Szwecja: Za księdzem tutaj ludzie tęsknią

This is a custom heading element.

24 października 2021

Pierwsi misjonarze oblaci przybyli do Skandynawii po 1958 roku. Na początku do Danii. Kiedy w 1962 roku ordynariuszem sztokholmskim został bp John Edward Taylor OMI oblaci przybyli również do Szwecji. W 1966 roku po raz pierwszy w historii szwedzka telewizja państwowa transmitowała Mszę św. pod jego przewodnictwem. Pierwszą placówkę oblacką w Sztokholmie otworzyli Amerykanie. Polscy oblaci przybyli do Szwecji w 1966 roku.

O pracy misjonarskiej, historii i perspektywach na przyszłość – z o. Romanem Kępą OMI, misjonarzem z Landskrony, rozmawia o. Paweł Gomulak OMI.

(zdj. archiwum prywatne)

Paweł Gomulak OMI: Dlaczego Szwecja?

Roman Kępa OMI: Powiem tak: to był przypadek. Po święceniach pracowałem rok we Wrocławiu, potem byłem ponad pięć lat w Kędzierzynie-Koźlu jako wikariusz i pomagałem ekonomowi w wykończeniu obecnego klasztoru. W pewnym momencie wszystko zostało tam wykończone i zapadła decyzja, że wszyscy opuszczają Kędzierzyn: superior, proboszcz, ekonom i ja. I tak faktycznie było: Tomys odszedł, Opiela odszedł, Nisiewicz i ja. Było pytanie: gdzie? Najpierw zaproponowano mi Niemcy, konkretnie Lipsk. Prowincjałem był wtedy ojciec Jan Bielecki. Po jakimś czasie zadzwonił prowincjał, informując mnie, że to jest nieaktualne i powiedział: A może byś do Szwecji pojechał, bo tam potrzebują misjonarzy? Zgodziłem się. Potem zostałem przeniesiony do Gorzowa Wielkopolskiego w oczekiwaniu na pozwolenie na wyjazd. To był 1992 rok. Tak w końcu trafiłem do Szwecji. Miałem pojechać do Niemiec, a znalazłem się w Szwecji.

Co było najtrudniejszego w nowej rzeczywistości – skandynawskiej – z innym językiem, kulturą?

Zachód mnie nie zaskoczył, bo znałem Niemcy, jeździłem tam jeszcze z Kędzierzyna. Tego rodzaju szoku nie przeżyłem. Ale przeżyłem szok, powiedzmy, religijny. Jakby nie było w Polsce prawie wszyscy to katolicy, a tam już było inaczej. Kościołów bardzo dużo, ale wszystkie protestanckie. Dalej, mentalność ludzi. To był naród i dalej jest zsekularyzowany do potęgi. Wartości religijne, duchowe są niemalże na zerowym poziomie. Niektórzy ludzie nie mają o nich zielonego pojęcia. Choć posiadają taką swoistą otoczkę religijną, bo świąt religijnych mają więcej jak w Polsce. Teraz w Polsce święto Trzech Króli zrobili już dniem wolnym, ale kiedyś nie było – tam było przez cały czas [W 1960 roku władze komunistyczne zniosły dzień wolny, przywrócono go w 2011 roku – przyp. red.], Wielki Piątek jest czerwonym dniem w kalendarzu, tutaj nie. Ale ludzie nie wiedzą, co to jest. Tu jest problem. Rzeczywistość typowej Skandynawii, takiej zimnej, zeświecczonej, nie anty, ale areligijnej. To było takim szokiem.

Ruiny cysterskiego opactwa w Alvastra na wschodzie Szwecji (zdj. Niels Bosboom)

Dużym zaskoczeniem było też życie wspólnotowe. Przez 8 lat po święceniach żyłem w dużych wspólnotach. Część oblatów w Szwecji żyła w pojedynkę, raz na jakiś czas zjeżdżali się na wspólne spotkania. Potem pojechałem do Amerykanów do Sztokholmu. Amerykanie postanowili jako zasadę, że żyją we wspólnotach. Nie ma indywidualnych placówek. Cała północ jest założona przez Amerykanów. Ale cały czas we wspólnocie. I tak było. Placówka w Sztokholmie była pierwszą założoną w Szwecji, jedną z najstarszych w Skandynawii. Parafię zakładano tutaj w początku lat 60. Niestety zapadła decyzja o jej opuszczeniu przez oblatów. Przejęli ją księża diecezjalni.

Potem poszedłem na południe. Jestem tutaj już 11 rok. Na południu są trzy parafie: Ystad, Kristianstad, Landskrona – gdzie pracuję  i wspólnota w Malmö.

Na czym polega specyfika duszpasterstwa w Szwecji?

Szwecja ma regularne duszpasterstwo. Jest struktura diecezjalna, są parafie, są dekanaty. Już nie podlegamy pod Kongregację Ewangelizacji Narodów i Krzewienia Wiary, kiedyś faktycznie Szwecja pod nią podlegała. Teraz są już struktury. Jednak działa to inaczej niż w Polsce. Jest nas przede wszystkim mało – 160 tys. katolików rozsianych po całej Szwecji. W sumie są trzy duże ośrodki: Sztokholm, Göteborg i Malmö. Tutaj skupiska katolików są większe. W samym Sztokholmie jest chyba pięć parafii.

(zdj. archiwum prywatne)

Poza tym w większości parafii większość katolików to są obcokrajowcy. I to z całego  świata. Zderzenie kultur. Jako proboszcz musisz zadbać o potrzeby wszystkich, żeby to zrobić, musisz wiedzieć, o co chodzi. Inaczej patrzą na swoją wiarę Wietnamczycy, Filipińczycy i tak dalej – i to jest nadal wiara katolicka. Nie ma jednorodności w katolickim myśleniu.

Są parafie, gdzie jest dużo katolików – Szwedów. Miałem właśnie taką parafię w Sztokholmie, ponad 50% to byli Szwedzi, nie była wcale mała. Ale to jest Sztokholm, Göteborg – gdzie jest bardzo dużo inteligencji. Miałem w kościele profesorów, członków Szwedzkiej Akademii Nauk, ambasadorów, ale byli też bezrobotni z Ameryki Łacińskiej.

To jest trochę inna praca. Z tymi ludźmi trzeba się jakoś dogadać, żeby się dogadać, to trzeba stosować jakieś kompromisy. Przekonać jedną grupę do drugiej. Jestem teraz na etapie, żeby w Landskronie jakoś te grupy zjednoczyć. Z początku były tutaj trzy tradycyjne grupy: Polacy, Chorwaci i Słoweńcy. W tej chwili Słoweńców jest coraz mniej, wielu się wyprowadziło. Kiedyś Landskrona była dużym ośrodkiem przemysłowym ze stocznią. Potem to wszystko pozamykano i zaczął się kryzys. Chorwaci i Polacy są, ale najwięcej mamy tych, którzy mówią po arabsku, z Bliskiego Wschodu. Pomaga mi ksiądz z Aleppo. W sumie on jest rytu melchickiego, ale odprawia w rycie łacińskim po arabsku. To jest obecnie największa grupa, którą mam w parafii. Wciąż żyją w tradycji rodzinnej, bardzo szerokiej. Kiedyś w kościele wszystkie ławki zajęte, miejsca stojące i ten ksiądz mi mówi: tu są tylko trzy rodziny.

Patrząc na sekularyzację w Szwecji, jakie są możliwości ewangelizacji?

Niekiedy stoję przed kościołem – jest praktycznie w centrum miasta. Ludzie chodzą, czasem się zatrzymają, porozmawiają, wchodzą do kościoła popatrzeć. Są otwarci, ale trudno jest ich przekonać. Trzeba naprawdę popracować, żeby ich przekonać.

Poza tym w Szwecji jest pewne tabu. Religia jest tabu. Na przykład nie znajdziesz statystyk, ilu jest wyznawców Kościoła katolickiego, bo nie wolno o to w ogóle pytać. Nie znajdziesz statystyk, ilu jest muzułmanów. To się oblicza mniej więcej. Religia jest tematem tabu.

Z drugiej strony Szwedzi zdają sobie sprawę, że religia włączyła ich do cywilizacji. Nawet bardzo głośno o tym mówią, że pierwsze uniwersytety w Lundzie czy Uppsali były kościelne, że to Kościół założył. Mówią o tym otwarcie i się tym chlubią. Zabytkowe kościoły traktują jak perełki i bardzo o nie dbają. Ale religia jest tabu, nie wolno pytać o religię, nie wolno zmuszać do religii. Nic z takich rzeczy.

Widzi się w tej chwili coraz większe zainteresowanie sprawami duchowymi. Duchowością wszelkiego rodzaju. Dużo jest osób, które na przykład zachłysnęły się duchowością buddyjską. Ale jest to popularne. Widzimy to po uczestnikach rekolekcji zamkniętych. Przyjeżdża bardzo dużo ludzi w ogóle niereligijnych, ale szukających. Tych jest bardzo dużo.

Konwersji w Szwecji przez cały rok jest ponad 100. Nie jest to może dużo, ale nie jest to znów mało. Najwięcej konwersji jest w ośrodkach akademickich.

(zdj. archiwum prywatne)

Oblackie perspektywy?

W Szwecji widać potrzebę księdza. Za księdzem tam ludzie tęsknią. I to na różnych płaszczyznach, bo ja mówię w tej chwili o parafii. Mamy dobrze rozwinięte duszpasterstwo więzienne, szpitalne. W szpitalach większość zaangażowanych w duszpasterstwo to świeccy jako wolontariusze. Jak trzeba, wołają księdza. Oblaci prowadzą duszpasterstwa specjalistyczne. Sam pracowałem w więzieniu w Sztokholmie przez 15 lat.

Tak samo parafie. Jest taka tendencja w tej chwili, że młodzież niby odchodzi, ale ja zauważyłem, że młodzież odchodzi, bo jest zostawiona sama sobie. Ksiądz, który jest w parafii i musi sam wszystko zrobić, nie da rady tej młodzieży zatrzymać. Po prostu nie ma czasu.

Potrzeby są.

 

(pg)