TO NIE JEST PRZEDSTAWIENIE.

Jednym z głównych wydarzeń w czasie misji była procesja pokutna (zob. http://www.eugenedemazenod.net/fra/?p=546 oraz kolejne); była bardzo spektakularna, aby przekazać niezapomniane i jedyne w swoim rodzaju orędzie, aby zmienić życie.

Powtarzam, że z reguły na procesji pokutnej krzyż niesie przełożony po zrobieniu krótkiej egzorty na ambonie, aby przygotować wiernych do tego publicznego aktu zadośćuczynienia. Tutaj to nie jest widowiskiem, jest to akt w najwyższym stopniu zgodny z duchem Kościoła i doskonale przystosowany do okoliczności. Przełożony przychodzi głosić zbłąkanemu ludowi kazanie o pokucie. Każe mu spodziewać się przebaczenia. Ale potrzebne jest zadośćuczynienie. Bierze on na siebie grzechy ludu, naśla­dując Jezusa Chrystusa, którego reprezentuje pośród niego, i tak jak to robili święty Leon dla Rzymu, święty Karol dla Mediolanu, Belzunce dla Marsylii itd., oddaje się Bogu jako ofiara. Czy są tutaj wielkie myśli? Idź­my dalej!, nie straćmy naszego czasu i odeślijmy do lasu tego, kto by ich nie rozumiał albo pozostałby na to niewrażliwy. Tym, co nie jest regułą i co nawet powinno być robione tylko za pozwoleniem, jest niesienie krzy­ża na boso i ze sznurem na szyi. Robiłem to bardzo często, ale nie zawsze.

 List do Bruno Guiguesa, 05.11.1837, w: EO I, t. IX, nr 652.