Pandemia koronawirusa przekształciła i ciągle jeszcze przekształca naszą rzeczywistość. Dotyczy to także duszpasterstwa, przed którym stanęły nieznane dotąd wyzwania. Co się zmieniło? Z czym dzisiaj muszą mierzyć się nasze parafie?

26 września w kościołach w całym kraju odbyło się liczenie wiernych. Oficjalne statystyki będą znane dopiero w przyszłym roku, ale już teraz trudno oczekiwać na nie z optymizmem. Większość księży przyznaje, że koronawirus zatrzymał katolików w domach. Choć pojawiły się szczepionki, a pandemia i obostrzenia zwolniły, ludzie wcale nie zaczęli tłumnie zapełniać świątyń. O tym, jak dziś wygląda życie duszpasterskie i jak duszpasterze radzą sobie w pandemicznym kryzysie zapytałem kilku oblatów – proboszczów parafii z różnych polskich diecezji.

W stanie wyjątkowym 

Misjonarze oblaci prowadzą w Polsce 17 parafii. Rozsiane są, dosłownie, po całym kraju. Jedna nad morzem, inne na Śląsku, kolejne są niedaleko granicy z Ukrainą albo z Czechami. Granica parafii w Kodniu bezpośrednio styka się z granicą polsko-białoruską. Teraz jej mieszkańcy żyją na terenie objętym stanem wyjątkowym. Ojciec Michał Hadrich OMI, proboszcz, zaznacza, że nie jest łatwo.

Ludzie w Kodniu żyją w napięciu. Jest sporo policjantów, innych służb. Ale jeśli ktoś chce przyjechać do kościoła, żeby być na mszy, odwiedzić sanktuarium i się pomodlić, to służby przepuszczą. Trzeba jednak mieć dowód osobisty i być świadomym możliwości kontroli – podpowiada oblat.

Mieszkańcy Kodnia ufają, że Matka Boża opiekuje się nimi i wyprasza potrzebne łaski. Wierzą, że jej orędownictwo zachowa ich od złego.

 

(zdj. P. Gomulak OMI)

Skutki epidemii koronawirusa odczuwamy wszyscy, ale widzimy, że jest też wielka potrzeba ucieczki do Boga i zawierzania się Maryi. Do jej obrazu nadal przybywają liczne pielgrzymki. Dbamy jednak o bezpieczeństwo, robimy co w naszej mocy, żeby koronawirus nie mógł się bardziej rozprzestrzeniać. Jest dystans społeczny, dezynfekcja i maseczki. Pielgrzymi i parafianie to rozumieją i jesteśmy im za to wdzięczni – mówi duszpasterz.

Miasto w pandemii 

Obszarem, który domaga się szczególnej uwagi duszpasterskiej są miasta. Przekonywał o tym na łamach naszego portalu o. Bartosz Madejski OMI, proboszcz parafii pw. Chrystusa Króla w Poznaniu. W rozmowie, którą przeprowadziliśmy niedawno podkreślał, że „Bóg mieszka w mieście”, bo jest przecież w każdym człowieku – a mieszkańcowi miasta na pewno trzeba pomagać odkryć tę obecność.

Zobacz: [Bartosz Madejski OMI: Sposób na ewangelizację? Trzeba patrzeć na Chrystusa i być razem]

To zdanie podziela też o. Tomasz Woźny OMI, który od niedawna jest proboszczem parafii pw. Stanisława Kostki w Lublińcu. Dopiero odnajduje się w nowej roli. Zauważa jednak, że duszpasterstwo parafialne w Polsce przeżyło mocny wstrząs.

Parafia w Lublińcu wcześniej gromadziła dużo wiernych, nie tylko sticte parafian. W pewnym sensie zaczynamy budzić się po lockdownie. Na nowo, chociaż na razie powoli, rusza życie wspólnoty. Odżywają grupy parafialne, zwłaszcza młodzieżowe – dzieli się proboszcz.

To wymaga wiele pracy, ale ojciec Tomasz śmieje się, że oblaci „umieją duszpasterstwo”.

Generalnie oblackie parafie cieszyły się pełnymi kościołami. To oczywiście łaska i działanie Pana Boga, ale też zasługa tego, jak ojcowie działają. Teraz trochę się to zmieniło, bo nie wszyscy parafianie wrócili. Na pewno część osób, zwłaszcza starszych, nadal boi się koronawirusa i to jest zrozumiałe. Staramy się, żeby w kościele było bezpiecznie i mamy nadzieję, że wkrótce będzie nas w nim coraz więcej – podkreśla.

Zobacz: [Stanowisko oblatów wobec nieprawdziwych informacji o Świętym Krzyżu]

Triduum Paschalne w oblackiej parafii we Wrocławiu (zdj. OMI Wrocław)

Potrzebni 

Potrzebujemy ludzi i ludzie potrzebują nas, swoich duszpasterzy – krótko mówi o. Mariusz Legieżyński OMI, który w lipcu został proboszczem w Bodzanowie, kilka kilometrów od granicy Polski z Czechami. Podobnie jak inni moi rozmówcy jest przekonany, że duszpasterstwo oblackie ma w sobie coś, co przyciąga innych. Dlatego, jego zdaniem, nawet kiedy przeżywaliśmy szczyt pandemii można było odczuć, że wspólnota parafialna „wciąż się trzyma”. Oblat przyznaje, że czeka na powrót swoich parafian do świątyni. Jak w wielu innych miejscach, także tutaj pandemia przetrzebiła kościelne ławki. Ojciec Mariusz nie traci jednak zapału. Podkreśla, że bardzo ważne jest zapewnienie w kościele komfortu i bezpieczeństwa, żeby zminimalizować ryzyko zakażenia koronawirusem. Tę samą zasadę wyznaje ojciec Krzysztof Jurewicz OMI, duszpasterz z Kędzierzyna. Kiedy w Polsce pojawiało się coraz więcej przypadków zachorowań na Covid-19 w porę zareagował i „przeniósł duszpasterstwo do sieci”. Później m.in. postanowił, że wokół kościoła zostaną ustawione dodatkowe krzesła. Po to, by wierni mogli zachowywać konieczny dystans i bez obaw o zakażenie uczestniczyć w parafialnej liturgii.

Troska o parafian 

Krótko po rozpoczęciu się w Polsce pierwszej fali pandemii, oblaci z różnych wspólnot nagrali kilkuminutowe wideo, w którym zapewniają swoich parafian: „Jesteśmy z Wami”. To oświadczenie nie straciło na swojej aktualności. Przekonują mnie o tym rozmowy z oblackimi proboszczami. Nie da się ukryć, że Kościół w Polsce czeka trudny czas weryfikacji tego, kto i jak czuje się z nim związany. Pandemia mocno przyspieszyła ten proces, który zasadniczo nie omija żadnej wspólnoty parafialnej. Na ten moment trudno nawet przewidzieć jego efekty. Wiem jednak, że oblaccy duszpasterze będą robić wszystko, by duszpasterstwo po pandemii rzeczywiście odżyło. I by skutki koronawirusa nie zagroziły misji, do której posyła ich Kościół: troski o zbawienie powierzonych im parafian.

 

(misyjne.pl)