którą przeznacza tym, którzy wszystko opuścili, aby iść za Nim.

Dziennik, 18.09.1837, w: EO I, t. XVIII.