Namalowała obraz Matki Bożej Jasnogórskiej do Kamerunu. “To nasza kobieta” – mówili Gidarowie

Siostra Elżbieta Grzegorzewicz pochodziła z oblackiej parafii w Poznaniu.

29 stycznia 2022

W kościele pw. św. Katarzyny w Warszawie 1 lutego 2017 roku odbył się pogrzeb s. M. Elżbiety Bogumiły Grzegorzewicz ze Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek. Mszy św. pogrzebowej przewodniczył biskup Ryszard Karpiński.

Siostra Elżbieta podczas zajęć malarskich (zdj. elzbietanki.waw.pl)

Pochodziła z oblackiej parafii

Urodziła się 6 lipca 1933 r. w Poznaniu. Rodzice wychowywali trójkę dzieci w religijnej atmosferze. Bogumiła była prezeską krucjaty eucharystycznej w swojej parafii. Podczas okupacji uczyła się prywatnie, po wojnie kontynuowała naukę w szkole. 10 lipca 1949 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety w Warszawie. Jako postulantka w latach 1949-51 uczęszczała do Państwowego Liceum Pedagogicznego w Otwocku. Formację nowicjacką rozpoczęła 15 sierpnia 1952 r. Pierwszą profesję złożyła 16 sierpnia 1953 r., a śluby wieczyste – 28 sierpnia 1958 r.

Po odbytym kursie, w grudniu 1957 r. zdała egzamin państwowy w Wydziale Zdrowia Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Gdańsku i zdobyła uprawnienia laboranta medycznego ze specjalnością w zakresie fizykoterapii. W 1958 r. ukończyła 3-letnie kursy malarstwa i rysunku prof. Bolesława Kuźmińskiego w Warszawie. Egzamin maturalny złożyła w 1959 r. w Korespondencyjnym Liceum Ogólnokształcącym w Warszawie.

W latach 1953-69 pracowała w przychodni przyszpitalnej szpitala przy ul. Goszczyńskiego na oddziale fizykoterapii. W 1969 r. rozpoczęła studia z historii sztuki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracę magisterską pt. „Władysław Czachórski” napisała pod kierunkiem prof. dr. hab. Andrzeja Ryszkiewicza, recenzentem był prof. dr hab. Jacek Woźniakowski. Tytuł magistra historii sztuki uzyskała 14 grudnia 1974 r.

W 1975 r. podjęła pracę w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej, gdzie pracowała do chwili wyboru na przełożoną prowincji warszawskiej zgromadzenia w 1982 r. Urząd ten pełniła przez dwie kadencje, tj. do 1994 r. Po zakończeniu tej posługi została skierowana do domu zakonnego w Warszawie przy ul. Kolbaczewskiej, gdzie była przełożoną w latach 2000-03. W 2006 r. została przeniesiona do domu zakonnego przy ul. Mierosławskiego.

Siostra M. Elżbieta pozostawiła po sobie wiele dzieł sztuki. Namalowany przez nią obraz Matki Bożej Częstochowskiej poświęcił Prymas Tysiąclecia – kard. Stefan Wyszyński i ofiarował zakonom męskim 7 marca 1963 r. Pierwsze nawiedzenie kopii tego obrazu miało miejsce w latach 1963-66 i było formą przygotowania wspólnot zakonnych do Millennium Chrztu Polski. Druga peregrynacja obrazu w klasztorach męskich rozpoczęła się 16 października 2013 r. i dobiegła końca w 2017 roku. S. M. Elżbieta malowała obrazy Matki Bożej Częstochowskiej na prośbę wielu misjonarzy, którzy zabierali je ze sobą, gdy wyjeżdżali z posługą misyjną.

Peregrynacja ikony jasnogórskiej po wspólnotach zakonnych w Polsce (zdj. dursztyn-spisz.pl)

W grudniu 1980 r. s. M. Elżbieta wykonała kopię obrazu Serca Jezusowego z Domu Macierzystego w Nysie. Obraz umieszczono w kaplicy św. Józefa we Wrocławiu.

Ponadto pozostawiła piękne witraże wykonane w wielu domach zakonnych, m.in. w domu generalnym w Rzymie, w domu prowincjalnym w Warszawie, w domu formacyjnym w Zalesiu Górnym, w Jerozolimie, w kaplicy Sióstr Franciszkanek w Międzylesiu; obrazy i malowidła ścienne wykonane w kaplicy na Górze Oliwnej, w kaplicy przy ul. Kolbaczewskiej, na fasadzie domu we Wrocławiu i w innych miejscach. W latach 1962-82 tworzyła dekoracje żłóbka i grobu Pańskiego w kościele Ojców Dominikanów na Służewie. W marcu 1982 r. została odznaczona przez Ministra Kultury i Sztuki srebrną odznaką „Za opiekę nad zabytkami”.

Dedykacja bł. kard. Stefana Wyszyńskiego na odwrocie peregrynującego obrazu

Siostra M. Elżbieta żyła cicho i spokojnie. Odeszła do Pana po wieczną nagrodę 29 stycznia 2017 r. Zawsze uśmiechnięta, cierpliwa i pogodna, skromna i chętna do pomocy innym pozostawiła piękne świadectwo życia i posługi elżbietańskiej.

W homilii podczas Mszy św. pogrzebowej bp Ryszard Karpiński podzielił się wspomnieniami o śp. Siostrze Elżbiecie, zwłaszcza z czasu jej studiów w Lublinie i z pobytów w Rzymie. Podkreślał jej ogromną pokorę, zawierzenie Panu Bogu, odwagę w podejmowaniu nowych zadań oraz wielki talent malarski i otwartość na drugiego człowieka. Trumna z ciałem s. M. Elżbiety spoczęła w grobowcu Sióstr Elżbietanek na miejscowym cmentarzu. Dziękujemy Siostrze Elżbiecie za piękne świadectwo jej życia ofiarowanego Panu. Niech odpoczywa w pokoju wiecznym!

Kamerun Północny. Być dla ludzi na różne sposoby [MISYJNE DROGI]

Społeczność Gidarów stanowi jedność przyrody, Stwórcy, złych duchów i człowieka. To tu, wśród gór, na półpustyni i w sawannie, głoszą Ewangelię polscy oblaci, grając czasem w piłkę nożną. Jest z nimi Madonna Częstochowska.

Jasnogórska Pani w Figuil

Od niedawna, bo dopiero od kilkunastu lat, chrześcijanie w Kamerunie Północnym mają także piękne sanktuarium Matki Bożej w Figuil (wcześniej, bo od 1970 r. była to zwykła misja), do którego pielgrzymują całymi rodzinami. W głównej kaplicy nowego kościoła, zbudowanego w stylu afrykańskim, obok tabernakulum, umieszczono obraz Matki Bożej przywieziony z Polski. Namalowała go s. Elżbieta Grzegorzewicz, elżbietanka pochodząca z oblackiej parafii w Poznaniu. Wielu ludziom wydawało się dziwne, że importowaliśmy do Kamerunu obraz z Polski. A jednak nasz obraz Czarnej Madonny z dwiema rysami na policzku od samego początku cieszył się wśród Gidarów wielką czcią. Często zastanawialiśmy się, dlaczego tak jest i dlaczego zwłaszcza kobiety proszą Boga o łaski za Jej wstawiennictwem. Wiadomo, jak trudno jasno wytłumaczyć więzy łączące nas z Matką Bożą, ale pewnego razu byłem świadkiem wydarzenia, które mi to wyjaśniło. Usłyszałem, jak pewna starsza Gidarka, patrząc na ten obraz, wypowiedziała słowa: „To nasza kobieta!”. Byłem trochę zdziwiony, słysząc z jej ust takie określenie i zapytałem, dlaczego tak powiedziała. Dowiedziałem się wtedy o wielu wydarzeniach z historii Gidarów. Okazało się, że ten obraz przywołuje wiele bolesnych wspomnień. Kobieta, wskazując na rysy znajdujące się na policzku Czarnej Madonny, spytała: „Czy też chciano ją ukraść, tak jak nasze dziewczynki?”. Zrozumiałem wtedy, że Gidarom bardzo często w przeszłości wykradano dziewczynki i dlatego rodzice wypalali im dwie rysy na policzku. Oszpecali je i dzięki temu dziewczynki otrzymywały znak przynależności do swego plemienia, a nawet konkretnego klanu. Były przez to rzadziej porywane. To właśnie te dwie rysy na policzku Czarnej Madonny sprawiają, że ten obraz jest tak bliski Gidarom. Pozwala im bowiem rozpoznać „swoją kobietę” i wskazuje drogę ku Jej Synowi, Jezusowi Chrystusowi.

(pg/Niedziela/Misyjne Drogi/rw)