Okazuje się, że istnieje niebo na ziemi – tym niebem jest Zahutyń – mówi proboszcz parafii pw. Matki Bożej Królowej Polski w Zahutyniu koło Sanoka.

Ta niewielka parafia w Bieszczadach tętni życiem, działają liczne grupy formacyjne, do świątyni przychodzi wiele młodych rodzin z dziećmi.

Tomasz Woźny OMI (zdj. P. Gomulak OMI)

O Kościele i duszpasterstwie, czy koniec Kościoła w Polsce jest przedwcześnie wieszczony? O marzeniach proboszcza z Bieszczad – z ojcem Tomaszem Woźnym OMI, przewodniczącym Komisji Duszpasterskiej Polskiej Prowincji rozmawia o. Paweł Gomulak OMI – Koordynator Medialny Polskiej Prowincji.

P. Gomulak OMI: Boisz się o przyszłość? Niektóre media wieszczą koniec Kościoła… Czy musimy się obawiać?

T. Woźny OMI: Nie boję się o koniec Kościoła, dlatego że „bramy piekielne go nie przemogą” (por. Mt 16,18). Zresztą, jak popatrzymy na Kościół tak szeroko, to widzimy, że są miejsca na świecie, gdzie przeżywa on tak jakby upadek, ale są miejsca na świecie, gdzie jest wiosna Kościoła, gdzie Kościół budzi się do życia.

Więc nie boję się o przyszłość Kościoła, a jeśli chodzi o wiernych w Polsce, to na pewno następuje jakaś polaryzacja, bo ludzie też w jakiś sposób się opowiadają. Kościół przeżywa oczyszczenie i w końcu zostaną ci, którzy naprawdę kochają Chrystusa, a ci, którzy na różny sposób odeszli od Niego, może dotknęli jakiejś rzeczywistości trudnej, może narodzi się w nich nowa wiara – przecież wiara to łaska – miejmy taką nadzieję. Więc nie boję się o Kościół, nie boję się o jego przyszłość.

Od trzech lat jesteś proboszczem parafii w Zahutyniu koło Sanoka. Statystyka podpowiada, że nie jest to duża parafia. Pomimo tego działa tutaj Kościół Domowy, żywy różaniec, przeszło 30-osobowa grupa ministrantów, schola, do kościoła przychodzi wiele rodzin… Jak to robisz?

Są jeszcze Przyjaciele Misji, jest dziewięć róż różańcowych… I na pewno nie jest to tylko moja zasługa, bo jestem proboszczem od trzech lat – ja tą parafię przejąłem od innych proboszczów, którzy posługiwali tutaj od 40. lat. Jest  to więc obraz parafii, na który złożyło się wiele pokoleń oblatów, tutaj pracujących. Natomiast jak to robię? Myślę, że czynię to tak, jak Kościół tego chce. Staram się słuchać ludzi, a przede wszystkim jestem dla nich otwarty. Nie zamykam się na ludzi, ale staram się być blisko nich.

Kościół parafialny w Zahutyniu (zdj. P. Gomulak OMI)

Też na pewno zaangażowanie w grupy parafialne, bo to nie jest tylko kwestia ogłoszenia: powstaje nowa grupa, ale też kontakt indywidualny, zachęta. Chodzi o podtrzymywanie w tym, żeby ludzie się nie zniechęcili. A nasza parafia jest rozmodlona. Pamiętajmy, że jest to Podkarpacie, to jest jednak taka pobożna część naszej ojczyzny, gdzie wielu ludzi chodzi do kościoła, statystyki też pokazują, że kościół jest u nas wypełniony dlatego, że mieszkają tu ludzie wierzący. Od pokoleń kochający Kościół, Pana Boga.

Jeśli mówimy o słuchaniu ludzi, to na pewno warto też dostrzegać, jakie mają potrzeby. Nie tylko od nich wymagać, ale w jakiś sposób słuchać. Takim przykładem słuchania jest w naszej parafii adoracja Najświętszego Sakramentu w każdy czwartek. Dwa lata temu była Misja Święta i postanowiliśmy przez ten czas przygotowania do Misji, podjąć dwie szczególne inicjatywy. Pierwszą był post – i ta propozycja wyszło od parafian – codziennie ktoś pościł o chlebie i wodzie. To było piękne. Drugą była czwartkowa adoracja w ciszy, aby każdy mógł się spotkać z Panem Bogiem w swojej przestrzeni. Ale po skończonej Misji Świętej, takim konkretnym owocem tego czasu było to, że przyszli parafianie i powiedzieli: Proszę ojca, brakuje nam tej adoracji, brakuje nam tej ciszy. I adoracja została wznowiona. W każdy czwartek ludzie przychodzą na adorację w ciszy.

Są też takie inicjatywy oddolne, kiedy parafianie sami troszczą się o Kościół. Kiedy widzą potrzebę zorganizowania pomocy choćby na polu społecznym, np. różnego rodzaju spotkań rodzinnych, czy festynu, pomocy potrzebującym, czy jakiegoś czasu na pielgrzymkę. W zeszłym roku udało nam się pojechać na Święty Krzyż w ramach obchodów 100-lecia Polskiej Prowincji. Mimo pandemii życie parafii w wymiarze społecznym nie ustało. Szczególnie grupy młode mają dużo pomysłów, tak jak „Niniwa”, ministranci.

Zdaję sobie sprawę, że nie tylko w kościele jestem proboszczem, ale także kiedy ludzie przychodzą do klasztoru, czy nawet robimy coś poza kościołem. Dlatego warto ich słuchać i też starać się odpowiadać na te pragnienia, potrzeby. To pozwala poznać owczarnię, i poznać Pasterza.

Czym różni się parafia oblacka od diecezjalnej?

Na pewno tym, że są w niej Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej. Myślę, że taką cechą charakterystyczną naszych parafii oblackich, jest przede wszystkim bliskość. Ludzie często to powtarzają, że oblaci są blisko ich życia, blisko ich spraw. Klasztor, który przecież sam w sobie jest miejscem zamkniętym, w naszym przypadku ta klauzura jest taka, powiedziałbym, bardziej luźna i ludzie potrafią przyjść, czy to ubodzy, czy to osoby, potrzebujące wsparcia, rozmowy. Myślę, że my jako oblaci ku temu wychodzimy, jesteśmy blisko ludzi.

Na pewno kolejną cechą parafii oblackich jest też misyjność i otwartość na misje. Nie myślimy tu tylko o misjach, które prowadzą oblaci, ale też inne zgromadzenia zakonne, czy księża diecezjalni. Staramy się angażować w różne inicjatywy archidiecezjalne, ale też i ogólnopolskie. Misyjność to także po prostu myślenie i działanie w kierunku innych ludzi.

Peregrynacja kopii obrazu Matki Bożej Kodeńskiej w Zahutyniu – 2019 rok (zdj. K. Kalaczyński OMI)

Mamy akurat to szczęście, że nasza parafia jest pod wezwaniem Matki Bożej Królowej Polski. Myślę, że w parafiach oblackich bardzo mocno widoczne jest szczególne nabożeństwo i umiłowanie Maryi Niepokalanej.

Jeśli mówimy o oblatach, to z pewnością mocno przemawia sama wspólnota. Charakterystycznym znakiem naszego życia jest życie we wspólnocie. W czasach samotności wspólnota staje się luksusem, ale też pragnieniem osamotnionych ludzi. To właśnie te parafialne wspólnoty, które tak lgną do oblatów, chcą być blisko, chcą nas naśladować – myślę, że też mają coś z tej wspólnoty, którą zakładał Założyciel. Wspólnoty, której wzorem jest Pan Jezus i wspólnota apostołów, zgromadzona wokół Niego.

Przed nami nowy rok – czy proboszcz ma jakieś marzenia?

Och, jakie ja mam marzenia… (śmiech). Tak na poważnie, przede wszystkim chciałbym, żeby powróciła normalność, skończyła się epidemia – na pewno łatwiej byłoby z ludźmi się spotykać i organizować życie duszpasterskie, parafialne. To są marzenia myślę nie tylko moje. Marzę, żeby nasza parafia, nasze rodziny były zdrowe, by ludzie nie tracili pracy, środków do życia. Marzę i czekam na wiosnę.

Kościół filialny w Dolinie (zdj. P. Gomulak OMI)

Myśląc bardziej przyziemnie, są plany na przyszłość. W tym roku ze względu na epidemię wiele rzeczy zostało odłożonych. W sprawach gospodarczych chciałbym wymienić dach na kościele – jednym i drugim, także na klasztorze. Marzą mi się porządne organy w kościele w Zahutyniu. Marzy mi się wiele rzeczy. Ale marzyć trzeba, a ja wierzę że marzenia się spełniają.

Jakieś słowo na koniec?

Okazuje się, że istnieje niebo na ziemi – tym niebem jest Zahutyń. Chciałbym zaprosić wszystkich do nas. Bieszczady, bardzo blisko do Soliny, Polańczyka, Sanoka, Komańcza – piękne miejsce, piękna okolica, przyroda. Skoro Pana Boga spotykamy także w przyrodzie, to tutaj Jego ślady są bardzo obecne. Tak więc, zapraszam oblatów, rodziny oblackie, przyjaciół i tych, którzy chcieliby przyjechać odwiedzić nas – zapraszamy bardzo serdecznie.


 

Tomasz Woźny OMI – ur. 1982 r, pochodzi z Gorzowa Wielkopolskiego. Pierwsze śluby zakonne złożył na Świętym Krzyżu w 2002 roku, święcenia prezbiteratu otrzymał 31 maja 2008 roku w Obrze. Pracował jako duszpasterz w: Kodniu, Lublińcu i Kędzierzynie-Koźlu. Od 2018 roku jest proboszczem oblackiej parafii w Zahutyniu (archidiecezja przemyska). Przewodniczący Komisji Duszpasterskiej Polskiej Prowincji.