Oblaci na Madagaskarze na początku roku 2010 szukali nowej placówki misyjnej w diecezji, w której jeszcze ich nie było. Było kilka propozycji od biskupów z Ambatondrazaka, Antsiranany, Port-Berger i Morondawy. Kierując się charyzmatem św. Eugeniusza wybrano diecezję Morondawa, która jest uboga i ciągle potrzebuje misjonarzy.

Ordynariusz diecezji, bp Marie-Fabien, powiedział do o. Marka Ochlaka, ówczesnego przełożonego oblatów:

Słyszałem, że oblaci są od misji najtrudniejszych? Takich właśnie misjonarzy potrzebuję do mojej diecezji.

I stało się. 25 listopada 2012 r. oblatów powitał miejscowy biskup. Przybyli ojcowie: Mariusz Kasperski i Andriamanantena Riri. Od razu powierzono im organizację nowej parafii pod wezwaniem Jana Pawła II. Zgromadzenie otrzymało pusty teren (ale z błogosławieństwem biskupa!) pod budowę kościoła i tak się zaczęło.

(zdj. M. Ochlak OMI)

U Jana Pawła II

„Podzieliliśmy parafię misyjną na cztery dzielnice i zaczęliśmy odprawiać codzienne i niedzielne msze święte pod gołym niebem, przy prawie 40-stopniowym upale, który rozgrzewał również nasze serca. Na pierwszej Eucharystii otrzymaliśmy od chrześcijan owcę, kilka talerzy, widelce, łyżki i wiele kopert z pieniędzmi. Ci ubodzy ludzie dali nam cząstkę siebie i ujęli nasze misjonarskie serca” – tak opisuje początki swojej pracy na misji o. Mariusz Kasperski, pierwszy proboszcz.

Rozwój parafii był zaskakująco szybki. Już po miesiącu na niedzielnej mszy św. było ponad 200 osób, a na pierwsze Boże Narodzenie przyszło ponad 300 chrześcijan, oczywiście z przewagą dzieci. Przez kilka miesięcy msze św. były sprawowane pod prostym zadaszeniem. Dzięki życzliwości wielu dobrodziejów, 20 października 2013 r., parafia mogła się radować poświęceniem nowej świątyni. Kolejna radość to kanonizacja patrona parafii Jana Pawła II, 27 kwietnia 2014 r. Ostatnim ważnym etapem była budowa domu dla wspólnoty. Od początku istnienia parafii miejscowy biskup gościł oblatów w swoim domu. Rok po poświęceniu świątyni misjonarze przenieśli się do nowego domu, dziękując za gościnność ordynariuszowi. Parafia szybko rosła w siłę i na obecną chwilę w każdą niedzielę odprawiane są 3 msze św. Do istniejącego kościoła dobudowano dużą werandę, która pomieści ponad 100 osób. Jest wiele ruchów i grup parafialnych, które gromadzą dzieci, młodzież i dorosłych. Święty Jan Paweł II doskonale rozumie się z synami św. Eugeniusza, w tym pięknym dziele misyjnym. Już teraz trzeba pomyśleć o nowej, przestrzennej świątyni.

(zdj. M. Ochlak OMI)

Otwarcie szkół

Od początku naszej działalności w parafii spotykaliśmy ludzi, wierzących i niewierzących, którzy prosili nas o otwarcie szkoły katolickiej. Patrząc na ubogich naszej parafii mieliśmy świadomość, że najbliższa szkoła jest dość daleko, a ludzie są naprawdę biedni. Liczyli też na naszą pomoc w edukacji ich dzieci – słowa o. Riri, byłego dyrektora szkoły, odpowiadają na pytanie, czy była potrzeba utworzenia szkoły przy naszej parafii.

Obecnie szkoła imieniem św. Eugeniusza de Mazenoda liczy ponad 400 uczniów. Są dwa poziomy nauczania, podstawówka i gimnazjum. W perspektywie oblaci mają zamiar otworzyć liceum.

Misja w buszu

Befasy to mały powiat w regionie Menabe, oddalony o prawie 60 kilometrów od Morondawy, gdzieś na końcu świata. Zamieszkują te okolice dwa plemiona: Sakalava i Antandroy. Są to plemiona nomadzkie, specjalizujące się w hodowli bydła (zebu), kóz, owiec, świń i drobiu. W latach pięćdziesiątych ludzie z tego regionu zaczęli wychodzić ze swoich wiosek, aby integrować się z dużym miastem, jakim jest Morondawa. Nie było żadnej drogi, tylko ścieżki dla pieszych i zaprzęgów z bykami. Dopiero w 1975 r. Amerykanie, szukając w tym regionie ropy, przekopali drogę miedzy Morondawą a Befasy. Dzięki temu region Befasy mógł się rozwinąć. Od tego czasu Befasy było słynne z ryżowisk, uprawy orzeszków ziemnych, kukurydzy, manioku i kabaro (dużej fasoli). Jednak spoglądając na dzisiejsze czasy, od sześciu lat obserwuje się coraz mniej opadów i pojawił się wielki problem biedy i głodu. Cyklon sprzed sześciu lat naniósł piasek na ryżowiska. Pola stały się suchym klepiskiem, a rzeki suchym korytem. Na ludzi padł strach głodu. Wielu wyemigrowało z tego regionu, aby znaleźć pracę i jedzenie.

U świętej Tereski

Misja Befasy ma wspaniałą patronkę, świętą Tereskę od Dzieciątka Jezus. Kiedy o. Marek pierwszy raz odwiedził tę misję, to był załamany tym, co zastał. Jednak kiedy przed kościołem zobaczył stojącą na krzywych pustakach dużą figurę św. Tereski to miał powiedzieć:

Skoro Ty tu jesteś, to ja już nie muszę się o nic kłopotać. To miejsce jest zarezerwowane dla oblatów.

W Befasy na początku w niedzielę na liturgię przychodziło ok. 40 ludzi, w tym dziesięcioro dorosłych, reszta to dzieci. Obecnie na niedzielnej Eucharystii jest średnio około 300 osób. Parafia ma dużo ministrantów i ministrantek, ma swój chór i inne grupy. Są dwie ekipy piłkarskie. Parafia ma swoją stolarnię, która wykonuje wszystkie meble potrzebne misji. Szefem stolarni jest Leandre, utalentowany mężczyzna z niepełnosprawnością, który znalazł swoje miejsce w życiu i kieruje pięcioosobową ekipą stolarzy.

(zdj. M. Ochlak OMI)

Busz i dzieci

Na początku misja miała w buszu trzy wspólnoty chrześcijańskie: Misokitsy, Beleo, Marohetay. A dziś mamy jeszcze: Mitsinjo, Ambohibary, Ankiliabo, Kirijimbazaha i Ambato. Większość wiosek przez te cztery lata otrzymała kościół, szkołę, studnie (ważne w tym regionie, gdyż nie ma wody pitnej i ludzie chorują), dom misjonarza. Misja ma już jedno gimnazjum, dwie podstawówki i pięć gardérie (szkoły na poziomie nauki pisania, czytania i liczenia – przygotowanie do normalnej szkoły). W sumie misja Befasy obejmuje szkolnictwem około 600 dzieci. W okresie od stycznia do kwietnia misja stara się dożywiać te wszystkie dzieci przynajmniej raz lub dwa razy w tygodniu do syta – w zależności od możliwości finansowych. Mamy 23 nauczycieli, którzy jednocześnie są katechistami, zwłaszcza ci z buszu. Wszyscy nauczyciele są opłacani po części przez misję i po części przez rodziców dzieci. Mamy też ponad 160 dzieci objętych adopcją szkolną. To bardzo pomaga w funkcjonowaniu naszych szkół. Problemem jest migracja rodzin, szukających pracy i jedzenia. To zakłóca współpracę z rodzicami adopcyjnymi, których misja prosi o zrozumienie.

Chatka Medyka im. Wandy Błeńskiej

Niewystarczająca dostępność do służby zdrowia i niska jakość usług medycznych to nasza codzienność. Ubóstwo miejscowej ludności i choroby dziesiątkują Madagaskar. Z pomocą przyszła nam poznańska Fundacja „Redemptoris Misio”, która wybudowała Chatkę Medyka oraz pomogła w jej funkcjonowaniu. Otwarcie przychodni zaplanowano na 18 sierpnia 2020 r. i tak też się stało. Misja Befasy była wdzięczna, że na otwarcie przychodni przybyli przedstawiciele Fundacji. Po otwarciu, przez dwa miesiące został w przychodni pan Jacek, a pani Sara prawie przez trzy miesiące. Organizowali codzienną pracę miejscowego infirmiarza i funkcjonowanie przychodni. „Chatka Medyka” funkcjonuje swoim rytmem, pomagając miejscowej społeczności, mając za patronkę wielką misjonarkę i lekarkę dr Wandę Błeńską. Przychodzą ludzie pogryzieni przez krokodyla, często poparzone dzieci, są tradycyjne choroby – takie jak malaria, tyfoid, krwawe biegunki i wiele innych chorób. W pandemii przychodnia jest bardzo potrzebna. Na szczęście w Befasy nie zanotowano żadnego przypadku Covid-19, ale przychodnia przeprowadziła wiele szkoleń, jak bronić się przed koronawirusem. Zajęła się dystrybucją masek, środków dezynfekujących, produkcją specjalnych pojemników z wodą. Dystrykt Befasy jest jednym z nielicznych, który stawia czoło Covid-19. Zaskakujące, co Bóg jeszcze dla nas tu przygotował. Tak dużo udało się tu zdziałać, bo tak wiele serc skierowało swoją uwagę na Befasy, miejscowość na końcu świata.

 

Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg” – KLIKNIJ