Ojcostwo św. Eugeniusza…

Niekiedy szokuje szczerością, ale kocha, jak prawdziwy ojciec...

23 czerwca 2022

Życie wspólnotowe wprowadzone przez de Mazenoda, a także sama idea rodziny, która stanowiła bazę dla jego fundacji, zakładała na początku wspólne zamieszkanie, podział zadań oraz dzielenie się wszelkimi planami. Życie wspólnotowe zdaje się skądinąd odpowiadać doświadczeniu i osobowości Eugeniusza de Mazenod, który pomimo tragedii wieku młodzieńczego, pomimo niezależności, której często dawał wyraz, prawie zawsze przebywał w otoczeniu i potrzebował innych ludzi, aby dawać i otrzymywać. Jeśli nawet długo błądził, teraz w końcu może się utożsamić z miejscem, które jednocześnie staje się wspólnotą życia i punktem zaczepienia. Swa nową rodzinę sprowadza do miasta i do domu, byłego karmelitańskiego klasztoru w Aix, który od tej chwili będzie nazywany Misją.

Sala fundacji Zgromadzenia w Aix (zdj. archiwum OMI)

Męska wspólnota i ojcostwo Założyciela

W męskiej wspólnocie zakonnej idea rodziny zasadza się na braterstwie i ojcostwie. U Misjonarzy Prowansji na samym początku de Mazenod uwypukla słowo brat i przez sam fakt określa nim swoich pierwszych towarzyszy.

Oto fragment jednego z listów Założyciela, napisanego do oblatów z Aix z Paryża 18 marca 1823 roku, który w zdumiewającym połączeniu, mówi o braciach, dzieciach, przyjaciołach złączonych z ojcem oraz o idei rodziny i domu:

Cieszę się, że jesteście moimi dziećmi. Ach! Nie mam wątpliwości, że podążacie po śladach waszych pierwszych braci… To dzięki wam, moi bardzo drodzy przyjaciele, ta żywa i tak płodna tradycja zostanie przekazana kolejnej grupie naszego stowarzyszenia… Zawsze żyjcie w owej zażyłej jedności, która czyni z naszego domu prawdziwy raj na ziemi, a kiedy jesteście w rodzinie, myślcie o waszym ojcu, który z daleka tęskni za wami na ziemi, która zawsze będzie dla niego ziemią wygnania, tak długo, dopóki będzie on daleko od was i od wszystkich innych braci.

W 1817 roku, wypowiadając się w imieniu wszystkich, Tempier nazwał de Mazenoda ojcem, przypisując mu szczególną troskę:

Wspaniały i godny Ojcze, słusznie zasługujecie na to określenie wśród wielu tytułów, ponieważ darzycie nas dobrocią i uczuciem silniejszym niż ojcowskie.

Tempier sam go nazywa “mój umiłowany Ojcze” lub “mój bardzo drogi i umiłowany Ojcze”. Założyciel jest świadomy, że przynajmniej w stosunku do nowego pokolenia czuje się ojcem; oblatów nazywa drogimi przyjaciółmi, umiłowanymi synami w Jezusie Chrystusie lub po prostu umiłowanymi dziećmi. Od 1818 roku w zapiskach rekolekcyjnych wspomina o niepokoju, że wyłudza coś, co należy się Bogu, cieszy się widząc, że jego uczniowie odpowiadają na jego troskę. Po raz pierwszy widzimy go, jak w bardzo wyraźny sposób łączy ideę uczucia i przyjaźni z ojcostwem:

Sądzę, że muszę wyrzucić sobie to, co jako ojciec powinienem sobie zarzucać, jeśli dobrze siebie badam, bowiem w stosunku do najmłodszych moich przyjaciół wydaje mi się, że to właśnie ten rodzaj miłości, jaką ich obdarzam.

Mówi w stosunku do najmłodszych swoich przyjaciół, Mazenod zwracając się do wspólnoty z Laus, szybko określi, kim zamierza być w stosunku do nich, to znaczy ich najlepszym przyjacielem, ich prawdziwym ojcem, kładąc nacisk na wzajemność tej relacji:

Wiecie bardzo dobrze, czego doświadcza moje serce w odniesieniu do tak zażyłej relacji wraz z wszystkimi uczuciami. Chociaż jako pierwszy was ukochałem, jestem także wdzięczny za to, co daliście mi w zamian, nawet jeśli w tej materii tego się od was nie wymaga. Tak, moje drogie dzieci, z racji podwojenia mojej miłości do was, chcę was zapewnić o mojej wdzięczności: z waszej strony nadal uważajcie mnie za waszego najlepszego przyjaciela i waszego prawdziwego ojca.

(zdj. archiwum OMI)

Oblacja jako duchowy akt adopcji

Założyciel poczyni rozróżnienie między nowicjuszami, którzy nie są jeszcze w pełni zintegrowani ze Zgromadzeniem, a tymi, którzy zasługują na słodką nazwę synów w pełnym tego słowa znaczeniu. To jedyny tego rodzaju tekst pochodzący z pierwszych lat:

Nie jesteś w stanie pojąć idei miłości, jaką dobry Bóg dał mi względem ciebie i wartości, jaką przywiązuję do tego, aby zobaczyć, jak twe życie jest nierozłącznie związane z naszym. Odczuwam przyjemność, gdy ci to mówię, drogi przyjacielu, jesteś godny rodziny, którą Pan obdarzył wieloma błogosławieństwami, i jeśli nawet chciałbyś się do nas przyłączyć dzisiaj, nawet dzisiaj, to przytuliłbym cię do mego serca, nadając ci słodkie imię syna w pełnym tego słowa znaczeniu.

Kapituła Generalna z 1821 roku przyjęła, że każdy członek Stowarzyszenia, niezależnie, czy jest kapłanem czy też nie, będzie odtąd nazywany ojcem a nie księdzem. Zmiana nie dokonała się automatycznie w zwyczajach, i zdaje się, że nie miała większego znaczenia w relacjach między członkami Stowarzyszenia. Mazenod aż do śmierci będzie podkreślał, że Zgromadzenie ma tylko jednego i jedynego ojca. To nic innego, jak tylko ograniczenie znaczenia nazewnictwa w kontaktach zewnętrznych.

Troskliwy i wymagający ojciec

Uprzywilejowana relacja łącząca de Mazenod z kandydatami, w których formację sam się zaangażował, nie była taka sama jak z ojcem Tempier. Tempier był człowiekiem, którego akceptował takim, jakim jest, natomiast młodzi, nie rezygnując ze swej osobowości, byli bardziej wrażliwi na przyjęcie jego ewangelicznych marzeń. Jest wyczulony na ich zapał a także na przywiązanie, jakie mu okazują, i w ogóle tego nie ukrywa.

Suzanne mając tylko 16 lat już nosił sutannę, we wrześniu 1816 roku był pomocnikiem de Mazenod i jego współbraci na misji w Fuveau, w jego rodzinnej wiosce. Kilka tygodni później spotykamy go w Aix, gdzie 21 stycznia następnego roku rozpoczyna nowicjat. Był w pierwszej grupie, która złożyła oblację 1 listopada 1818 roku.

Kocham cię nade wszystko, a moje uczucia są tak żywe, że zawsze drżę, myśląc, że zabieram Bogu coś, co Jemu się należy – pisze do ojca Suzanne.

Marius Suzanne OMI (1799-1829)

Preferencje Założyciela skupiają się bardziej na nadziejach, jakie wiąże w przyszłości z daną osobą lub jej nastawieniem, niż na osobistych upodobaniach. Da temu wyraz bez ogródek w liście do drogiego Suzanne z 1823 roku:

To prawdziwa radość dla mnie; bowiem myśląc o tobie, moje wyobrażenia opierają się na celu moich czułych uczuć, z tylu względów zasługującym na moją miłość, z racji cnót i wszystkich dobrych i pięknych zalet. Może się mylę, mówiąc tobie w ten sposób, ale codziennie dajesz mi tyle dowodów twego czułego przywiązania do mnie, że w pewnym sensie wyrywasz ze mnie to wyznanie, co zresztą nigdy nie było dla ciebie tajemnicą.

Miłość Założyciela była wręcz szokująca w swojej wylewności, a jednocześnie niezwykle wymagająca. Tak czułe uczucia nie powstrzymują Założyciela, aby w początkach 1827 roku, zaalarmowany prze grupę niezadowolonych współbraci, usunął Suzanne z urzędu. Zarzucano mu zaniedbywanie funkcji superiora domu w Marsylii. Taka postawa spowodowała prawdziwą awanturę. Przynajmniej w tym przypadku, szybko powróci spokój, a z końcem roku Suzanne powróci na swój urząd. Założyciel przeczuwał, że mógł stracić swego umiłowanego syna. W 1823 roku upominał go za nieroztropność:

Chcesz wyrządzić szkodę memu życiu? Mam poprzedzić cię w drodze do grobu, cóż stałoby się, gdybyś mnie skazał na to, abym ja cię przeżył?

Te obawy niestety się potwierdzą, ponieważ Suzanne zachorował na gruźlicę. Jesienią 1828 roku stracono wszelką nadzieję. Ostatnie miesiące jego życia, jak możemy przypuszczać, stały się okazją do patetycznych stwierdzeń. Śmierć przyszła 31 stycznia 1829 roku. Dwa dni wcześniej pogrążony w bólu Mazenod stwierdza, że lepiej rozumie ból Maryi przeżywającej mękę Syna:

Medytuję o cierpieniu Najświętszej Dziewicy u stóp krzyża, aż do dzisiejszego dnia miałem o nim tylko niedoskonałe pojęcie.

Eugeniusz de Mazenod – zdjęcie z 1860 roku (archiwum OMI)

Przytaczając słowa, które wypowiadał umierający, patrząc na niego, dobry ojciec, dodał:

Jestem rzeczywiście dobrym ojcem, a zabija mnie ten widok, bo tracę tak dobrego syna, człowieka, którego zawsze bardziej ceniłem niż siebie.

Eugeniusz de Mazenod do samego początku postrzegał Stowarzyszenie Misjonarzy Prowansji jako rodzinę, która najpierw zamieszkiwała ten sam dom, gdzie słowa: “O, jak dobrze i miło, gdy bracia mieszkają razem” oraz “jedno serce i jeden duch” mogły przetrwać także w innych warunkach. W tej rodzinie najważniejsze miejsce, które definiuje z wieloma niuansami, zajmował sam Eugeniusz. Dla pierwszych towarzyszy jest bratem, dla nowych kandydatów ojcem, dla wszystkich zaś przyjacielem. Założyciel często będzie wspominał o tej rzadkiej zdolności kochania, którą uważał za czysty dar, będący atrybutem Boga, jaki został mu udzielony z racji pozycji, którą Bóg zechciał mu powierzyć w Kościele.

(opr. pg)