W ramach przygotowań do październikowego sympozjum o męczenniku kleryku Alfonsie Mańce OMI ojciec Robert Wawrzeniecki OMI został poproszony o opracowania kwestii męczeńskiej śmierci kandydata na ołtarze. Wystąpienie to będzie nosiło tytuł „«In odium fidei »: kleryk Alfons Mańka OMI zamęczony przez Niemców z nienawiści do wiary”.

Alfons Mańka OMI (1917-1941)

Kiedy pochylałem się nad zapiskami duchownymi kleryka Alfonsa w kontekście jego męczeńskiej śmierci w obozie koncentracyjnym Gusen, zobaczyłem jak bardzo wpisują się one w kult Najświętszego Serca Jezusowego w życiu św. Eugeniusza i w historii Zgromadzenia, ze szczególnym uwzględnieniem wkładu w rozwój tego nabożeństwa w paryskim Montmartre (1876-1902).

Zobaczyłem jak bardzo wpisały się w jego osobiste życie, aby zgodnie z duchem naszej zakonnej oblacji „współofiarować się” Najświętszemu Sercu Jezusa i Niepokalanemu Sercu Maryi przez dar swojej oblacji realizowanej wiernie do końca, do ostatniego tchnienia.

Pobożność zapisana w „Dzienniczku”

W „Dzienniczku” widać bardzo wyraźnie, że bliskie sercu kleryka Alfons Mańki OMI było nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa, które zapewne doprowadziło go to osobistego „współofiarowania”. Często w czasie modlitwy posługiwał się słowami modlitwy „Jezu, cichy i serca pokornego, uczeń serce moje według serca Twego”. Chce też zadośćuczynić Sercu Jezusowemu:

Chcę pocieszyć to Boskie Serce, chcę przynajmniej w cząstce wynagrodzić Mu za zniewagi grzeszników. Oto ofiaruję się całkowicie Jego miłości. Chcę przyjąć Go dziś w Komunii św. jako wynagrodzenie za oziębłość serc grzeszników. Postanowienie: Jak najlepiej przygotować się do Komunii św. wynagradzającej i z jak największą gorliwością ją przyjąć (22.01.1938).

Co więcej także znaczną część czytań duchownych w miesiącu czerwcu 1938 roku poświęca Najświętszemu Sercu Jezusa, być może też pod wpływem domowego religijnego wychowania bo w domu wisiał obraz Serca Jezusowego, wypisując m.in. takie o to refleksje, co wyraźnie wskazuje na jego pobożność związaną z Najświętszym Sercem Jezusa:

(…) Proszę Boga, aby moje serce zagorzało miłością i nabożeństwem do Serca Jezusa. (…) Serce Jezusa, będąc za razem sercem Boskim, zasługuje na cześć, abyśmy z nabożeństwem Je chwalili i do Niego się w potrzebach uciekali. Święci, aby być dobrym zakonnikiem, zalecają nabożeństwo do Serca Jezusa, zastanawiam się więc nad potrzebami i korzyściami tego nabożeństwa. Błagam to Serca Jezusa o światło i pomoc, aby Krwią Swą ugasiło pragnienie mego serca i woda obmyła me serce z grzechów i nieprawości. Postanawiam z większym zastanowieniem się i nabożeństwem wzywać pomocy tego Boskiego Serca przez akty strzeliste. (…)” (02.06.1938).

Wreszcie szukał wprost oparcia w Najświętszym Sercu Jezusa:

“Jezu, cichy i serca pokornego, uczeń serce moje według serca Twego”. Jezu, udziel mi tej łaski, abym był wzgardzony od świata i zapomnianym od wszystkich, abym Tobie mógł tylko w pokorze i wierności służyć (28.11.1937);

Jezu, proszę Cię, przez  ranę serca Twego Przenajświętszego, zrań i rozpal serce me tą miłością, aby tylko dla Ciebie gorzało (15.01.1938);

Jezu, przez Serce Niepokalanej Panny Marji ofiaruję Twojemu Przenajświętszemu Sercu wszystkie me myśli, słowa, uczynki, modlitwy, udręki, cierpienia. Intencję mą, Jezu, łączę z intencjami Twego Boskiego Serca (26.01.1938);

Ofiaruję na cześć Jego Boskiego Serca wszystkie swe myśli, słowa i uczynki i proszę Jezusa, aby przez zasługi Rany Jego Serca zranił i rozpalił me nędzne serce miłością ku Sobie (26.06.1938).

Wie też o podstawowych prawdach z tym związanych:

Dlatego w Jego Boskim Sercu należy nam szukać pociechy, bo w Nim możemy znaleźć szczęście prawdziwe, trwałe, niczem nie zmącone. (…) Postanawiam więc zawsze uciekać się do Serca Jezusowego (11.06.1938);

Przeważnie jednak ćwiczenia duchowne starałem się dobrze, o ile możności, odprawić, ofiarując je przez Niepokalane Serce Matki Najświętszej, Najświętszemu Sercu Jezusowemu (20.08.1938);

Najsłodsze Serce Jezusa spraw, abym Cię kochał coraz więcej (31.05.1938).

Komunię zaś świętą zaś przyjmował z taką oto intencją:

Chcę być kapłanem na wzór Najświętszego Serca Jezusowego (16.02.1939).

Pobożność zrealizowana w obozie

Podobnie jak jego wychowawca, o. Józef Cebula OMI, także i kleryk Alfons trafił do niemieckiego obozu koncentracyjnego. Przez obóz przejściowy w Szczeglinie i obóz koncentracyjny w Dachau, trafił kleryk Alfons Mańka OMI do obozu koncentracyjnego w Gusen 02.08.1940 roku. Więzionych w obozie w Mauthausen-Gusen określano jako „nieuleczalnych politycznych wrogów Rzeszy”, a kleryk Alfons Mańka OMI jako student teologii był według reżimu nazistowskiego niebezpieczny dla niemieckiej młodzieży.

Ważnym momentem, który rozegrał się koło nowo budowanego krematorium, w którym później spalono ciało kleryka Alfonsa Mańki OMI jako „całopalną ofiarę” zjednoczoną z Najświętszym Sercem Jezusa, było odnowienie ślubów zakonnych 08.09.1940 roku. Był to moment ważny, gdyż po przeniesieniu na interwencję Watykanu większości kapłanów do obozu w Dachau, klerycy i nowicjusze zostali niemalże pozbawieni duchowej opieki. Ojciec Józef Maksymiuk OMI tak wspomina to wydarzenie:

Po wyjeździe Ojców zabrakło nam naszej ostoi i pomocy duchowej. Z nimi spotykaliśmy się dość często, a we wrześniu w święto Narodzenia Matki Bożej, starsi fratres scholastycy: Alfons Mańka [OMI], Mieczysław Frala [OMI], Paweł Kurda [OMI] i Alfons Kaczmarczyk [OMI] składali swoje roczne śluby na ręce ojca Szczepana Całujka [OMI].

Inny obozowiec, o. Czesław Kozal OMI, tak opisuję tę scenę:

Rzewna była scena religijna na miejscu, gdzie stawiano krematorium. Grupa młodzieńców otacza swego duchowego Ojca. Młodzieńcy ci to klerycy ze Zgromadzenia Oblatów Maryi Niepokalanej. Zebrali się by w dniu 8-ym września odnowić śluby zakonne… W tym piekle ziemskim, gdzie nienawiść, zbrodnia, okrucieństwo panują, gdzie grzech i szatan wszechwładnie dzierży berło swej władzy, ci młodzi chłopcy poświęcają rozum, wolę, ciało na wyłączną służbę Bogu, pod sztandarem Niepokalanej. Pewnie niebo zamilkło w tym momencie, kiedy rozrzewnione usta wymawiają słowa przysięgi: “W imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, w obecności Trójcy Przenajświętszej, Błogosławionej Dziewicy Maryi, wszystkich Aniołów [i] wszystkich Świętych oraz przed tobą Ojcze, przyrzekam, obiecuję i ślubuję ubóstwo, czystość i posłuszeństwo oraz to, że wytrwam w Zgromadzeniu… Tak mi dopomóż Bóg”.

Życie duchem pobożności i przylgnięcia do Najświętszego Serca Jezusa, dało klerykowi Alfonsowi szczególną moc w czasie niełatwych obozowych warunków, nieustannych represji i upodlenia: sam pokrzepiał znajdujących się wraz z nim w tej trudnej sytuacji kleryków i nowicjuszy. Jako najstarszy z nich, po wywiezieniu z obozu większości kapłanów, mówiąc o wypełnieniu woli Bożej stał się dla nich ostoją nadziei. Świadectwa pozostałych mówiły, że działało to na nich pokrzepiająco. Szczególnie w wielu zostały słowa, które wypowiedział w III niedzielę adwentu, 15.12.1940 roku, w przesłaniu do pozostałych, skierowanym – można by rzec – w pożegnalnym kazaniu na miesiąc przed śmiercią.

Tak opisuje to wydarzenie o. Józef Maksymiuk OMI:

Głęboko w pamięci utrwaliło mi się ostatnie spotkanie w trzecią niedzielę adwentu, kiedy to kilku z naszych fratrów przyszło na mój blok gdzie pod przewodnictwem fr. [fratra Alfonsa] Mańki [OMI] recytowaliśmy Mszę św. Potem zaś fr. [frater Alfons] Mańka [OMI] przemówił do nas na temat zgadzania się z wolą Bożą, czym podniósł nas bardzo (mocno) na duchu, i dodał nadziei w przetrwanie obozu.

Wszystko jednak, zwłaszcza wykańczająca praca i znęcanie się oprawców, prowadziły w konsekwencji do śmierci, aż do momentu kiedy znalazł się w szpitalu obozowym, gdzie wszelkimi sposobami próbowano go ratować. Widocznie jego wcześniejsza postawa, sługi na wzór Serca Jezusowego, zaskarbiła sobie serca współwięźniów, bo sekretarz bloku postarał się o przeniesienie słabego już kleryka Alfonsa Mańki OMI na rewir do szpitala obozowego a nie do komory gazowej. Tak ten fakt relacjonuje we wspomnieniach o. Józef Maksymiuk OMI:

Gdy pewnego dnia przyniesiono go całkiem wyczerpanego z pracy, sekretarz baraku kazał mu się zgłosić do obozowego lekarza. Frater [Alfons] Mańka [OMI] wykonał rozkaz i został przyjęty do (tzw. szpitala) tego więziennego szpitala obozowego.

Natomiast pielęgniarze, chcąc uratować jego życie, dostarczali mu dodatkową żywność, ale niestety organizm był już za bardzo wyczerpany. Nie odzyskiwał sił i przeczuwając bliską już śmierć modlił się przez cały czas, jak zawsze będąc w „świętym skupieniu”. Zresztą w tych trudnych warunkach zadziwił pielęgniarza ze szpitala obozowego, jak wspomina to o. Józef Maksymiuk OMI:

Swoim pokojem i łagodnością pozyskał sobie sympatię pielęgniarzy, tak że mu nieraz podsunęli drugą miskę zupy. Ale siły jego były zbyt wyczerpane, by odżywiając się brukwią lub burakami pastewnymi i kawałkiem chleba, mógł je z powrotem odzyskać. Dlatego też z dnia na dzień usychał przedwcześnie jak kwiat bez wody, czekając na wyzwolenie z rąk (upragnionej) śmierci. Pielęgniarz nie mógł się nadziwić, że nigdy skarga nie powstała na jego ustach, smutek nie zamglił oblicza, a oczy czegoś ciągle szukały w górze. Bardzo często się modlił i to mu dodawało siły do zniesienia ciężkich cierpień fizycznych i chwil zupełnego osamotnienia.

Spełnienie obietnic

W dzień swojej śmierci, leżąc na łóżku w obozowym szpitalu, mógł się jeszcze wyspowiadać, co w warunkach obozowych należało do rzadkości. Jednak obok niego, dwa łóżka dalej, leżał w tym samym obozowym szpitalu chory kapłan, który na dany przez kleryka Alfonsa Mańkę OMI znak, podszedł czy nawet podczołgał się do niego i go wyspowiadał.

Tak wspominał tę sytuację o. Józef Maksymiuk OMI, którą znał ją z drugiej ręki od nowicjusza Józefa Rozynka OMI:

Bóg łaskawy nie opuścił go w godzinę śmierci, bo w ostatnim dniu swojego życia, miał rzadką okazję w Gusen wyspowiadać się przed śmiercią. Właśnie (o) dwa łóżka od niego, leżał chory kapłan katolicki, który na skinienie fr. [Alfonsa] Mańki [OMI] przyszedł, nieznacznie wyspowiadał i przygotował go na drogę do wieczności. Sakrament ostatniego namaszczenia i wiatyk musiał zastąpić pragnieniem. Szczęśliwy jednak, że mógł obmyć swą duszę w sakramencie pokuty. Modlił się do samego wieczora i z modlitwą na ustach oddał swą czystą duszę Bogu. Oto są szczegóły, kończył [nowicjusz Józef] Rozynek [OMI], których mi dostarczył jeden z pielęgniarzy, a mój kolega.

Kiedy dziś obchodzimy 100-lecie naszej Polskiej Prowincji, to jednocześnie w historii Kościoła w Polsce wspominamy wydarzenia z 1920 roku: 100. rocznicę ofiarowania Narodu Polskiego przez kardynała Edmunda Dalbora Najświętszemu Sercu Jezusowemu na Jasnej Górze (27.07.1920), gdy wojska bolszewickie stały już u wrót Warszawy oraz 100-lecie kanonizacji św. Małgorzaty Marii Alacoque (13.05.1920), która na nowo rozbudziła nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusowego zarówno w Kościele w Europie, jak i w Polsce.

Co prawda wtedy mały Alfons Mańka, który urodził się w 1917 roku, był zapewne za mały by pamiętać te wydarzenia, ale jak wiadomo od jego bratanka, Mariana Mańki, w rodzinnym domu znajdował się obraz Serca Jezusowego, co potwierdziła także jego starsza kuzynka. Zapewne też, analizując zapiski duchowe kleryka Alfonsa, można stwierdzić że w swojej pobożnej rodzinie uczył się pierwszo-piątkowego nabożeństwa poprzez regularną spowiedź i komunię świętą, a w decydującym momencie jego życia obietnice, przekazane św. Małgorzacie Marii Alacoque, spełniły się w jego zakonnym życiu, zwłaszcza w chwili jego śmierci.

Analizując czas pobytu w obozie w Gusen i chwilę zbliżającej się śmierci, można zauważyć, że w jego życiu widać bardzo wyraźnie szczególną realizację zwłaszcza 5 z tych 12 obietnic danych św.Małgorzacie: „1. Dam im wszelkie łaski, potrzebne w ich stanie, 2. Będę sam ich pociechą w ich smutkach i utrapieniach, 3. Będę ich najbezpieczniejszą ucieczką w życiu, a zwłaszcza w godzinie śmierci, 5. Będę błogosławił wszelkim ich zamiarom i sprawom”.

Wymownym świadectwem jest możliwość spowiedzi przed śmiercią, co pokazuje realizację w tej ostatniej godzinie życia kleryka Alfonsa obietnicy 12: „Z nadmiernego miłosierdzia mego Serca obiecuję ci, że wszechmocna miłość tego Serca wszystkim przystępującym przez dziewięć z rzędu pierwszych piątków miesiąca do Komunii św. da ostateczną łaskę pokuty tak, że nie umrą w stanie Jego niełaski ani bez sakramentów św. i że Serce moje będzie dla nich bezpieczną ucieczką w godzinę śmierci”.

 

Kozal Czesław OMI, Wspomnienia obozowe z lat 1939-1943, kps, ss. 81.
Maksymiuk Józef OMI, Przeżyłem obóz zagłady Mauthausen – Gusen, mps, ss. 90.
Maksymiuk Józef OMI, Relacja o cierpieniu i śmierci Fratra Alfonsa Mańki OMI, rps, ss. 6, w: Zmarli Polskiej Prowincji, teczka nr 31: Frater Alfons Mańka OMI.
Maksymiuk Józef OMI, Wspomnienia z Gusen, Obra 29.02.1948 roku, mps., ss. 2, w: Zmarli Polskiej Prowincji, teczka nr 31: Frater Alfons Mańka OMI.
Mańka Alfons OMI, Dzienniczek duchowy. Recapitulatio Dei. Kleryk Alfons Mańka OMI (1917 – 1941), Lubliniec 2017, s. 33, 40, 44, 66, 83, 108, 125, 159-160, 163, 165, 231-238, 298.


O. Robert Wawrzeniecki OMI urodził się w 1973 roku w Poznaniu. W latach 1989-1993 uczył się w Niższym Seminarium Duchownym w Markowicach, 1993-1994 odbył nowicjat na Świętym Krzyżu, 1994-2000: studia i formacja w seminarium zakonnym w Obrze. Pierwsze śluby: 08.09.1994 roku, śluby wieczyste: 08.09.1998 roku, święcenia diakonatu 18.06.1999 roku i prezbiteratu 17.06.2000 roku. Jest Sekretarzem Wykonawczym Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce. Mieszka w Warszawie.

 

 

 

(pg)