Uroczystościom pogrzebowym w obuchowskim klasztorze Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej przewodniczył biskup Radosław Zmitrowicz OMI.

Po ostatnim pożegnaniu z ciałem zmarłego brata Jana w Tywrowie, gdzie służył przez ostatnie lata, trumnę przewieziono do Obuchowa, do głównego domu delegatury misjonarzy oblatów.

Mszy pogrzebowej przewodniczył biskup Radosław Zmitrowicz OMI, który znał bardzo dobrze brata Jana. Na początku Mszy, zwrócił się do przybyłych na tę uroczystość takimi słowami:

Naszą nadzieją, sensem naszego życia, sensem śmierci naszego brata jest to, że istnieje Ktoś silniejszy od śmierci, silniejszy od naszych grzechów. Sam On, daje pokój, którego zawsze szukamy. Patrząc na ostatnie dni brata Jana, mamy nadzieję, że to wszystko pomogło mu otworzyć się na Bożą łaskę i miłosierdzie.

W homilii biskup Radosław skupił się na Liturgii Słowa, którą na ten dzień daje Kościół. Opowiadając o bracie Janie, kaznodzieja podkreślił, że nieraz doświadczył on spotkania ze Zmartwychwstałym Chrystusem, ze słowem Boga. Same Boże słowo dodawało mu sił w pogodzeniu się, w przebaczeniu, ponieważ doświadczył wielu prób na drodze powołania.

Znam trochę jego życie, historię jego powołania. On miał w sobie coś, ukrytą relację z Bogiem- podkreślił biskup i współbrat zmarłego.

Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam faryzeuszów, jakimi byli ekspertami z dziedziny teologii, ale nie potrafili rozpoznać obecności Bożego Królestwa.

Możemy śmiało powiedzieć, że Jan potrafił rozpoznać Boże Królestwo. On nie przemawiał z ambony, ale w rozmowach i spotkaniach z ludźmi, pomagał im w rozpoznaniu Królestwa  Niebieskiego. Także i ja tego doświadczyłem. Czasem mówił do mnie mocnymi słowami, ale ja odczuwałem wielki szacunek z jego strony. Był chrześcijaninem i bratem – powiedział biskup Zmitrowicz.

Oprócz misjonarzy oblatów, na uroczystości pogrzebowe przybyli także kapłani z okolicznych parafii, siostry zakonne, przedstawiciele neokatechumenatu oraz wierni, którzy spotkali brata Jana.

Na zakończenie Eucharystii swoimi wspomnieniami o bracie Janie podzielił się: o. Błażej Suska OFMCap, podsumowując:

Na ile znałem brata Jana, na ile słyszałem o nim świadectw, to myślę, że był święty.

Na Ukrainę przybył także jego rodzony brat Józef z żoną. Podkreślał, że jego brat oddanie służył wszystkim wiernym na Ukrainie, a także tym, którzy nie wierzyli – może teraz oni uwierzą.

Przełożony domu zakonnego w Tywrowie, o. Krzysztof Machelski OMI, który w Tywrowie przebywa od niedawna, opowiedział swoje świadectwo z przebywania razem z bratem Janem na izolacji, o cennych rozmowach i o świadectwie braterstwa.

O wiele trzeba się martwić, ale o niego już nie trzeba. Niech nasz smutek oświeci prawda, że Chrystus zmartwychwstał, i że Jan jest razem z Nim – podsumował ojciec Machelski.

Ojciec Paweł Wyszkowski OMI, Superior Delegatury Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej na Ukrainie, w swojemu wystąpieniu podkreślił, że brat Jan był zawsze radosny i gościnny, miał czas dla każdego. Nieraz zdarzało się, że brat Jan w rozmowach wspominał, że pragnie być pochowany w Obuchowie, na cmentarzu, na miejscu, które sam przygotowywał.

Zastanawiając się nad tym, co dla oblatów oznacza śmierć współbrata, ojciec Paweł odpowiedział:

W Roku powołań ta śmierć pokazuje piękno misjonarskiego powołania. On pierwszy, jak ziarno, którego ciało spocznie w ukraińskiej ziemi, żeby przynieść owoc nawrócenia i owoc powołań.

Ojciec Wyszkowski przywołał także ostanie słowa brata Jana, który na dwa dni przed swoją śmiercią, kiedy trudno było mu mówić, ale ze wszystkich sił wiele razy powtarzał i prosił przekazać innym: „Przepraszam, kogo skrzywdziłem”.

Po zakończeniu Mszy świętej, ciało brata Jana spoczęło na miejskim cmentarzu w Obuchowie.

(KMC, zdjęcia EWTN Ukraina)