Upalny dzień, przypiekające słońce, pot lejący się z czoła, wyboista droga pełna powulkanicznego pyłu i kamieni, pomarańcze gaszące pragnienie swym sokiem i święty Eugeniusz de Mazenod… co to wszystko ma ze sobą wspólnego? To lato było inne niż wszystkie dotychczasowe. Zamiast letniej sielanki większość ludzi przeżywała lęk przed zarażeniem się koronawirusem. I nam towarzyszyły pewne obawy, jednak mimo wszystko razem z Gosią postanowiłyśmy wyruszyć na wakacyjną wyprawę do Neapolu.

Poza ciekawością nieznanego nam miejsca, towarzyszyło nam pragnienie chodzenia śladami św. Eugeniusza de Mazenoda i pobycia w miejscach, gdzie On bywał jako młody chłopak.

Również Jego czasy nie były łatwe. W Neapolu nie przebywał z własnego wyboru, lecz uciekając przed Rewolucją Francuską, razem ze swoją rodziną, bezskutecznie szukał tam schronienia. Po rocznym pobycie w Neapolu musiał przesiedlić się dalej na południe, aż do Palermo na Sycylii. Ten rok w Neapolu nie był dla młodego Eugeniusza zbyt ciekawy. Jak sam pisze w swoim dzienniku, umierał z nudów. To co wzbudziło w Nim choć trochę emocji to właśnie wyprawa na wulkan Wezuwiusz, czy zwiedzanie Pompei i Herkulanum.

Będąc w Neapolu, nie mogłyśmy więc nie odbyć niemalże pielgrzymki śladami ojca charyzmatu oblackiego. Nie omieszkałyśmy na tę wulkaniczną eksplorację zabrać ze sobą pomarańczy, a to dlatego, że również Eugeniusz zdobywając ten szczyt miał je ze sobą w kieszeni i gdy doskwierał mu upał i pragnienie, konsumował je, jak pisze w dzienniku, leżąc na powulkanicznym popiele. Ale dlaczego cała ta wyprawa do Neapolu, kilkakrotne nieudane próby wejścia do ciągle zamkniętego w dobie koronawirusa kościoła Santa Maria in Portico, w którym modlił się i spowiadał św. Eugeniusz czy właśnie to zdobywanie Wezuwiusza?

Być może dla kogoś wchodzenie na Wezuwiusza z pomarańczami jest bez sensu. Dlaczego nie zabrać butelki wody lub wyciśniętego soku z pomarańczy i czegoś do przekąszenia na szybko? Może się wydawać, że coś tu nie pasuje… Tak samo może się wydawać, że charyzmat oblacki pasuje jedynie do życia w klasztorze, do zakonników w habitach, poważnych misjonarzy i że charyzmat ten nie nadaje się do życia świeckiego, nie jest z nim do twarzy ludziom żyjącym w świecie. A może jednak warto spróbować ruszyć z pomarańczami na Wezuwiusza i sprawdzić, jak smakuje ich sok na szczycie, w promieniach słońca przecinających wydobywające się z wnętrzności wulkanu siarkowe opary? Może warto spróbować żyć charyzmatem, który zostawił nam św. Eugeniusz, skoro pociąga nas do tego pragnienie serca, rozum podpowiada, że się da, a w Konstytucjach i Regułach znajduje się zapis, że charyzmat oblacki jest darem dla całego Kościoła, a więc nie jest zarezerwowany tylko dla wąskiego grona panów w czerni z krzyżem za pasem, z całym szacunkiem i sympatią dla oblatów? Może warto spróbować smaku charyzmatu oblackiego przeżywanego w świecie?

Św. Eugeniusz zakładając swoje zgromadzenie miał jasną wizję jego posłannictwa. Tą misję zostawił zapisaną w pierwszym rozdziale Konstytucji i Reguł. Czy misja, którą poczuł Eugeniusz może stać się także naszą misją, skoro pozostajemy w świecie?

Założyciel w Konstytucjach i Regułach mówi nam, że posłannictwem oblatów jest iść za Jezusem Chrystusem po to, by Go głębiej poznać, by się z Nim utożsamić, by pozwolić, by w nas żył, by być jak On posłusznymi Ojcu, by być tak jak On bezinteresownym darem z siebie oraz by z Nim współpracować. Czyż nie jest to posłannictwo uniwersalne? Będąc chrześcijanami i angażując się na poważnie w relację z Jezusem, do tych właśnie celów dążymy i stają się pragnieniem naszych serc. Dla św. Eugeniusza bardzo ważne było, by to posłannictwo realizowało się w apostolskiej wspólnocie, tak jak robił to Jezus ze swoimi uczniami. Chodzi więc o to, by mieć świadomość obecności Jezusa pośród nas, we wspólnocie Kościoła oraz, by w tej wspólnocie (jakiejś konkretnej wspólnocie parafialnej, ogólnie w parafii, lub pojmując Kościół jeszcze szerzej, jako wspólnotę wszystkich wierzących) budować dobre, serdeczne, bliskie relacje między sobą. Chodzi o jedność z Jezusem i o jedność pomiędzy członkami wspólnoty. Również i to wydaje się być wezwaniem dla nas świeckich, którzy jesteśmy zanurzeni w sieci wielu różnych relacji czy to w rodzinie, czy to w pracy, czy to właśnie w parafii. Wszędzie, gdzie jesteśmy możemy wkładać serce pełne Jezusa w więzi z ludźmi. W kolejnym punkcie zdobywca Wezuwiusza zachęca do tego, by tą misję realizować z Jezusem Ukrzyżowanym.

Myślę, że jest nam może nawet łatwiej popatrzeć na ten cierpiący, oddalający się od Boga świat tak, jak patrzy Jezus z krzyża, bo nosimy ten świat w sobie i jesteśmy blisko ludzi.

Co przez to rozumie? Pisze, byśmy patrzeli oczyma Pana Jezusa Ukrzyżowanego, a więc byśmy widzieli ten świat przez pryzmat Miłości, z jaką Jezus oddał swoje życie na krzyżu. Zachęca również, by widzieć w ludziach cierpienie Jezusa. Nie zatrzymuje się na tym, lecz wzywa do tego, by dać ludziom poznać moc zmartwychwstania Jezusa. Myślę, że ta misja jest nam, pozostającym w świecie, szczególnie bliska. Będąc w świecie, znamy jego cierpienia, zagubienie, chaos, dezorientację… sami jesteśmy temu poddawani. Myślę, że jest nam może nawet łatwiej popatrzeć na ten cierpiący, oddalający się od Boga świat tak, jak patrzy Jezus z krzyża, bo nosimy ten świat w sobie i jesteśmy blisko ludzi. Z odrobiną uwagi możemy więc dostrzec w konkretnych osobach cierpienie samego Jezusa. Naszą misją jest dać im poznać moc zmartwychwstania – poprzez świadectwo życia, poprzez postawę, poprzez słowo nadziei i pokrzepienia, przez samą tylko obecność i towarzyszenie… robiąc “to mało”, które możemy zrobić i pozwalając, by to Jezusa się nami posługiwał, działał poprzez nas i zbawiał. Święty Eugeniusz zachęca, by być wśród najbardziej opuszczonych i najuboższych, jednak patrzy na temat ubóstwa bardzo szeroko. Ubodzy to dla Niego ci, którym brakuje czegoś materialnie, ale to przede wszystkim ci, którzy nie znają Jezusa i pogrążeni są w beznadziei. I tutaj otwiera się dla świeckich szerokie pole działania.

Nam zdecydowanie bliżej jest do osób, które pozostają poza Kościołem, które być może przyjęły chrzest, bierzmowanie, ale z rożnych powodów odeszły od wiary, zwątpiły w Boga lub straciły zaufanie do Kościoła. Jestem pewna, że każdy z nas ma takie osoby w środowisku rodzinnym, w pracy, wśród przyjaciół i znajomych. Charyzmat oblacki wzywa nas do tego, by pośród tych ludzi być, by im nieść Dobrą Nowinę, nieść Nadzieję Zbawienia, czyli nieść im Jezusa. Dla ojca charyzmatu oblackiego ważne jest, by to wszystko działo się w Kościele, to znaczy w jedności z pasterzami oraz we wzajemnej współpracy tych, którzy trudzą się dla Ewangelii. Myślę, że to dla nas wyzwanie. Bo czyż my świeccy żyjący charyzmatem oblackim nie trudzimy się dla Ewangelii? Trudzimy się, tylko w trochę inny, dostosowany do naszych warunków życia sposób niż oblaci. Wyznaniem dla nas wszystkich – świeckich, konsekrowanych, oblatów, oblatek jest poszukiwanie dróg współpracy oraz dążenie do otwartego dialogu, wzajemnego poszanowania i zrozumienia. Myślę, że wyzwaniem dla nas wszystkich jest budowanie otwartej, szeroko rozumianej rodziny oblackiej, w której każdy odnajdzie swe miejsce.

Nam zdecydowanie bliżej jest do osób, które pozostają poza Kościołem, które być może przyjęły chrzest, bierzmowanie, ale z rożnych powodów odeszły od wiary, zwątpiły w Boga lub straciły zaufanie do Kościoła. Jestem pewna, że każdy z nas ma takie osoby w środowisku rodzinnym, w pracy, wśród przyjaciół i znajomych.

Święty Eugeniusz idzie w tym punkcie o krok dalej, bo zachęca do budowania jedności ze wszystkimi ludźmi, niezależnie od wyznania.

Kolejnym tematem, który porusza w Konstytucjach Eugeniusz to wezwanie oblatów do przepowiadania Słowa, po to by pobudzić ludzi do wiary lub ich wiarę ożywić oraz po to, by pomóc ludziom odkryć „kim jest Chrystus”. Nasza misja może polegać rzeczywiście na ewangelizowaniu słowem, jednak myślę, że częściej polega ona na świadczeniu życiem. My nie mamy habitów, ale naszym habitem, czyli strojem codziennym może stać się postawa upodabniania się do Jezusa we wszystkim. Wierzę, że poprzez nasz sposób przyjmowania, traktowania, patrzenia, obchodzenia się z ludźmi, sposób rozmowy, podejście do pracy, do obowiązków jesteśmy w stanie pobudzać wiarę w ludziach i dawać im poznać kim jest Jezus.

My nie mamy habitów, ale naszym habitem, czyli strojem codziennym może stać się postawa upodabniania się do Jezusa we wszystkim.

Dalej Założyciel nawołuje, by misję tę podejmować z odwagą, pokornie i ufnie. Z odwagą, bo tego wymaga szukanie i otwierania nowych dróg ewangelizacji. Z pokorą, ponieważ jesteśmy ludźmi słabymi. Lecz ufnie, bo moc pochodzi od Boga. Oblaci mają być prorokami nowego świata, czyli w tym świecie mają głosić wyzwalającą obecność Jezusa. Mają „słyszeć i przyczyniać się, by inni też usłyszeli głos ludzi bez głosu, ich wołanie do Boga, który władców strąca z tronu, a wywyższa pokornych”. Pozostając w świecie, pośród ludzkich, nieraz pełnych cierpienia spraw może mieliśmy kiedyś okazję usłyszeć sercem taki niemy krzyk… człowieka, którego spotkała niesprawiedliwość, człowieka zdradzonego, opuszczonego, skrzywdzonego przez najbliższych, wykorzystanego, zranionego wewnętrznie, oszukanego lub cierpiącego na ciężką chorobę, niepełnosprawnego… Eugeniusz wzywa, by mieć na to wszystko wrażliwe serce i by wszędzie tam być prorokiem Nowego Świata, Prorokiem Królestwa Jezusa. Któż jak nie my, którzy pośród tych spraw żyjemy?

Wierzę, że Maryja może być dla nas świeckich szczególnie bliska, a to dlatego, że sama była świecka.

W ostatnim punkcie Eugeniusz poleca swoim uczniom, by swoje posłannictwo realizowali z Maryją Niepokalaną, nazywając Ją „pokorną służebnicą poświęconą osobie i misji Jezusa”. Wierzę, że Maryja może być dla nas świeckich szczególnie bliska, a to dlatego, że sama była świecka. Pozostawała w świecie i to w świecie była pierwszą misjonarką, bo jako pierwsza roznosiła Jezusa, chociażby biegnąc przez góry do Elżbiety. W świecie też była można powiedzieć pierwszą oblatką, bo jako pierwsza poświęciła się całkowicie Jezusowi, uczyniła bezinteresowny dar z całej siebie, by Jezus mógł zaistnieć. Maryja jest więc świetnym przykładem dla nas, jak być misjonarką i oblatką w świecie i przykładem tego, jak to zrobić by przez nasze świeckie życie, mógł zaistnieć Jezus –  czyli w rzeczy samej jak ewangelizować! I myślę, że nie tylko jest Ona przykładem, ale i towarzyszką naszej drogi.

Nasza wyprawa na Wezuwiusza może i była męcząca, a pomarańcze ciążyły w kieszeniach i w plecaku, jednak widoki w głąb krateru oraz na morze i na panoramę Neapolu były zapierające dech w piersiach, a pomarańcze i wyciskany z nich wprost do ust sok, smakowały przepysznie. Zgodnie uznajemy z Gosią, że warto było się pomęczyć.

Życie charyzmatem oblackim w świecie może wiązać się z jakimiś uciążliwościami, wysiłkiem i niezrozumieniem, nawet ze strony samych oblatów, jednak daje mi najpiękniejsze widoki – widoki na Niebo i najlepszy smak – smak spełnienia w sercu. Wierzę, że dla mnie i dla wielu innych osób, pozostających w świecie, który przecież jest dobry, bo stworzony przez Boga, właśnie ten charyzmat oblacki jest dobrą, chcianą przez Boga drogą, prowadzącą do zbawienia siebie i mogącą pociągnąć do zbawienia innych ludzi. Oby tak było!

PS. Jeśli jesteś dorosłą osobą świecką i jesteś zainteresowany charyzmatem oblackim lub może już w jakimś stopniu nim żyjesz, napisz do nas! Możemy się wymienić doświadczeniami, wzajemnie pomóc sobie w formacji, budować prawdziwą rodzinę oblacką.

Katarzyna Szendzielorz

Kontakt do autorki: KLIKNIJ

 

(pg)