Z listów św. Eugeniusza

9 stycznia 2026

9 stycznia 2026

Delikatnie wyrzuciłem mu, że zapomniał o mojej prośbie

W końcu nadszedł dzień, w którym Eugeniusz udał się do Watykanu na spotkanie z papieżem, ale nie obyło się bez pewnych trudności, ponieważ osoba odpowiedzialna za organizację spotkania zapomniała o prośbie Eugeniusza:

Kiedy zobaczyłem tego dobrego zwierzchnika lokajów, ks. bp. Barberiniego, nie byłem zdziwiony jego beztroską: to nic niewarty człowiek, więcej nie można o nim pomyśleć; co nie przeszkadza w byciu dobrym kapłanem. Widząc, że o mnie zapomniał, szczerze mu powiedziałem, a nie mogąc już dłużej odkładać udania się do Jego Świątobliwości bez narażenia się na zarzuty, przyszedłem bez powiadomienia, poprosiłem księdza biskupa, aby zechciał oczywiście uprzedzić Ojca Świętego, że byłem w jego przedpokoju od chwili, gdy przechodzili ministrowie(Dziennik, 20.12.1825, w: PO I, t. XVII).

Wydarzenia opisał ojcu Tempierowi:

Pewnego rana powziąłem więc decyzję. Było to 20, w wigilię świętego Tomasza. Pożyczywszy od Msgr. dziekana pojazdu, przyjechałem w galowym stroju do Watykanu. Pierwszą osobą, którą spotykam w apartamentach papieskich, jest pewien prałat, z tych, których tutaj nazywa się de mantellone, to znaczy niższego rzędu, ale który nieustannie przebywa u papieża i który służy mu jako osobisty sekretarz. Ten zacny człowiek, nieco z zawodu gburowaty, radzi mi, abym zawrócił z drogi, ponieważ w tym dniu nie mógłbym się widzieć z Jego Świątobliwością i mówi mi, że nie mogłem wybrać gorszego dnia, że odbędzie się ostatnia w tym roku audiencja, że tłumnie przyjdą kardynałowie, ministrowie i ja wiem, kto jeszcze? A zatem, że trzeba odłożyć moją wizytę na pierwsze dni w nowym roku. Trochę mu się przypochlebiłem i ugodowo powiedział mi, żebym przyszedł w drugi dzień Bożego Narodzenia, później – w wigilię i wreszcie nazajutrz tego dnia, w którym się znajdowaliśmy. To wszystko mi nie pasowało.

Zrozumiałem potem, że sądząc, iż chciałem wejść do papieża dzięki jego pośrednictwu, nie widział możliwości wprowadzenia mnie w owym dniu. Mylił się. W ogóle nie zamierzałem wchodzić tylnymi drzwiami. W czasie, gdy ten drogi człowiek zniknął, nadchodzi Msgr Barberini, do którego zwracam się, przedstawiając mu swoją sytuację i trochę mu wyrzucając, że przez swoje zapomnienie sprawił mi kłopot. Nieco zakłopotany łagodną wymówką, któ­rą uznawał za słuszną, poprosił mnie, abym wszedł do salonu i jako prałat albo szlachcic wszedłem bez ceremonii aż do apartamentu, który znajduje się przed gabinetem papieskim(List do o. Tempiera, 22.12.1825, w: PO I, t. VI, nr 213).

Franc Santucci OMI, tłum. Roman Tyczyński OMI