30 stycznia – WATYKAŃSKA BIUROKRACJA

Pewnego rana powziąłem więc decyzję. Było to 20, w wigilię świętego Tomasza. Pożyczywszy od kardynała dziekana pojazdu, przyjechałem w galo­wym […]

30 stycznia 2014
Pewnego rana powziąłem więc decyzję. Było to 20, w wigilię świętego Tomasza. Pożyczywszy od kardynała dziekana pojazdu, przyjechałem w galo­wym stroju do Watykanu. Pierwszą osobą, którą spotykam w apartamentach papieskich, jest pewien prałat, z tych, których tutaj nazywa się de mantellone, to znaczy niższego rzędu, ale który nieustannie przebywa u papieża i który służy mu jako osobisty sekretarz. Ten zacny człowiek, nieco z zawo­du gburowaty, radzi mi, abym zawrócił z drogi, ponieważ w tym dniu nie mógłbym się widzieć z Jego Świątobliwością i mówi mi, że nie mogłem wy­brać gorszego dnia, że odbędzie się ostatnia w tym roku audiencja, że tłum­nie przyjdą kardynałowie, ministrowie i ja wiem, kto jeszcze? A zatem, że trzeba odłożyć moją wizytę na pierwsze dni w nowym roku. Trochę mu się przypochlebiłem i ugodowo powiedział mi, żebym przyszedł w drugi dzień Bożego Narodzenia, później — w wigilię i wreszcie nazajutrz tego dnia, w którym się znajdowaliśmy. To wszystko mi nie pasowało. Zrozumiałem potem, że sądząc, iż chciałem wejść do papieża dzięki jego pośrednictwu, nie widział możliwości wprowadzenia mnie w owym dniu. Mylił się. W ogóle nie zamierzałem wchodzić tylnymi drzwiami. W czasie, gdy ten drogi człowiek zniknął, nadchodzi Msgr Barberini, do którego zwracam się, przedstawiając mu swoją sytuację i trochę mu wyrzucając, że przez swoje zapomnienie sprawił mi kłopot. Nieco zakłopotany łagodną wymówką, któ­rą uznawał za słuszną, poprosił mnie, abym wszedł do salonu i jako prałat albo szlachcic wszedłem bez ceremonii aż do apartamentu, który znajduje się przed gabinetem papieskim, gdzie kardynałowie, biskupi i inni prałaci oraz ministrowie czekają na swoją kolejkę, aby wejść do Ojca Świętego.

List do Henryka Tempier, 25.12.1825, w: EO I, t. VI, nr 213.

W swoim osobistym dzienniku Eugeniusz był surrowszy w swoim sądzie wobec prałata Barberini, który obiecał mu, że zajmnie się audiencją dla niego, ale o tym zapomniał:

Jednak prałat, prefekt domu, nie zadał sobie trudności, aby mnie o tym powiadomić, jak to zostało ustalone z biskupem d’Isoard. Kiedy widzę tego dobrego prefekta, prałata Barberini, nie jestem zaskoczony jego obojetnością. To nic nie warta osoba, więcej nie mam prawa o nim pomysleć, co nie przeszkadza, aby był dobrym kapłanem. Spostrzegłszy, że o mnie zapominano i nie mogąc dłużej zwlekać z udaniem się do Jego Świątobliwości nie zasługując zarzuty, powiedziałem mu szczerze, że przyszedłem bez innego powiadomienia, że prosiłem tego prałata, aby zechciał uprzedzić Ojca Świętego, i że byłem w jego przedpokoju od chwili gdy przechodzili ministrowie.

Dziennik rzymski, 16.12.1825, w:EO I, t. XVII.

Lud Bożey pragnie pasterze a nie kaplanów, którzy postepują jak biurokraci lub rządowi funkcjonariusze. Papież Franciszek