W parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Dołhobrodach k. Włodawy (diecezja siedlecka) odbyła się uroczystość nadania pośmiertnego odznaczenia Krzyża Komandorskiego Odrodzenia Polski śp. o. Henrykowi Dejnece OMI. Misjonarz pochodzący z tutejszej parafii został zamordowany na werandzie swojej placówki misyjnej w Kamerunie 17 maja 2001 roku. W uroczystościach wzięli udział m.in. o. Bronisław Dejneka OMI – brat zmarłego oblata, posługujący w Delegaturze Polskiej Prowincji we Francji i Beneluksie, najbliższa rodzina śp. ojca Henryka, o. Józef Wcisło OMI – wikariusz prowincjalny i delegat Prowincjała Polskiej Prowincji, Monika Szumidło – delegat Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Teresa Hałas – posłanka na Sejm RP.

Uroczystości rozpoczęły się od celebracji uroczystej Eucharystii, której przewodniczył wikariusz prowincjalny – o. Józef Wcisło OMI. Na początku liturgii zebranych powitał proboszcz miejscowej parafii – ks. Dariusz Karbowiak. Następnie odczytano akt nadania odznaczenia państwowego przez Prezydenta Polski:

Szanowna Rodzino, czcigodni ojcowie i księża, szanowni państwo. Mam zaszczyt poinformować, że na postawie art. 138 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej oraz Ustawy o Orderach i Odznaczeniach, postanowieniem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej – pana Andrzeja Dudy, za wybitne zasługi w niesieniu pomocy potrzebującym i krzewieniu oświaty wśród ludności w Kamerunie, za działalność misyjną, Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski pośmiertnie odznaczony został ojciec Henryk Dejneka.

Odznaczenie odebrał brat tragicznie zmarłego misjonarza – o. Bronisław Dejneka OMI.

Kazanie podczas liturgii wygłosił o. Stanisław Jankowicz OMI – wieloletni misjonarz w Kamerunie. Nawiązując do odczytanej Ewangelii o posłaniu dwunastu Apostołów, kaznodzieja wskazywał na ubogie środki misjonarza, które są świadectwem ufności w moc słowa Chrystusa:

Posłany misjonarz idzie wszędzie. Każdy dom, każda wioska ma prawo do jego wizyty, każda rodzina. Nie nalega, kiedy drzwi się zamykają przed nim. Bóg nigdy nie wchodzi do sumienia, do serca człowieka na siłę. Apostoł, misjonarz przyjmuje gościnność, ręka, która daje, jest znakiem serca, które się otwiera, słucha, dzieli się. W pewnym, odpowiednim momencie mówi pierwsze słowa Dobrej Nowiny: Królestwo Boże przybliżyło się do was. Ten, który je przynosi, jest wśród was. (…) To jest historia, rzeczywistość, która realizuje się między Jezusem Zbawicielem a człowiekiem, którego Jezus za wszelką cenę pragnie zbawić.

Pierwsza misja w Lam w Kamerunie, u podnóża wielkiej góry, misja już dobrze realizowana, piękny kościół z kamienia, wielka szkoła podstawowa i wielki ośrodek zdrowia z siostrami – wtedy, kiedy ojciec był, to były siostry Francuski, dzisiaj są Kamerunki, kiedy ojciec Henryk powiedział, że pochodzi z wielkiej rodziny, że aż dwanaścioro, to otrzymał ogromne oklaski w kościele. Ojciec jest nasz, bo największym błogosławieństwem w Afryce jest mieć dużo dzieci – wspominał ojciec Jankowicz – Bardzo Gidarowie polubili ojca w Lam. Lud spokojny, bardzo życzliwy, gościnny i przekonali się, że ojciec Heniu, ich ojciec, jest tak gościnny jak i oni.

Ojciec Henryk był człowiekiem pokoju – trudno było go wytrącić z równowagi i nie miał żadnych innych spraw jak tylko sprawy Boże i dobro ludzi. I dlatego też na jedno ze świąt narodowych 20 maja wystarali się dla niego o medal zasługi dla człowieka pokoju i pojednania (…) Ojciec Heniu nie poszedł. Posłał swojego katechetę, powiadomił subprefekta, że nie przybędzie, bo nie przyjechał do Kamerunu, żeby zbierać honory, zasługi i medale, że przyjechał, żeby służyć, jak może. I ten medal trzeba było odesłać do stolicy do Jaunde. Troszkę było konsternacji, ale wszyscy Henia za to podziwiali.

Nawiązując do tragicznej śmierci misjonarza z Polski, kaznodzieja wspominał:

Na Mszy świętej w katedrze było pięciu biskupów, z pięciu diecezji na północy Kamerunu, my wszyscy przyjechaliśmy, nawet 800 km po ciężkich drogach z Yokadouma przybyli ojcowie, przed końcem Mszy św. były świadectwa, ogromny tłum ludzi. I na końcu wyszła kobieta, jeszcze młoda, może miała niecałe dwadzieścia lat i powiedziała tylko dwa słowa z zapytaniem: Kto zabił naszego ojca Henia? I powiedziała “Henia” po polsku, nie “Henryka”, nie “Notre Père Henri”, ale “Notre père Heniu” – kto go zabił, przecież on by nawet muchy nie zabił? I co teraz będzie z nami? Zapłakała i odeszła do ławki w katedrze.

Na koniec Mszy świętej głos zabrał o. Bronisław Dejneka OMI, brat misjonarza z Kamerunu, dziękując za przygotowanie uroczystości. Wójt gminy Hanna przekazała na ręce brata zamordowanego misjonarza pamiątkowy grawerton. Po Mszy świętej odsłonięto tablicę pamiątkową w kruchcie świątyni oraz złożono kwiaty oraz znicze pod dębem poświęconym pamięci misjonarza pochodzącego z tutejszej parafii.

O swoim bracie mówi o. Bronisław Dejneka OMI:

O uroczystościach w Dołhobrodach mówi proboszcz parafii ks. Dariusz Karbowiak:

(pg)