23 czerwca

EUGENIUSZ I HISTORIA FRANCJI: OJCIEC ŚWIĘTY NIE MÓGŁ NUŻYĆ SIĘ SPOGLĄDAJĄC, BŁOGOSŁAWIĄC I PŁACZĄC. Zobaczyliśmy, że papież został uwolniony, a […]

23 czerwca 2017

EUGENIUSZ I HISTORIA FRANCJI: OJCIEC ŚWIĘTY NIE MÓGŁ NUŻYĆ SIĘ SPOGLĄDAJĄC, BŁOGOSŁAWIĄC I PŁACZĄC.

Zobaczyliśmy, że papież został uwolniony, a mieszkańcy Aix dobrowolnie nie posłuchali poleceń Napoleona i zebrali się poza miastem, aby go zobaczyć przejeżdżającego. Wśród nich był także Eugeniusz. W czasach prześladowań był to niebezpieczny gest, dlatego Eugeniusz w swoim liście zmienił tożsamość i podał się za kobietę, która napisała to orędzie. List jest bardzo długi, ale wyraża ducha wzruszenia, jakie ogarnęło Eugeniusza, gdy po raz pierwszy spotkał papieża:

Czuję się dobrze poza raną na pięcie, którą mam dlatego, że towarzyszyłem powozowi Ojca Świętego. Chwyciłem się drzwiczek, które jak wiesz są bardzo blisko koła, ale to nic, jestem zbyt szczęśliwa, że mogłam tak długo zachować to miejsce, nawet gdyby mnie to miało więcej kosztować.

W poniedziałek 7 o godzinie ósmej rano zostaliśmy powiadomieni, że Ojciec Święty będzie przejeżdżał w południe. Ta wiadomość rozeszła się od razu, natychmiast zamknięto sklepiki, a ludzie pobiegli pomimo wiatru, który w tym dniu był nad wyraz porywisty. Prowokował, nie powiem, że tylko opasłe [grosses gaguis wyrażenie określające korpulentne dziewczynki lub kobiety] takie jak my, ale najmłodsze i najdelikatniejsze przyjaciółki, które w nieładzie z resztą mieszkańców pobiegły poza miasto, gdzie miał przejeżdżać Ojciec święty.

Ci, którzy wydali polecenie, aby jeśli to możliwe nie zatrzymywał się ani nie przejeżdżał przez żadne duże miasto, widocznie nie pomyśleli, że mieszkańcy oczywiście z niego wyjdą. Tak więc za murami nie pozostał nikt oprócz konających.

Jak tylko Ojciec święty się pojawił, podniesiono jeden okrzyk: Niech żyje papież! Niech żyje święty! Skakano do uprzęży koni, zatrzymywano powóz następnie bardziej kierowano końmi i powozem niż im towarzyszono. Było bardzo wielu ludzi, bez ścisku, zachwyt, uczucie miłości, szacunku, jakie wyrażano z całą żywiołowością właściwą temperamentowi ludności tak bardzo malowały się na wszystkich twarzach, że Ojciec Święty nie nużył się spoglądając, błogosławiąc i płacząc.

Przecisnęłam się przez tłum, dotarłam aż do drzwiczek, których nie puściłam aż do zmiany koni przewidzianej poza miastem. Moja matka chrzestna, którą spotkałeś w Grenoble, była w tym samym miejscu co ja; zgubiła tam swój trzewik, oni pozostali na polu walki, a my wróciliśmy do siebie. Wyobraź sobie widok tego powozu, który przewoził najdroższą osobę na ziemi, przechodzącą pomiędzy piętnastoma lub dwudziestoma tysiącami osób, które nie przestawały wznosić najbardziej godnych miłości okrzyków dotykających serce dobrego Ojca, to było wzruszające.

List do pani Ginod*, 10.02.1814. (Paryż, Arch. de la Sainte-Enfance), dokumenty Forbin-Janson.

*Pani Ginod wydaje się być fikcyjnym adresatem, pod którym skrywa się sam Forbin-Janson.