Poproszono mnie, abym na drugim spotkaniu oblatów Prowincji francuskiej zajmujących się duszpasterstwem młodzieży, sprecyzował, z jakimi propozycjami wiary Eugeniusz wychodził do młodych, których spotykał.

Zanim odpowiem na to pytanie, konieczne jest, abym zwrócił uwagę na dwa fakty:

Po pierwsze, weźmy pod uwagę, że zmieniły się czasy, zmienił się Kościół, zmienił się świat i zmieniła się młodzież. Każde studium na temat, co Eugeniusz proponował młodym, zdałoby się na nic a nawet mogłoby być niebezpieczne, gdyby opierało się na chęci zrobienia czegoś dokładnie tak samo jak on. Nie chodzi o to, by go naśladować, lecz aby zrozumieć zarówno jego osobę a także jego pasje i sprawy, na które kładł akcent, a następnie skonfrontować je z tym, co nas ożywia, co jego ożywiało we wspólnej trosce o młodzież.

Po drugie, pamiętajmy, że nie posiadamy żadnej katechezy, żadnego kazania Eugeniusza de Mazenod. Nawet tekst kazania z kościoła świętej Magdaleny jest jedynie zbiorem notatek, dziś powiedzielibyśmy małych fiszek, nie znamy dokładnie treści, jaką skierował do służących. Dzięki świadectwu Suzanne, Albini i Guibert wiemy, że nasz Założyciel nigdy nie wygłosił kazań, które wcześniej napisał, często improwizował, w zależności od okoliczności.

Wierność osobom bardziej niż zasadom

Wydaje mi się, że na początku koniecznie muszę powiedzieć o tym, co już zobaczyliśmy w kilku momentach życia i w duchowości Założyciela, o czym zresztą już wspominaliśmy przy wielu innych okazjach, a mianowicie, że Eugeniusz de Mazenod był zdolny wznieść się ponad zasady wówczas, gdy spotykał się z ludźmi. Gdy w Aix zakładał Stowarzyszenie Młodzieży, nie wychodził z innymi propozycjami wiary, ale podjął już wcześniej wykorzystywane w innych miejscach, a zwłaszcza w Paryżu. Typowy program dnia, który zamierzał zaproponować był dość nabity:

Gdy wybija 7.00, zaczynamy krótką lekturę, aby mieć czas na zebranie się. Następnie odmawiamy oficjum ku czci Świętej Dziewicy, potem wygłaszam ponad godzinne pouczenie. Po pouczeniu są laudesy, w czasie których ubieram się, aby odprawić Mszę świętą. Po Mszy małe oficjum ku czci Świętej Dziewicy, które kończy nasze poranne ćwiczenia. Zanim powrócimy do miasta, gdzie zwykle docieramy na sumę, jemy obiad. Po kolacji, po nieszporach jest katecheza dla tych, którzy najbardziej jej potrzebują.

Tak wielka ilość ćwiczeń duchowych może nas przestraszyć, ale nie oburzajmy się. Gdy tylko spotkał młodzież błąkającą się po Cours Mirabeau, gdy zgromadził ich w małej rodzinnej posiadłości w Enclos, program uległ całkowitej zmianie:

Dziś, aby nas zapoznać z krajowymi zwyczajami, ksiądz dyrektor poczęstował młodzież kasztanami i ciepłym winem. Rozeszliśmy się dopiero o godzinie 8.00.

(pixabay)

W ten sam sposób będzie postępował jako biskup. Zabawy nie wchodziły w skład programu katechetycznego, ale wówczas, gdy życie konkretnych osób krzyżowało się z jego ścieżkami, gdy młodzi zapraszali go do wspólnej gry, nie wahał się tracić czasu. W ten sposób, bez wahania, odpowiadał na zaproszenie wielu młodych z niższego seminarium:

Poszedłem, aby zobaczyć, jak puszczają balon. Zostałem zaproszony przez klasę fizyków. Nieszczęsny sznur spowodował katastrofę. W chwili gdy balon wznosił się do góry, sznurek go przerwał, koziołkował, został rzucony na wysięgnik i pękł. Młodzi cieszyli się i wznosili gromkie okrzyki radości i podskakiwali.

Wyobraźmy sobie prepozyta kapituły kanoników, który towarzyszył mu podczas wizytacji w Château-Gombert, bowiem biskup postanowił przedłużyć swój pobyt, aby razem z młodymi, którzy go zaprosili, przez część wioski przejechać na dwukołówce. Napisał:

Widziałem oczywiście, że będzie padało. Ale czym jest niewielki deszcz w porównaniu ze szczęściem tych dzieci… Grupa była liczna i wesoła, było nas około 30 małych i dużych.

Wzmianki o młodych nie mogło zabraknąć w jego sprawozdaniu. Liczyli się bardziej niż wszystkie zasady a priori. Uwaga, wierność osobom, to pierwsze głoszenie Ewangelii.

Szacunek dla każdej osoby

Raz określiwszy swe przywiązanie do osób bardziej niż do zasad, fundamentalną postawą Eugeniusza de Mazenod względem młodzieży był jego szacunek dla każdego z nich, naśladował Chrystusa, który darzył ich szacunkiem. Dawał temu wyraz nie tyle przez swe przemowy i homilie, ale przede wszystkim poprzez swe podejście – okazywał im szacunek.

Wielokrotnie pisał, że “każdy z nich został przeznaczony do chwały, ponieważ Chrystus za każdego przelał swoją Krew” – napisał w marcu 1816 roku, gdy zmarł młody Alfons de Saboulin. W 1821 roku te słowa umieścił w statucie Dzieła Gwiazda, które zajmowało się opuszczoną młodzieżą z dzielnicy Panier w Marsylii, a także w regulaminie Dzieła świętego Piotra w okowach, które opieką otaczało młodych osadzonych w więzieniu.

(pixabay)

Począwszy od 25 kwietnia 1813 roku, gdy powstało Stowarzyszenie Młodzieży, pokazał, że każdy ma swą wartość w oczach Boga. Wśród 7 członków – założycieli odnajdujemy dwa znane nazwiska z Aix (syna przewodniczącego de la Boulie i syna markiza de Foresta), syna burżuazji, syna handlowca, syna drobnego rzemieślnika i dwoje dzieci niezamężnych matek. Do każdego z nich zwracał się przez pan, chociaż w ten sposób nikt nie odważył się nazwać młodych z niższych warstw społecznych. Później markiz d’Artalan rzucił oskarżenie, że ksiądz de Mazenod zamierza zgromadzić męty młodzieży, zwrócił się do wszystkich: “ci, którzy mają najlepszą przyszłość, pozostawili ich na pastwę losu”. Ufał każdemu z nich, a rozdzielanie odpowiedzialności w grupie odbywało się według zdolności, a nie według pozycji społecznej.

Tak samo postąpił w Marsylii, gdy zakładał dzieło dla młodych więźniów, naciskał na ojca Albiniego, aby pracował z młodymi Włochami, a ojca Dassy zachęcał, aby poświęcił się pracy z młodzieżą głuchoniemą i niewidomą.

To zdanie: “Oni są cenni w oczach Boga”, to swoiste wyznanie wiary. Wiara w człowieka, wiara w każdego młodego, taki jaki jest, wiara w Jezusa Chrystusa, który z miłości umarł za każdego. Z naśladowania Chrystusa przebywającego z ubogimi i grzesznikami, czerpał owo bezgraniczne zaufanie. Biskup Bausset de Roquefort, jeszcze jako biskup Vannes, był zupełnie zaskoczony taką postawą. 8 października 1815 roku w wieczór bierzmowania napisał w swoim dzienniku:

Ksiądz de Mazenod darzy młodych bezgranicznym zaufaniem i obdarza ich wielką ojcowską miłością.

Głoszenie Jezusa Chrystusa

Powtarzam, że nie posiadamy kazań Eugeniusza de Mazenoda. Jednak wszystkie dostępne źródła pokazują nam, że kładł akcent na głoszenie Jezusa Chrystusa. W przedmowie do Statutu Stowarzyszenia Młodzieży Chrześcijańskiej imię Jezusa Chrystusa pojawia się przynajmniej 11 razy. Gdy odprawiał Mszę dziękczynną za swe uzdrowienie, przypisywane modlitwom młodzieży, która w kościele świętej Magdaleny modliła się za wstawiennictwem Matki Bożej Łaskawej, zgromadził ich u stóp krzyża, chcąc ukazać, że choć Maryja wstawiała się, to jednak Chrystus wysłuchał modlitwy:

Wszystkich członków stowarzyszenia zwołałem do kościoła świętej Magdaleny, aby uczestniczyli we Mszy, którą miałem odprawić przy ołtarzu krzyża. Przed rozpoczęciem skierowałem do nich kilka słów, które podyktowało mi moje serce.

Młody biskup Marsylii kładł nacisk wyłącznie na głoszenie młodym Jezusa Chrystusa. Podczas gdy w wielu kazaniach mówiło się o piekle, on głosił miłość Chrystusa, Syna Bożego, który przyjął ludzkie ciało:

Wizytacja w Caillols… Byłem bardzo zadowolony z uwagi, z jaką dzieci słuchały mego pouczenia… Ach, jakże źle musiano ich pouczać! Jest bardziej niż pewne, że nikt nie postarał się, aby w ich duszach wzbudzić uczucia, na które są wrażliwe. Uczono ich suchej litery katechizmu, wyjaśnianego albo lepiej albo gorzej, ale nie postarano się, aby odczuły dobroć Boga, nieskończoną miłość naszego Pana Jezusa Chrystusa do ludzi. Skąd więc to się bierze, że jeszcze dziś widziałem, jak wiele znaczących osób płakało podczas ceremonii? Nie posługiwałem się słowami strachu, wręcz przeciwnie. Czule mówiłem o niezmierzonej dobroci Boga i Naszego Pana do nas… Te dzieci doskonale mnie rozumiały, było widać, że wniknęły w uczucia, które wyrażałem.

Od początku pasterskiej posługi zabiegał o ogłoszenie w diecezji nowego katechizmu, skupionego przede wszystkim na głoszeniu Jezusa Chrystusa. Tak też było w 1849 roku.

Katechizm jest po to, aby Jezus Chrystus coraz bardziej formował się w tych dzieciach, stosownie do tego, jak będą wzrastać w poznaniu naszego Zbawiciela… Chodzi o to, aby lud chrześcijański poznał Jezusa Chrystusa, Jego naukę, aby posługując się prostym językiem, pouczyć ich, jak poznać, pokochać i służyć dobremu Bogu, który nas odkupił swoją Krwią i tak czule nas kocha.

To ostatnie zdanie jest esencją propozycji wiary, jakie Eugeniusz proponował młodzieży i polecał kapłanom, aby wprowadzali je w życie: Jezus Chrystus, którego trzeba poznać i pokochać, Jezus Chrystus, który za nas przelał swoją Krew, Jezus Chrystus, który jest Bogiem dobrym, Jezus Chrystus, który gorąco nas kocha.

Bóg obecny w codziennym życiu młodych

Aby zrozumieć oryginalność tej propozycji Eugeniusza de Mazenod, trzeba wspomnieć, że w jego czasach nie wygasły jeszcze prądy jansenistyczne. Nie tylko mówiono więcej o piekle niż o miłosierdziu, ale świat, w którym się żyło, uznawano za skorumpowany i zagubiony: świat, z którym Bóg nie może się utożsamiać. W 1858 roku podczas objawień w Lourdes osoby z wyższych warstw społecznych, z proboszczem i biskupem na czele, byli zgorszeni nie z powodu objawienia się Maryi, ale dlatego że Maryja ukazała się w grocie, gdzie pasły się świnie, w świńskiej grocie. “Nawet jeśli Maryja objawiła się naprawdę, to nie mogła ukazać się w tym miejscu” – powiedział komisarz Jacomet.

W tym kontekście Eugeniusz de Mazenod stwierdził, że Chrystus, który pewnego dnia wszedł w historię naszego świata, ciągle się nim interesuje i ciągle jest w nim obecny. Starał się to ukazać, kładąc nacisk na realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Dla niego nie była to zwykła pobożność. Chodzi o wyznanie wiary: Bóg ciągłe jest obecny dzisiaj, w takim świecie, jakim jest, pomiędzy takimi ludźmi, jacy są.

Od momentu założenia stowarzyszenia starał się o pozwolenie na przechowywanie Najświętszego Sakramentu tam, gdzie gromadzili się młodzi. To pozwolenie zostało mu udzielone, choć nie obyło się bez trudności, bowiem władze diecezjalne uznały, że rzeczą niesłychaną jest, aby Najświętszy Sakrament przechowywać w wiejskiej posiadłości w Enclos czy też w byłych stajniach hotelu Valbelle:

Księża, dostojni Wikariusze, pozwolili księdzu dyrektorowi umieścić i przechowywać Najświętszy Sakrament w kaplicy Stowarzyszenia (w rzeczywistości jedna z dawnych stajni była jednocześnie kaplicą, salą spotkań, jadalnią i salą zabaw). Podziwu godna łaska, jakiej Nasz Pan zechciał udzielić członkom Stowarzyszenia, została przyjęta z największą wdzięcznością. To uczucie rzeczywiście uwidoczniło się w największym wzruszeniu, gdy ksiądz dyrektor wyjaśniał im ogromne korzyści, kierując do nich kilka słów… Począwszy od tego dnia przynajmniej trzech członków Stowarzyszenia ciągle będzie adorować Najświętszy Sakrament w niedzielę i w czwartek, gdy kaplica nie będzie zajęta przez całe Stowarzyszenie. Będą się zmieniać co pół godziny.

Tę samą zachętę kieruje do młodych ze Stowarzyszenia Gwiazda z placu Lenche w Marsylii, do zagubionych dziewczyn, żyjących na ulicy Refuge w dzielnicy Panier lub do młodych więźniów z Dzieła Świętego Piotra w okowach.

Stwierdzenie, że Chrystus jest nie tylko obecny w kościele w tabernakulum, ale także jest rzeczywiście obecny na ziemi, wśród młodzieży, która może się zwracać do Niego tak, jak niegdyś czynili to mieszkańcy Palestyny. Chrystus jest ciągle obecny w świecie naznaczonym grzechem. Adoracja eucharystyczna jest środkiem pozwalającym przeżywać Jego obecność i stawać przed Jego obliczem.

Żyć wiarą w świecie

W kontekście prądów jansenistycznych nie zapominajmy, że świat uchodził za dolinę łez, którą należy jak najszybciej porzucić, aby dostać się do nieba. Myśląc w ten sposób, wszystko, co w mniejszym lub większym stopniu odnosi się do ciała, jest złe. Najpewniejszą drogą do zbawienia jest doskonała wstrzemięźliwość wyrażona w życiu zakonnym lub kapłaństwie. Małżeństwo w ogóle nie jest brane pod uwagę.

Eugeniusz de Mazenod sprzeciwiał się takiemu ujęciu. Już w 1808 i 1809 roku pisał do swojej siostry Eugenii, która wyszła za markiza de Boisgelina: zarówno małżeństwo jak i kapłaństwo są dogami prowadzącymi do uświęcenia:

Małżeństwo jest święte, nie może być więc przeszkodą w dążeniu do świętości, a wszystko, na co starano się powoływać w tej materii, jest zupełnie fałszywe.

Z pewnością ucieszył się, gdy młodzi Marcou, Honorat i Guibert postanowili wstąpić do Misjonarzy Prowansji. Ale ucieszył się także, gdy młodzi Chappuis, Tavernier czy Eugeniusz de Boisgelin zamierzali zawrzeć małżeństwo. Cieszył się, że mógł przewodniczyć uroczystościom zaślubin, utrzymywał kontakty z rodzinami i z radością udzielał chrztu ich dzieciom.

Często naciskał, aby młodzi wzrastali w człowieczeństwie i osiągnęli szczęście zarówno w życiu materialnym jak i duchowym. W Aix starał się uczyć młodych żołnierzy, którzy nie umieli ani czytać, ani pisać, aby wykształcenie otrzymali mali Sabaudczycy. W Marsylii rozwijał dzieła, aby młodzi wychodzący z więzienia, dziewczyny ze wsi, które przybyły do miasta w celu poszukiwani pracy i zarobku, sieroty i ofiary epidemii mogli się uczyć i zdobyć zawód. W tym celu sprowadzał zakonny: siostry nadziei, siostry św. Jozefa, braci marianistów a także zakładał inne, takie jak siostry od epidemii cholery i braci św. Piotra w okowach.

(pixabay)

Każdego roku wspomnienie świętego Alojzego Gonzagi, którego wybrał na patrona dzieł młodzieżowych, stawało się okazją do przypomnienia, że Bogu nie jest obojętne szczęśliwe życie młodzieży, w każdym jego aspekcie:

Ksiądz dyrektor przypomniał im, że Bóg oczekuje od nich gorliwości w nauce i w pracy.

W równie jasny sposób wyraził się podczas pogrzebu młodego Alfonsa de Saboulina:

Zarówno w okresie dzieciństwa jak i w młodości, w świecie czy też w zaciszu rodzinnego domu, podczas nauki, a także w czasie pracy i odpoczynku możecie służyć Bogu i zbliżać się do Niego.

W tym samym stylu napisał do oficera armii cesarskiej Emanuela Gaultiera de Claubry czy też do Adriana Chappuisa, który zamierzał zrobić karierę w prefekturze. Aleksander Tavernier wspominał o tym, co powiedział mu Eugeniusz w momencie rozpoczęcia studiów:

Stawaj się człowiekiem szanującym wasze obowiązki, stawaj się gorliwym chrześcijaninem, stawaj się świętym.

Być odpowiedzialnym za innych

Ostatni element propozycji wiary, jaki Eugeniusz ukazał młodym, nie wynikał z tego, co pisał lub o czy mówił, ale ze sposobu organizacji Stowarzyszenia Młodzieży.

Od pierwszych miesięcy rozdzielał obowiązki, a najstarszych wzywał do odpowiedzialności (Dziennik z 15 lutego 1815 roku) ustanawiając dygnitarzy i zelatorów (Dziennik z 10 lipca 1814 roku), urzędy, które mogą nas dzisiaj śmieszyć Najstarszym chciał pokazać, że są odpowiedzialni za najmłodszych. Młodzi tym samym są zaproszeni do wzajemnej pomocy i wzrostu. To przekonanie ujawniało się również wtedy, gdy był zmuszony wyrzucić tych, którzy nie respektowali reguł grupy, moralnego kontraktu, który ich łączył między sobą. Każde wydalenie, a także każde przyjęcie, odbywało się przy udziale całej grupy, była to decyzja zbiorowa i angażująca każdego członka. Gdy młody stawał się złym przykładem, jego towarzysze, zelatorzy byli wezwani, aby udać się do niego, upomnieć go i postarać się sprowadzić na właściwą drogę. Wydalenie Aleksandra Pontiera, o którym obszernie wspomniał 6 sierpnia 1818 roku w Dzienniku, i w znamienny sposób podkreślił wagę troski, jaką jedni mają okazywać drugim. Jego uchybienia były o tyle bardziej skandaliczne, że Stowarzyszenie zleciło mu troskę o najmłodszych.

Podsumowanie

Kończąc, chciałbym przywołać dwa fakty, które powracają w Dzienniku Stowarzyszenia Młodzieży, i jak się zdaje, mogą nam pomóc, aby za wzorem świętego Eugeniusza także wyjść do młodych wyjść z propozycją wiary.

Po pierwsze: waga, jaką przywiązywał do przyrzeczeń chrzcielnych. 2 lutego 1814 roku, odnawiając przyrzeczenia chrzcielne, 7 członków zebranych przez księdza de Mazenoda, przyjęło statut stowarzyszenia. Gdy do stowarzyszenia wstępowali nowi członkowie, czynili podobnie. Ta praktyka była cechą charakterystyczną grupy w wielu momentach życia. Tak więc Eugeniusz nie proponował im niczego więcej, jak tylko chrzcielne wyznanie wiary.

Po drugie: wprowadzenie do grupy obrzędu umywania nóg w Wielki Czwartek. Wiemy, jaką uwagę Eugeniusz przywiązywał do tego gestu zarówno wśród oblatów (list do ojca Courtès z 27 marca 1823 roku), jak i w diecezji (wielkopostny list pasterski z 1846 roku). Zadziwiające jest, że ten zwyczaj wprowadził do Stowarzyszenia Młodzieży. W ten sposób wyraził realność wcielenia Chrystusa i głębię jego miłości.

(cathopic)

Na zakończenie przytoczę zdanie Eugeniusza de Mazenod przekazane przez Aleksandra Taverniera, które wypowiedział podczas homilii z okazji wspomnienia św. Alojzego Gonzagi 21 czerwca 1819 roku:

Ksiądz de Mazenod mówił nam o naszym Panu, Jezusie Chrystusie, ukazując Go nam jako naszego Zbawiciela, Mistrza, którego uczniami powinniśmy się stawać, jako naszego słodkiego Przyjaciela.

Każde słowo podkreśla, że to propozycja a nie nakaz. Chrystus został ukazany jako Zbawiciel, którego Eugeniusz de Mazenod osobiście spotkał, i pragnął, aby do takiego spotkania doszli także młodzi. Chrystus został ukazany jako Mistrz, to znaczy jako pedagog, przewodnik na każdy dzień życia. Chrystus został wreszcie ukazany jako Przyjaciel, u którego każdy młody może znaleźć ukojenie.

Aleksander Tavernier dodaje:

Ksiądz dyrektor mówił z takim przekonaniem i wzruszeniem, że nie mogliśmy powstrzymać się od łez.

Znamienne jest, że płakano, gdy rozpoczynała się ta romantyczna era.

 

o.Bernard Dullier OMI

Paryż, 10 marca 2002 r.

 

(pg/tł. R. Tyczyński OMI)