Wenezuela. Kwitnący kraj stał się miejscem chaosu

Wenezuela nadal jest rządzona komunistycznymi metodami, od których odstąpili już niemal wszyscy na świecie. Bogate złoża ropy i jej eksport nie […]

26 listopada 2021

Wenezuela nadal jest rządzona komunistycznymi metodami, od których odstąpili już niemal wszyscy na świecie. Bogate złoża ropy i jej eksport nie zmieniają faktu, że ludziom żyje się coraz gorzej.

Swego czasu Wenezuela była przykładem w  wielu dziedzinach. Na początku XX wieku stolica, Caracas, była miastem nowoczesnym, wzbudzającym podziw i zazdrość podróżujących tu Europejczyków. Demokracja w Wenezueli ma najdłuższą historię w całym regionie i była bardziej ustabilizowana i kwitnąca niż w zmagającym się z totalitaryzmem świecie cywilizacji zachodniej. Rozwijająca się gospodarka w połowie XX w. mogła służyć za wzór. Do dziś zostało z tego niewiele. Dzisiejsze Caracas jest miastem chaosu przodującym w światowych statystykach przemocy. Populizm rządzących nie tylko zdemoralizował świat polityki, ale systematycznie niszczy gospodarkę nękaną przez wysoką inflację. Komunistyczne metody, od których odstąpili już niemal wszyscy przywódcy na świecie, za wyjątkiem obecnego prezydenta Wenezueli, Hugo Chávez Fríasa, są tu wciąż stosowane. Wprawdzie złoża ropy są bogate, a jej eksport znaczny, nie zmienia to jednak faktu, że ludziom żyje się naprawdę coraz gorzej.

Slumsy w Caracas (zdj. pixabay)

Kraj kontrastów

Wenezuela jest krajem kontrastów. Z jednej strony mamy do czynienia ze skrajnym ubóstwem, z drugiej jest grupa ludzi wpływowych i bardzo bogatych. Duży procent społeczeństwa przynależy do klasy średniej, która radzi sobie w życiu. Nieobce są widoki domostw skleconych ze starej blachy. W większych miastach można iść na zakupy czy do kina do dużych i nowoczesnych centrów handlowych. Na drogach mijamy stare, zdezelowane i o dziwo jeżdżące jeszcze samochody, ale także i najnowsze modele światowych marek. Do tych wszystkich ludzi powinniśmy trafić z Ewangelią.

zdj. Rafał Wleklak OMI

Latynoska spontaniczność

Nie wszystko na szczęście rysuje się w czarnych kolorach. Kto zetknął się z mentalnością latynoską, potrafi docenić spontaniczną radość i życzliwość ludzi tam mieszkających lub pochodzących z tego kontynentu. Już samo takie usposobienie ułatwia pierwszy kontakt i gwarantuje zainteresowanie różnorodnymi inicjatywami. Oczywiście po pierwszej fali entuzjazmu nie należy liczyć, że dalej wszystko pójdzie jak po maśle. Inną z  charakterystycznych cech Wenezuelczyków jest brak rasizmu. Gdy określamy kogoś z ciemną karnacją słowem „Czarny”, odbiera to jako coś pozytywnego, nawet pieszczotliwego. To są konkretne postawy ludzkie dające nadzieję, że można uformować trwale i dojrzałe wspólnoty chrześcijańskie. Co próbujemy wcielić w życie.

Trochę jak kiedyś w Polsce

Mimo trudnej sytuacji politycznej Kościół w Wenezueli cieszy się nieskrepowaną wolnością. Istnieją pewne niedogodności, ale nie większe niż te dotykające szarego obywatela. Od niedawna nie ma lekcji religii w szkołach, symbole wiary bywają profanowane, a biskupi ośmieszani przez media oddane partii komunistycznej. To sytuacja podobna do tej w Polsce 30-40 lat temu. Wśród ludzi Kościół jako instytucja cieszy się wielkim szacunkiem, a kapłan otaczany jest niemal czcią. Taki kredyt zaufania na pewno zobowiązuje i motywuje. Parafia to nieraz dużo więcej niż przestrzeń na Msze św., spotkania pastoralne, katechezy czy grupy apostolskie, ale miejsce, gdzie można szukać wszelakiej pomocy: materialnej, psychologicznej i czysto ludzkiej. W ten nurt doskonale wpisują się Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej, którzy od ponad 20 lat pracują w Wenezueli.

zdj. Rafał Wleklak OMI

Nadzieje Kościoła

Kościół wenezuelski ma szansę być swoistym punktem odniesienia i ostoją dla ludzi, którzy na próżno szukają oparcia w innych instytucjach. Tutaj w Kościele można spotkać takich, którzy idą po linii najmniejszego oporu i czekają na lepsze czasy z założonymi rękami. Potrzebujemy rachunku sumienia dotyczącego tego zagadnienia, by z całą stanowczością i siłą stawić czoła kolejnym wyzwaniom. Mam tu na myśli szczególnie problem sekt pseudoprotestanckich, które sieją spustoszenie wśród wielu katolików. Nie mniejszym wyzwaniem jest solidna formacja katechetyczna wszystkich grup wiekowych, co już samo w sobie może być najskuteczniejszą formą zwalczania wpływu sekt. Troskę o tych, którzy w społeczeństwie mają najmniej do powiedzenia i reprezentowanie ich też trzeba umieścić w czołówce zadań na najbliższą przyszłość. Nie są to nowe projekty, ale coś, co żyje w świadomości wenezuelskiego Kościoła. Na szczęście nie brakuje pozytywnych przykładów wspólnot, które już zaczęły wprowadzać to w czyn.

 

Tekst ukazał się w czasopiśmie “Misyjne Drogi”

(misyjne.pl)