Niespokojne jest serce Boga, dopóki nie spocznie w człowieku

Kilka słów o Bożym Miłosierdziu...

4 października 2022

Miłosierdzie Boga… Czym właściwie jest? Chyba większość z nas kojarzy je z jednym momentem w naszym życiu. Kiedy popełnimy grzechy i idziemy do spowiedzi. Wtedy mówimy, że Bóg okazał nam swoje miłosierdzie. Ale nie do końca jest to prawda…

Kilka uściśleń

Ojciec Święty Franciszek w fenomenalnej książce, wywiadzie-rzece: „Miłosierdzie to imię Boga” mówi, że od odpuszczania naszych grzechów wcale nie jest Boże Miłosierdzie… Od odpuszczania naszych win jest Boże przebaczenie. To nie czysta i wyrachowana semantyka. Miłosierdzie Boga to coś znacznie głębszego, to Jego imię, to sposób w jaki patrzy na człowieka…

Kiedyś Pan Jezus miał pojawić się św. Faustynie, która właśnie robiła na drutach. Apostołka Miłosierdzia Bożego miała wtedy popatrzeć na Jezusa i z iskrą w oku powiedzieć:

„Panie Jezu, jedno oczko, jedna dusza do nieba… Jedno oczko, jedna dusza do nieba…” Jezus miał wtedy spojrzeć na nią poważnie i zapytać: „Faustyno, czy ty nie przesadzasz?”, a po chwili rozchmurzyć się i dodać: „Odkryłaś największą tajemnicę mojego serca”.

To nie jest tak, że dopiero w przyjściu Jezusa Bóg okazał się miłosierny, też nie jest prawdą, że wraz z „Dzienniczkiem” siostry Faustyny Kościół odkrył, wcześniej nieodkrytą, prawdę o Bożym Miłosierdziu. Święta ta tylko i aż przypomniała tę prawdę, która, jak się okazuje, jest fundamentalna dla Objawienia. Cały Bóg jest miłosierny – Ojciec jest miłosierny, Syn jest miłosierny i Duch jest miłosierny. Cała Biblia, od pierwszych słów księgi rodzaju aż po Apokalipsę św. Jana, utkana jest Bożym Miłosierdziem. Spójrzmy zatem na Pierwsze Przymierze.

Hesed

Stary Testament, mówiąc o Miłosierdziu Boga, charakteryzuje je najczęściej dwoma terminami hebrajskimi: hesed i rachamim.

Czym jest „hesed”. To rodzaj miłości małżeńskiej, ale takiej, w której jedna ze stron notorycznie zdradza współmałżonka, zadaje jej ból, czyni to niemal z premedytacją. Osoba zdradzana pozostaje jednak niewzruszenie wierna. Dlatego w księdze proroka Ozeasza, Bóg mówi:

„Pokochaj jeszcze raz kobietę,

która innego kocha, łamiąc wiarę małżeńską”.

Tak miłuje Pan synów Izraela,

choć się do bogów obcych zwracają (Oz 3,1)

Hesed Boga. Często mówimy o miłości do Boga, a przecież, gdy się kogoś kocha, nie ogranicza się tylko do obowiązków, które niechętnie spełniamy. Tutaj też mocno zderzamy się z tłumaczeniem: „Ja nie mam żadnych grzechów – nikogo nie zabiłem, nie okradłem”. W relacji z Bogiem nie chodzi bowiem tylko o grzech. Czy kiedykolwiek spytałeś się Go na modlitwie: „Co ja dziś mogę zrobić dla Ciebie, tak po prostu – dla Ciebie, żeby uradować Twoje serce?” Jakże często ranimy Jego miłość, kiedy brakuje nam czasu choćby na krótką z Nim rozmowę… Kiedy tak trudno nam przepościć jeden dzień w tygodniu, jako wyraz naszej wdzięczności, że On oddał za nas to, co miał najcenniejszego – swoje życie… Kiedy nie idziemy na Mszę św., bo nam się zwyczajnie nie chce, albo udajemy się na to spotkanie jak niewolnicy, którzy przychodzą niemalże spłacić godzinny haracz z całego tygodnia swojego życia. Jakże to musi ranić Jego serce…

On pozostaje niewzruszenie wierny swojej miłości do nas – hesed.

Rachamim

Jeszcze bardziej ciekawym terminem jest słowo „rachamim”, które pochodzi od terminu, określającego łono kobiety. Miejsce, gdzie każdy z nas czuł się bezpieczny pod sercem matki i bezwarunkowo kochany. Dziecko nie jest w stanie wtedy zaskarbiać sobie miłości matki, jest kochane przez sam fakt swego istnienia. Na miłość Boga nie można zasłużyć – ona jest pierwsza oraz bezwarunkowa.

(pixabay)

Ale „rachamim” oznacza także specyficzny ból każdej matki, która widząc cierpienie swojego dziecka, jego złe decyzje – które z pewnością nie przyniosą mu szczęścia – wtedy matka doświadcza bólu na kształt ognia, który zaczyna ją wewnętrznie palić. Rozpala ją tęsknotą i pragnieniem ratowania swojego dziecka.

Spójrzmy na księgę Rodzaju. Bóg patrzy na plecy pierwszych rodziców, którzy odchodzą po zerwaniu owocu z drzewa poznania – a w zasadzie decydowania o tym, co jest dobre, a co złe, bowiem taki jest sens hebrajskich słów w tym fragmencie Biblii. Bóg wiedział, że ten wybór nie przyniesie im dobra, że ich tylko pokaleczy. Nie mógł im tego zabronić, bo stałby się tyranem, a nie ojcem. Stał i patrzył na plecy naszych pierwszych rodziców, którzy odchodzili, a Jego wnętrze rozpalało się tęsknotą za człowiekiem. To bardzo mocny i sugestywny obraz.

Popatrzmy, co dzieje się dalej… Posyła proroków, zawiera kolejne przymierza, ufając, że się opamiętamy, że do Niego wrócimy. Wierzył, że doświadczenie poranienia grzechem będzie dla nas tak dramatyczne i bolesne, że zaczniemy znów dobro i zło wartościować tak, jak On. Dla naszego bezpieczeństwa. Ale my jak zwykle tę wyciągniętą dłoń Boga odtrącaliśmy.

„Adamie, gdzie jesteś?”

W końcu, w swojej niesamowitej tęsknocie za człowiekiem, oddał życie swojego jedynego Syna.

Oddać życie jedynego dziecka: córki, syna – za życie sąsiada, który zionie nienawiścią, który czyha na życie, rzuca kłody pod nogi. Nikt z ludzi tego by nie zrobił. Dlatego Jego Miłosierdzie jest dla nas nielogiczne, wymyka się spod naszej ludzkiej rachuby.

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony (J 3,16-17)

Bóg kocha ten świat, Bóg kocha człowieka. Te słowa, które są sercem Dobrej Nowiny, to oścień dla tych, którzy chcieliby, by On wszystko zniszczył. Nie.

Czy Miłosierdzie Boga jest sprzeczne z Bożą sprawiedliwością?

Joshua Abraham Heschel, jeden z moich ulubionych autorów, postawił tezę, że najważniejsze pytanie, które spina klamrą całą Biblię, padło już na jej początku… „Adamie, gdzie jesteś?” I taki jest Jezus… zawsze idzie, szukać tego, co zaginęło… idzie aż po krzyż, a nawet dalej, stępując do piekieł, by wyciągnąć z Szeolu Adama – jak pisze pięknie nieznany autor w homilii na Wielką Sobotę (brewiarzowa Godzina Czytań). Przekracza też granicę śmierci, Zmartwychwstając.

(skan obrazka prymicyjnego autora)

Chrystus, który stał się „pięknym banitą”, który udaje się na każde peryferie życia człowieka – idzie do prostytutek, trędowatych, celników, grzeszników… Aby ich ratować… Aby ratować nas…

Jakże cię mogę porzucić (…),

i jak opuścić ciebie (…)?

Moje serce na to się wzdryga

i rozpalają się moje wnętrzności (Oz 11,8b)

To właśnie „rachamim”.

Co ciekawe, kiedy weźmiemy do rąk Dobrą Nowinę, spisaną według św. Łukasza – która słusznie nazywana jest Ewangelią Bożego Miłosierdzia, praktycznie w każdym miejscu, gdzie w języku polskim znajduje się sformułowanie: Jezus wzruszył się, ulitował się – w języku greckim pojawia się termin „splagidzomai”. To bardzo plastyczny zwrot, który tłumaczy się: poruszyły się Jego wnętrzności aż do jelit. Jest to niejako odpowiednik hebrajskiego „rachamim”.

Niespokojne jest serce Boga…

Wszyscy znamy słynne stwierdzenie św. Augustyna, który mówi: „Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”. Każdy z nas ma podobne doświadczenie, mniejsze, czy większe. Patrząc na Miłosierdzie Boga, chciałbym na koniec odwrócić optykę powyższej prawdy: Niespokojne jest też serce Boga, dopóki nie spocznie w człowieku. Wielu świętych usłyszało od Jezusa, że Zbawiciel lubi przebywać, a nawet odpoczywać w ich sercu. Święto Bożego Miłosierdzia jest szansą odpowiedzi na wielką tęsknotę Boga za sercem człowieka.


Paweł Gomulak OMI – misjonarz ludowy (rekolekcjonista), ustanowiony przez papieża Franciszka Misjonarzem Miłosierdzia. Studiował teologię biblijną na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Opolskiego. Koordynator Medialny Polskiej Prowincji, odpowiedzialny za kontakt z mediami i obecność oblatów w mass-mediach. Pasjonat słowa Bożego, w przepowiadaniu lubi sięgać do Pisma Świętego i tradycji biblijnej. Należy do domu zakonnego w Lublińcu na Śląsku.