Rozmowa z bp. Jackiem Pylem ze Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, biskupem pomocniczym rzymskokatolickiej diecezji odesko-symferopolskiej.

Księże Biskupie, co najczęściej powtarzało się w życzeniach, jakie z okazji nowego roku składali sobie mieszkańcy Krymu?

Chyba wszyscy – bez względu na wyznanie i narodowość – życzyli sobie pokoju. Żyjemy pod presją wojny na zachodzie Ukrainy, dlatego potrafimy docenić spokój. Jesteśmy wdzięczni Bogu za to, że przez ostatnie lata mimo wielu napięć nie doszło do przelania krwi, ponieważ Krym to kraina wielonarodowościowa. Poza tym – jak na całym świecie – na progu 2019 r. każdy winszował sobie zdrowia. Zdrowie to przejaw życia, dlatego w swoich życzeniach noworocznych podkreślałem, że życie jest wspólnym darem, który łączy nas niezależnie od narodowości, wiary, religii. Życie ceni sobie i katolik, i protestant, i muzułmanin, i Żyd, także ludzie niewierzący. Na tej wspólnej płaszczyźnie trzeba budować społeczeństwo, które powinno szanować dar życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci, również by uniknąć wojen i wszystkiego tego, co rujnuje życie i zdrowie, a więc wszelkiego rodzaju agresji.

W ostatnich dniach listopada Ukraina zamknęła dla obcokrajowców granicę z Krymem. Jak wygląda dzisiaj łączność Półwyspu Krymskiego ze światem?

Zamknięcie granic w ostatnich dniach listopada 2018 r. związane było z wprowadzeniem przez prezydenta Ukrainy stanu wojennego w związku z ostrzelaniem przez Rosjan trzech ukraińskich okrętów w pobliżu Cieśniny Kerczeńskiej. 26 grudnia został zniesiony. Obostrzenia dotknęły również mnie, ponieważ mam obywatelstwo polskie. Odczułem je na własnej skórze, wracając z Turkmenistanu, gdzie głosiłem misje święte dla tamtejszej wspólnoty katolików w Aszchabadzie. Na Krym wjeżdżałem, jak zawsze, od strony Ukrainy. Mimo że mam prawo wielokrotnego przekraczania granicy i wjazdu na okupowane terytorium, okazało się, że stan wojenny wszystko zmienia. Ukraińska odprawa paszportowa miała dylemat. Gdyby nie wpuścili biskupa pomocniczego diecezji odessko-symferopolskiej, oznaczałoby to, że uznają aneksję Krymu. Z drugiej strony obowiązywał ich wyraźny zakaz otwierania granicy dla obcokrajowców. Po ponad dwóch godzinach oczekiwania i szczegółowym przesłuchaniu udało mi się opuścić Ukrainę. Sprawa oparła się o Kijów. Przeproszono też mnie za to, że tak długo czekałem.
Jeśli chodzi o kontakt ze światem, jedyną oficjalną drogą jest wjazd z Ukrainy. Z Krymu nie ma żadnych połączeń kolejowych; pozostaje most w Kerczu i połączenia lotnicze z Moskwą. Nie możemy z nich jednak korzystać. Wjazd na Krym od strony Rosji Ukraina traktuje jako złamanie prawa, a ci, którzy to uczynią, są persona non grata. Dlatego dostajemy się od strony Ukrainy ze specjalnym pozwoleniem z Kijowa na wjazd na okupowany teren. Przekraczanie granicy zawsze wiąże się z ogromnym stresem. Podróżujący samochodem skazani są na oczekiwanie w stwarzanych sztucznie kolejkach. Przy odprawie celnej przez Rosjan sprawdzani są przez kilka służb. Muszą wyjąć z auta dosłownie wszystko i ułożyć na ziemi. Nie można wwieźć nawet kanapki z wędliną. Jednego z księży celnicy zmusili do tego, by zjadł to, co przewoził…

Co zmieniło się w ciągu ostatnich lat, jeśli idzie o gospodarkę i warunki bytowe ludności?

Obserwujemy niesamowity skok, ponieważ Rosja zainwestowała w infrastrukturę ogromne środki. Powstają nowe drogi, piękna autostrada Tawrida przez cały półwysep, do Sewastolpola, budowane są bloki mieszkalne i całe osiedla. Są zamiary, by 450-tysięczny Symferopol, stolicę Krymu, uczynić w przyszłym roku miastem milionowym. Problem w tym, że ludzie nadal żyją biednie, a zarobki nie są proporcjonalne do inflacji. Kto ma dobrą pracę i ją szanuje, jakoś daje sobie radę. Niestety żywność ciągłe drożeje, wzrosły też ceny paliwa. Podniesiono wprawdzie emerytury, ale marna to pociecha, ponieważ podwyższono też wiek emerytalny. Tak więc z jednej strony widać sporo inwestycji, za czym idzie entuzjazm, z drugiej – strefę biedy, która nie maleje.

Czego na Krymie potrzeba dzisiaj ludziom najbardziej?

Pracy, poczucia bezpieczeństwa i nadziei na lepsze. Nadzieję katolików, a jest nas tutaj około tysiąca – podbudował ostatni rok. 3 czerwca 2018 r. został nam zwrócony kościół św. Klemensa w Sewastopolu, zamknięty dla kultu religijnego w 1936 r. Przez wiele lat mieściły się tutaj kino i teatr. Władze miasta oddały obiekt za pozwoleniem Moskwy, uzasadniając jego zwrot prawowitym właścicielom historyczną sprawiedliwością. 13 sierpnia natomiast dostaliśmy w Symferopolu pół hektara ziemi pod budowę konkatedry. Czekaliśmy na tę chwilę i modliliśmy się o nią przez 25 lat. Zdarzają się więc takie małe cuda i to ludzi trzyma.

Na co w związku z takimi wydarzeniami liczy Ksiądz Biskup?

W Kerczu czy w Jałcie, gdzie są kościoły, ludzie odwiedzający te miasta turystycznie czy w związku z pracą chętnie do nich wstępują. W wielu miejscowościach nie ma jednak znaku widzialnego, jakim jest kościół, a nabożeństwa odprawiamy w prywatnych mieszkaniach. Kiedy na Mszę przychodzi więcej osób, część z nich zmuszona jest stać na korytarzu albo na dworze, a ja nie mogę sobie pozwolić – nawet przy okazji większego święta – na użycie kadzidła…
W Sewastopolu społeczność katolików bardzo zaangażowała się w przystosowanie do potrzeb sakralnych zwróconego budynku. Chociaż grunt, na którym stoi, formalnie nie został jeszcze przekazany, pod wodzą ks. Leonida Tkaczuka, proboszcza, parafianie schodzą się w soboty i w ramach tzw. subotników demontują betonowe wylewki, schody itp. Dobudowaną przez komunistów przybudówkę już wysprzątali. Odprawiane są tutaj Msze św., z czego wierni bardzo się cieszą, chociaż nie ma tam żadnego ogrzewania. Do tej pory sprawowane były w kaplicy urządzonej w bloku, gdzie było ciasno – w dwóch połączonych ze sobą mieszkaniach.

Budowa konkatedry w Synferopolu to wielkie wyzwanie?

Bez wątpienia. Wdzięczny jestem abp. Stanisławowi Gądeckiemu stojącemu na czele Konferencji Episkopatu Polski, że pozytywnie odpowiedział na moją prośbę o sfinansowanie procesu przygotowawczego, czyli projektowania i ubiegania się o pozwolenia na rozpoczęcie budowy konkatedry. Obecnie załatwiamy formalności związane z dokumentacją. Wszystkim, którzy wpłacają datki na ten cel, dziękujemy, a ich nazwiska wpisujemy do księgi dobrodziejów. „Bóg zapłać” Zespołowi Kościołowi na Wschodzie przy KEP, który stale pomaga naszemu Kościołowi na Krymie.

Czy Kościół katolicki nadal kojarzony jest z polskością?

Przetrwanie wiary katolickiej w tym tyglu narodowościowym i wyznaniowym bez wątpienia zawdzięczamy głownie Polakom i Czechom. Współcześnie nawet potomkowie Polaków nie znają języka swych dziadków. Próbowaliśmy używać w liturgii polskiego i ukraińskiego, ale nie zdało to egzaminu, ponieważ kazania i tak trzeba było mówić po rosyjsku. Z myślą o studentach medycyny z zagranicy odprawialiśmy Msze w języku angielskim, na które przychodziło ok. 50 osób. Co ciekawe, po aneksji Krymu dyplom ich nie jest uznawany przez żaden kraj poza Rosją, Indiami i ich rodzimymi krajami. Sankcje nałożone na Rosję za aneksję Krymu odbijają się więc rykoszetem na całym społeczeństwie. Ich efektem są kolejki w urzędach, problemy na granicach, konflikty w małżeństwach rosyjsko-ukraińskich. Kiedy w 2014 r. postanowiłem pozostać na Krymie, na mnie również Ukraina patrzyła krzywo – jak na zdrajcę. Uważam, że pasterz powinien być ze swoimi owcami. Nie zajmujemy się w końcu polityką, tylko budowaniem Królestwa Bożego – stosownie do potrzeb. Kiedy przez pewien czas w szkole morskiej w Symferopolu byli studenci z Afryki mówiący po hiszpańsku, Msze odprawialiśmy po hiszpańsku. Jeśli trzeba będzie Eucharystię sprawować po tatarsku, będziemy to robić, nauczymy się języka tatarskiego…

zdj. slowopolskie.org

Kilka dni temu przeżywał Ksiądz Biskup szóstą rocznicę sakry biskupiej. Czego potrzeba na kolejne lata posługi?

Potrzeba nam księży i sióstr zakonnych do posługi. Szwankuje wymiar macierzyński Kościoła na Krymie, ponieważ siostry przyciągają dzieci i młodzież, inaczej prowadzą katechezę, są bliższe ludziom starszym. Brakuje też księży – z podstawową znajomością rosyjskiego, chętnych do pracy, pełnych zapału. Zapewniam, że kto raz zacznie tutaj pracę, do Polski wraca niechętnie. Dowodem jest ks. Kazimierz Tomasik, który jesienią obchodził jubileusz 25-lecia pracy. Mimo 84 lat niestrudzenie służy katolikom w Kerczu. Nie ma komu go zastąpić.
Jesteśmy „osieroceni” chyba z tego względu, że na hasło „Krym” wszyscy mówią od razu „nie”. Owszem, trudno jest zdobyć kartę stałego pobytu, ale nie jest to niemożliwe. Jeśli pilnuje się spraw urzędowych, meldunkowych itd., państwo nie stawia naprawdę żadnych problemów. Przeciwnie, liczy się z katolikami, pomaga np. w zorganizowaniu większych uroczystości, a policja zawsze gotowa jest zabezpieczyć ulice w związku z procesją. Należymy też do Rady Wyznaniowej Krymu, obok prawosławnych, grekokatolików, muzułmanów, protestantów i Żydów.


Ofiary na wsparcie Kościoła katolickiego na Krymie można wpłacać na konto:

Bp Jacek Pyl, OMI
Raiffeisen POLBANK
Konto – nr: 73234000090060401000036465 (PLN)
z dopiskiem „na budowę konkatedry w Symferopolu” lub „na remont kościoła w Sewastopolu”

(pg/M.Lipińska, echokatolickie.pl)