Kodeń: Peregrynacja figury św. Michała Archanioła z Gargano [WIDEO]

https://www.facebook.com/SanktuariumKoden/videos/3796982940573392


Nowicjusze na egzaminach i przymiarki habitów

Jak co roku w połowie lipca nowicjusze wraz z ojcem Mistrzem wyjeżdżają do Poznania, by przystąpić do egzaminów wstępnych na Wydział Teologiczny Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Wyjazd ten jest zarazem okazją, by odwiedzić oblackie domy oraz zwiedzić miejsca wyjątkowe dla historii i Kościoła w Polsce. W tym roku trasa wiodła przez Poznań, Gniezno, Licheń i Wrocław. Nie zabrakło także wizyty w zakładzie krawieckim, który szyje sutanny dla naszych najmłodszych współbraci. Po powrocie na Święty Krzyż opublikowane zostały wyniki egzaminu. Obydwaj nasi nowicjusze, Dominik i Iwan, zdali go pozytywnie i od października będą studentami Wydziału Teologicznego UAM w Poznaniu.

(kj)


Komentarz do Ewangelii dnia

Tylko Bóg zna dogłębnie serce człowieka. Wobec osobistych niepowodzeń potrafimy łatwo usprawiedliwiać się lub przedstawiać okoliczności łagodzące, natomiast bliźnich popełniających grzechy bezdyskusyjnie i surowo osądzamy. Gdybyśmy innych ludzi traktowali jak siebie, nie mielibyśmy tylu nieporozumień. Bywa i tak, że po grzechu jesteśmy surowi i okrutni wobec samych siebie i dlatego nie potrafimy okazywać miłosierdzia bliźnim po ich błędach. Patrzenie na siebie i na bliźnich oczami Pana Jezusa, a więc przez pryzmat miłosierdzia buduje lepszy, pełen przebaczenia i miłości świat. „Słodkie jest słowo miłosierdzie; a jeśli słowo jest takie słodkie, o ile słodsza jest sama rzecz? Kto chce otrzymać miłosierdzie w niebie, musi je praktykować na tym świecie”, powiada św. Cezary z Arles.

Zabiegajmy zatem o budowanie Bożego królestwa, opartego na cywilizacji miłości i prawdziwego życia w wolności dzieci Bożych.

(S. Stasiak OMI)


Z listów św. Eugeniusza

WSZYSTKO, CO DOCHODZI DO MNIE OD MOICH DROGICH DZIECI, INTERESUJE MNIE W NAJWYŻSZYM STOPNIU

Kontynuując swój ojcowski list do ojca Henri Farauda, poprosił o informacje od niego i ustanowił tradycję, której wiernego przestrzegania oczekiwał od każdego oblata na misjach zagranicznych – pisania listów co sześć miesięcy.

Dlaczego więc, drogi synu, gdy pisze do mnie o. Aubert, ojciec nie dorzuci kilka linii do jego listu albo, jeszcze lepiej, dlaczego ojciec sam nie pisze do mnie bezpośrednio, aby mi powiedzieć o sobie i zdać mi relację z tego, co ojciec zrobił na chwałę Boga? Dwa razy w roku, ponieważ nie ma możliwości korespondować częściej, nie jest czymś bardzo trudnym, a ojciec sprawiłby mi tak wiele przyjemności, tak wiele dobra.

Mało mnie ojciec zna, jeżeli nie wie, jak ojca kocham. Drogie dziecko, proszę naprawić minione zaniedbanie, przygotowując mi swoją historię od chwili swego wyjazdu na misje aż do dnia daty listu. W tym celu ojciec weźmie duży arkusz papieru i drobnymi literami napisze na czterech lub więcej stronicach, jeśli zajdzie taka potrzeba, albo w drugim liście zacznie ojciec historię od miejsca, w którym ją zostawi. Nie ma żadnego szczegółu, który byłby mi obojętny. Wszystko, co dochodzi do mnie od moich drogich dzieci, interesuje mnie w najwyższym stopniu. Mój drogi o. Faraudzie, niech mi ojciec zrobi tę przyjemność. Proszę o to w zamian za dobro, którego ojcu życzę, za przyjaźń, za miłość ojcowską, którą żywię do ojca.

List do ojca Henri Faraud’a w Kanadzie, 10.05.1848, w: PO I, t. I, nr 95.

"Muzyka ma siedem liter, pismo ma dwadzieścia sześć nut" (Joseph Joubert).

Eugeniusz z pewnością znał muzykę korespondencji z tymi, których kochał. Jego kanonizacja wskazuje, że „muzyka” rozbrzmiewa do dziś dzięki naszym relacjom z Nim.

(tł. R. Tyczyński OMI)


"Najwięcej radości daje mi fakt, że mogę nieść chorym Chrystusa w Komunii Świętej"

Rozmowa z bratem Romanem Zapadką OMI, kapelanem szpitalnym w Kanadzie. Oblat należy do Prowincji Wniebowzięcia, w której misjonarze w większości posługują wśród Polonii.

Tomasz Jarosz OMI: Jak poznałeś oblatów i co Ci się w nich spodobało, że zdecydowałeś się zostać jednym z nich?

Roman Zapadka OMI: Oblatów poznałem przez jednego z moich współbraci, który jest księdzem, czyli Kazimierza Tyberskiego, który po wstąpieniu do oblatów utrzymywał ze mną kontakt korespondencyjny, pisząc do mnie o św. Eugeniuszu, o Zgromadzeniu, o oblatach. Powiedział mi, że oblaci to także bracia zakonni, którzy wykonują różne posługi na rzecz swojej wspólnoty lub ludzi, a ich posługa często pozostaje w cieniu, nie jest zbytnio eksponowana. Bardzo mi się to spodobało, ponieważ łatwiej jest mi coś robić, służyć bez rozgłosu, że tak powiem.

(zdj. archiwum prywatne)
Opole: „Pacjent żyje, ale to Bóg go uratował” [ŚWIADECTWO]

Czy Kanada zawsze była w Twoich planach, czy też już wcześniej gdzieś posługiwałeś?

Nie brałem pod uwagę pracy w Kanadzie, to stało się dość niespodziewanie. Chciałem pojechać do Afryki, gdzie Polska Prowincja miała misje w Kamerunie i na Madagaskarze. Kilku braci oblatów wyjechało już przede mną, więc nie było potrzeby, aby wyjeżdżał kolejny. Potem otrzymałem propozycję wyjazdu do Kanady. Nie zastanawiałem się zbyt długo. Kamerun i Kanada, oba kraje zaczynają się na literę K, więc pomyślałem, że to będzie dobry wybór.

Nigdy nie postawiłeś stopy na afrykańskiej ziemi?

Przed wyjazdem do Kanady nie. Dopiero w Kanadzie dostałem propozycję bycia takim pionierem i wyjazdu do Kenii, by pomóc w misji. Po siedmiu latach w Kanadzie pojechałem tam i służyłem przez pięć lat. Byłem odpowiedzialny za formację młodzieży i ministrantów, a także za różne projekty na misji, takie jak: projekt wodny, który polegał na dostarczaniu wody pitnej z gór do wiosek; zorganizowaliśmy tartak dla młodych ludzi, gdzie mogli uczyć się stolarstwa i zarabiać na życie, a także posługiwałem wśród bezdomnych i w szpitalach. Byłem bardzo zszokowany sytuacją w lokalnych szpitalach, gdzie często jedno łóżko jest zajęte przez dwóch, a czasem trzech pacjentów.

Daniel Kloch OMI: Cud za wstawiennictwem Jana Pawła II [ŚWIADECTWO]
(zdj. archiwum prywatne)

Jak wygląda Twoja obecna posługa w Kanadzie?

Po Afryce wróciłem do parafii św. Kazimierza, gdzie byłem wolontariuszem w Copernicus Lodge, a także zacząłem robić kursy dla kapelanów szpitalnych i kontynuować edukację. Diecezja szukała kogoś, kto zapewniłby opiekę duchową chorym w szpitalach, a ponieważ miałem odpowiednie przeszkolenie, zostałem kapelanem. Początkowo posługiwałem w siedmiu szpitalach, ale po pewnym czasie zdecydowano, że to zbyt wiele dla jednego człowieka, więc teraz jestem odpowiedzialny za pięć szpitali. Moja posługa polega na odwiedzaniu pacjentów, towarzyszeniu im duchowo i przygotowywaniu ich do przyjęcia sakramentów oraz rozdawaniu komunii świętej.

(zdj. archiwum prywatne)

Co daje ci największą satysfakcję i radość z tej posługi, a także co jest w niej trudne?

Myślę, że najwięcej radości daje mi fakt, że mogę nieść chorym Chrystusa w Komunii Świętej, na którą czekają z niecierpliwością i za którą są bardzo wdzięczni. Widać, że mają nadzieję, że Jezus ich uzdrowi, może niekoniecznie fizycznie, ale duchowo. W rezultacie widzę, jak wielu z nich pogodziło się ze swoją sytuacją, a nawet ze śmiercią. Najtrudniejsze jest to, że wielu pacjentów oczekuje cudu uzdrowienia, chcą być ze swoimi rodzinami tak długo, jak to możliwe, a ja jestem bezradny.

(omiap.org/tł. pg)


Z listów św. Eugeniusza

NIECH OJCIEC WIE, ŻE ZAWSZE JEST PRZY OJCU OBECNY

Mój drogi o. Faraudzie, za wielkim jeziorem przebywa pewien ojciec, o którym nie można zapomnieć. Niech ojciec będzie przekonany, że zawsze jest mu bardzo bliski mimo odległości, która ojca oddziela od niego, nie tylko przy świętym ołtarzu, przy którym codziennie składa Świętą Ofiarę za rodzinę i wszystkich członków, którzy ją tworzą, ale w ciągu rutynowych zajęć i w częstych rozmowach, w których nazwisko jego dzieci, ich posługa, ich trudne prace i wszelkie dobro, jakiego dokonują, pojawiają się bez przerwy w jego pamięci i na jego wargach.

Dwudziestopięcioletni Henri Faraud rozpoczął studia teologiczne w Marsylii, ale w 1846 roku jako scholastyk został wysłany do Kanady. Kontynuował studia teologiczne, ucząc się jednocześnie niektórych rodzimych języków, a rok później został wyświęcony na kapłana. Resztę życia spędził pracując z ludnością Pierwszych Narodów i został wyświęcony na biskupa Athabaska-Mackenzie.

Żegnam, mój drogi synu! Niech Pan rozlewa swoje najobfitsze błogosławieństwa na ojca, na ojca braci i na waszą świętą posługę. Niech zawsze sprawia, abyście się stawali coraz godniejszymi waszego wzniosłego powołania, niech obdarza was duchowymi pociechami w nagrodę za trudy, jakie ponosicie dla Jego chwały i dla zbawienia dusz, które odkupił swoją cenną Krwią. Ja ze swej strony błogosławię ojca z całej mojej duszy.

List do ojca Henri Faraud’a w Kanadzie, 10.05.1848, w: PO I, t. I, nr 95.

Eugeniusz przez całe swoje życie nieustannie przypominał o swoim duchowym ojcostwie. Dzisiaj wierzę, że te słowa są nadal aktualne dla każdego z nas, członków jego charyzmatycznej rodziny: w niebie jest Ojciec, o którym nie może ojciec zapomnieć; niech ojciec wie, że zawsze jest przy ojcu obecny. Obyśmy nigdy nie zapomnieli, że on wstawia się za nami. Święty Eugeniuszu de Mazenodzie, módl się za nami.

(tł. R. Tyczyński OMI)


Z listów św. Eugeniusza

REGUŁA ODBICIEM EWANGELII

Misje zagraniczne są wyzwaniem dla Eugeniusza. Oblaci, którzy udali się do Kanady i na Cejlon byli bardzo młodzi i nie otrzymali wystarczająco dużo formacji ludzkiej i misyjnej i potrzebowali wskazówek. Listy z Marsylii przychodziły do nich po miesiącach, ale był to jedyny sposób, w jaki Założyciel mógł ich wspierać. Nieustannie zachęcał ich do stosowania dwóch podstawowych zasad: aby byli posłuszni swoim przełożonym i wierni oblackiej regule.

Zawsze polecam ojcu zgodę między wami i jak największą uległość tym, którzy wam zastępują Boga.

Po drugie, i co najważniejsze, oblacka Reguła, syntetyzuje i wdraża Ewangelię we wszystkich aspektach życia oblackiego.

Ach, gdyby trochę więcej rozmyślano nad świętymi Regułami, które dał nam Kościół, ile błędów uniknięto by i jaki postęp zrobiono by w doskonałości swego stanu!

List do ojca Gaudeta w Montréalu, 29.04.1848, w: PO I, t. I, nr 94.

Augustin Gaudet w przeddzień swego wyjazdu na misje zagraniczne napisał do Eugeniusza:

Zabieram ze sobą moją Regułę; będzie zawierała ojca zbawienne rady, wolę, całe ojca serce. Będzie więc ojciec zawsze ze swoim dzieckiem, często będę ją czytał, często będę ją przyciskał do moich ust. Ona będzie moją ucieczką i pociechą w moich smutkach. Jestem przekonany, że dzięki mojej regule uświęcę się i że tylko przez nią uświęcę dusze. Przysięgam jej miłość i wierność na wieki (https://www.omiworld.org/fr/lemma/gaudet-augustin-fr/)

Czy jako członek mazenodowskiej, charyzmatycznej rodziny odnajduję swoją duchowość i misję w charyzmacie i sposobie życia wyrażonym w oblackich Konstytucjach i Regułach? Dla kapłanów i braci nasza Reguła stanowi podstawę każdego naszego działania. Dla świeckich członków rodziny te części, które odnoszą się do ich stanu życia, mają być jasne i życiodajne.

(tł. R. Tyczyński OMI)


Festiwal Życia: "Długo na ten moment czekałem... nie byłoby mnie tutaj i nie żyłbym dzisiaj"

Młodzi katolicy spowiadający się o każdej porze i w każdym miejscu, szalone imprezy na głośnych koncertach, niekończące się kolejki do przyjęcia Komunii, zacięta rywalizacja i wielkie emocje podczas ekstremalnego biegu przez wodę, błoto i las, rzeka festiwalowiczów przelewająca się dzień i noc przez kaplicę z całodobową adoracją Najświętszego Sakramentu… i po prostu tłumy ludzi z całej Polski i całego świata, którzy przyjechali do Kokotka, by przeżyć – jak sami mówią – swój najlepszy tydzień w roku. Taki był zakończony właśnie Festiwal Życia.

Edyta i Łukasz Golcowie: Bóg jest naszą tarczą

Golec uOrkiestra już kiedyś występował jako zespół na Festiwalu Życia. Trzy lata temu muzycy zaśpiewali ze sceny „Do Kokotka wróć” i rzeczywiście wrócili, choć w bardzo nieoczywistej roli. Przedostatniego dnia wydarzenia Edyta i Łukasz Golcowie, bodaj najbardziej znane góralskie małżeństwo w Polsce, spotkali się z uczestnikami festiwalu na porannej konferencji, by podzielić się swoim świadectwem wiary w Boga i relacji w małżeństwie.

W rozmowie prowadzonej przez Marcina Zielińskiego – znanego ewangelizatora, a prywatnie ich przyjaciela – małżeństwo Golców opowiadało o przyznawaniu się do Boga w świecie show-biznesu, radzeniu sobie z hejtem i budowaniu relacji na fundamencie wiary.

W tym środowisku to bardzo niepopularne, by przyznawać się do relacji z Bogiem. Mamy przyklejoną łatkę zespołu „kościółkowego”, bo gramy dużo kolęd. To nie jest modne, ale gdy „Pudelki” czy „Plotki” pytają nas o wiarę, zawsze mówimy, jak jest: że Pan Bóg jest naszą tarczą – opowiadała Edyta Golec. – Bardzo imponuje mi wiara mojego męża. Ja się cały czas uczę na jego przykładzie, jak można się codziennie modlić, siadać do Pisma Świętego i mówić różaniec – podkreśliła skrzypaczka.

Z kolei jej mąż dodał, że w show-biznesie widzi wielu skrzywdzonych ludzi, którzy szczerze potrzebują Boga. Przyznał też, jak radzi sobie z internetowym hejtem.

Mam grubą skórę i autentycznie modlę się za ludzi, których usuwam na Facebooku czy Instagramie – powiedział Łukasz Golec.

Kiedyś gardził księżmi, teraz pomodlił się ze sceny z jednym z nich. Mesajah niespodziewanie ogłosił nawrócenie

Manuel Rengifo Diaz – znany pod pseudonimem Mesajah wokalista reggae o polsko-peruwiańskich korzeniach – niegdyś w swoich tekstach oczerniał Kościół i księży czy odwoływał się do poglądów, które z chrześcijaństwem nie mają wiele wspólnego. Stąd jego obecność na katolickim festiwalu mogła wśród niektórych budzić konsternację. Jednak już przed koncertem w swoich mediach społecznościowych zapowiedział, że w jego życiu nastąpiła zmiana i bardzo czeka, by podzielić się tym z uczestnikami Festiwalu Życia w Kokotku.

W trakcie występu na Festiwalu Życia Mesajah opowiedział o poważnych problemach zdrowotnych, z jakimi zmagał się w ostatnich latach, a także o powrocie do wiary w Boga.

Długo na ten moment czekałem, bo – mam nadzieję – wszyscy tutaj noszą Boga w swoim sercu. Gdyby nie najwyższy Pan i Uzdrowiciel, nie byłoby mnie tutaj i nie żyłbym dzisiaj. Jemu zawdzięczam życie, moje zdrowie i to, że dał mi kolejną szansę – wyznał Mesajah, gdy przerwał koncert, by podzielić się swoją historią, na co publiczność odpowiedziała głośnymi brawami.

 

Wierzę, że to też nie jest przypadek, że pojawiłem się tutaj akurat w tym czasie, bo wiem, że parę lat temu w ogóle bym tego nie zrozumiał – dodał muzyk. A na koniec koncertu – wyraźnie poruszony otwartością festiwalowiczów i o. Tomasza Maniury, głównego organizatora wydarzenia, który dziękował mu ze sceny – zakończył wspólną modlitwę „Chwała Ojcu…” gromkim „Amen!”.

C-Bool zremiksował „Abba Ojcze”, publiczność oszalała

W finale koncertowej soboty wystąpił C-Bool, znany DJ i producent muzyczny, autor wielu popularnych utworów zyskujących setki milionów odtworzeni w serwisach streamingowych. Ze sceny powiedział, że wprawdzie nie zwykł remiksować tego typu utworów, lecz gdy przyjął zaproszenie na Festiwal Życia, zdecydował, że na tę imprezę musi przygotować coś specjalnego. Chwilę po tych słowach Kokotek dosłownie trząsł się od „Abba Ojcze” w wersji techno.

(Sz. Zmarlicki/zdj. Grzegorz Szpak)


Festiwal Życia: Na ten wieczór niektórzy czekają przez cały rok

Podobnie jak Papua-Nowa Gwinea – ze względu na swój nieprzewidywalny charakter – nazywana jest „Krainą Nieoczekiwanych Zdarzeń”, tak i – szczególnie po tegorocznej edycji – Festiwal Życia w Kokotku zacznie być nazywany Festiwalem Nieoczekiwanych Zdarzeń. Bo czy po biskupie biegnącym w błocie z młodzieżą coś jeszcze mogło zaskoczyć uczestników? Okazuje się, że tak…

Ksiądz wygłosił stand-up i zszokował wszystkich. „Opowiem o swoim pierwszym razie”…

Ksiądz Łukasz Wieczorek jest duszpasterzem młodzieży z Katowic, angażuje się również w przygotowania do Festiwalu Życia. Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie niepozornego, ale gdy tylko ma wokół siebie grono rozmówców czy słuchaczy, zza lekko tajemniczego uśmiechu jak z rękawa sypie ciętymi ripostami i trafnymi żartami.

Jakiś czas temu organizatorzy tego wydarzenia wymyślili sobie, żeby zrobić pierwszy katolicki stand-up. A że nikt inny nie chciał tego wziąć, dostałem ja. Jeszcze 15 minut temu myślałem, że nie wyjdę tu na scenę – rozpoczął ks. Łukasz Wieczorek.

Ludzie z mediów powiedzieli mi, że muszę powiedzieć coś ostrego, żeby dobrze się to sprzedało. No to teraz ksiądz mówi o swoim pierwszym razie – kontynuował, od razu zyskując uwagę studentów zgromadzonych w festiwalowej Strefie Chilloutu.

Byłem świeżo wyświęconym księdzem, moja pierwsza parafia, a w zasadzie na zastępstwie w pięknym Mikołowie… Przyszedł czas, by odprawić pierwszy ślub. Podchodzę do pary młodej, która czeka w drzwiach kościoła, i mówię do nich: „to jest mój pierwszy raz”. A pan młody na to: „mój też!” – opowiadał ks. Wieczorek.

W trakcie prawie godzinnego stand-upu ksiądz w komediowym stylu przytaczał między innymi historie o swoich nietypowych interwencjach policyjnych oraz o tym, że 400 ml kawy zajmuje pół stołu w pokoju nauczycielskim. Całego wystąpienia można posłuchać na kanale Festiwalu Życia na YouTubie.

Najpierw biegł przez błoto, później wygłosił porywającą homilię

Biskup Piotr Przyborek z Gdańska jednego dnia zszokował wszystkich, gdy stanął na starcie ekstremalnego Biegu Festiwalowicza, by po chwili przedzierać się przez bagniste rowy i leśne zarośla, a kolejnego – gdy już zmył z siebie wszystkie warstwy błota – przewodniczył Mszy na Festiwalu Życia i ujął słuchaczy niezwykle bezpośrednim kazaniem.

Namawiając do zmiany myślenia oraz podejścia do drugiego człowieka, biskup mówił w homilii o różnicy między tym, co wypowiadamy na zewnątrz, a tym, co czujemy w sercu. A wszystko, co nie pozwala nam stać się lepszymi ludźmi, porównywał do błota, w którym sam wcześniej ugrzązł.

Spróbuj odlepić od siebie to błoto i zobaczyć siebie oczyma Pana Jezusa. Zaczniesz patrzeć na swoje życie jak na relację z Bogiem, który podnosi, umacnia, obmywa z tego błota. Wtedy zacznie tworzyć się jedność między tym, co w głowie, a tym, co w sercu – zachęcał bp Przyborek.

Był wieczór uwielbienia, będzie Mesajah i C-Bool

Piątek na Festiwalu Życia zakończył się muzycznym wieczorem uwielbienia, który poprowadził znany ewangelizator Marcin Zieliński wraz z festiwalowym zespołem 3 Dni 3 Noce. To wydarzenie przyciągnęło do Kokotka niespotykane wcześniej kilkutysięczne tłumy, wypełniając pole przed sceną aż po brzegi. Wielu wiernych przyjechało z daleka tylko na ten jeden wieczór, by uczestniczyć w tej szczególnej formie modlitwy.

Teraz przed uczestnikami mocne zakończenie festiwalowego tygodnia. Po porannej konferencji Edyty i Łukasza Golców czekają na nich dwa koncerty w gorących wakacyjnych klimatach – o 18:00 wystąpi Mesajah, a o 21:00 zagra C-Bool. Wejściówki wieczorne są wciąż do nabycia na terenie festiwalu oraz na stronie www.festiwalzycia.pl.

Festiwal Życia zakończy się uroczystą Mszą Świętą w niedzielę o 11:00. Bieżące relacje ze wszystkich wydarzeń można śledzić w mediach społecznościowych – na Facebooku, Instagramie, TikToku i YouTubie.

(Sz. Zmarlicki/zdj. Grzegorz Szpak)


Zakończyła się sesja łączona USA-Kanada

Dobiegła końca sesja łączona zarządu centralnego Zgromadzenia oraz oblatów z prowincji regionu USA-Kanada. Spotkanie odbywało się w centrum rekolekcyjnym w Waszyngtonie w dniach 7-13 lipca. Obejmowało blisko 450 misjonarzy posługujących w Prowincji Stanów Zjednoczonych oraz trzech prowincjach kanadyjskich. Wśród tych ostatnich jest Prowincja Wniebowzięcia, w której posługują Polacy.

Tematem przewodnim sesji była droga uczniów do Emaus. Podejmowano tematykę synodalności i różnorodności kulturowej. Na zakończenie sesji celebrowano Eucharystię. W kazaniu o. Luis Alonso OMI wskazywał:

W momencie zatwierdzenia reguł było około czterdziestu oblatów. Wyobraźmy sobie potencjał naszego powołania! Jest to to samo powołanie, co powołanie Jezusa Chrystusa i Apostołów – głoszenie Ewangelii ubogim. Założyciel miał marzenie, ale nigdy nie zobaczył jego spełnienia za swojego życia. Nigdy nie był świadkiem wielkiej liczby świętych i błogosławionych w naszym zgromadzeniu. Mógł o tym marzyć, ale nigdy nie wyobrażał sobie, że pewnego dnia będziemy obecni w siedemdziesięciu różnych krajach. Marzenie założyciela było jednak zakorzenione w jego osobistym doświadczeniu Jezusa Chrystusa. Kierując się pasją do misji Chrystusa – a nie własnej – przyjął krzyż i poświęcił swoje życie głoszeniu Dobrej Nowiny ubogim.

Generał wzywał oblatów regionu USA-Kanada do dążenia do świętości i nie zniechęcania się trudnościami, szczególnie związanymi ze zeświecczonym środowiskiem, w którym niejednokrotnie pracują.

(pg/zdj. OMIWorld)