Alfons Mańka, urodził się 21 października 1917 r. w Lisowicach k. Lublińca. Jego ojcem był Piotr Mańka, a matką Karolina z domu Sojka. Alfons miał dziesięcioro rodzeństwa. Jego starszy brat Piotr wstąpił do Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Alfons był ochrzczony w kościele parafialnym w Lubecku, 28 października 1917 r. W rodzinie Mańków panował duch głęboko religijny. Odmawiano wspólnie różaniec, regularnie uczęszczano na Msze św. do Lubecka i pielgrzymowano do pobliskich sanktuariów maryjnych w Częstochowie i w Piekarach Śląskich.  Źródłem ich utrzymania była praca na gospodarstwie i pensja ojca Piotra, który pracował na kolei. Działo się to w czasach politycznie niespokojnych. Ziemia lubliniecka była, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w roku 1918,  dotknięta przygranicznymi niepokojami. Powstania śląskie i plebiscyt, przyczyniły się ostatecznie do przydzielenia Lublińca i okolic, państwu polskiemu.

Alfons uczęszczał do szkoły powszechnej w Lisowicach a następnie do gimnazjum w Lublińcu. Tu też w Lublińcu wstąpił do Małego Seminarium prowadzonego przez nowo przybyłych do Polski – Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Naukę w oblackim junioracie ukończył w roku 1937. Następnie rozpoczął nowicjat w Markowicach na Kujawach. Jego wychowawcą w Lublińcu i mistrzem nowicjatu w Markowicach był bł. o. Józef Cebula OMI. Pierwsze śluby zakonne złożył 8 września 1938 r. Pierwszy rok filozofii ukończył w scholastykacie, w Krobi.

Z powodu nadchodzącej wojny odesłano go wraz z innymi klerykami z Krobi do Markowic. Tu zastaje go II wojna światowa. 4 września 1939 r. wraz ze współbraćmi odnawia swoje śluby zakonnego przed o. Józefem Cebulą OMI.

Z rozkazu gestapo z Inowrocławia, cała wspólnota oblacka została objęta aresztem domowym. W uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP, 8 grudnia 1939, niemiecki zarządca Markowic rozkazuje oblatom burzyć przydrożne kapliczki i figury Matki Bożej. Alfons wraz ze współbraćmi, odmawia wykonania tego haniebnego rozkazu. Odmowa wiązała się z konsekwencją ciężkiego pobicia a nawet śmierci. Ale sprawa zakończyła nie nieoczekiwanie. Oblaci zostają, w dniu Niepokalanej, zwolnieni z pracy. Nazwano to „cudem Niepokalanej”.

2 maja 1940 r. Alfons pisze z Markowic list do matki i rodzeństwa, akcentując w nim ufne posłuszeństwo woli Bożej. Pociesza matkę i rodzeństwo po śmierci męża i ojca Piotra Mańki, który zginął w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie.

Czas formacji zakonnej jest dla Alfonsa okresem duchowego rozwoju. Od 10 września 1937 do 21 kwietnia 1939 r. sporządza swoje osobiste, duchowe notatki, które tworzą zbiór siedmiu zeszytów. Opisuje w nich pracę nad sobą w dążeniu do świętości. Zapiski Alfonsa są świadectwem jego heroicznej postawy w nabywaniu cnót i głębokiego zjednoczenia z Jezusem, którego pragnie „kochać do szaleństwa”.

4 maja 1940 r., w grupie piętnastu nowicjuszy i kleryków Alfons Mańka, zostaje deportowany z Markowic do obozu przejściowego w Szczeglinie k. Mogilna. Tam okrutnie pobity, po kilku dniach zostaje odtransportowany z grupą 800 więźniów, do obozu koncentracyjnego w Dachau gdzie odbywa trzymiesięczną kwarantannę. Następnie w transporcie 1500 więźniów zostaje wysłany do najcięższego obozu koncentracyjnego, kategorii III, Mauthausen – Gusen. Tu pracuje w kamieniołomie. Mordercza praca, ciągłe bicie, głód, nienawiść oprawców, wszystko to stawało się dla niego bolesną agonią.

Wraz z pozostałymi klerykami, 8 września 1940 r. odnawia swoje śluby zakonne przed o. Szczepanem Całujkiem OMI. Ma to miejsce obok budującego się krematorium, w którym za 5 miesięcy spłonie jego ciało – całopalna ofiara, oblacja.

W III Niedzielę Adwentu, pod przewodnictwem Alfonsa, klerycy i nowcjusze modlą się tekstami Mszy św. Następnie Alfons wygłasza do swych współbraci egzortę o pełnieniu woli Bożej, czym bardzo podbudowuje współbraci – współwięźniów. Wlewa w nich nadzieję na przetrwanie obozu. Jako najstarszy z kleryków otacza opieką swoich młodszych współbraci. Sam wyniszczony do ostatka, dostaje się do rewiru gdzie swoją uduchowioną postawą budzi życzliwość wśród pielęgniarzy. Nie buntuje się, nikogo nie oskarża, wciąż się modli zachowując wewnętrzne skupienie. W ostatnim dniu swego życia otrzymał łaskę spowiedzi św.

Swoją czystą duszę oddał Bogu 22 stycznia 1941 r. w 23 roku życia, w 2 roku konsekracji zakonnej. A oto jedno ze świadectw:

Umarł, jak żył – święcie. Wycieńczony głodem, wśród bicia i strasznych męczarni, nie wypowiadając słowa skargi. Na ustach jego była nieprzerwana modlitwa. Zawsze był skupiony. Widzieliśmy go po śmierci. Był to szkielet z anielską pogodą na twarzy.

Ciało Alfonsa Mańki, zostało spalone 28 stycznia 1941 r. w nowo otwartym krematorium obozu w Gusen. Imienna urna z jego prochami znajduje się na cmentarzu w Steyr. Całopalna ofiara – oblacja, dokonała się. To co zapisywał w swoim “Dzienniczku” w czasie nowicjatu i pierwszego roku seminarium, wykonało się poprzez długotrwałe cierpienie i męczeńską śmierci w opinii świętości. Wyznawca stał się męczennikiem. Pragnienie Alfonsa, upodobnienia się do Jezusa i zjednoczenia z Nim, dokonało się.

Jego krótkie życie rozbłysło duchowym pięknem i boleśnie zgasło a raczej dalej promieniuje miłością do Jezusa i wiernością powołaniu. Nieprzerwana pamięć o nim trwa w gronie rodziny, parafii i przyjaciół a także pośród oblatów MN. Znalazł miejsce w książkach, w artykułach prasowych, audycjach radiowych, w świadectwach współbraci obozowców, na stronach internetowych a nade wszystko możemy go spotkać i poznać w “Dzienniczku”.

Wszystkie zapiski Alfonsa przetrwały zawieruchę wojenną i znalazły bezpieczne miejsce w jego domu rodzinnym, w Lisowicach. Zeszyty nie tylko były ze czcią przechowywane jako cenna pamiątka po synu i bracie, ale stanowiły duchową lekturę dla całej rodziny. Dziś korzysta z nich już czwarte pokolenie.

Ból matki Alfonsa, która utraciła w obozach koncentracyjnych zarówno męża jak i syna kazał jej pokryć te bolesne wydarzeniach całunem milczenia. Dopiero trzecie pokolenie, wolne od traumatycznych doświadczeń wojny, postanowiło upublicznić zapiski Alfonsa. Ukazuje się w nich postać młodzieńca przenikniętego duchem Bożym. Mądrze oceniającego drogę swojego powołania jako pójście za Jezusem poprzez solidną pracę nad sobą. Miał jasno określony cel:

Chcę stać się świętym, niech mnie to kosztuje ile chce.

A do klasztoru nie przyszedł po to, aby „siedzieć z założonymi rękami ale, żeby dźwigać krzyż za Jezusem”. Zapiski Alfonsa stały się ogólnie dostępne w roku 2017, dzięki książce: „Dzienniczek duchowy. Recapitulatio diei”, (Wydawnictwo św. Macieja Apostoła, Lubliniec 2017).

Alfons Mańka, nie zmarnował ani dnia ze swego krótkiego życia. Był autentyczny na każdym etapie. W szkole był pilnym uczniem, w nowicjacie wzorowym nowicjuszem, w obozie koncentracyjnym męczennikiem. Nie było mu dane zostać kapłanem, jak tego pragnął „na wzór Najświętszego Serca Jezusowego!”, nie został wielkim misjonarzem „na wzór serca naszego założyciela Eugeniusza de Mazenod!” Ale był tym kim chciał go mieć Bóg. Swoim wiernym aż do śmierci cierpiącym sługą i świadkiem. W swym krótkim życiu pełnił wolę Boga i kochał Jezusa „do szaleństwa”.

 

Jak wynika z jego duchowych zapisków zaprzyjaźnił się ze swoimi rówieśnikami: św. Teresą od Dzieciątka Jezus i św. Stanisławem Kostką. Alfons należy do grona przyjaciół św. Tereski, którzy dotarli do Jezusa „małą drogą”. Nie miał czasu by metodą prób i błędów, poprzez długie życie, piąć się do doskonałości. Miał jedną, krótką szansę, dojrzeć do męczeństwa w młodzieńczym wieku, w ramach formacji zakonnej, w nowicjacie i pierwszym roku seminarium. „Życie, jesteś chwilą” napisała św. Tereska. On tę chwilę wykorzystał. Przyświecało mu pragnienie zostania świętym. Zaufał swojemu ojcu duchownemu i swoim wychowawcom, a wśród nich był bł. o. Józefowi Cebuli OMI. Alfons wyprzedził go w męczeńskiej śmierci, a bł. o. Józef wyprzedził go w wyniesieniu na ołtarz. Święci  wychowują świętych. To ważny dowód na działanie łaski Bożej w Kościele.

W osobistych rzeczach Alfonsa znaleziono kartkę z napisem „Będę Bogu wierny aż do śmierci”. Współbrat i naoczny świadek jego życia i męczeństwa, o. Józef Pielorz OMI, zaświadczył, że „Alfons Mańka, obok bł. o. Józefa Cebuli OMI, byłby dobrym kandydatem na ołtarze”.

(pg/L. Osiecki OMI)