Odnowić się w duchu charyzmatu oblackiego – O. Marcello Zago OMI

Rok 1995 jest rokiem kanonizacji Eugeniusza de Mazenoda, naszego Założyciela. Ten rok wyciśnie zapewne głębokie piętno na historii Zgromadzenia. Tym bardziej powinien się on zaznaczyć prawdziwą odnową naszego życia osobistego i wspólnotowego. Temu celowi służy ogłoszony w całym Zgromadzeniu Rok mazenodowski. Będzie on trwał od 21 maja 1995 do 21 maja 1996, dnia liturgicznego święta Eugeniusza de Mazenoda. Formy obchodu tego roku na szczeblu międzynarodowym zostaną oznajmione przez Administrację generalną.

Obecny list, kierowany tradycyjnie do Oblatów w pierwszej formacji, w tym roku jest adresowany do wszystkich członków Zgromadzenia i w odróżnieniu od poprzednich będzie miał tylko jedną edycje. Ufam, że stanie się on bodźcem nie tylko dla Oblatów, lecz także dla wszyst­kich pragnących podzielić z nami charyzmat Błog. Eugeniusza. Poprzez niniejszy list pragnę nie tylko zaproponować tekst do lektury, medytacji i modlitwy osobistej, lecz także udostępnić poszczególnym wspólnotom narzędzie oceny, wymiany doświadczeń oraz duchowego rozeznania. Zapraszam zatem do wykorzystania tego listu także podczas spotkań wspólnotowych.

Każdy Oblat czerpie od Założyciela ożywiającego go ducha i znajduje w nim wzorzec życia. Stąd też każdy z nas posiada własne doświad­czenie Założyciela, swoje spojrzenie na Niego, znajdując w nim współbrzmienie z własnymi dążeniami i własnym powołaniem. Istot­nie bowiem Założyciel stanowi część naszego życia i naszego doświad­czenia. Nie jest jedynie mniej lub bardziej znaną postacią historyczną.

Istotna jest niewątpliwie obiektywna znajomość jego życia, duchowości oraz rozumienia Charyzmatu. Kanonizacja winna się stać okazją do jego lepszego poznania, korzystając z rozlicznych opracowań i publikacji, jakie ujrzały światło dzienne w ciągu ostatnich lat. Eugeniusz de Mazenod nie przestaje jednak być żywą osobą, z którą nawiązuje relacje osobiste i osobowe. Jego życie, utkane bogac­twem wydarzeń i odpowiedzialności, przypada na lata 1782-1861. Na założony przez siebie instytut oraz zrodzony w Kościele z jego inspiracji ruch nie oddziałuje on jednak tylko poprzez swoje dzieło i swoje intuicje. Na mocy świętych obcowania wciąż jest związany z nami a my z nim. Nie wystarczy zatem zwykłe wspomnienie o nim. Trzeba rozwinąć w sobie osobowe i coraz bardziej intymne odniesienie do niego. Dlatego właśnie zapraszam was do wspólnego zapatrzenia się w Założyciela jako:
– świętego, którego należy naśladować
– założyciela, za którym należy podążać
– nauczyciela, którego należy słuchać
– ojca, którego należy miłować
– orędownika, którego należy wzywać
Prowadzeni przez niego po jego własnych śladach będziemy w stanie odnowić się w duchu charyzmatu, jaki przez niego Duch Święty wzbudził w Kościele.

1. Święty, którego należy naśladować
Eugeniusz de Mazenod został kanonizowany nie dlatego że był założycielem czy biskupem, albo że dokonał wielkich rzeczy, ale dlatego że był świętym. To znaczy, że przeżył swoje życie w sposób przykładny jako uczeń Chrystusa, chrześcijanin, kapłan, zakonnik, założyciel, superior generalny i biskup. Właśnie dlatego, że w stopniu heroicznym urzeczywistnił cnoty chrześcijańskie, staje dzisiaj wobec całego Kościoła jako wzór do naśladowania. Nie urodził się świętym, lecz stawał się nim stopniowo, pobudzany przez łaskę, z którą wspa­niałomyślnie współdziałał. Stał się nim wraz ze swym znamiennym ludzkim charakterem, który przyciągał jednych a odpychał drugich. Można także powiedzieć, iż stał się świętym dzięki swemu usposo­bieniu i pomimo niego. Został świętym również pomimo i dzięki wydarzeniom, jakie naznaczyły jego życie. Sekret jego świętości tkwi w odniesieniu do Chrystusa, do którego coraz hardział się upodabniał, w autentycznej miłości do Boga i bliźniego, w praktykowaniu cnót chrześcijańskich oraz w gorliwości apostolskiej. Pobudzony przez Ducha, upodobnił się do Chrystusa zbawiciela i głosiciela Ewangelii, oddając się bezwarunkowo na służbę Kościołowi. I tak, dzięki oso­bistemu zaangażowaniu, stawał się stopniowo arcydziełem działania Bożego i wspaniałym wykwitem człowieczeństwa. Postawiłem sobie pytanie, jakie znamiona jego świętości mogą być wezwaniem i pociągać dzisiaj nas, chrześcijan końca drugiego tysiącle­cia. Wskażę na te, które najbardziej mnie uderzają. Będziecie je mogli dopełnić oraz ukształtować wedle własnego doświadczenia i znajomoś­ci Eugeniusza de Mazenoda.

1.1 Zdumiewa mnie przede wszystkim jego relacja do Chrystusa, świeża i bezpośrednia, osobista i konkretna. Nie była to relacja stereo­ typowa wyczerpująca się w wielości formalnych i bezdusznych praktyk. Jezus był dla niego realną osobą, którą spotykał na różne sposoby, zwłaszcza zaś w Eucharystii oraz w posłudze kapłana misjonarza. Ponadto spotykał Go w ludziach: Oblatach, kapłanach, ubogich. To prawda, że głęboko naznaczyły go też niektóre doświad­czenia o charakterze mistycznym. Ale prawdziwa i ożywiająca była także jego zwyczajna więź z Chrystusem w modlitwie i w trudzie posługiwania. Jeśli istotnym celem jego misji było nauczanie kim jest Chrystus, to wypływa to z faktu, że Jezus był dla niego żywą osobą, będącą ośrodkiem jego życia, i której doświadczał w sposób żywy i bezpośredni. Chrystus nie stanowił jedynie zwykłej prawdy do przyjęcia, lecz osobę, którą należy poznawać, miłować, której zawierza się swoje życie, w obliczu której podejmuje się decyzje, i w której obecności człowiek czuje się dobrze. Stąd centralny charakter liturgii oraz witalna potrzeba medytacji i modlitwy. Jako biskup, po całodziennym trudzie, lubił spędzać godzinę na adoracji Chrystusa Eucharystycznego w jednym z kościołów swojej diecezji, gdzie miało miejsce uroczyste wystawienie Najświętszego Sakramentu.

1.2 To w Chrystusie i przez Chrystusa poszukiwał woli Ojca i pozwalał się prowadzić Duchowi Świętemu. Trójca Święta, którą czcił i wielbił w modlitwie porannej i wieczornej, stanowiła horyzont całego jego życia. Czynił to z wyostrzonym zmysłem konkretu stosując się do sytuacji. Tak też postanowił zostać kapłanem, powołać do życia wspólnotę misjonarską, podjąć obowiązki wikariusza generalnego a potem biskupa. Był człowiekiem wielkich pragnień, ale jeszcze bardziej człowiekiem, który, po rozważnym i długo dojrzewającym w modlitwie wiary rozeznaniu, podejmował niezwykle ważne decyzje i wybory. Szukał jedynie chwały Boga żywego i prawdziwego przyjmując próby i cierpienia, których mu nie brakowało. Jednak również dla niego przyjęcie woli Bożej, zwłaszcza w pewnych okolicznościach, nie było czymś ani automatycznym ani łatwym. Była to droga chrześcijańskiego wzrastania, często znaczona zaskakującymi przełomami, jak na przykład wtedy, kiedy po święceniach biskupich był prześladowany przez władze francuskie czując się równocześnie opuszczonym także przez Rzym.

1.3 Był człowiekiem otwartym i wrażliwym na potrzeby drugich, gotowym spieszyć im z pomocą. Jego powołanie misjonarskie rodzi się i rozwija na głębie zbawczych potrzeb ludzi, które postrzega jako wezwanie Zbawiciela. I tak obecność więźniów wojennych w Aix pobudziła go do pójścia im z pomocą, stan spustoszenia Kościoła do wstąpienia do seminarium, konieczność reewangelizacji ludności wiejskiej do powołania do życia wspólnoty misjonarskiej, zaś potrzeby misyjne do podjęcia fundacji na różnych kontynentach. Z tych samych względów jako młody kapłan głosił Ewangelię służącym w Aix, jako biskup nierzadko przebywał wśród portowców w Marsylii, odwiedzał ubogich i chorych w swoim mieście, zachowywał stałą więź ze swymi misjonarzami. Ułatwiał mu to jego bezpośredni charakter oraz doświadczenie, dzięki którym nawiązał kontakt z uchodźcami i emigrantami we Włoszech, z wieśniakami na ojcowiźnie po powrocie do Francji, jak i z ubogimi swego miasta. Nie było to jednak dla niego zwyczajną filantropią. Miłość do bliźnich, zwłaszcza do ubogich i najbardziej opuszczonych, wyrastała z wartości osoby ludzkiej, odkupionej i miłowanej przez Chrystusa. Zbawienie dusz coraz bardziej stawało się dla niego impulsem do działań apostolskich i drogowskazem dla zmysłu misjonarskiego.

1.4 Odpowiedź na wezwanie Zbawiciela, widziane przez pryzmat zbawczych potrzeb ludzi, miała najpierw charakter osobisty. Szybko jednak zyskuje ona znamię eklezjalne. Eugeniusz tworzy wspólnotę zdolną odpowiedzieć na te potrzeby, pobudza współpracę z innymi siłami duszpasterskimi ożywiając w ten sposób więź z Kościołem rozsianym po świecie. Rozmiłowany w Chrystusie stał się bezwarunkowym sługą Kościoła. Był on dla niego nie tylko instytucją, lecz także i nade wszystko ” chwalebnym dziedzictwem nabytym przez Chrystusa za cenę Jego krwi… umiłowaną oblubienicą jedynego Syna Bożego… matką wołającą o pomoc”. Jak temu daje wyraz w Przedmowie, ściśle łączyły się ze sobą motywacje Instytutu i jego osobiste: “chwała Boża, gorąca miłość do Kościoła i zbawienie dusz”. Chwała Boża i miłująca troska o zbawienie dusz szły ze sobą w parze i wyrażały “dobro i służbę Kościołowi” Dostrzegał niewątpliwie biedę Kościoła swego czasu a także ograniczenia i błędy jego sług, ale równocześnie uznawał zawsze jego boski wymiar. Dla Kościoła umiał pracować z oddaniem i cierpieć z godnością. Nauczył go kochać także swoich Oblatów i diecezjan, wszak nie można miłować Chrystusa nie miłując Kościoła. Pragnąc odpowiedzieć na naglące potrzeby zbawienia dusz i służby Kościołowi Eugeniusz zgodził się, wbrew samemu sobie, na podjęcie zadań coraz bardziej uciążliwych: superiora generalnego, wikariusza generalnego, biskupa pomocniczego, biskupa Marsylii. Stopniowo coraz lepiej rozumiał, że poprzez te posługi sam Pan żniwa wzywał go na swoją służbę. To tak praktykował cnoty w stopniu coraz bardziej heroicznym. Było to szkołą jego oddania się Bogu oraz konkretną drogą wiodącą do świętości.

1.5 Eugeniusz spoglądał daleko. Miał rozległy horyzont i miłość otwartą na całą ludzkość. Wygnanie z okresu pierwszych lat dzieciństwa, kontakty z ludźmi i ludami w kosmopolitycznych mias­tach jak Wenecja, Neapol i Palermo, młodzieńcze lektury na temat misji, kontakty z kurią rzymską uwięzioną w Paryżu w okresie jego lat seminaryjnych, głoszenie misji parafialnych, obecność w Marsylii, porcie otwartym na wszystkie kontynenty, jak również wysianie swoich misjonarzy do innych krajów nieustannie poszerzały jego horyzonty i otwierały serce. Jako biskup zaszczepił swoim wiernym zainteresowanie problemami świata oraz potrzebami Kościoła. Był zatem człowiekiem powszechnym i pasterzem o wielkim zmyśle eklezjalnym. Pisał listy pasterskie nie tylko na temat liturgii, katechezy, przepowiadania, więzienia Papieża i praw Kościoła, lecz także na temat głodu w Irlandii, ruchu anglikańskiego w Oksfordzie i otwarciu się na Afrykę.

1.6 Jego ludzka osobowość czyni go sympatycznym. Był człowiekiem prostym i prawym. Umiał zająć stanowisko. Było wiadome, po której stał stronie. Ale nie był uparty. Potrafił zmienić swoje zdanie nawet za wielką cenę. Przystał więc na różne sposoby zarządzania wyzwalając się ze swych monarchistycznych skłonności. Przyjął również pewne decyzje Rzymu, z którymi się nie zgadzał. Uczynił to z wiarą po uprzednim wyrażeniu własnego punktu widzenia. Po wieloletniej udręce odnajdował coraz głębszą jedność swego życia: potrzeby kontemplacji i wymogów apostolatu, potrzeb mistycznych i swego aktywnego usposobienia, wymogów i zadań superiora generalnego i biskupa.

1.7 W formułowaniu zrębów swojej duchowości pozostawał pod wpływem szkoły francuskiej, dzięki której nauczył się dużego szacunku dla kapłaństwa oraz wynikających zeń wymogów świętości. Nie wolny był także od wpływów duchowości ignacjańskiej oraz duchowości Św. Alfonsa de Liguori. Nie mniej głęboko i to w stopniu coraz bardziej decydującym naznaczyły go również inne źródła: Pismo Święte, liturgia i życie. Dzięki codziennej lekturze Pisma Słowo Boże przypieczętowało jego wizję wiary i modlitwy a także rozumienie ewangelizacji. Podobnie i liturgia. Dla człowieka konkret­nego i praktycznego życie codzienne, wraz ze swymi wymogami ludzkimi i eklezjalnymi, stanowiło nieustanną szkołę oraz źródło chrześcijańskiego i misjonarskiego wzrostu. W szczególnie głęboki sposób naznaczyły go niektóre doświadczenia duchowe a wśród nich doświadczenie Wielkiego Piątku 1807, które można uważać za jego drugie nawrócenie, fundament całej jego duchowości, rdzeń jego doświadczenia wiary. Jakże wspaniałe bogactwo mogłoby nam ukazać całościowe studium tych źródeł. Kanonizacja jest uznaniem świętości. Jego świętość nie jest jednak oddzielona od wezwania, aby się stać założycielem i ojcem wielkiej rodziny. Duch Święty przygotował go i prowadził, aby się stał wzorem dla tych, którzy mają udział w jego charyzmacie i którzy w nim znajdują prawdziwy prototyp a nie tylko inicjatora i nauczyciela. Jako wzór świętości Eugeniusz odsyła nas do Chrystusa, zwłaszcza do jego posługi zbawiciela i głosiciela Ewangelii. Za przykładem Maryi prowadzi nas do Chrystusa. To tutaj zakorzenia się maryjny charakter Eugeniusza i jego oblackiego charyzmatu.

 

2. Założyciel, za którym należy podążać
Założyciel nie jest po prostu inicjatorem jakiegoś dzieła ludzkiego. Tak jego osobę jak i dzieło można w pełni zrozumieć jedynie w świetle zbawczej ekonomii Boga, kierowanej przez Ducha Świętego, który jest protagonistą życia i misji Kościoła, (ł). To Duch Święty wzbudza założycieli a przez nich wyposaża Kościół w coraz to nowe rodziny zakonne. W ten właśnie sposób poprzez Eugeniusza de Mazenoda wzbudził Zgromadzenie zakonne całkowicie oddane ewangelizacji ubogich. Przez niego również przekazał Kościołowi charyzmat misjonarski, ukształtował wspólnotę apostolską posyłając ją na wszystkie drogi świata.

2.1 Aby zrozumieć charyzmat własnego Instytutu trzeba zrozumieć Założyciela synchronizując się niejako z jego natchnieniem i jego zamysłem. Tylko w ten sposób dostrzega się dar uczyniony przez niego Kościołowi. W wypadku Eugeniusza de Mazenoda interwencja Boża dokonała się poprzez odczytanie bied Kościoła a zwłaszcza stwierdzenie zaniku wiary w szerokich warstwach społeczeństwa. Wobec tych potrzeb doznał głębokiego wzruszenia. Pochwycony przez Ducha gromadzi współtowarzyszy, aby wraz z nimi udzielić ewangelicznej odpowiedzi na te potrzeby poprzez ponowną ewangelizację ubogich, zwłaszcza mieszkańców wsi.

2.2 Dla tego rodzaju dzieła ewangelizacji wzorem, źródłem i ośrodkiem jest Jezus Chrystus, Zbawiciel i Zwiastun Ewangelii, który gromadzi wokół siebie uczniów, aby ich formować i posyłać na głoszenie Słowa. “Chrystus Zbawiciel stanowi podstawowy punkt widzenia, z którego mamy kontemplować naszego Boskiego Mistrza”, pisał do ojca Tempiera w lipcu 1816 roku. Ta zakorzeniona w doświadczeniu Wielkiego Piątku intuicja nabiera kształtów życia na jego drodze duchowo apostolskiej, zwłaszcza zaś w poszukiwaniu odpowiedzi w celu udzielenia pomocy spustoszonemu Kościołowi. Z perspektywy Chrystusa Zbawiciela i Głosiciela Ewangelii oceniał różne sytuacje: ludzkość całą a zwłaszcza ubogich, Kościół i wspólnotę. Wizja Chrystusa Zbawiciela, który wzywa Oblatów, aby współdziałali z Nim w dziele zbawieniu świata poprzez głoszenie dobrej nowiny, określa całą duchowość, którą żył i przekazał Kościołowi. W oparciu o tę ewangeliczną lekturę znaków swego czasu Eugeniusz ukształtował swoje Zgromadzenie na fundamencie trzech zasadniczych wartości stanowiących podstawy i filary całej budowli: posłanie ewangelizacyjne do ubogich, życie wspólnotowe, osobiste uświęcenie członków.

2.3 Priorytet ewangelizacji rozumianej jako głoszenie w jego kraju ojczystym wyrażał się w przepowiadaniu misji parafialnych, których założeniem było rozbudzenie wiary oraz ożywienie wspólnot chrześci­jańskich pogrążonych w letniości pod wpływem ówczesnych prądów kulturowych i politycznych. Natomiast w krajach misyjnych celem głoszenia było przekazanie wiary i tworzenie nowych wspólnot chrześcijańskich. Tego rodzaju ewangelizacja była priorytetem zrodzonym z percepcji potrzeb i mającym na celu uczynienie adresatów najpierw ludźmi, potem chrześcijanami i wreszcie świętymi.

2.4 Od samego początku, opierając się na doświadczeniu i wzorze apostołów, wspólnotę uważano za rzecz podstawową. To ona była u podstaw wzrostu Instytutu. Około czterdziestu fundacji zrodzonych w tym samym czasie we Francji i mających ten sam ceł misyjny poszło w zapomnienie, a to z powodu słabości życia wspólnotowego, niewłaś­ciwego doboru kandydatów oraz ich niewystarczającej formacji.

2.5 Dążenie do świętości wyrastało z wymogów misjonarskich, ponieważ głoszenie Ewangelii wymaga zwiastunów będących przede wszystkim świadkami. Naturalnym tego następstwem był wybór życia zakonnego z praktyką ślubów oraz wymogami ascetycznymi.

2.6 Oczywiście charyzmatu oblackiego nie należy sprowadzać tylko do tych elementów, chociaż stanowią one podwaliny fundacji oraz źródło późniejszego wzrostu Zgromadzenia. Posiada on bowiem również inne cechy charakterystyczne jak: wybór ubogich i opuszczonych, charakter kapłański, pobożność maryjna, miłość do Kościoła, wrażliwość na potrzeby duszpasterskie, zaangażowanie na rzecz misji powszechnej, męstwo apostolskie, radykalizm oblacji, miłość braterska, gorliwość apostolska itd. Ta charyzmatyczna wizja ponownie została przed nami otwarta poprzez nowe Konstytucje, przygotowane na drodze konsultacji całego Zgromadzenia, jednomyślnie przyjęte przez kapitułę z roku 1980 a w 1982 roku zatwierdzone przez Stolicę Świętą.

2.7 Charyzmat Eugeniusza de Mazenoda został przekazany Zgromadzeniu Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Znacznie szerszy był jednak zasięg jego promieniowania. Pod jego wpływem zrodziły się bowiem zgromadzenia zakonne, instytuty świeckie a także kręgi świeckich w różny sposób stowarzyszonych z Oblatami. Każda z tych wspólnot rozwinęła pewne aspekty i dokonała syntezy. Można zatem mówić o swego rodzaju konstelacji charyzmatu demazenodowskiego kryjącego w sobie utajoną płodność i bogactwo promie­niowania.
3. Nauczyciel, którego należy słuchać

Zarówno Sobór jak i Magisterium Kościoła wzywają nas do odnowy w duchu Założycieli. Podstawową sprawą jest oczywiście odnowa w Chrystusie, do którego odsyła każdy założyciel uwydatniając pewien specyficzny aspekt Jego tajemnicy. Dla Eugeniusza Chrystus sam jest założycielem i wzorem Instytutu. Pisał w pierwszej Regule: “Czy istnieje cel wznioślejszy nad cel naszego Instytutu? Ich Założycielem jest sam Jezus Chrystus, Syn Boży. Ich pierwszymi ojcami apostołowie. Są wezwani, aby być współpracownikami Zbawiciela i współodkupicielami rodzaju ludzkiego” Z drugiej jednak strony świadomy był własnej roli i to nie tylko w polowaniu Instytutu do istnienia, lecz także w zaszczepieniu mu właściwego ducha, celów misjonarskich oraz sposobów współistnienia. Pisząc do ojca Honorata demaskował pewne niezależne sposoby postępowania: “Te wyrzuty rodzą się we mnie spontanicznie na myśl o tych, których zrodziłem do życia zakonnego a którzy przez długie lata nie raczą mi dać znaku życia, nie zdając sobie sprawy z tego, iż nie mogą żyć tym duchem nie czerpiąc go ze mnie i nie uznając mego ojcostwa i władzy w stosunku do nich udzielonych mi przez Kościół” (2). Eugeniusz nie pozostawił po sobie traktatów duchowości. Jako praktyk pozwalał się prowadzić Duchowi Świętemu wedle okoliczności. Jest zatem rzeczą ważną uchwycić jego sposób dokony­wania wyborów, udzielania odpowiedzi na różnorakie wyzwania oraz przekładania intuicji na jeżyk życia. Często właśnie w oparciu o konkretne sytuacje udzielał wskazań dotyczących ducha Instytutu. Często są to drogocenne perły, płodne intuicje, ziarna – przekaźniki życia i charyzmatu. Wydaje mi się, że oprócz dokonanych już zbiorów, niektóre teksty posiadają doniosłość szczególną. Wybrałem pięć z nich, które proponuję jako drogę medytacji celem zanurzenia się w intuicjach de Mazenoda jak również dla naszej charyzmatycznej odnowy.

3.1 Tekstem najbardziej znaczącym jest Przedmowa do Konstytucji i Reguł. Napisana najpierw jako Nota Bene do pierwotnych Reguł z roku 1818 została następnie nieznacznie poprawiona i wprowadzona jako Przedmowa do pierwszych Reguł zatwierdzonych przez Stolicę Świętą w roku 1825. Pozostała całkowicie nietknięta nawet w radykalnym przeredagowaniu Konstytucji dokonanym przez kapitułę 1966 i przedstawiona jako Magna Carta będąca niewyczerpanym źródłem natchnienia dla charyzmatu oblackiego. Istotnie zawiera ona nie tylko historyczny rodowód naszego charyzmatu, lecz nade wszyst­ko metodologię j ego realizacji. Przedmowa rozpoczyna się od jasnego i natchnionego spojrzenia wiary na potrzeby Kościoła. Te zbawcze potrzeby stanowią wstrząsające wezwanie dla Eugeniusza i grupy kapłanów pobudzając ich do udzielenia wspaniałomyślnej odpowiedzi z miłości do Kościoła. Odpowiedź rodzi się ze spotkania z samym Jezusem Chrystusem, kontemplowanym jako zbawiciel i naśladowanym jako zwiastun Ewangelii. Tak jak Chrystus uformował najpierw w swojej szkole grono uczniów, aby móc ich posyłać na głoszenie Ewangelii światu, podobnie grono tych kapłanów pragnie wejść do szkoły Jezusa, aby móc zanieść Ewangelię opuszczonej ludności tego regionu. Podejmują w ten sposób ideał apostołów wezwanych przez Jezusa, aby z Nim byli i aby ich posyłał na głoszenie Ewangelii (por. Mk 3,14). Tekst ten ukazuje zatem:
a) genezę charyzmatu oblackiego, zrodzonego z głębokiego wzruszenia w obliczu zbawczych potrzeb ludzi oraz biedy Kościoła;
b) perspektywę chrystologiczną, w której ma miejsce kontemplacja misterium Chrystusa Zbawiciela i otwartą na Chrystusową posługę głosiciela Ewangelii, przyjmując równocześnie Jego pedagogię forma­cyjną;
c) miłość do Kościoła kontemplowanego jako misterium, lecz spusto­szonego niewiernością chrześcijan oraz letniością jego sług. Stając na służbę Kościołowi Oblaci podejmują nadzwyczajną formę posługi­wania;
d) wspólnotę z Jezusem jako szkołę świętości i gorliwości apostol­skiej;
e) założenia i etapy samej ewangelizacji: najpierw uczynić ludzi rozumnymi, potem chrześcijanami i wreszcie pomóc im stawać się świętymi;
f) treść ewangelizacji: uczyć kim jest Chrystus, wyrywać ludzi z niewoli szatana i ukazywać im drogę do nieba;
g) wezwanie do świętości skierowane zarówno do chrześcijan jak i do samych misjonarzy: z powagą dążyć do świętości przyjmując wymagania Kenosis;
h) potrzebę reguły życia łączącą wszystkich członków w jednolitej praktyce i w tym samym duchu (3).

3.2 Radykalizm powołania oblackiego dobrze ujmuje tekst Reguły z 1853 roku: ” Ten, kto chce być jednym z nas, musi pałać pragnieniem własnej doskonałości, płonąć miłością względem naszego Pana Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła oraz żarliwą gorliwością o zbawienie dusz. Powinien uwolnić swe serce od wszelkiej nieuporządkowanej miłości do spraw ziemskich, jak również od nadmiernego przywiązania do krewnych i do stron rodzinnych; aby poświęcić się wyłącznie służbie Bożej i Kościołowi czy to na misjach, czy w innych posługach Zgromadzenia; nie powinien pragnąć żadnej korzyści, a raczej winien bogactwo uważać za błoto, aby nie szukać innego zysku niż Jezus Chrystus. Wreszcie, powinien mieć wolę wytrwania aż do śmierci w wierności i posłuszeństwie Regułom naszego Instytutu” (4)

3.3 Eugeniusz zawsze podkreślał naszą wzajemną miłość i gorliwość apostolską. Niech nam wystarczy tekst napisany w odpowiedzi na pewną konkretną sytuację. W 1830 roku Eugeniusz wizytował wspólnotę pw. Notre Dame du Laus. Rozgoryczeniem napełnił go panujący tam brak regularności zakonnej. W kolejnym liście, napisanym we Fryburgu, powraca do tej sprawy i, przywołując konieczność zachowania Reguły, wskazuje na jednoczącą zasadę całego naszego życia: “Potrzebny jest wspólny duch ożywiający to szczególne ciało. Duchowość Bernardyna nie jest duchowością Jezuity. My także mamy wyróżniającego nas ducha. Ci, co z powodu niewłaściwie odbytego nowicjatu, nie zdołali go sobie przyswoić, są wśród nas członkami kalekimi. Sami są niezadowoleni i zadają cierpienie całemu ciału. Koniecznie powinni się poprawić”. Dla zilustrowania tej duchowości mówi o miłości w jej potrójnym wyrazie: do Boga, do współbraci i do innych. “Miłość jest zwornikiem, wokół którego grawituje całe nasze życie. Miłość, jaką powinniśmy żywić ku Bogu każe nam się wyrzec świata i poświęca nas na służbę Jego chwały poprzez wszelkie ofiary aż po ofiarę z naszego życia (…).

Również miłość bliźniego stanowi istotną część naszej duchowości. Praktykujemy ją przede wszystkim wśród nas miłując się jak bracia i uważając naszą Społeczność za rodzinę najbardziej zjednoczoną pośród istniejących na ziemi. Radujemy się z cnót, talentów i innych zdolności, jakie posiadają nasi współbracia, tak jakby były one naszymi. Z łagodnością znosimy niewielkie uchybienia, których ten czy ów nie zdołał jeszcze przezwyciężyć, okrywając je płaszczem najdoskonalszej miłości, itd. Co zaś dotyczy innych ludzi to uważamy się za sługi Ojca rodziny, których zadaniem jest wspierać, pomagać i prowadzić poprzez cierpliwą służbę powierzonych naszej trosce synów…” (5)

3.4 Nasz duch oblacyjny jest, między innymi, dobrze ukazany w liście do wspólnoty, napisanym w 1817 roku w Paryżu: “Na ziemi, a zwłaszcza w naszej wspólnocie, żyjemy po to, aby się stać świętymi, pomagając sobie wzajemnie słowem, przykładem i modlitwą. Nasz Pan powierzył nam misję kontynuowania wielkiego dzieła odkupienia i każdy nasz wysiłek winien zmierzać do tego celu. Dopóki nie oddamy tej sprawie całego naszego życia i nie przelejemy dla niej wszystkiej krwi swojej, nie pozostaje nam nic innego jak tylko milczeć; tym bardziej kiedy oddaliśmy zaledwie parę kropli potu i trochę okruchów swego trudu. To całkowite oddanie się chwale Bożej, służbie Kościołowi i zbawieniu dusz jest istotną cechą naszego Zgromadzenia; niedużego wprawdzie, lecz zawsze mającego swą wartość, dopóki będzie święte. Jest rzeczą konieczną, aby nowicjusze byli przeniknięci tą myślą, nieustannie ją rozważali i pogłębiali. Każde Zgromadzenie w Kościele posiada własną duchowość; wlaną niejako przez Boga w odpowiedzi na okoliczności i potrzeby czasów, w których podoba się Panu zgromadzić rezerwy bojowe, albo lepiej, wybrane oddziały tworzące awangardę przewyższającą męstwem całą armię, aby móc później odnosić jeszcze wspanialsze zwycięstwa” (6)

3.5 Ostatni tekst, jaki wam proponuję, pochodzi z 1822 roku. Został napisany w godzinie próby i łączy ze sobą pobożność i apostolat maryjny Założyciela i Zgromadzenia z apostolską płodnością naszej rodziny oblackiej. “Mój najmilszy i najlepszy bracie. Nabożeństwo dobiegło końca. W domu zalega milczenie przerywane jedynie odległym odgłosem dzwonów obwieszczających rozpoczęcie uroczys­tej procesji. Ciesząc się szczerym pokłonem oddanym naszej dobrej Matce u stóp pięknej statuy umieszczonej ku Jej czci w naszym kościele, innym pozostawiam troskę o oddawanie Jej czci z okazałością zewnętrzną, która i tak niczego budującego nie dodałaby do mojej pobożności, być może zbyt wymagającej. Niech zatem ten czas, mój najmilszy przyjacielu, będzie poświęcony na nasze wzajemne spotkanie w pełnej słodyczy wylewności naszych serc. Jak bardzo pragnę podzielić się z wami tą głęboką pociechą, jaka jest moim udziałem w tym pięknym dniu poświeconym Maryi, naszej Królowej. Już od dawna nie smakowałem takiej radości, mówiąc o Jej wielkości i wzywając chrześcijan do złożenia w Niej całej swojej ufności, jak dziś rano podczas pouczenia, jakiego udzieliłem Stowarzyszeniu (Młodzieży Chrześcijańskiej w Aix). (…) Osobiście uważam, że sam jestem dłużnikiem tego niezwykłego uczucia, choć nie mogę powiedzieć, abym nigdy dotąd go nie doświadczył. Nie jestem wprawdzie w stanie dokładnie go wyrazić – chodzi bowiem o wielość elementów – ale wszystkie odnoszą się do jednego przedmiotu: naszej drogiej Społeczności. Wydawało mi się, że widzę i ręką dotykam utajonego w niej zalążka najwyższych cnót, zdolnego kiedyś dokonać ogromnego dobra. Jawiła mi się jako piękna społeczność i wszystko w niej wydawało mi się godne pochwały. Podobały mi się jej Reguły i Statuty; wzniosłą wydawała mi się jej posługa, i taka jest zresztą w rzeczywistości. Znajdowałem w niej pewne i nieomylne środki zbawienia; tak przynajmniej było mi dane je widzieć. Tylko jedna rzecz była powodem bólu umniejszając i jakby gasząc ogrom radości będącej moim udziałem: bytem nią ja sam! (7)

3.6 Niezależnie od tych tekstów, raz jeszcze pragnę zwrócić uwagę na Konstytucje i Reguły, które językiem przystosowanym do naszych czasów bardzo dobrze ukazują charyzmat Błog. Eugeniusza. Kano­nizacja Założyciela winna się stać okazją do ponownego ich odkrycia, przemyślenia i uczynienia przedmiotem modlitwy. W związku z tym pragnę przywołać to, co Założyciel pisał do Oblatów po ostatnim przeglądzie i aprobacie papieskiej, w roku 1853: “Najmilsi synowie; moje rady chciałbym streścić w jednym zaleceniu: czytajcie i rozważajcie święte Reguły. W nich tkwi sekret doskonałości; jest tam wszystko, co ma was prowadzić ku Bogu (…) A zatem, czytajcie, rozważajcie i zachowujcie Reguły, a staniecie się prawdziwie świętymi i budowniczymi Kościoła. Oddacie w ten sposób cześć własnemu powołaniu i otrzymacie łaskę nawrócenia dla dusz, którym niesiecie Ewangelię. Stanie się to zarazem błogosławieństwem dla Zgroma­dzenia, waszej matki, jak również dla wszystkich jego członków, waszych braci. Czytajcie, rozważajcie i wiernie zachowujcie Reguły a zaśniecie w pokoju Pana, pewni nagrody obiecanej przez Boga tym, którzy do korka wytrwają w spełnianiu swego obowiązku” (8).
4. Ojciec, którego należy miłować

W naturalny sposób założyciele uważają się za ojców i matki członków założonego przez siebie Instytutu. W szczególnie znaczący sposób odnajdujemy to uczucie u Eugeniusza de Mazenoda przybierające w nim kształt “wzorca symbolicznego” (9). Taka postawa łączy się ściśle z charakterystyczną cechą charyzmatu oblackiego, jaką jest miłość braterska (10).

4.1 Eugeniusz bardzo szybko zdał sobie z tego sprawę. W zapiskach rekolekcyjnych z 1824 roku czytamy: “Mogę powiedzieć o tych synach – jak matka Machabejczyków – że nie wiem, w jaki sposób zrodzili sią oni w moim łonie” (11). A po kilku latach pisał: “Jestem ojcem i to jakim!” (12). Stwierdzenie to jak refren powraca w korespondencji łat pięćdziesiątych.

4.2 Było to ojcostwo wypływające z charyzmatu założyciela: “Bóg przeznaczył mnie na to, abym się stał w Kościele ojcem licznej rodziny” (13). Było ono źródłem głębokiej miłości wobec swoich Oblatów: “Miłuję moich synów bardziej aniżeli jakiekolwiek stworze­ nie mogłoby ich miłować… A to niewątpliwie z racji miejsca, jakie Pan raczył mi wyznaczyć w swoim Kościele” (14). Jest to szczególny dar, za który dziękuję Bogu, bowiem ta właściwa mi wylewna miłość rozlewa się na każdego z nich bez uszczerbku dla innych; ośmielam się powiedzieć: tak jak rzecz ma się z miłością Boga do ludzi” (15). Jest przeświadczony, że tego rodzaju relacji miłości nie można znaleźć w innych rodzinach zakonnych. “Widziałem wiele zakonów. Pozostaję w ścisłych związkach z najwierniejszymi swoim Regułom. I rzeczywiś­cie, niezależnie od cnót, odkryłem u nich istnienie atmosfery grupy. Nigdzie jednak nie znalazłem owej, bardziej niż ojcowska, miłości głowy do członków rodziny ani też owego serdecznego współ­brzmienia członków z głową, które utrwala między nimi relacje miłości tworząc więzy prawdziwie rodzinne: ojca do syna i syna do ojca. Zawsze dziękowałem za to Bogu jako za dar szczególny, jakiego raczył mi udzielić… Wiem, że jest to uczucie pochodzące od Tego, który jest źródłem wszelkiej miłości. To On wzbudził w sercach moich synów tę wzajemność miłości stanowiącą wyróżniającą cechę naszej najmilszej rodziny” (16).

4.3 Ta ojcowska relacja nie wyczerpuje się bynajmniej wraz ze śmiercią. Kanonizacja świadczy o tym, że udziałem Eugeniusza jest chwała świętych, a zatem także doświadczenie zjednoczenia z nami. W roku 1828, na krótko po śmierci kilku Oblatów, pisał do ojca Courtes: “Jesteśmy z nimi zjednoczeni więzami zupełnie szczególnej miłości, wszak nadal są naszymi braćmi. Nadał zamieszkują w naszym domu macierzystym i w naszym centrum. Modlitwa i miłość, jakim nas wciąż otaczają, pociągną nas kiedyś, aby wszyscy razem zamieszkać w miejscu naszego spoczynku” (17). Założyciel jest obecny pośród nas, ponieważ przebywa z Bogiem. Nadal nas kocha a od nas oczekuje nie tylko naszej wzajemnej miłości, lecz także synowskiej miłości wobec niego. Taka miłość pozwoli nam zrozumieć natchnienie naszych początków i przyswoić sobie postawy niezbędne do realizacji jego charyzmatu w dzisiaj Kościoła, jak również przyswoić sobie jego ducha.
5. Orędownik, którego należy wzywać

Odkąd 21 maja 1861 roku Pan wezwał go do siebie Błog. Eugeniusz nie przekazał nam żadnych nowych pouczeń . Nie reaguje też bezpośrednio na nowe sytuacje i na nasze wybory. Jednak w swojej ojcowskiej miłości i jako święty może orędować za nami u Pana. Łaski i cuda przypisane jego wstawiennictwu są przykładem jego gotowości. Sądzę, że w sposób szczególny jest gotów orędować o laskę odnowy Oblatów, większej misjonarskiej płodności Zgromadze­nia, nowych i autentycznych powołań, właściwej formacji gorliwych apostołów. Jak bardzo te sprawy leżały mu na sercu.

5.1 W niebie oręduje za swoimi tak jak to czynił ongiś wobec Najświętszego Sakramentu. Pisał do ojca Lacombe: “Nie jesteście w stanie sobie wyobrazić, jak bardzo jestem zatroskany przed Bogiem o moich drogich misjonarzy znad rzeki Czerwonej. Tylko w ten sposób mogę się do nich zbliżyć. Mam wrażenie, że w obecności Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie mogę was ujrzeć i dotknąć. Myślę, że i wy często trwacie w jego obecności. Spotykamy się wtedy za pośrednictwem tego żywego centrum. Czy nie myślicie, że wasze cierpienia i uciążliwe prace stanowią często przedmiot moich rozmów i mego podziwu?”(18) A zatem, tak jak za jego ziemskiego życia, tak i teraz jego orędownictwo domaga się wzajemnej obecności i jedności w Panu

5.2 Nie tylko możemy zwracać się do niego jako naszego orędow­nika, lecz także modlić się z nim. Blog. Eugeniusz zostawił nam niektóre modlitwy, które sam ułożył i którymi się posługiwał. Proponuję wam tutaj dwie z nich: jedną, ułożoną przed święceniami, w której prosi o moc miłowania Chrystusa i drugą, w której błaga o łaskę wytrwania w powołaniu oblackim. Możemy się nimi posługiwać dla odnowienia się w jego duchu a także, aby modlić się razem z nim używając tych samych słów.

5.3 Modlitwa o miłość do ChrystusaPanie mój; pomnóż dwakroć, trzykroć, stokroć moje siły, abym mógł Ciebie kochać nie tylko na miarę moich możliwości – wszak jestem niczym – lecz tak jak kochali Cię święci, i tak jak kochała Cię i wciąż kocha Twoja Najświętsza Matka. Ale to nie wystarcza, o mój Boże. Dlaczego nie mógłbym kochać Ciebie tak jak Ty sam siebie kochasz? Wiem, że to niemożliwe, ale przecież nie jest niemożliwe pragnienie, skoro odczuwam je z cala szczerością mego serca i mej duszy. Tak, o mój Panie; chciałbym kochać Ciebie tak jak Ty sam siebie kochasz. (19)

5.4 Modlitwa o wytrwanie w powalaniu oblackimWszechmogący, wieczny Boże; bez żadnej zasługi z mej strony, lecz jedynie z Twojego miłosierdzia, raczyłeś mnie powołać do Zgromadzenia Niepokalanej Dziewicy Maryi.Pokornie Cię proszę, przez zasługi i przenajdroższą krew naszego Zbawiciela, przez wstawiennictwo bez grzechu poczętej Błogosła­wionej Maryi Dziewicy i innych moich świętych obrońców, udziel mi łaski wierności temu świętemu powołaniu. Niech go nie osłabi żadna próba, niech go nie zniszczy ciało, niech nie zdołają mnie od niego oderwać miłość krewnych i rady przyjaciół, niech nie zatrzyma mnie w drodze lęk przed trudnościami, niech mnie od niego nie oddali próżność świata, niech mnie nie porazi zepsucie społeczeństwa, niech nie stają mi na przeszkodzie moje namiętności; niech go nie zdławi utrapienie i nie zniszczy pokusa złego. A skoro udzieliłeś mi łaski pragnienia, udziel mi także mocy urzeczywistnienia tego ideału wedle Twego upodobania. O dobry Boże, udziel mi zwłaszcza niezbędnej do tego dyspozycji wewnętrznej oraz synowskiego zaufania do kierowników duchowych, abym mógł aż do śmierci niestrudzenie pracować dla zbawienia braci a przede wszystkim dla Twojej chwały. Amen (20).
6. Odnowić się w duchu charyzmatu

Zarówno refleksja teologiczna jak i samo magisterium Kościoła ostatnich lat używają terminu charyzmat aa oznaczenie życia konsekrowanego w ogólności a jeszcze bardziej w odniesieniu do jego zróżnicowanych form. Jako uprzywilejowana kategoria termin ten był także używany na kongresie zorganizowanym przez Unię Przełożo­nych generalnych (Rzym, listopad 1993). W ten sposób mówi się również o charyzmacie Założyciela przekazanym danemu Instytutowi. Słowo charyzmat odniesione do określonej formy życia konsekrowa­nego wskazuje na cztery szczególne aspekty: a) aspekt trynitarny wyrażający początkowe i ustawiczne odniesienie do Ducha Świętego, od którego wszelki dar pochodzi; upodobnienie do Chrystusa doświadczane i wyrażone przez określone misterium i ministerium; więź z Ojcem, którego miłość do ludzi się postrzega i przeżywa.b) aspekt eklezjologiczny, to znaczy uprzywilejowana więź z Kościołem, dla którego budowania udzielane są wszelkie dary.c) aspekt wewnętrzny jednoczący różne wymiary samego charyzmatu, współzależne między sobą i obejmujące: wartości podstawowe, zna­czenie i wybór posłannictwa, ducha braterstwa oraz drogi formacji itd.d) relację ciągłości w stosunku do Założyciela. “Bowiem charyzmat założycieli jawi się jako doświadczenie Ducha, przekazane uczniom, aby go przeżywali, strzegli, pogłębiali i nieustannie rozwijali w jedności z Ciałem Chrystusa będącym również w ustawicznym rozwoju” (21). Charyzmat nie jest czymś, co się tworzy na drodze gry pojęciowej lub mozolnego obmyślania. Nie jest on również przedmiotem lub dobrem trwałym, przekazywanym automatycznie lub tytułem nabytego prawa. Jest darem Ducha i żywym doświadczeniem Chrystusa, czymś na wskroś egzystencjalnym i witalnym. Można go wypaczyć, osłabić a nawet z różnych powodów utracić, przede wszystkim przez zerwanie kontaktu z samym źródłem, którym jest Duch Święty oraz przez osłabienie doświadczenia Chrystusa. Postawiłem sobie pytanie, jakie warunki muszą być spełnione, aby charyzmat był przeżywany, strzeżony, pogłębiany i nieustannie rozwi­jany. Oto te, które wydają mi się istotne: 6.1 Pierwszym warunkiem jest dyspozycyjność wobec Ducha Świętego i to nie tylko poprzez modlitwę przyzywania, lecz także poprzez postawy wewnętrzne pozwalające się objawić Duchowi i które pozwalają Mu działać, jak na przykład rozeznanie. 6.2 Niezbędne jest ustawiczne pogłębianie naszej osobistej i wspólnotowej relacji do Chrystusa, poprzez coraz pełniejsze jego poznawanie, coraz bardziej całkowite utożsamianie się z Nim, tak aby mógł On w nas żyć i przez nas działać, (por K 2). Aktywna wierność naszym ślubom stanowi tutaj drogę uprzywilejowaną i niezbywalną. Stopniowo doprowadzi nas to do przemieniającego doświadczenia Chrystusa, kontemplowanego jako zbawiciel i naśladowanego jako zwiastun Ewangelii. 6.3 Miłość, poznanie i pobożność do Założyciela sprawiają współ­brzmienie z Nim. Zaczynamy rozumieć i przemierzać jego duchowy i apostolski szlak stając się coraz bardziej podatnymi na działanie Ducha. Duch bowiem działał w nim nie tylko przez wzbudzenie początkowych intuicji i inicjatyw, lecz także powodując rozwój dzieła w odpowiedzi na coraz to nowe wyzwania. Ta pedagogia początków może nas nauczyć konfrontowania się z nowymi wymogami naszej drogi. Przede wszystkim należy urzeczywistniać te wymiary charyzmatu demazenodowskiego, które pozostają jasne i aktualne. W naszym wypadku chodzi w szczególności o żarliwą i twórczą realizację misji ponownego głoszenia Ewangelii “chrześcijanom upadłym” oraz niesienie dobrej nowiny “nie chrześcijanom” wedle pogłębionej strategii samego Założyciela i trafnie wyrażonej przez nasze Konsty­tucje (22). Uważam, że z okazji kanonizacji każda wspólnota oblacka powinna rozwinąć nadzwyczajne formy ewangelizacji typu misji ludowych, które wciąż zachowują swój sens tam gdzie zdobywa się na odwagę dyspozycyjności i ich adaptacji do rzeczywistych potrzeb. 6.4 Niezbędna jest głęboka jedność z Kościołem jako Ciałem Chrystusa w ustawicznym rozwoju. Oznacza to więź komunii z Ludem Bożym i jego pasterzami. Zakłada to otwarcie się na nowe wrażliwości i orientacje duszpasterskie jak: miejsce laikatu, dialog międzyreligijny, ekumenizm, sprawiedliwość i promocja ludzka, których świadomość była nikła za czasów Założyciela. Oznacza to również żarliwe i twórcze zaangażowanie w wyzwania przychodzące ze strony magisterium jak: nowa ewangelizacja i misje ad gentes, które były częścią intuicji i priorytetów Założyciela. Nasza odpowiedź na to podwójne wyzwanie stanie się niejako dotlenieniem naszego charyzmatu. 6.5 Miejscem, gdzie postrzega się i przeżywa charyzmat, jest wspólnota. Charyzmat jest jej powierzony na różnych poziomach. Stąd też Oblaci winni rozwijać życie wspólnotowe prawdziwie chrześcijańskie i prawdziwie oblackie, w wierze i miłości. Orientacje Konstytucji i ostatnich Kapituł są tutaj bardzo jasne, trzeba je tylko wcielić w życie. 6.6 Czujna uwaga na zbawcze potrzeby środowiska i świata rozbudza w nas wezwanie Chrystusa i dynamizuje charyzmat (por K 1). Niezbędna jest uważna lektura znaków czasu, aby dostrzec w nich wezwanie ewangeliczne w duchu naszego charyzmatu i móc na nie odpowiedzieć. W obliczu tego rodzaju znaków i potrzeb trzeba dać się wzruszyć jak pierwsi Oblaci i znaleźć odwagę do udzielenia skutecznej odpowiedzi. 6.7 Wspaniałomyślne przeżywanie charyzmatu oblackiego zakłada też pielęgnowanie jego rysu maryjnego, nacechowanego pokorą i wdzięcznością. Chełpienie się sprowadza na manowce. Pozostajemy wciąż parva congregatio. Pozwala nam to na pełne prostoty trwanie u boku ubogich i maluczkich (por K 8). Z Maryją powinniśmy uznać, że dziwy jakich jesteśmy świadkami w Zgromadzeniu, są owocem dobroci Bożej. Tylko ufność w Panu uczyni nas mężnymi w obliczu nowych wyzwań i podejmowania nowych dróg (por K 9). Nade wszystko zaś z Maryją trzeba nieustannie przyjmować Chrystusa w perypetiach naszego losu, aby w sposób autentyczny przekazywać Go światu, do którego jesteśmy posłani, (por K 10).
ZAKOŃCZENIE

Charyzmat pozostaje darem, który należy przyjąć i pomnażać. Jest łaską, o którą trzeba prosić. “Tak jak apostołowie po Wniebowstą­pieniu Chrystusa Kościół winien się zgromadzić w Wieczerniku z Maryją Matką Jezusa, aby upraszać Ducha Świętego i otrzymać silę i męstwo do wypełnienia mandatu misyjnego. O ileż bardziej niż apos­tołowie my dzisiaj potrzebujemy przemiany i prowadzenia przez Ducha” (23). W tej modlitwie do Ducha i o Ducha jednoczą się z nami Oblaci w niebie a zwłaszcza Eugeniusz de Mazenod, którego wraz z całym Kościołem czcimy jako świętego i naszego orędownika.

O. Marcello Zago, OMI,

Superior generalny Rzym,

25 stycznia 1995

 

PRZYPISY

  1. Zob. Przedmowa do Konstytucji i Reguł, Rzym 1982.
  2. 2 września 1851, Ecrits Oblats, Listy 2, str 25
  3. Konstytucje i Reguły, Przedmowa
  4. Konstytucje i reguły 1853, Caput tertium, XIX.
  5. List do ojca Guiberta, 29 lipca 1830 Ecrits Oblats 7, str 206-207
  6. List do ojca Tempiera, 22 sierpnia 1817, Ecrits Oblats, Listy 6, str 38.
  7. List do ojca Tempiera, 15 sierpnia 1822, Ecrits Oblats, Listy 6, str 98-99.
  8. List okólny, 2 sierpnia 1853, Ecrits Oblats 12, str 183-184.
  9. CIARDI F. I Fondatori uomini delio Spirito, Citta Nuova 1982, str 346.
  10. ZAGO M. List do Oblatów w pierwszej formacji 1994.
  11. Zapiski rekolekcyjne 1853, Ecrits Oblats 15, str 205.
  12. List do ojca Mille, 25 stycznia 1831, Ecrits Oblats, Listy 8,str 12.
  13. List do ojca Bareta, 4 stycznia 1856, Ecrits Oblats 12, str 1.
  14. List do ojca Ant. Mouchette, 24 kwietnia 1855, Ecrits Oblats,Listy 11, str 266.
  15. List do ojca Ant. Mouchette, 2 grudnia 1854, Ecrits Oblats 11, str 254.
  16. List do ojca Ant. Mouchette, 2 grudnia 1854, Ecrits Oblats, Listy 11, str 253-254.
  17. List do ojca Courtes, 22 lipca 1828, Ecrits Oblats, Listy 7,str 167.
  18. List do ojca Lacombe, 6 marca 1857, Ecrits Oblats, Listy 2,str 148.
  19. Rekolekcje 1-21 grudnia 1811, Ecrits Oblats 14, str 254 iModlitewnik OMI str 145-146.
  20. Modlitewnik, str 81-82.
  21. Mutuae Relationes, nr 11.
  22. Zob. KK 5,7.
  23. Redemptoris Missio, nr 92.