Imię zobowiązuje, czyli o maryjności Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej [ROZMOWA]

Niepokalana jest dla oblatów nie tylko Patronką, ale również Tą, która prowadzi ich do Chrystusa i uczy właściwej postawy wobec słowa Bożego. Św. Eugeniusz de Mazenod traktował nazwę „Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej” jako program życia.

14 lutego 2026

W liście do pierwszych towarzyszy św. Eugeniusz de Mazenod napisał:

„Nosić nazwę oblatów Maryi […] to znak przeznaczenia. Jest czego pozazdrościć. Ale to Kościół nadał nam ten piękny tytuł. Przyjmijmy go z szacunkiem, miłością i wdzięcznością, dumni z naszej godności i praw. Nie zwlekajmy już z przyjęciem tego pięknego imienia” (M. Gilbert, Oblaci Maryi Niepokalanej, w: Słownik wartości oblackich, red. F. Ciardi, Poznań 2004, s. 540).

fot. Robert Grabka OMI

Konstytucje i Reguły precyzują zamysł Założyciela:

„Patronką Zgromadzenia jest Maryja Niepokalana. Otwarta na Ducha Świętego, jako pokorna służebnica całkowicie poświęciła samą siebie Osobie i dziełu Zbawiciela. W Dziewicy zatroskanej o przyjęcie Chrystusa, aby dać Go światu, dla którego jest On nadzieją, oblaci widzą wzór wiary Kościoła i własnej.

Zawsze uważać Ją będą za swoją Matkę. W wielkiej zażyłości z Nią jako Matką Miłosierdzia będą przeżywali swoje bóle i radości misjonarskiego życia. Wszędzie, gdzie ich zaprowadzi posługiwanie, będą się starali szerzyć prawdziwe nabożeństwo do Dziewicy Niepokalanej, która jest zapowiedzią ostatecznego zwycięstwa Boga nad wszelkim złem”.

Ten wymiar duchowości zawsze łączy się u oblatów z wymiarem misyjnym. Konstytucje podkreślają, że oblaci – kapłani i bracia – mają wzajemnie uzupełniające się zadania w dziele ewangelizacji. Są gotowi odpowiadać na najbardziej naglące potrzeby Kościoła, przede wszystkim przez przepowiadanie słowa Bożego, które znajduje swe dopełnienie w sakramentach i w służbie bliźniemu. Starają się tworzyć wspólnoty zakorzenione w kulturze lokalnej i odpowiedzialne za własny rozwój.

Postawa Maryi – słuchanie słowa, gotowość, służba i wytrwałość – staje się dla oblatów wzorem życia konsekrowanego przeżywanego w Kościele i dla Kościoła. O tym, jak ta duchowość przekłada się na codzienność oblackiej posługi opowiedział mariolog o. Adam Wojtczak OMI.

Figura Matki Bożej w Marsylii - ostatnie wspomnienie misjonarzy wypływających na misje, fot. z arch. DroneCast/screen

Anna Gorzelana (misyjne.pl): Patronką zgromadzenia jest Maryja Niepokalana. Co to w praktyce oznacza dla oblatów?

Adam Wojtczak OMI: – Święty Eugeniusz de Mazenod traktował nazwę Zgromadzenia jako program życia. Bycie oblatami Maryi Niepokalanej miało oznaczać nie tylko kult, lecz także postawę maryjną. Założyciel był przekonany, że ta nazwa mówi, kim jesteśmy. Dlatego nie chodzi tylko o zachowanie tytułu, ale o styl życia i posługiwania.

Pierwszym celem oblatów jest ewangelizacja ubogich. Czynimy to pod patronatem Maryi, z Jej pomocą i  z Jej sposobem przeżywania wiary. Ona przyjęła Jezusa, by dać Go światu. Uczy nas bliskości wobec ludzi, uważności na ich życie i gotowości, by także pozwolić się przez nich ewangelizować.

Sobór Watykański II zainicjował proces odnowienia zarówno mariologii, jak i pobożności maryjnej.

– Dokumenty soborowe i posoborowe przypominają, że Maryja jest integralną częścią oblackiego doświadczenia, ale pogłębionej refleksji jest ciągle zbyt mało. Często poprzestajemy na skrócie: Matka i wzór. To prawda, ale za tymi słowami musi iść treść. Stąd potrzeba odnowy, o której mówił też Założyciel: odnowy w nabożeństwie do Najświętszej Dziewicy, żebyśmy byli godni bycia oblatami Niepokalanej.

Pierwsza wspólnota oblacka Fot. Arch. Oblaci

Jak rozumieć tę odnowę?

– Pomocą służy klasyczna zasada: lex credendi, lex orandi, lex vivendi, lex agendi. Oznacza ona, że „prawo wiary jest prawem modlitwy”, czyli ją kształtuje, ona natomiast kształtuje „prawo życia i prawo czynu”. Wszystko zaczyna się od wiary, od tego, jaki teologiczny obraz Maryi nosimy w sobie. Od tego zależy nasza modlitwa, z niej rodzi się styl życia i posługi.

Maryja jest dla oblatów Matką, ale nie tylko. Kim jeszcze?

– Jest także wzorem życia oblackiego. Konstytucje przypominają, że była Ona otwarta na Ducha Świętego, jako pokorna służebnica poświęciła się całkowicie Osobie i dziełu Zbawiciela. Chodzi więc o pewien rodzaj utożsamienia się z Nią, o uczenie się od Niej zgody na wolę Bożą, słuchania i rozważania słowa Bożego, a także wierności w jego codziennym wypełnianiu.

Święty Eugeniusz de Mazenod kochał Maryję jak prawdziwy syn i uciekał się do Niej. U schyłku życia wyznał, że wzywa wstawiennictwa Niepokalanej, „ośmielając się Jej przypomnieć z pokorą, ale i pociechą, o synowskim oddaniu całego życia i pragnieniu, jakie zawsze miał, aby przyczyniać się do Jej poznawania, kochania i szerzenia Jej kultu wszędzie, dzięki posłudze tych, których Kościół dał mi za synów”. Zalecał też oblatom, by składali problemy w ręce Maryi, bo jest to – jak napisał do jednego z nich – „ostatni środek, jakiego używam, by Cię uratować”. Zachęcał do gorliwego wzywania tej potężnej Opiekunki.

To już brzmi jak konkretne wymaganie duchowe.

– I takie jest. U podstaw życia zakonnego tkwi  wiara. Maryja jest pierwszą, która podążała drogą wiary. Jedna z kapituł generalnych przypomina, że przynosi nam Ona wiarę i odwagę, które prowadziły Ją od Nazaretu aż po wieczernik. Jej życie było całkowicie odniesione do Chrystusa. Jej totus tuus oznaczało: cała jestem Twoja, Jezusie. W tym duchu Konstytucje mówią o pogłębianiu zażyłości z Chrystusem w zjednoczeniu i za wzorem z Maryi, zwłaszcza przez rozważanie tajemnic Wcielonego Słowa –także w różańcu.

fot. p. depta OMI

Dlaczego słowo Boże jest aż tak istotne w kontekście maryjności?

– Scena zwiastowania uwydatnia istotę postawy Maryi: Bóg mówi, Maryja słucha. W słowie Boga Maryja odkryła swoje powołanie i drogę. Tak samo oblaci nie mogą tylko studiować Pisma Świętego, ale także powinni przyjmować je sercem. Słowo kształtuje zdolność odczytywania historii w świetle wiary. Ciągle aktualne jest pytanie: czy – podobnie jak Maryja – odkryliśmy skarb słowa Bożego, czy je rozważamy i wprowadzamy konsekwentnie w czyn? Także we współczesnym świecie hałasu i pośpiechu jest to realne wyzwanie duchowe.

Święty Eugeniusz de Mazenod od początku pragnął istnienia wspólnoty i włożył w jej budowanie całe serce. Konstytucje uczą, że wspólnoty powinny „promieniować ewangeliczną serdecznością”.

– Założyciel chciał wspólnoty opartej na radości, prostocie i dzieleniu się. Kapituła generalna z 1992 roku podkreśliła, że to Maryja nakłania nas, abyśmy mieli troskę jedni o drugich, jak o braci. Jej życie jest programem „serca, które widzi i zaradza”, jak w Kanie Galilejskiej czy przy nawiedzeniu Elżbiety. Scena z wieczernika pokazuje zaś prymat modlitwy przed działaniem. To niezwykle ważne przypomnienie w czasach, kiedy zbyt łatwo ulegamy pokusie „aktywizmu duszpasterskiego” kosztem modlitwy.

Papieże coraz mocniej podkreślają, że trzeba ewangelizować świadectwem życia, a dopiero potem słowem.

– Maryja realizowała ten wymóg od początku – jest dla nas świadkiem, który głosi Ewangelię przede wszystkim życiem. Najpierw sama dała się ewangelizować słowu Bożemu, doświadczyła zbawienia, a potem się nim dzieliła z innymi. Przypomina o tym klasyczna zasada „contemplata aliis tradere, czyli przekazywać innym to, co się przekontemplowało.

Konstytucje mówią o „prawdziwym nabożeństwie” do Maryi. „Prawdziwym” – czyli jakim?

– Zgodnym z nauką Kościoła i opartym na Biblii. Nie wystarczy emocjonalność czy piękna legenda, ale trzeba nadążać za rozwojem teologii i biblistyki. Teologiczny obraz Maryi, jaki nosimy w sobie, wpływa na obraz Boga i Chrystusa, jaki głosimy. Punktem wyjścia jest zawsze Ewangelia. Jeśli zastąpimy ją psychologią, spekulacją albo wyobraźnią, to pobożność stanie się oderwana od autentycznej wiary.

fot. Emilia Grzybowska/misyjne.pl

Nieco inaczej jest też pojmowana i przeżywana maryjność w pobożności ludowej, a inaczej w liturgii.

– Trzeba popierać liturgiczny kult Maryi, gdyż w liturgii cześć oddawana Maryi nigdy nie zatrzymuje się na Niej, lecz prowadzi do uwielbienia Trójjedynego Boga. Liturgia jest złotą regułą pobożności ludowej. Ta ostatnia jest potrzebna i cenna, ale bywa podatna na powierzchowność czy przesądy, dlatego musi być ewangelizowana i korygowana przez liturgię. Maryi nie wolno izolować od Boga, Chrystusa, Ducha Świętego i Kościoła. Ona jest w samym centrum ekonomii zbawienia. Kazania i katechezy powinny zawsze pokazywać Ją w relacjach: do Ojca, do Syna, do Ducha, do Kościoła. Nie wolno przeciwstawiać miłosierdzia Matki sprawiedliwości Boga, gdyż jest On bogaty w miłosierdzie, a Maryja pierwsza go doświadczyła. Trzeba także pamiętać, że droga maryjna nie jest łatwiejszą, czyli  „boczną furtką” do nieba. To jest ta sama wąska droga Ewangelii, droga wymagająca.

Czym się różni pobożność „do Maryi” od tej „na wzór Maryi”?

– Sama pobożność „do Maryi”, choć dobra i potrzebna, łatwo zatrzymuje się na postawie błagalnej, proszącej: Matko, pomóż! Matko ratuj! Pobożność „na wzór Maryi” jest trudniejsza, gdyż domaga się naśladowania Jej wiary, posłuszeństwa słowu Bożemu, pokory, służby, troski o innych. Być maryjnym oznacza wzięcie odpowiedzialności za Kościół i za wartości, które on niesie światu. Sama deklaracja pobożności nie wystarczy, jeśli nie przekłada się ona na konkret życia.

Dlaczego po dwustu latach istnienia Zgromadzenia warto ustawicznie odnawiać się w maryjności?

– Stara zasada mówi: De Maria numquam satis, czyli „o Maryi nigdy dość”, ale trzeba dodać: poprawnie. Potrzeba ustawicznego wzmacniania motywów maryjnych w formacji, codziennym życiu i posługiwaniu. O. Léo Deschatelets przekonuje, że dopóki czerpiemy natchnienie z artykułu Konstytucji o Maryi, nie grozi nam duchowe zwyrodnienie ani utrata sensu bycia w Kościele.

Anna Gorzelana