28 marca – DŁUGO BĘDĄ PAMIĘTAĆ OŻYWIAJACE MNIE UCZUCIA I DRZEMIACĄ WE MNIE ENERGIĘ, ABY ODPIERAĆ SŁABE ARGUMENTY

Eugeniuszu, w tym świętym, lubię odkrywać na wskroś ludzką osobę, z jej zaletami i wadami. Co więcej, niezależnie jak niedoskonała […]

28 marca 2014

Eugeniuszu, w tym świętym, lubię odkrywać na wskroś ludzką osobę, z jej zaletami i wadami. Co więcej, niezależnie jak niedoskonała była by ta osoba, był w stanie znaleźć Boga i nawiązać z nim głęboką i wspaniałomyślną relację we wszystkich sprawach. Dzisiejszy tekst w całości pochodzi z jego osobistego dziennika z podróży do Rzymu. W tym tekście widoczne są jego gwałtowne prowansalskie uczucia i jego wrażliwość. Uczestniczył w dorocznej mszy (wraz z nim i rojaliści) odprawianej w rocznicę ścięcia Ludwika XIV w 1793 roku. Nie tylko był wzruszony nabożeństwem, ale pod koniec mszy ogarnęło go uczucie niezadowolenia.

Po mojej mszy, przeniosłem się do kościoła świętego Ludwika Francuskiego, aby tam uczestniczyć w nabożeństwie w intencji Ludwika XIV… To nabożeństwo już lichsze być nie mogło; nie było ani przemówienia, ani odczytania testamentu, ani muzyki. Aby nam wynagrodzić, dobry superior bardzo uroczyście zaśpiewał prefację za zmarłych na ton wielkanocny i bożonarodzeniowy.

Wówczas udał sie do kościoła świętej Agnieszki na Placu Navonna, który znajduje się w miejscu jej męczeństwa, w domu publicznym.

Nie bardziej byłem zadowolony z nawiedzenia kościoła świetej Agnieszki. Było zbyt późno, abym mógł podziwiać wspaniałość budowli, widziałem je jeszcze nieco jaśniej dzięki świecom zapalonym w podziemiach, gdzie zeszliśmy po adoracji Boga w górnym kościele. Nigdy, moim zdaniem, bardziej wstrętnej i godnej napiętnowania pobożności. Tradycja głosi, że podziemia są domem publicznym, gdzie została wydana święta Agnieszka. Najpierw wcale w to nie wierzę, to miejsce jest okropne i upodabnia się do celi niż do tego rodzaju pomieszczenia. Ale to nieistotne, oczekuje się, abyście za wszelką cenę byli przekonani, że tak własnie jest i abyście o tym nie zapomnieli, pierwszą rzeczą, jaką zauważycie schodząc po schodach jest piękny napis, który już musiał nas tak bardzo zbudować podczas odmawiania brewiarza: « ingressa Agnes turpitudinis locum » [wejście Agnieszki na to miejsce bezeceństwa]. Miałem pokusę zawrócić z drogi, tak bardzo myśl o wejściu « in loco turpitudinis » napełniła mnie odrazą. Ale nie, trzeba było budować się aż do końca.

W pierwszej kaplicy po lewej, wchodząc do tego zakazanego miejsca na ołtarzu, w miejscu obrazu, znajduje się płaskorzeźba, która na pierwszy rzut oka wydawała mi się być bardzo dobrze zrobiona. Powiedziałem na pierwszy rzut oka, ponieważ w jednym momencie odwróciłem się od tego ohydztwa. Płaskorzeźba przedstawia świętą całkowicie nagą, mającą jedynie włosy za ubranie pomiędzy dwoma żołnierzami, którzy prowadzą ją gdzie i aby co robić? Historia a raczej tradycja mówią o tym wystarczająco.

Nadal nie mogę powstrzymać mego oburzenia, a dwaj łazarzyści, którzy tego wieczoru zechcieli poprzeć tę nikczemność, będą pamiętać o tym, co może wzbudzić we mnie uczucie i z jaką energią potrafię odrzucić błędne racje, ktore ma się odwagę przytaczać w tak skandalicznej sprawie.

Zanim wszedłem, do tego świętego miejca przyszedł budować się także nowicjat benedyktynów i nie wiem jakie kolegium dla duchowieństwa weszło tam po mnie. Zarówno mistrz nowicjuszów jak i rektor kolegium zasługiwaliby na to, aby trzymać ich napomnieć, a potem zawiesić na urzędzie, aby dać im czas na nauczenie się ich zawodu.

Dziennik rzymski, 21.01.1826, w:EO I, t. XVII.

Mów, kiedy jesteś zagniewany, a wygłosisz najlepsze przemówienie, którego ciągle bedziesz żałował. Ambrose Bierce