Kto z nas nigdy nie czuł się marnotrawnym synem? W zasadzie, za każdym razem, kiedy klękamy do kratek konfesjonału, możemy popatrzeć na siebie jak na zagubione dziecko Boga, które wraca, poranione, brudne, bose, zniszczone grzechem, ale przecież jeszcze żyjące… Jak marnotrawny syn, zdążyliśmy powrócić z krainy śmierci…

Trudniej nam się czuć jak syn starszy, choć może o wiele częściej bliżej nam do niego, niż do młodego buntownika… Ale… no właśnie… Ale ile razy mogę się przyłapać na buncie, że mi tak wiele w życiu brakuje, a inni to wszystko mają… szczególnie ci źle żyjący… a ja? Staram się przecież, żyję przykazaniami, chodzę do kościoła, nie jem mięsa w piątek, różaniec odmawiam i co? A to z pracą krucho, a to jakaś choroba, a to jakieś inne nieszczęście… ciągle coś… i bunt w sercu… bunt starszego brata… jemu, temu złemu to wszystko dałeś, a mi nic…

A przypowieść jest nie tyle o synach, co o Ojcu…

„Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny.”

Dorastam, ciągle dorastam Panie do tego, żeby stawać się ojcem… takim jak Ty…

Bo przecież i synowie z przypowieści, choć na zawsze są synami, mieli ojcami zostać dla swoich dzieci…

Co znaczy być ojcem?

To tak jak miłosierny ojciec dać dziecku wolność, nie trzymać w „złotej klatce” i pozwolić odejść… ale też nigdy nie przestać czekać i wypatrywać jego powrotu, wierząc, że nad nim też czuwa najlepszy Ojciec… Ojciec, któremu jeszcze bardziej niż mi, zależy na powrocie kochanego dziecka do domu… zależy Mu bardziej i zna wszystkie jego kroki, chociażby przechodził przez najciemniejszą dolinę, to nigdy z niego nie zrezygnuje i choć ode mnie daleko, to może w ostatniej godzinie, gdy sił zostanie na jeden krok, ostatni skierowany w stronę domu, to przyjmie dziecko do Siebie…

Co znaczy być ojcem?

To cierpliwie tłumaczyć… dać swój czas, a nie pędzić szybko mijając wszystkich, którzy wolniejsi ode mnie i zostawiać ich w tyle… Dać czas zatrzymać się, skupić na tym dziecku, które stawiasz mi Boże na drodze mojego „wyścigu”… na dziecku zbuntowanym i nierozumiejącym, co się dzieje… zatrzymać się i posłuchać… serca, które krzyczy o miłość i nie może jej znaleźć, choć ona tak blisko… dać czas, uważność, cierpliwość i miłość, która wszystko zwycięży, bo najważniejsza… i uczyć, kochać swoją miłością…

Zawsze będę Boże Twoim dzieckiem, czasami zagubionym, lub zbuntowanym, a oby jak najczęściej mieszkającym w Twoim domu, ale pomóż mi Pani jeszcze bardziej stawać się ojcem… Takim jakim Ty jesteś… Amen.


Marcin Szwarc OMI – misjonarz ludowy (rekolekcjonista), należy do wspólnoty zakonnej w Kodniu.

 

(pg)