W Wielkim Poście wesprzyj duchowo misjonarza

Na świecie pracuje obecnie 1741 misjonarzy z Polski. Obok ewangelizacji zmieniają także codzienne życie ludzi - budują szkoły, szpitale, studnie... Oprócz wsparcia materialnego potrzebna jest również pomoc duchowa. Temu służy coroczna akcja "Misjonarz na Post" organizowana przez misyjne.pl i "Misyjne Drogi" - media prowadzone przez Polską Prowincję Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Jednym z patronów medialnych akcji jest oblaci.pl - oficjalna witryna polskich misjonarzy oblatów.

Misjonarze są najlepszymi dyplomatami promującymi nasz kraj na obczyźnie. Dyplomacja zawodowa obłożona jest wieloma warunkami, natomiast bezpośrednio z ludźmi kontaktuje się misjonarz – mówił na konferencji prasowej rozpoczynającej jedną z edycji akcji abp Stanisław Gądecki.

W akcję można włączyć się na różne sposoby - poprzez modlitwę, dobrowolną formę postu i wyrzeczenia, dobre postanowienia czy ofiarowane cierpienia. Wystarczy wejść na stronę akcji i wypełnić formularz - KLIKNIJ. W zamian otrzymuje się imię i nazwisko oraz kraj posługi konkretnego misjonarza, który będzie wspomagany duchowo przez czas tegorocznego Wielkiego Postu. Dodatkowo można otrzymać półroczną bezpłatną prenumeratę "Misyjnych Dróg" wydawanych przez polskich misjonarzy oblatów.

Wielkopostna akcja może być również zachętą do dołączenia do grupy Przyjaciół Misji Oblackich, którzy przez cały rok współpracują z oblackimi misjonarzami na całym świecie. Więcej o Przyjaciołach Misji Oblackich można przeczytać TUTAJ.

(pg)


Z listów św. Eugeniusza

PIERWSZA MISJA OBLACKA W STANACH ZJEDNOCZONYCH

W 1841 roku misjonarze oblaci przybyli do Kanady. Pięć lat później zostali zaproszeni, aby osiedlić się na zachodnim wybrzeżu Ameryki. Eugeniusz de Mazenod napisał do pewnego oblata z Francji:

Monsinior Blanchet, biskup z Walla Walla, brat arcybiskupa z Oregonu chce powierzyć swoją interesującą misję naszemu Zgromadzeniu; pragnie, żeby ojcowie z naszego Stowarzyszenia współpracowali z nim w rozwijaniu Królestwa Jezusa Chrystusa w rejonach powierzonych jego trosce. Przez ten uprzywilejowany wybór prace Zgromadzenia rozciągną się od morza do morza, a poszerzając się przez to, z Kanady połączymy się ze Stanami Zjednoczonymi.

 List do ojca Pascala Ricarda, 08.01.1847, w: PO I, t. 1, nr 74.

W jaki sposób w moim codziennym życiu mogę być świadkiem?


Komentarz do Ewangelii dnia

Tajemnicza działalność Herodiady. Żyjąca w kolejnym związku kobieta, nie przebiera w środkach, aby pozbyć się „głosu sumienia”, kiedy to szczególnie przez Jana Chrzciciela wskazuje jej i Herodowi, kwestię uporządkowania relacji. „Kwas” żądzy „popycha” kobietę do najgorszego. Podejmuje się na wszelki sposób wyeliminowania ze swojej przestrzeni życia, tego który wzywał do nawrócenia. Czyli do zmiany sposobu życia i myślenia - Jana Chrzciciela. Poprzez zabawę urodzinową doprowadza do tragedii, odbiera życie Janowi, namawiając swoją córkę, aby wymogła w nagrodę za taniec głowę Jana na misie. Jan zostaje zamordowany. Cel zostaje osiągnięty. Herod mimo wydania rozkazu uśmiercenia Jana odczuwa lęk i ogromne wyrzuty sumienia. Stąd dostrzega on w Jezusie powstałego z martwych Jana. W naszym codziennym życiu także możemy mieć takie „Herodiady”, które robią wszystko, aby zagłuszyć nasze sumienie i zniewolić nas w żądzy posiadania i gromadzenia wszystkiego tego, czego tylko zapragniemy. Panie Jezu, nie daj nam zagubić się w takim systemie życia. Abyśmy bardziej „byli” niż posiadali to czy owo, kosztem zatraty wolności i siebie.

 

(zdj. domena publiczna)


Madagaskar: "Spadło tysiące ton wody przez 10 dni bez przerwy"

Światowe agencje relacjonowały przejście cyklonu Cheneso – porywy wiatru do 170 km/h oraz ulewne deszcze, które niszczyły infrastrukturę jednego z najbiedniejszych krajów na świecie. Jednak życie na Madagaskarze musi trwać dalej, ludzie patrzą z przerażeniem na poniszczone domy i zalane pola uprawne. Niektórzy stracili wszystko.

Madagaskar: Dramatyczna sytuacja po cyklonie [ZDJĘCIA]

Na miejscu posługują Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej. Najbardziej ucierpiało zachodnie wybrzeże wyspy, gdzie cyklon posuwał się bardzo powoli.

Cyklon zatrzymał się na 4 dni na Kanale Mozambickim w jednym miejscu. Spadło tysiące ton wody przez 10 dni bez przerwy. Drogi, mosty, uprawy, budynki zostały zalane i zniszczone. Nasze parafie w Morondava i Befasy szczególnie zostały zalane wodą i poniszczone przez wiatry. Cyklon Cheneso przesunął się na południe Oceanu Indyjskiego – tłumaczy o. Stanisław Kazek OMI, proboszcz parafii w Befasy.

Miejscowość leży w okręgu Morondava na zachodnim wybrzeżu Madagaskaru. Przez wiele lat w Befasy posługiwał obecny prowincjał-nominat Polskiej Prowincji – o. Marek Ochlak OMI. W 2019 roku wybudowano nowy kościół, szkołę i przychodnię lekarską. To dar archidiecezji poznańskiej z okazji 1050. rocznicy istnienia biskupstwa w stolicy Wielkopolski.

Region Menabe od wielu lat nie przeżywał takiego cyklonu – tłumaczy o. Marek Ochlak OMI, prowincjał nominat Polskiej Prowincji. – Od 10 lat nie było cyklonu, który przyniósł aż tyle wody. Z jednej strony woda to życie, pełne ryżowiska – pewność, że ludzie będą żyć. Z drugiej strony, cyklon to zagrożenie życia, domostw. Ludzie w buszu nie żyją w willach, są to bardzo proste chaty. Daje to możliwość, że dość łatwo można je odbudować z materiałów, które są dostępne. Niemniej jednak pomoc misji jest bardzo ważna, oprócz doraźnego wsparcia – żywności, lekarstw – trzeba wiedzieć, że po opadnięciu wody, zaczną się problemy, żeby coś zasadzić. Ludzie potrzebują nasion, m.in. fasoli, ryżu, żeby wznowić plantacje. Na to nie będą mieli pieniędzy. Zawsze w takich sytuacjach liczymy na naszych Przyjaciół Misji, którzy nigdy nas nie zawiedli, zawsze okazywali ogromne serce – dodaje były misjonarz w Befasy.

W podobnym tonie wyraża swoje zaniepokojenie obecny proboszcz w misji:

Obecnie zacznie się ciężki okres dla mieszkańców Madagaskaru. Plantacje ryżu, manioku, patatów, kukurydzy, owoców cytrusowych zostały zalane i zniszczone. Dachy domów, szkół, szpitali są poniszczone. Przez najbliższe 3-6 miesięcy życie wielu Malgaszy będzie bardzo ciężkie i trudne. Potrzeba leków, ubrań, ryżu, fasoli, oleju, koców i nasion, by życie mogło powrócić do jako takiej normy – apeluje ojciec Kazek.

Od początku tragedii pogodowej na Madagaskarze udzielana jest pomoc przez Prokurę Misyjną Polskiej Prowincji. Wszystkich ludzi dobrej woli prosimy o wsparcie pomocy dla mieszkańców Czerwonej Wyspy (kliknij w poniższy baner):

 

(pg/zdj. S. Kazek OMI)


QUIZ: 10 faktów o życiu zakonnym oblatów

483
Created on

10 faktów o życiu zakonnym oblatów

Sprawdź, ile wiesz o życiu zakonnym Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej!

1 / 10

Ile ślubów zakonnych składają oblaci?

2 / 10

Jaki jest strój zakonny oblatów?

3 / 10

Po ilu latach oblat na ślubach czasowych może prosić o śluby wieczyste?

4 / 10

Ile klasztorów oblackich znajduje się w Polsce?

5 / 10

Która z poniższych skrótowych nazw jest właściwa?

6 / 10

Jakie posługi tradycyjnie zajmują pierwsze miejsce w apostolstwie oblatów?

7 / 10

Jedną z najważniejszych posług misjonarzy oblatów jest głoszenie misji parafialnych. Po czym można poznać misjonarza ludowego na misjach świętych?

8 / 10

Co znaczy słowo oblat?

9 / 10

Jakie jest naturalne środowisko pracy oblatów?

10 / 10

Jak oblaci przeżywają rekolekcje zakonne?

Your score is

The average score is 63%

0%


Po co misjonarze oblaci składają śluby zakonne? [wideo]

Czystość to nie to samo, co celibat… Ubóstwo to nie tylko kwestia pieniędzy… Posłuszeństwo to nie wojskowy rygor… Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej składają nie tylko trzy śluby uroczyste (czystości, ubóstwa i posłuszeństwa), ale także czwarty – wytrwania do śmierci w Zgromadzeniu.

Zobaczcie, co o oblackich ślubach zakonnych mówią fragmenty naszych Konstytucji i Reguł:

(pg)


Paweł Gomulak OMI: Życie konsekrowane czy zakonserwowane? [felieton]

Nie jestem historykiem Kościoła, ale śledząc jego dzieje, można postawić tezę, że za wszelkimi wielkim reformami zawsze stały zakony… Także ich żywotność była termometrem kondycji duchowej całej społeczności wierzących.

Oblaci powstali w czasach totalnego rozkładu moralnego po rewolucji francuskiej… Inaczej mówiąc, zgromadzenia stanowią swoistą szczepionkę Ducha Świętego na jakąkolwiek chorobę, która osłabia nasze życie Ewangelią.

(zdj. P. Biegański OMI – widok z klasztoru w Obuchowie na Ukrainie/grafika pg)

Radość życia zakonnego

Oczywiście radość nie jest tożsama z wesołkowatością. Nie chodzi tylko o płytkie wyrażanie emocji, ale o fundamentalne, istotowe poczucie szczęścia. W życiu oblackim jest dużo momentów radosnych, przeżywanych wspólnie. Zanim zostałem oblatem, usłyszałem humorystyczne wytłumaczenie naszego siglum zakonnego – „OMI”: „Organizacja Małych Imprezowiczów”. W każdym żarcie jest szczypta prawdy. Ludzie, patrząc na nasze życie, mogą odbierać wrażenie, że dzielimy je ze sobą na kształt rodziny. Dla nas wspólnota jest fundamentalna, ale chodzi o wspólnotę zgromadzoną wokół Jezusa i ze względu na Niego.

Zatapiając się w Pismo Święte, wciąż odkrywam Jezusa, który przecież nie klęczał w kaplicy 24 godziny na dobę, ale żył w relacjach międzyludzkich – przede wszystkim z Apostołami. Śmiał się, żartował, dzielił ich życie… Gdy Jakub i Jan wracali z Samarii, niesieni świętym oburzeniem, że odszczepieńcy nie chcieli przyjąć Jezusa, zaproponowali Mu: „Panie; jeśli chcesz, to powiemy, żeby ogień zstąpił z nieba i pochłonął ich” (zob. Łk 9,52-54). Wyobrażam sobie reakcję Jezusa, który uśmiechając się pod nosem, powiedział: „No tak, prawdziwi synowie gromu”.

Istnieje pewien problem chrystologiczny, postrzegania Jezusa, jako wciąż poważnego, zasmuconego mężczyzny, ale podczas wesela w Kanie Galilejskiej z pewnością nie siedział w kącie i zapewne nie powtarzał: „Nie zatańczę, bo to grzeszne”. Przemawia do mnie egzegeza jednego z biblistów, który w scenie powołania Piotra widzi nie tylko pełne powagi powierzenie mu funkcji skały (petra), ale Jezus odnosi się również do jego charakteru – kanciastego, twardego i topornego. Taki był przecież Szymon. I takiego Jezus go powołał do wspólnoty apostolskiej.

„Nasze wspólnoty (…) w sposób prosty i serdeczny będą świętować ważne wydarzenia z życia oblackiej rodziny i każdego członka” (Reguła 39b).

Do wspólnoty wnosimy nasze człowieczeństwo. Oprócz naszych słabości, jest przecież w nim wiele talentów. To prawdziwe bogactwo.

Być człowiekiem

Przy jednym z oblackich klasztorów, do których należałem, mieszkały też siostry zakonne. Może oblaci tak mają, ale bardzo szybko nawiązaliśmy z nimi serdeczne relacje. Na dzień babci starszym siostrom kupowaliśmy podarunki, na dzień kobiet wybraliśmy się z goździkiem w dłoni. Wyelegantowani, wypachnieni stanęliśmy przed drzwiami klasztoru, nacisnęliśmy na dzwonek – nota bene siostry piekły jedno z moich ulubionych ciast. Gwoli wyjaśnienia, by zrozumieć, co za chwilę nastąpi – jedna z sióstr tej wspólnoty zawsze była smutna, a może trafniej by powiedzieć: wciąż niezadowolona z życia. Czekamy… Drzwi otworzyła właśnie ona… Po naszym radosnym okrzyku: „Siostro, wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet”, usłyszałem: „Ale ja nie jestem kobietą, ja jestem siostrą zakonną”… W takim wypadku habit może stać się potężną zbroją, chroniącą mnie przed światem, a nie znakiem radosnej konsekracji.

Wykładowca filozofii studiujący zapis nutowy chóru seminaryjnego (Archiwum OMI)

Pamiętam jedne z rocznych rekolekcji. W ciągu roku każdy z nas odbywa tygodniowy czas odnowy. Normalnie kojarzy się on z przenikliwą ciszą, natłokiem praktyk religijnych… worem pokutnym, popiołem i codziennym postem o chlebie i wodzie (z tymi ostatnimi praktykami oczywiście przesadziłem). Rekolekcje miał wygłosić nam jezuita. Ale chyba nie do końca zdawał sobie sprawę, że to oblaci. Oczywiście było milczenie, wzmożona modlitwa i mądre nauki, ale nagle ciszę rekolekcyjną zmącił śmiech i rozmowy. Spotkali się przecież oblaci – na naszych rekolekcjach jest także czas na rekreację (spotkania wspólnotowe), gdy dzielimy się naszym życiem, rozmawiamy, żartujemy. Dla św. Eugeniusza było to ważne, aby misjonarze, którzy nie widzą się zbyt często, podczas rekolekcji mogli również podzielić się swoim doświadczeniem i radościami. Być człowiekiem…

Po co oblaci? Kowboje czy misjonarze…

Życie konsekrowane czy zakonserwowane?

To chyba fundamentalne pytanie, a gra słów nie do końca jest przypadkowa. Na początku nowicjatu byłem przekonany, że musi ze mnie wyjść idealna forma oblata. Czasem widać to po niektórych zgromadzeniach, szczególnie żeńskich, że siostry mają nawet jednakowe buty. Trochę jak z linią produkcyjną – na koniec wychodzą nieskazitelne produkty, niemalże klony. Na szczęście szybko wyrwałem się z takiego pojęcia. Oczywiście, będziemy mieli cechy wspólne, ale nie chodzi o wspaniałe zakonserwowanie się, lecz wspaniałomyślną konsekrację.

Międzynarodowa wspólnota oblatów

Charyzmat nie jest czymś, co otrzymuję, aby zachować ten dar dla przyszłych pokoleń. Z charyzmatem jest trochę jak z dźwiękiem. Niby ma taką samą częstotliwość, wysokość – ale w pudłach rezonansowych różnych instrumentów brzmi trochę inaczej. Moje życie ma stać się pudłem rezonansowym dla charyzmatu św. Eugeniusza (a uwierzcie, moje pudło jest duże). Do tego potrzeba mojego człowieczeństwa, moich talentów i moich porażek, ważne bym tego dźwięku nie zamknął w sobie, by inni też go usłyszeli.

Myślę, że zgromadzenia zakonne mają ogromną siłę rażenia. Konsekracja to całkowite poświęcenie Ewangelii. Stawać się podobnym do Chrystusa to już nie lada wyzwanie, a czynienie tego z radością i wspaniałomyślnością to dobra nowina dla ludzi, którzy nas spotykają. Jeśli kiedyś stanę się zgorzkniałym prykiem, zakonserwuję się – mam nadzieję, że ktoś odkopie ten artykuł i mi go przeczyta, albo po oblacku przypomni mi, żebym się ogarnął.


o. Paweł Gomulak OMI – misjonarz ludowy (rekolekcjonista), ustanowiony przez papieża Franciszka Misjonarzem Miłosierdzia. Studiował teologię biblijną na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Opolskiego. Koordynator Medialny Polskiej Prowincji, odpowiedzialny za kontakt z mediami i wizerunek medialny Zgromadzenia w Polsce. Członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Pasjonat słowa Bożego, w przepowiadaniu lubi sięgać do Pisma Świętego i tradycji biblijnej. Należy do wspólnoty zakonnej w Lublińcu.


Z listów św. Eugeniusza

POZWOLI SIĘ WCIĄGNĄĆ DO ROBIENIA WIĘCEJ, NIŻ JEGO SIŁY NA TO POZWALAJĄ, CHOCIAŻ WIDZI, JAKI JEST TEGO SKUTEK.

Bezinteresowny zapał misyjny Adriena Telmona był niezmordowany, ale miał swoją cenę. W końcu zachorował i musiał zostać otoczony opieką przez szare siostry z Ottawy. List Eugeniusza, w którym dziękuje za ich opiekę, jest wypełniony błaganiem, by ojciec Telmon dostrzegł szaleństwo swojej niekończącej się aktywności, która odbijała się na jego zdrowiu.

Wcale jednak nie miałem zamiaru tak zwlekać z podziękowaniem wam za starania, jakimi otoczyłyście mego umiłowanego syna, o. Telmona, w czasie jego choroby. Oby Bóg dał wam, moje drogie siostry, tyle mocy, aby odwieść tego drogiego ojca od nadmiaru pracy, któremu się oddaje z miłości, jaką wy macie w ulżeniu w jego cierpieniach. To jest moim zmartwieniem w ogromnej odległości, w której się znajduję od tego przedmiotu mojej czułej miłości.

Z góry wiem, że mimo wszystkich moich zakazów pozwoli się wciągnąć do robienia więcej, niż jego siły na to pozwalają, chociaż widzi, jaki jest tego skutek. O, moje drogie siostry, proszę mu powiedzieć, że Bóg nie chce, a w konsekwencji nikt na świecie nie może wymagać, aby niszczył swoje cenne zdrowie. Niedawno doznało ono okrutnego ciosu. Ten rodzaj choroby, której się nabawił, wymaga stałego umiaru, ciągłego oszczędzania się przez długi czas. Jeśli będzie postępował tak jak przedtem, to będzie znaczyło, że przygotowuje swój całun, a ja będę opłakiwał go jako zmarłego. Nie mogę dosięgnąć tego drogiego dziecka stąd, nie słyszy mnie. Moje drogie siostry, bądźcie moim głosem dla niego. Niech on nieustannie brzmi w jego uszach. Powtarzajcie mu, że nie ma obowiązku pracować więcej, niż rozsądnie może. Powiedźcie mu, że zakazuję mu narażać swoje istnienie wiążące się z tą słuszną i rozsądną powściągliwością, która zresztą obowiązuje go w sumieniu. W przeciwnym razie na co robiono by starania, aby je zachować? Nie wolno kusić Boga.

List do Szarych Sióstr ze szpitala w Bytown, 30.07.1846, w: PO I, t. I, nr 68.


Komentarz do Ewangelii dnia

Ofiarować siebie Bogu to właściwy akt. Wynika on z tego, że każdy człowiek stworzony przez Boga winien być niejako Bogu oddany. W zasadzie Jego jesteśmy własnością i w życiu i w śmierci do Niego należymy. Każdy z nas chce być wolny i z tej wolności korzystać. Ale czy bycie Bożą własnością zabiera nam naszą wolność? Na czym polega owa "Boża własność"? Jeżeli jednak jestem Bożą własnością, to oznacza, że nikt inny nie ma do mnie prawa, tylko Bóg jako mój jedyny właściciel. A zatem kiedy staję się Bożą własnością? Czy muszę cokolwiek robić, aby stać się Bożą własnością? Biblia jednoznacznie potwierdza, że wszystko należy do Boga, że wszystko jest Jego własnością: ziemia, księżyc, morze i wszystko co w nim żyje, wszelkie stworzenie na ziemi i na niebie. To akt stworzenia sprawił, że wszystko jest Bożą własnością: "Do Pana, Boga twojego, należą niebiosa, niebiosa najwyższe, ziemia i wszystko, co jest na niej." (Pwt 10,14). Biblia w wielu innych miejscach pokazuje nam w jaki sposób człowiek czy nawet cały naród staje się własnością Boga. Dokonuje się to poprzez Boży wybór. O proroku Jeremiaszu czytamy: "Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię." (Jr 1,5).

Boża własność zakłada zatem takie cechy jak: świętość, poświęcenie Bogu, oddzielenie dla Niego. Bycie Bożą własnością to bycie świadkiem samego Boga, to bycie świadkiem, że tylko On liczy się w moim życiu i że tylko On jest najważniejszy! Można dostrzec, że bycie własnością Boga oznacza, iż to sam Bóg dokonał wyboru po to, abyśmy mogli poznać i uwierzyć w Niego oraz abyśmy mogli zrozumieć, że On istnieje! Z jednej strony wydaje się to dość paradoksalne, z drugiej zaś potwierdza Bożą łaskę i miłość do każdego człowieka. Bycie Bożą własnością zobowiązuje do czegoś, do konkretnych zachowań: do pilnego słuchania Bożego głosu, do przestrzegania warunków zawartego przymierza. Boża własność winna cechować się posłuszeństwem Panu i przestrzeganiem Jego przykazań! Nikt, kto sprzeciwia się Bożym przykazaniom nie może być Bożą własnością. Niech w ofiarowaniu siebie Bogu towarzyszą nam nasi wstawiennicy. Niech nie brakuje nam odwagi Symeona i Anny, abyśmy ujrzeli Boże Zbawienie!

 

(zdj. parafia św. Brata Alberta Chmielowskiego w Świebodzicach)