K. Wrzos OMI: “Katecheta musi być świadkiem wiary”

W święto Edukacji Narodowej rozmawiamy z o. Krzysztofem Wrzosem OMI, katechetą z parafii pw. św. Eugeniusza de Mazenoda w Kędzierzynie-Koźlu. […]

14 października 2021

W święto Edukacji Narodowej rozmawiamy z o. Krzysztofem Wrzosem OMI, katechetą z parafii pw. św. Eugeniusza de Mazenoda w Kędzierzynie-Koźlu. W 2017 roku oblat zwyciężył w plebiscycie gliwickiego oddziału Katolickiego Stowarzyszenia “Civitas Christiana” – Bohater Katechezy Diecezji Gliwickiej.

o. Krzysztof Wrzos OMI (zdj. Klaudia Cwołek/Foto Gość)

o. Paweł Gomulak OMI: Czym różni się katecheta od zwykłego nauczyciela? Macie takie samo przygotowanie pedagogiczne…

o. Krzysztof Wrzos OMI: Myślę, że różnica tkwi w podejściu do nauczanego przedmiotu. Zwykły nauczyciel chce przede wszystkim przekazać wiedzę, pasję i umiejętności z zakresu nauczanego przedmiotu oraz chce tę wiedzę u swojego ucznia w jakiś sposób zweryfikować. Natomiast katecheta prócz przekazania wiedzy z zakresu nauk teologicznych, chce przede wszystkim przybliżyć swoich uczniów do Pana Jezusa, chce pogłębić ich wiarę i sprawić, że uczniowie zapragną być dobrymi ludźmi. Katecheta, czy to świecki, czy duchowny, musi byś świadkiem wiary. Dlatego do tej posługi musi być skierowany przez biskupa diecezjalnego.

Czy katecheza w szkole ma sens?

Uważam, że tak. Bo to zawsze okazja do tego, by ewangelizować, by mówić innym o Panu Bogu.

Czy lubisz chodzić do szkoły i co ciebie najbardziej pociąga w posłudze katechety?

Bardzo lubię chodzić do szkoły. To dla mnie zawsze okazja, by spotkać się z drugim człowiekiem, by z nim porozmawiać, dać mu uśmiech, czas, pomoc… W posłudze katechety najbardziej nakręcają mnie owoce głoszenia Ewangelii – to, że ktoś po dłuższym czasie przyjdzie na niedzielną Eucharystię, pójdzie do spowiedzi, zacznie się modlić, wstąpi do ministrantów, scholi, jakiejś grupy parafialnej…

(zdj. archiwum prywatne)

Jakie są blaski i cienie katechezy we współczesnej szkole?

Uczę już ósmy rok i mam doświadczenie kilku szkół podstawowych, mieszczących się w różnych rejonach Polski. Uczyłem w szkole, gdzie miałem większość uczniów z pełnych i wierzących rodzin. Tam nie było problemu z dyscypliną, ponieważ ci uczniowie chcieli słuchać o Panu Bogu i to była przestrzeń do pogłębiania wiary. Ale też mam doświadczenie takiej szkoły, gdzie większość uczniów jest z rodzin, które nie praktykują swojej wiary lub te rodziny są niepełne albo dysfunkcyjne. W takich środowiskach katechizacja jest nie lada wyczynem i próbą przebicia muru niewiary. Ale nawet jeśli uda się dotrzeć do kilku osób, to warto o nich walczyć i mówić o Bogu.

(pg)