PRZY TEJ OKAZJI MIESZKAŃCY KAŻDEGO PIĘTRA OŚWIETLILI WEJŚCIA DO SWYCH DOMÓW

Jako oblat i biskup Eugeniusz zawsze odczuwał szczęście, kiedy niósł pociechę Zbawiciela najbardziej opuszczonym. W dzienniku zamieszcza następujący wpis:

Pośród obowiązków dnia bierzmowanie dziecka w niebezpieczeństwie śmierci. Trzeba było wejść na piąte piętro; ale skoro biskup rozumie swe duchowe ojcostwo, odczuwa wynagrodzenie w postaci tłumu odważnych osób należących do biednej klasy jego ludu, którzy budują się widokiem swojego pasterza, jak zbliża się do nich, aby w trudach i nieszczęściach pocieszyć najbardziej opuszczone ze swych owieczek! Mieszkańcy każdego piętra przy tej okazji oświetlili wejścia do swych domów, kłaniali się, aby otrzymać moje błogosławieństwo. Pokój chorej, przyozdobiony jak ołtarz w Wielki Czwartek, zdaje się ciągle wypełniony pełnymi miłości sąsiadami, którzy przyszli, aby uczestniczyć w obrzędzie. Tym razem dziecko było w naprawdę wyśmienitej dyspozycji. Krótko po moim przyjściu westchnęło, a jego radość na mój widok była jak najbardziej wzruszająca. Ze wspaniałym nastawieniem przyjęło sakrament bierzmowania.

 Dziennik, 17.10.1838, w: EO I, t. XIX.

Poprzez modlitwę, moje pisanie oraz życie moich bliźnich, Jezus codziennie przychodzi do mojego domu: w jaki sposób mogę upiększyć moje życie, aby Go przyjąć?

Potem zwrócił się do kobiety i rzekł Szymonowi: «Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje» (Łk 7,44-47).