Z listów św. Eugeniusza

26 lutego 2026

26 lutego 2026

Uporałem się z tą sprawą w trzech dniach i nieco nocy

Brewe będziemy mogli otrzymać dopiero po ukończeniu przeze mnie dużej roboty. Trzeba w całości skopiować Reguły i Konstytucje, ponieważ to ta kopia będzie poświadczona i mnie wręczona. Oryginał, do którego są dodane zatwierdzenia biskupów i podpisy członków Stowarzyszenia, musi pozostać w archiwach Kongregacji ds. Biskupów i Zakonników. Trochę jestem przerażony tą pracą. Początkowo zamierzałem wykonać ją sam, ale obawiam się, że z powodu częstych trudności związanych z nieodzownymi staraniami, nie zrobiłbym tego dość szybko… Dziś pójdę umówić się z kopistą, aby zabrał się do roboty od jutrzejszego poniedziałku i żebym mógł przedstawić rękopis najpóźniej w przyszłym tygodniu. Jeżeli nie obieca mi, że ukończy przepisywanie w ciągu tygodnia, poświęcę wszystko i zamknę się, żeby samemu wykonać tę pracę, zajmując się tym w dzień i w nocy.

W Dzienniku zapisuje:

20 lutego: wcześnie wyszedłem w poszukiwaniu kopisty, którego nie mogę znaleźć, przynajmniej takiego, jakiego potrzebowałbym. Wszystkie me wyprawy mnie rujnują, a myśl, że z powodu braku kopisty własnoręcznie będę musiał przepisać dwieście stron, małych in-folio, nie sprzyja, aby mi dodać odwagi.

21 lutego: z tego powodu, że nie zlazłem kopisty, który zająłby się wykonaniem tej pracy w tygodniu, cały dzień przepisywałem. Rękopis trzymano by przynajmniej trzy tygodnie, kosztowałby mnie trzydzieści rzymskich talarów, jeśli nie więcej. Zrobię to w przeciągu trzech dni, kosztem będzie jedynie moje cierpienie, które rzeczywiście nie jest błahą sprawą, dzisiaj pisałem bowiem dwanaście godzin.

23, 23, 24 lutego: te trzy dni i połowa nocy – to znaczy aż do trzeciej nad ranem – zostały przeznaczone na przepisywanie.

25 lutego: zdecydowana część dnia została przeznaczona jeszcze na pisanie. To były prośby, które należało sporządzić w dwóch kopiach, itd. Myślę, że na tym zakończę, moje ramiona bowiem zdrętwiały (Dziennik rzymski, w: EO I, t. XVII).

Mój drogi Tempierze, choć miałem zdrętwiałe wszystkie członki od ciężkiej pracy, którą ukończyłem… Uporałem się z tą sprawą w trzech dniach i nieco nocy. Trzeba przyznać, że to praca ogromna. Mogę też powiedzieć, że byłem w niej od stóp do głów, bo głowa, pierś, ramiona, ręce, nogi, stopy i inne części ciała, których się nie wymienia, były okrutnie udręczone. Już nie ma śladu po tym chwilowym cierpieniu, które z dobrego natchnienia ofiarowałem dobremu Bogu na wynagrodzenie za swoje grzechy i dla dobra naszego Stowarzyszenia (List do o. Tempiera, 27.02.1827, w: PO I, t. VII, nr 227).

Franc Santucci OMI, tłum. Roman Tyczyński OMI