Kodeń: Nocne czuwanie i oblacka Pasterka

Nocne czuwanie przed tzw. Oblacką Pasterką poprowadził o. Dariusz Galant OMI. Zachęcił zebranych do przyjęcia szkaplerza kodeńskiego. Na jego odezwę odpowiedziały setki pielgrzymów.

Tradycyjną Mszę świętą o północy celebrowali misjonarze oblaci, którzy w trakcie odpustu posługiwali przede wszystkim w sakramencie pokuty i pojednania. Przewodniczył jej o. Józef Wcisło OMI, który obchodzi jubileusz 25. lecia święceń prezbiteratu. W kazaniu ojciec Krzysztof Ziętkowski OMI przypomniał tajemnicę tzw. Uśmiechu Maryi, którego doświadczył św. Eugeniusz.

Posłuchaj całego kazania o. Krzysztofa Ziętkowskiego OMI:

(pg)


Tłumy wiernych na kodeńskim odpuście

Mszy świętej wigilijnej uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny przewodniczył bp Grzegorz Suchodolski – biskup pomocniczy diecezji siedleckiej. Zgromadziła ona ogromne tłumy wiernych. Zanim jednak ruszyła procesja z bazyliki kodeńskiej z kopią cudownego obrazu, purpurat zatrzymał się przed oryginalnym wizerunkiem na chwilę modlitwy.

Na kodeńskiej kalwarii tradycyjnie odbyła się salwa honorowa z działa bractwa kurkowego. Biskupa powitali przedstawiciele parafii oraz Prowincjał Polskiej Prowincji.

Hierarcha nawiązując do doświadczenia wejścia pielgrzymki siedleckiej na Jasną Górę, podczas którego usłyszeli niewybredne komentarze młodych, opuszczających kluby nocne, kontynuował:

Tak wygląda nasze dzisiejsze społeczeństwo. Jest cywilizacja życia i cywilizacja śmierci. Dla jednych skarbem jest wiara, dla drugich skarbem jest kult tego, co nazywamy neopogaństwem. I często to są członkowie tych samych rodzin. Dlatego mamy tak wiele niepokoi w sercu, bo te podziały z roku na rok, zamiast gasnąć, ciągle się pogłębiają. I widzimy, jak wiele jest zagrożeń. Jak wiele osób atakuje to, co święte, to co Boże. A wielu po cichu dokonuje swojej kościelnej apostazji, nie wypisując się oficjalnie, ale w sercu gasząc ten płomień wiary, który zaczął płonąć w momencie chrztu świętego i później przy dużej trosce rodziców, wspólnot parafialnych, duszpasterzy był podtrzymywany przez kolejne sakramenty chrześcijańskiej inicjacji i przez wielką pracę formacji duchowej.

Kaznodzieja pytał zgromadzonych o świadomość fundamentu osobistego życia. Wskazywał na zagrożenia, które szczególnie dotykają rodzinę.

I dlatego potrzebujemy takich uroczystości, jak ta. Potrzebujemy takich spotkań, jak to. Spotkań z Maryją, a przez Maryję z Bogiem samym – przekonywał hierarcha – Potrzebujemy na nowo takiej szkoły formacji sumień. Potrzebujemy umocnienia w dobrym. Potrzebujemy czasu na właściwe postanowienia dotyczące mojego życia duchowego, religijnego, rodzinnego i społecznego na cały kolejny rok.

Przyrównał obraz Matki Bożej Kodeńskiej do starotestamentalnej Arki Przymierza.

Naszą arką, Arką Przymierza jest Maryja. Ten tytuł przysługuje Jej także w Litanii loretańskiej: Arko Przymierza, módl się za nami. Ona także jest tym obrazem bliskiej obecności Boga przy nas. W czasach Starego Testamentu, tam, gdzie była Arka Przymierza, tam było Boże błogosławieństwo. Tam Bóg stawał po stronie swojego ludu. Dzisiaj, tam, gdzie jest Maryja, tam jest Boże błogosławieństwo. Tam Bóg staje po stronie swojego ludu. Dlatego ma Ona tak wielu czcicieli. Tak wiele oddanych osób, które na różny sposób kultywują kult maryjny.

Biskup przypomniał podstawowe formy nabożeństwa do Matki Bożej.

Wyznajemy tym samym wiarę, że czcząc tę Arkę Nowego Przymierza, zyskujemy Boże błogosławieństwo i Bożą ochronę, zwłaszcza na te czasy cywilizacyjnej walki i niepokoju, który wypełnia przede wszystkim nasze serca.

Nawiązując do starotestamentalnej Arki Przymierza, biskup Suchodolski mówił dalej:

Być wiernym Arce Przymierza, to strzec Dekalogu w swoim życiu. To zawalczyć zwłaszcza o to przykazanie, z którym mi jest najtrudniej, żeby mieć jednego Boga, a nie wielu bogów. Żeby służyć Bogu, a nie mamonie. Żeby słuchać tylko prawdziwych proroków, a nie tych fałszywych, obiecujących szczęście za trzydzieści, czy za tysiąc srebrników, albo za ileś tam euro. Naśladować Maryję, to znaczy wytrwać w przymierzu, które ja zawarłem z Bogiem od momentu mojego chrztu. Ponowić przykazania i zobowiązania chrzcielne. A chrzest to także wspólnota Kościoła, do której zostałem włączony. To nie zrezygnować z tej wspólnoty w moim życiu codziennym, a zwłaszcza w moim życiu niedzielnym.

Największym skarbem strzeżonym przez Maryję i skarbem, który powinien być strzeżony przeze mnie, to jest relacja osobista z Jezusem. Nieustanne wołanie: Jezu, jesteś moim Panem i zbawicielem. Jezu, ufam Tobie. Nieustanne przyjmowanie Jezusa w darze słowa, z którym przychodzi i w darze Jego prawdziwego Ciała i najdroższej Krwi w komunii świętej. To są te wewnętrzne momenty, w których ta moja wewnętrzna arka przymierza ożywa i staje się na nowo arką mojego Pana. Mam być takim żywym tabernakulum.

Posłuchaj całego kazania biskupa Grzegorza Suchodolskiego:

(pg)


W kodeńskim sanktuarium rozpoczęły się uroczystości odpustowe

Sumą sprawowaną w bazylice kodeńskiej rozpoczęły się dwudniowe uroczystości odpustowe. Eucharystii przewodniczył o. Paweł Zając OMI, Prowincjał Polskiej Prowincji misjonarzy oblatów. Kazanie wygłosił o. Krzysztof Ziętkowski OMI, misjonarz ludowy z Kędzierzyna-Koźla, który jednocześnie jest tegorocznym kaznodzieją odpustowym.

Towarzyszy nam tak bardzo ważna intencja, wyrażona słowami pokornej modlitwy: Maryjo, Matko pokoju, módl się za nami! – wskazał na początku kazania ojciec Ziętkowski, przywołując hasło tegorocznych uroczystości odpustowych.

Jako że pierwszy dzień kodeńskiego odpustu przypadł w niedzielę, liturgia Słowa zaczerpnięta została z XX Niedzieli Zwykłej roku C. W nawiązaniu do Ewangelii, która mówi o tym, że Jezus nie przyszedł przynieść pokoju, ale ogień na ziemię, kaznodzieja wskazywał:

Mówi nie tylko o tym, że toczy się gdzieś wojna między dwoma państwami, mocarstwami, ale że ten rozłam dosięga rodziny, najbliższych relacji, rodziców do dzieci; choćby tej, o której żartobliwie mówimy, czy stała się przysłowiową – relacji teściowej i synowej. Ale ten podział dosięga jeszcze głębiej, bo każdego ludzkiego serca.

Aby wyjaśnić głębię słów Chrystusa, ojciec Ziętkowski przywołał słowa św. Ambrożego:

Należy się sprawom Bożym pierwszeństwo przed ludzkimi. Jeśli potrzeba się wywiązać ze swych obowiązków względem rodziców, to o ileż bardziej względem Twórcy tych rodziców, za których ty wdzięcznym być musisz.

I to jest ten Boży porządek, porządek Dekalogu – kontynuował dalej kaznodzieja – Najpierw jest pierwsza tablica, która wzywa nas do miłości Boga (…) I kiedy będziemy to zachowywać, to będzie nam łatwiej wypełnić przykazania z drugiej tablicy.

Pan Jezus mówi, że przyszedł rzucić ogień na ziemię. I jakże pragnie, aby on już zapłonął. To jest ogień Ducha Świętego. (…) I On nam pomaga zrobić porządek z występkami, które żyją wspólnie w jednym domu. Pomaga odsunąć się od towarzystwa dawnych występków, zerwać związki z marnotrawnym potomstwem, bo podział jest w ludzkim sercu, w twoim i moim. Tam może być świętość, cnota, a może być przywiązanie do grzechu, wady – i toczy się nieustanna walka. Duch Święty pozwoli nam spalić to, co jest śmieciami. To, co zanieczyszcza nasz wewnętrzny dom, aby był miejscem pokoju.

I teraz możemy popatrzeć w przyszłość, świętując już uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. To pokazuje nam, pielgrzymom tej ziemi, dokąd zmierzamy, bo nie do Kodnia, to byłoby za krótko – do samego nieba. Maryja została wzięta do nieba z ciałem i duszą, bo cały człowiek jest przeznaczony do życia, nie na śmierć.

Nawiązując do dzieła stworzenia i odkupienia, kontynuował:

Miłość jest najbardziej żywotną siłą we wszechświecie, bo miłość nie może umrzeć. Miłość nie tylko wszystko przetrzyma, ale nigdy się nie skończy. I kiedy Chrystusa dosięgła śmierć, to ona nie miała się na czym zatrzymać, nie miała czego już mu zabrać, bo wszystko było rozdane dla nas, ludzi. Bo tym jest miłość, dawaniem siebie. Wyzbyciem się egoizmu. Jezus przez Ducha wiecznego złożył siebie w ofierze, doskonałej ofierze przebłagania, aby oczyścić nasze serca z martwych uczynków.

Tą drogą nie tylko podążył najpierw sam Pan Jezus, za Nim Jego Matka, na drodze krzyżowej, na kalwarii, ale tylu świętych i błogosławionych.

Kaznodzieja podkreślał, jak wiele dobra i miłości dawali ludzie w tym trudnym czasie, w którym żyjemy. Nawiązał do wyciągniętej dłoni wobec uchodźców wojennych. Wskazał na codzienne poświęcenie wielu ludzi, także wojska, którego święto patronalne przypada w uroczystość Wniebowzięcia Maryi.

Uczcić Maryję, to znaczy spełnić Jej prośbę z Kany Galilejskiej: Zróbcie wszystko, cokolwiek powie wam Jezus. I do tych próśb, do tej modlitwy także: Maryjo, Matko pokoju, módl się za nami, dołączmy w naszych sercach, sumieniach, prośbę samego Jezusa. On nas o coś prosi na początek tego odpustu. “Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, żeby on zapłonął”. Pozwól Jezusowi, by rozpalił twoje serce duchem miłości, pokoju, Duchem Świętym.

Posłuchaj całego kazania o. Krzysztofa Ziętkowskiego OMI:

Przez cały dzień do Kodnia zmierzali pielgrzymki, również te piesze. Do bazyliki tworzyła się kolejka, ponieważ każdy z pątników chciał przejść na kolanach wokół Jej wizerunku. Najliczniejsze piesze pielgrzymki przybyły z:

  • Piszczaca – 430 osób
  • Wisznic i okolic – 360 osób
  • Terespola – 300 osób
  • Łomaz – 200 osób
  • Sławatycz – 160 osób
  • Horbowa – 110 osób
  • Huszczy – 100 osób
  • Tucznej – 95 osób

Były także grupy z: Matiaszówki, Gęsi i okolic, Dołhobrodów i Lacka, Wólki Dobryńskiej, Małaszewicz, Białej Podlaskiej, Zadybska czy Rossosza, a także grupa Wojowników Maryi z Międzyrzeca Podlaskiego.

(pg)


Kodeń: Każdego miesiąca przychodzą w pokutnej pielgrzymce

Do Sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej - Królowej Podlasia - Matki Jedności dotarli pielgrzymi z Białej Podlaskiej i okolic. Od maja do października w każdy 13. dzień miesiąca przychodzą tutaj w pokutnej pielgrzymce. W ten sposób realizują przesłanie objawień fatimskich.

Po burzliwej i deszczowej nocy, utrudzeni, ale radośni, także dzisiaj o 6.30 dotarli do Kodnia - informują misjonarze oblaci z Kodnia.

(pg/zdj. P. Tomys OMI)


Dzień Fatimski na Syberii [wideo]

Usolsko-Wierszyńskie wieści https://www.youtube.com/watch?v=eius4rESuf0

Opublikowany przez wierszyna.pl Piątek, 12 sierpnia 2022

Ukraina: Szkolenie z medycyny taktycznej

W stanie wojennym należy być przygotowanym na wszystko. Proste rzeczy ratują życie, a jasne zrozumienie algorytmu działania pomoże pozbierać się w nagłej sytuacji i udzielić pierwszej pomocy poszkodowanemu – tłumaczą organizatorzy szkolenie w Tywrowie.

Szkolenie przeprowadzono na wypadek znalezienia się w trudnej sytuacji – bez dostępu do lekarza, albo pod ostrzałem – kiedy trzeba ratować ludzkie życie.

(pg/OMI Tywrów)


Kanada: Oblat, który większość życia spędził w rezerwatach z Indianami [rozmowa]

W niedzielę 8 maja w parafii Chrystusa Króla w Poznaniu odbyła się uroczystość 50 rocznicy święceń o. Wojciecha Wojtkowiaka OMI, który pochodzi z oblackiej parafii, pracuje w kanadyjskiej Prowincji Wniebowzięcia.

Nasza rozmowa trwała ponad dwie i pół godziny (dobre trzy nabicia fajki – tytoń był jednym z ważnych tematów rozmowy). Trudno oddać ten czas w krótkim tekście, szczególnie, że ze względu na obecność s. Bernadetty (kanadyjska urszulanka), rozmawialiśmy głównie po angielsku. Aktualnie, ze względu na wiek i choroby, o. Wojciech mieszka w oblackim klasztorze, przy naszej parafii w Winnipeg - wyjaśnia o. Maciej Drzewiczak OMI.

Uroczystości jubileuszowe w rodzinnej parafii w Poznaniu

Wojciech Wojtkowiak OMI: Dobrze, że przyszedłeś z tytoniem. Kiedy przychodzisz do starszych zaczynasz od prezentu. Tytoń jest bardzo ważny. Dla Indian uprawa tytoniu była bardzo ważna. Zajmowali się tym mężczyźni. To było trudne, ponieważ te ludy nie były wcale pokojowe. Terytoria nie były związane tylko z pastwiskami, ale raczej z miejscami, gdzie znajdowały się aktualnie stada bizonów. Stąd pojawiało się wiele konfliktów. Jest wiele plemion. Moją pracę w Kolumbii Brytyjskiej zaczynałem z Szuszłapami (plemię).

Maciej Drzewiczak OMI: Jak rozpoczęła się Ojca praca?

Najpierw pracowałem w Toronto (7 lat), później w Welland Ontario (7-8). To była normalna, regularna praca w białych parafiach. Od początku chciałem pracować z Indianami (nativ ministry, First Nations). Dopiero po dłuższym czasie, po wielu prośbach prowincjał zgodził się na moje zaangażowanie w nową posługę. Tak trafiłem na północ Kolumbii Brytyjskiej do Indian. Po krótkim czasie dało mi się porozumieć z prowincjałem – dostałem małą, białą parafię w Lestock (Saskatchewan) oraz możliwość pracy w 13 okolicznych rezerwatach – Sue, Asiniboy, Cri… Diecezja Regina miała około 25 rezerwatów. Po kilku latach otoczyłem opieką duszpasterską wszystkie rezerwaty w tej diecezji. S. Bernadetta pracuje nadal z Indianami – już od 52 lat.

To jest ponad pół wieku doświadczenia...

Siostra Bernadetta: Zapytałam pewną starszą (elder), co sprawia jej największą radość i największy ból. Odpowiedziała, że kiedyś misjonarze „dzielili z ludźmi domy”, byli bardzo blisko ludzi. I to było piękne [teraz przeżywa porzucenie, stratę]. Mam 57 lat życia zakonnego. Zaczęłam w 1970 roku. Na pierwszej placówce poznałam księdza, który żył z ludźmi 25 lat. Dziś dopiero rozumiem, co próbował mi przekazać o trudzie życia z nimi. Po wielu latach widzę, jak bardzo skomplikowana i różnorodna jest ich kultura. Pokazują to choćby ich ceremonie pogrzebowe.

Czy trudno jest wejść w ich świat?

Wojciech Wojtkowiak OMI: Podczas jednej z tradycyjnych ceremonii, prowadzący ją starszy zwrócił się do obecnego tam księdza – człowieka, który poświęcił tej pracy swoje życie – brał udział w ceremoniach, znał bardzo dobrze języki różnych plemion… „Jesteś francuzem, księdzem katolickim, nie próbuj być jednym z nas. Nigdy nie będziesz jak my. Bądź, kim jesteś. Po prostu bądź z nami, staraj się nas rozumieć, pracuj z nami”.

Uroczystości jubileuszowe w rodzinnej parafii w Poznaniu

Czyli nie jest łatwo...

Do tego dochodzi kwestia stylu życia. Kiedyś umówiłem się z pewną rodziną na chrzest. Przygotowałem kaplicę. Czekałem pół godziny. Nie przyszli. Postanowiłem nauczyć ich punktualności. Poszedłem do mieszkania. Zapaliłem fajkę. Przyszli po jakimś czasie i powiedzieli, że są gotowi. Odpowiedziałem, że nie ma teraz czasu, bo palę fajkę. A oni – przyjęli tę informację jakby nigdy nic… i bez pretensji poczekali, aż dopalę [To miało też dobre strony]. Przejazdy między rezerwatami często się przedłużały ze względu na jakość dróg. Ludzie nigdy nie mieli do mnie o to pretensji. Czekali w skupieniu na liturgię.

Siostra Bernadetta: Praca z tymi ludźmi wymaga wiele czasu i wzajemnego zaufania. Tego nie da się zdobyć szybko. Ich trzeba rozumieć.

Wojciech Wojtkowiak OMI: Dla tych ludzi ważna jest stałość. Kiedy jeździłem między rezerwatami – nawet spóźniony – oni mieli pewność, że przyjadę. Oni wszyscy wiedzieli, że będę. To było dla nich ważne. Nie potrzebowali przypomnień. Jednak ta relacja potrzebowała dużo czasu, aby się rozwinąć.

Podsumowanie

Nasza rozmowa dotyczyła bardzo wielu wątków. Trudno je ująć, w krótkim artykule. Najbardziej poruszył mnie temat, którego nie udało mi się uchwycić w powyższych wypowiedziach. Chodzi o motyw poczucia krzywdy. W polskich mediach pojawiają się echa wielkiego skandalu szkół rezydencjalnych, który podzielił Kościół kanadyjski. O. Wojciech i s. Bernadetta zaznaczyli, że intensywność gniewu nie wynika jedynie z samego faktu skandalu, lecz również, lub głównie z powodu poczucia porzucenia, które noszą w swoich sercach przedstawiciele Indian (First Nations). Jak wspomniała siostra – kiedyś księża byli z ludźmi. Dziś ich domy (centra misyjne) często są puste, a ludzie czują się porzuceni. W tej trudnej sytuacji iskierką nadziei wydaje się być owocna współpraca świeckich katolików ze starszyzną plemienną. Właśnie taką pracą zajmuje się dziś s. Bernadetta w jednym z punktów wolontariackich.

(pg/tekst ukazał się w gazetce parafialnej "Chrystus Król")


Opole: Być z ludźmi i dla ludzi...

Młoda parafia pw. św. Jana Pawła II w Opolu inwestuje nie tylko w mury powstającego kościoła, ale przede wszystkim we wspólnotę. Relacje między duszpasterzami a wiernymi buduje się nie tylko na liturgii, ale przebywając ze sobą. Inicjatywy rodzące się w parafii cieszą się wielkim zainteresowaniem wśród mieszkańców opolskich Gosławic i Kolonii Gosławickiej. Oprócz wieczorów filmowych w klasztorze, wyjazdu parafian z proboszczem do oblackiej parafii w Łebie nad Bałtykiem, grupa dzieci z opiekunami na rowerach udała się nad pobliskie Jezioro Turawskie. W wyprawie wziął udział senior oblatów w Opolu – o. Krzysztof Tarwacki OMI.

(pg)