W Kamerunie wołali na niego „père Gorgi” – wspomnienie o śp. o. Jerzym Kalinowskim OMI

This is a custom heading element.

25 maja 2021

Dziś o godzinie 11.00 w parafii pw. św. Piotra w Garoua w Kamerunie odbędzie się Msza święta pogrzebowa śp. o. Jerzego Kalinowskiego OMI. Po niej doczesne szczątki misjonarza spoczną w oblackiej kwaterze miejscowego cmentarza.

Zobacz: [Odszedł do Pana śp. o. Jerzy Kalinowski OMI]

Jego śmierć była zaskoczeniem. Dzień wcześniej wspólnie z oblatami w Figuil świętował dzień niepodległości Kamerunu, w środę 19 maja razem z o. Alojzym Chrószczem OMI otwierali nową szkołę w Kereng – 8 km od Figuil. Tablica, która zawisła na budynku, okazała się być ostatnią rzeczą, jaką wykonał w Kamerunie.

Złota rączka

Do Kamerunu przyjechał na stałe w 2003 roku. Miał 67 lat. Emerytura w Afryce? Nic z tych rzeczy! Był człowiekiem czynu – począwszy od drobnych prac manualnych, majsterkowania, poprzez budowę kaplic i kościołów. W wielu miejscowościach sakramenty sprawowano w glinianych chatach, tutaj też odbywała się katechizacja dzieci, młodzieży i dorosłych – nocami w kaplicy niekiedy przebywały osły. Ojciec Jerzy sukcesywnie murował kolejne kościoły i kaplice. Nie wykonywał jednak wszystkiego sam, zawsze starał się angażować miejscową ludność. Niekiedy musieli zatroszczyć się o transport piasku znad rzeki, albo przygotować materiały budowlane.

Dzięki temu nie podchodził do nich jako ktoś bogaty z Europy, ale pozwalał im poczuć się odpowiedzialnymi za to, co budowali razem – wspomina Jacek Ziomek, który jako kleryk przebywał na stażu pastoralnym w Kamerunie.

Był aktywny do ostatniej chwili. Miał plany…

Nie było rzeczy, której by nie zrobił. Czasem zajmowało mu trochę czasu obmyślenie planu działania. I chociaż niektórzy uśmiechali się pod nosem, gdy obliczał ciągi powietrza, zawsze dopinał swego.

To był trochę taki konstruktor – wspomina Jacek Ziomek – budując kaplice, ustawiał wywietrzniki: takie perforowane bloki cementowe, tak, żeby robiło się w kaplicy podciśnienie i była wentylacja. Z jednej strony otwory niżej, z drugiej strony – na drugim boku kaplicy – otwory wyżej. W ten sposób w kaplicy robiło się podciśnienie i był przewiew.

Gdy trzeba było powycinać litery ze styropianu, skonstruował maszynkę z oporników i drutu. I pomyśleć, że w Europie są firmy, które specjalizują się w takich czynnościach.

Kaplica w misji Figuil wzniesiona przez o. Jerzego, wioska Mayo Kora

Człowiek dusza

Piękne świadectwo życia, które nam pozostawił, na zawsze pozostanie wygrawerowane uśmiechem w naszym sercu i pamięci – mówi o. Alojzy Chrószcz OMI, współbrat ojca Jerzego z domu zakonnego w Figuil.

Tuż przed śmiercią ojca Jerzego spędzali razem wieczór we wspólnocie oblackiej. Jak zwykle było dużo śmiechu, opowieści. Rankiem 21 maja znaleziono go martwego w pokoju. Ojciec Kalinowski był niesamowicie wspólnotowy, lubił snuć opowieści i spędzać czas z ludźmi. Kawy nigdy nie odmawiał. A że nie przepadał za słodyczami, zdarzało się, że ludzie przynosili mu do kawy kiełbasę. Wyjątek stanowiły lody, które produkowały siostry służebniczki. Tych nie potrafił sobie odmówić. W Kamerunie wołali na niego „père Gorgi”. Sypał kawałami z rękawa, zawsze uśmiechnięty i pogodny.

Nie liczyło się wyznanie – liczył się człowiek

Ojciec Jerzy był przede wszystkim duszpasterzem. Zawsze wychodził naprzeciw drugiemu człowiekowi – miał czas. Nie sposób zliczyć godzin, które poświęcał na spowiedzi, rozmowy. Niedawno obchodził jubileusz 60-lecia święceń prezbiteratu.

Zobacz: [Kamerun: Jubileusz 60-lecia kapłaństwa ojca Jerzego Kalinowskiego OMI – GALERIA]

Zasłynął również z pomocy niepełnosprawnym. Pomógł wielu dzieciom cierpiącym na rozszczep podniebienia, które nie miały przyszłości w społeczności lokalnej. Wygląd ma znaczenie, z taką wadą chowano je po domach, z dala od wzroku ludzi. Zbierał zatem pieniądze od znajomych i za nie organizował operacje plastyczne. W Kamerunie zabiegi takie są wprawdzie darmowe, ale podróż przez pół kraju oraz płatny pobyt w szpitalu, przerastały możliwości finansowe ludzi. Nie patrzył na wyznanie – wielokrotnie pomagał muzułmanom. Sprowadzał także wózki trójkołowe dla niepełnosprawnych.

Niesamowity misjonarz. Tyle lat! Odszedł, będąc na misjach – mówi o. Alojzy Chrószcz OMI – Piękny człowiek, wspaniały, braterski artysta, mieliśmy tę łaskę być trochę razem, niech cieszy się niebem. Ojcze Jerzy, dziękuję, spoczywaj w pokoju. Niech Pan da mu wieczne szczęście za Jego poświęcenie i trud dla dobra drugiego człowieka.

o. Jerzy Kalinowski OMI (1936-2021)

(pg)