JEŚLI BOŻĄ MIŁOŚĆ MIERZYMY NASZYM ZDROWIEM, BOGACTWM LUB WYGODĄ…

W liście do superiora z Aix o oblacie, który przesadnie troszczył się o swoje zdrowie i zapomniał o swych zobowiązaniach, Eugeniusz pisze:

Tyle przezorności nie mogło obyć się bez szkod­liwego wpływu na życie wewnętrzne człowieka. Tak więc cnoty doznały znacznego uszczerbku. Nie wiem nawet, czy pozostał w nim ślad zakonnika, w każdym razie daleki był od doceniania doskonałości, jak powinni postępo­wać wszyscy służący za przykład w tej dziedzinie. Bezwzględnie praktyka musiała odczuwać wpływ teorii, mającej tak mało wspólnego z duchem Jezu­sa — Chrystusa… Więzy w łonie rodziny rozluźniły się, całe miesiące i lata uporczywie do mnie nie pisano, może sądzono, że zostałem uprzedzony — to zwykła wymówka ludzi niedoskonałych, a tymczasem ja jako sprawiedliwy i dobroduszny sędzia — cierpiałem.
Wiesz, że w głębi jest on dobry, lecz zbyt wiele szacunku dla nauki, którą woli od świętości, zabrało mu dużą część łaski i światłości. Poza tym przesadna troska o zdrowie spowodowała zaniedbanie wielu rzeczy, co nigdy nie przechodzi bezkarnie. Stąd stan niedoskonałości, z którego trze­ba koniecznie go wyciągnąć, jeżeli nie chce upaść jeszcze niżej.

List do Hipolita Courtèsa, 07.01.1832, w: EO I, t. VIII, nr 413.

Przywiązywanie zbyt wielkiej uwagi do studiowania lub dobrego samopoczucia doprowadziło, że zapomniał o łasce i świetle – trudna sytuacja w odniesieniu do relacji misyjnej w Jezusie Chrystusie.
Poruszyło mnie zdanie Johna Pipera: Jeśli miłość Boga do nas jest mierzona naszym zdrowiem, bogactwem i wygodą, to wówczas Bóg z pewnością musiał nienawidzić apostoła Pawła. Jakie miejsce powinienem przyznać Bogu w moich troskach? Jakie miejsce w duchowości przyznaję mojemu ciału?