Świętokrzyscy oblaci w kieleckim więzieniu [HISTORIA]

Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej przybyli do pobenedyktyńskiego klasztoru na Świętym Krzyżu w 1936 roku. Założycielem nowej placówki był o. Jan Wilhelm Kulawy OMI. Pierwszym superiorem został mianowany o. Paweł Koppe OMI. Zakonnicy podjęli pracę nad odnowieniem kościoła i klasztoru, a także starali się reaktywować kult relikwii Świętego Krzyża i obumarły ruch pielgrzymkowy.

(zdj. archiwum OMI)

Wybuch II wojny światowej bardzo boleśnie odcisnął się na życiu wspólnoty oblackiej na Świętym Krzyżu oraz przyczynił się do zdewastowania z trudem odbudowywanego sanktuarium. 6 września 1939 r. zabudowania klasztorne zostały zbombardowane przez samoloty niemieckiego Luftwaffe.

(zdj. archiwum OMI)

Po zakończonej klęską wojnie obronnej Niemcy rozpoczęli realizowanie polityki wyniszczenia środowisk kościelnych świeckich i zakonnych. Represje zastosowano także wobec oblatów w ich wszystkich siedzibach na ziemiach polskich. W granicach Generalnego Gubernatorstwa znalazły się tylko dwa domy zakonne oblatów w Kodniu i na Świętym Krzyżu.

W chwili wybuchu wojny zgromadzenie misjonarzy oblatów na Świętym Krzyżu liczyło 9 ojców i 3 braci. 2 września 1939 r. funkcję superiora klasztoru objął o. Jan Finc OMI. W klasztorze świętokrzyskim schroniło się też kilkunastu oblatów ze Śląska i z Wielkopolski. Z domu zakonnego w Lublińcu przybyli o. Sylwester Granieczny OMI, o. Sylwester Górzyński OMI, o. Czesław Bartosz OMI i br. Cieśla, którzy zmuszeni zostali do opuszczenia dotychczasowego miejsca posługi, gdyż w policyjnych kwestionariuszach ewidencji ludności deklarowali się jako Polacy. Po ewakuacji instytucji oblackich z zachodniej części Polski włączonej do Rzeszy jako tzw. Kraj Warty zakonnicy wyjeżdżali do Kodnia lub na Św. Krzyż. Niektórych oblatów z Poznania jak o. Jan Pawołek OMI czy prowincjał o. Bronisław Wilkowski OMI zwolniono z aresztu pod warunkiem wyjazdu na teren Generalnego Gubernatorstwa.

Święty Krzyż: O początkach oblatów w pobenedyktyńskim opactwie. Podnieśli je z ruiny

Od początku okupacji Niemcy zdawali sobie sprawę, że klasztor i zabudowania byłego więzienia na Św. Krzyżu stanowiły doskonałe miejsce do działań konspiracyjnych. Gestapo podejrzewało także zakonników o współpracę z polskim ruchem oporu.

3 kwietnia 1940 r. wcześnie rano do zabudowań klasztornych wtargnęli funkcjonariusze Gestapo, którzy po przeszukaniu pomieszczeń zgromadzili wszystkich zakonników w jednej sali, a następnie kolejno wzywali ich na przesłuchania. O. S. Granieczny wspominał, że Niemcy przede wszystkim pytali duchownych o to czy byli oficerami, żołnierzami oraz o to czy współpracują lub należą do tajnej organizacji. Według o. J. Cieślaka, Niemcy podejrzewali, że o. J. Finc utrzymywał łączność z Oddziałem Wydzielonym Wojska Polskiego dowodzonym przez mjr. H. Dobrzańskiego „Hubala”.

Relacja brata Tomasza Szóstaka z wtargnięcia Gestapo do klasztoru na Św. Krzyżu 3 kwietnia 1940 r. :

Widzę za drzwiami Gestapo. Chciałem się wrócić i coś na siebie wciągnąć, bo byłem tylko w bieliźnie, ale dzwoniono bez przerwy. Otworzyłem więc drzwi i wskoczyłem do kuchni i zaledwie zdążyłem wciągnąć na siebie spodnie. O. Jana Kulawego i Cieślaka wprowadzono do refektarza i mnie zaraz wepchnęli do nich również. O. Cieślak chciał zapalić papierosa, ale otrzymał [uderzenie] w twarz i kopniaka. Rozkazano nam klęczeć pod ścianą, lewą stroną twarzy do ściany. Jeden czy dwóch gestapowców pozostało z karabinami gotowymi do strzału i pilnowało nas. Nie wolno nam było powiedzieć ani słowa i tak staliśmy, aż nie przewrócili całego domu. Przeglądano każdą książkę, biurko, szafę tak, że każdy pokój wyglądał jak po pożarze. Na środku pełno rzeczy, a zamki z szaf i biurek pozamykanych, powyłamywane. Nawet w kuchni i spiżarce wszystko na jednej kupie. (…)

Po rewizji wyprowadzono nas do kościoła, poustawiano pod ścianą, co kilka metrów jeden od drugiego i w milczeniu czekaliśmy na wywołanie. Najwięcej znęcali się nad o. Fincem, o. Graniecznym, o. Górzyńskim i br. Witkowiczem, bo uważali ich za podejrzanych. U o. superiora znaleziono ulotkę podartą na drobne części w kieszeni sutanny. W pokoju oo. Graniecznego i Górzyńskiego znaleźli jakieś żelastwo, śrubki, stare lampy od radia i inne części, które mogły się przydać przy majsterkowaniu, a u br. Wiktora – pocztówkę „Hitler Świnia”. Tych czterech bardzo zbili i znęcali się nad nimi. Przesłuchiwanie odbywało się w sali opackiej, a w kaplicy Oleśnickich na środku przed ołtarzem na klęczniku bili. (…)

Ojca Finca bili trzykrotnie, gdy zemdlał, na nowo go cucili i przed ołtarzem powiedzieli mu, że to dopiero pierwszy upadek Chrystusa, a miał ich trzy. Br. Małkiewicz chory i osłabiony prosił ich, aby mógł usiąść. Posadzili go więc w konfesjonale, spowiadali się przed nim (…)

Gdy o. superiora przyprowadzono do kościoła zbitego i skrwawionego, kazali mu klęczeć przed ołtarzem św. Józefa, a jeden z gestapowców zdjął krzyż z ołtarza i postawił przed o. Superiorem, każąc mu go całować. Kiedy o. superior chciał zbliżyć usta do niego, gestapowiec palnął go nim w twarz. Krew polała mu się z ust i zemdlał”

Po zakończeniu przesłuchań Niemcy zabrali superiora o. Jana Finca, o. Sylwestra Graniecznego, o. Sylwestra Górzyńskiego oraz br. Wiktora Witkowicza i wywieźli do więzienia w Kielcach.

Grzegorz Walczak OMI: Pokasacyjne dzieje Świętego Krzyża w świetle prasy XIX i XX wieku

Aresztowanych zakonników przebrano w więzienne pasiaki i drewniaki, po czym zamknięto w karcerze o wymiarach 2 x 3 m, bez okien, bez światła, bez pryczy, a jedynie z cementową posadzką. Było tylko naczynie na łańcuszku. Przebywali tam około 14–15 dni.

W złych warunkach ciężko pobity o. Finc zemdlał. Zakonnicy domagali się sanitariusza, ale zgłosił się tylko strażnik p. Chmielowski z Pakości k. Markowic, który był Volksdeutschem. Kiedy dowiedział się, że są to Oblaci, potajemnie przyniósł miseczkę wody i zapalił światło. Ponieważ był przyjacielem Oblatów, potajemnie dostarczał żywność do karceru i nocami na dwie godziny zapalał światło – wspominał o. Granieczny.

Więzienie w Kielcach. Księga więźniów (Skorowidz) 1939-1940. W trzecim wierszu od dołu widnieje nazwisko Granieczny Sylwester, a w drugim od dołu Górzyński Sylwester (foto OMPiO)

Po pobycie w karcerze i po przesłuchaniach przeniesiono ojców oblatów na oddział polityczny, a brata Witkowicza – na oddział kryminalny. 6 maja 1940 r. na wolność wypuszczono o. Graniecznego, o. Góreckiego i br. Witkowicza.

Ojciec Jan Finc pozostał w więzieniu jako zakładnik. Niedługo później został skazany na karę śmierci. 28 czerwca 1940 r. rozstrzelano go wraz z 63 innymi skazańcami w zbiorowej egzekucji w lesie na Stadionie pod Kielcami. W miejscu kaźni stoi dzisiaj pomnik ku czci pomordowanych. Na tablicy pamiątkowej wypisane są nazwiska rozstrzelanych, a wśród nich Finc Jan, ksiądz.

Po powrocie na Święty Krzyż zakonników zwolnionych z więzienia, część oblatów opuściła zgromadzenie i zamieszkała w pobliskich miejscowościach. Jednak klasztor wciąż pozostawał w zainteresowaniu Gestapo. Dzięki rozwiniętej sieci tajnych współpracowników gromadzono informacje o nielegalnej działalności księży.

Wiosną 1941 r. w zainteresowaniu Gestapo znalazł się brat Tomasz Szóstak. Złożono na niego donos, że posiada radio i kontakt z konspiratorami. Z obawy przed aresztowaniem, za zgodą o. Jana Kulawego, zbiegł z klasztoru i ukrywał się na kieleckich Herbach, gdzie pracował na kolei.

(zdj. archiwum OMI)

W czerwcu 1941 r. funkcjonariusze Gestapo na skutek donosu przyjechali po o. Jana Kulawego. Nie zastali go w klasztorze i wezwali do osobistego stawienia się w siedzibie kieleckiej Policji Bezpieczeństwa. O. Kulawy pojechał 26 czerwca do Kielc i został aresztowany przez Niemców (podawana jest też inna data aresztowania 9 lipca 1941). Przesłuchujący go funkcjonariusz zapytał tylko o treść głoszonych wcześniej kazań.

Po wylegitymowaniu się, postawiono o. Kulawemu tylko jedno pytanie – gdzie ksiądz mówił i głosił kazania i co ksiądz tam powiedział? O. Kulawy odpowiedział, że głosił w wielu miejscach, ale do niczego się nie poczuwa, by coś takiego powiedział – padła odpowiedź. – No to ksiądz będzie miał czas, by sobie przypomnieć i zaraz wyprowadzono o. Kulawego i zamknięto w areszcie miejskim. W tym czasie bowiem nie brano nikogo do więzienia, bo panowała tam groźna epidemia tyfusu. (Relacja br. Tomasza Szóstaka)

Oblaci świętokrzyscy szybko zorganizowali dla więźnia pomoc żywnościową, możliwe były krótkie widzenia dzięki przekupności polskich strażników. W areszcie odwiedzał go brat T. Szóstak. Podczas jednego z widzeń przekazał mu list, w którym o. Kulawy prosił o dokładne przejrzenie jego pokoju w klasztorze i zawiadomienie sandomierskiej kurii biskupiej o całej sprawie.

Powodów aresztowania o. Jana było bez wątpienia kilka. Jednym z najistotniejszych była treść kazania jakie wygłosił w miejscowości Gnojno. W tym czasie prasa okupanta rozpisywała się o rzekomym poparciu Ojca Świętego dla podbojów niemieckich. Misjonarz powiedział jedno zdanie iż „katolicy nie powinni wierzyć wszystkim piśmidłom”.

Grzegorz Walczak OMI: Pokasacyjne dzieje Świętego Krzyża – część II

18 lipca 1941 r. Niemcy zatrzymali na Św. Krzyżu kolejnego zakonnika – o. Jana Pawołka, byłego dyrektora zakładu oo. Oblatów w Poznaniu. Aresztowany został pod zarzutem podtrzymywania na duchu mieszkańców wsi. Okupanci na pewno nie zapomnieli mu też jego dawnej działalności na rzecz przyłączenia Śląska do Polski. Przewieziono go do Kielc i po przesłuchaniach osadzono w areszcie miejskim, gdzie spotkał się z o. Janem Kulawym. Od tego momentu obaj byli wspierani przez brata Szóstaka.

Otwiera się okienko i widzę, jak leci O. Pawołek, a za nim O. Jan. Krótka rozmowa, pytam się, co potrzeba, co im przysłać, a oni mówią, że wszystko mają i czują się jak w niebie, bo otrzymują już dwa śniadania, obiady i kolacje. Kobiecina, która się dowiedziała, że jest ich dwóch, to zaraz zaczęła nosić po dwa śniadania, obiady i kolacje. O. Pawołek prosił tylko o tytoń, więc na drugi dzień przyniosłem mu go i zdobyłem również parę cygar, które też podałem. O. Pawołek, jak mi mówił, musiał coś powiedzieć do jakiegoś oficera, kiedy ich oprowadzał, zdaje się, że zapytał, kiedy się nareszcie skończy ta wojna. Oficer nic mu nie odpowiedział, tylko zmierzył go mocno i groźnie popatrzył. Myślał, że może za to go zamknęli. Sam dobrze nie wiedział, bo również nie miał żadnego przesłuchania (Relacja br. Tomasza Szóstaka lipiec 1941 r.)

Około 22 lipca 1941 r. aresztowany został w Nowej Słupi o. Paweł Kulawy OMI, brat rodzony przebywającego już w areszcie o. Jana Kulawego. Wyprowadzono go z kościoła, kiedy słuchał spowiedzi wiernych i osadzono w więzieniu w Kielcach.

Po jakimś czasie otrzymałem znowu wiadomość, że i O. Pawła Kulawego zabrano ze Słupi Nowej z konfesjonału. Więzienie było już czynne, więc jego zamknięto w więzieniu, a o. Jan i o. Pawołek przebywali jeszcze w areszcie. Do więzienia nie przyjmowano w tym czasie niczego, tylko chleb. Tak, że O. Pawłowi zdążyłem podać jeden jedyny raz tylko chleba. Paczki przyjmowali tylko dwa razy w tygodniu. Pewnego dnia, kiedy kobiecina zaniosła śniadanie, strażnik powiedział jej, że mają zabrać O. Kulawego Jana i Pawołka, bo szykują transport (Relacja br. Tomasza Szóstaka lipiec 1941 r.)

Grzegorz Walczak OMI: Pokasacyjne dzieje Świętego Krzyża – część III

Ojcowie Jan Kulawy i Jan Pawołek byli stosunkowo dobrze traktowani, natomiast o. Paweł Kulawy był maltretowany w więzieniu. Prawdopodobnie to jego wspominał salezjanin ks. Stanisław Garecki, który w tym samym czasie był osadzony w kieleckim więzieniu :

Z pobytu w więzieniu utkwił mi w pamięci obraz okrutnego traktowania zakonnika z klasztoru Świętego Krzyża. Przebywał wraz z nami we wspólnej celi, w której było około 20 aresztowanych. Wyróżniał się ubiorem, bowiem nie zabrano mu sutanny. Bez żadnych przyczyn gestapowcy bili go po twarzy i znęcali się nad nim. A przecież nie był to szczyt niemieckiego sposobu obchodzenia się z ludźmi. (…)  (L. Kaczanowski, Góry Świętokrzyskie pod okupacją niemiecką. Ludzie, obrazy, wydarzenia, Warszawa 2020, s.122)

30 lipca 1941 r. o. Jan Wilhelm Kulawy, o. Paweł Kulawy i o. Jan Pawołek z kieleckiego więzienia zostali wywiezieni transportem kolejowym w grupie 306 więźniów z Kielc i Radomia do obozu koncentracyjnego KL Auschwitz. Prawdopodobnie do Oświęcimia pojechali z już podpisanymi wyrokami śmierci.

Ulice były już obstawione i tylko od ul. Młynarskiej widziałem z wagonu, jak ich przyprowadzili i wszystkich ustawili na dworcu pod murem, twarzą do muru, natomiast naszym trzem ojcom kazali na środku peronu klęczeć. Ręce w tyle mieli związane drutem. Gdy nadjechał pociąg, wpędzili wszystkich do wagonu i pociąg ruszył dalej do Krakowa – był to bowiem pociąg pasażerski (Relacja brata Tomasza Szóstaka OMI, dotyczące wywózki oo. Jana i Pawła Kulawych oraz o. Jana Pawołka do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau Kielce, koniec lipca 1941 r.)

Pierwszy po miesiącu pobytu w obozie zginął o. Paweł Kulawy (nr obozowy 19082) 30 sierpnia 1941 r. Możliwą datą śmierci jest też 21 sierpnia 1941 r.

21 września 1941 r. zginął o. Jan Wilhelm Kulawy (nr obozowy 19060). Był najstarszym i jednym z najbardziej zasłużonych oblatów Prowincji Polskiej i z tej racji nazywano go „patriarchą oblatów polskich”, a także „człowiekiem od misji najtrudniejszych”.

13 listopada 1941 r. zginął w obozie o. Jan Pawołek (nr obozowy 19035). Był jednym z najbardziej zasłużonych i lubianych oblatów Prowincji Polskiej.

Ostatnim świętokrzyskim oblatem aresztowanym na początku grudnia 1942 r. przez Niemców był o. Antoni Leszczyk. Przed wojną pełnił funkcję kapelana więzienia ciężkiego na Świętym Krzyżu. Po aresztowaniach przeprowadzonych w klasztorze przez Gestapo 3 kwietnia 1940 r., zamieszkał w Nowej Słupi, gdzie pomagał miejscowemu proboszczowi. O. Leszczyk był zaangażowany w konspirację i utrzymywał kontakty z miejscową placówką Armii Krajowej. Właśnie kontakty z partyzantami było postawą jego zatrzymania i denuncjacja miejscowego konfidenta.

O. Leszczyka aresztowano w Słupi Nowej. W tym czasie był u ks. Proboszcza do pomocy w parafii i mieszkał na plebanii. Pewnego razu przyszło kilkunastu chłopaków z lasu i z jednym z nich rozmawiał O. Leszczyk na rynku. Musiał ktoś donieść o tym, bo był podejrzany, że z nimi trzyma. Aresztowali go zaraz i wywieźli na Majdanek, gdzie zginął. Były starania, aby go wydobyć (o tym może powiedzieć O. Grzesik), ale się nie udało (Relacja br. Tomasza Szóstaka OMI, dotyczący aresztowania o. Antoniego Leszczyka jesień 1942 r.)

(zdj. archiwum OMI)

Niemcy wywieźli go najpierw do więzienia w Kielcach. Po przesłuchaniach został deportowany do obozu koncentracyjnego KL Lublin na Majdanku. Starania o jego uwolnienie zakończyły się niepowodzeniem. O. Antoni Leszczyk zmarł 8 kwietnia 1943 r. w obozowym szpitalu. Jako przyczynę zgonu podano ostry nieżyt jelit. Rodzina powiadomienie o jego śmierci dostała dopiero w grudniu 1943 r.

Podczas II wojny światowej z polskiej prowincji Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów zginęło łącznie 40 zakonników. Z tej liczby aż pięciu ojców pochodziło z klasztoru na Świętym Krzyżu i było osadzonych w kieleckim więzieniu przy ulicy Zamkowej. O. Jan Finc, o. Jan Wilhelm Kulawy, o. Paweł Kulawy, o. Jan Pawołek i o. Antoni Leszczyk zostali także upamiętnieni na Murze Pamięci OMPiO w dawnym więzieniu kieleckim.

(Artur Szlufik, artykuł ukazał się na stronie ompio.pl)


Z listów św. Eugeniusza

PODNOSZĘ GŁOS W ŚRODKU KOŚCIOŁA. CHCĘ, ABY ON ROZBRZMIEWAŁ W CAŁEJ FRANCJI

Często mówi się, że Eugeniusz miał serce wielkie jak świat. Jego wizja wykraczała poza granice Francji, a nawet poza jego misjonarzy przebywających na kilku kontynentach, aby zachować jedność z Kościołem powszechnym. Jako biskup Marsylii zaprosił swoich wiernych, aby odpowiedzieli na potrzeby cierpiących katolików w różnych niespokojnych regionach świata. Jedną z takich okazji była epidemia tyfusu w Kanadzie, o czym napisał do biskupa Montrealu:

 okropna choroba zdziesiątkowała kler oraz samego Księdza Biskupa postawiła na dwa kroki od śmierci?

Jak to! Wśród wszystkich biskupów katolickich świata tylko ja biorę do serca żałosną sytuację Księdza Biskupa. Widząc, jak Ksiądz Biskup ugina się pod ciężarem przeciwności, nie zadowoliłem się skierowaniem ukrytych modlitw do Pana. W moich oczach zło było zbyt wielkie, aby mu nie zaradzić środkiem potężniejszym. Podnoszę więc głos w środku Kościoła. Chcę, aby on rozbrzmiewał w całej Francji w nadziei, że swoim przykładem skłonię innych biskupów, aby postąpili tak samo. Polecam modły publiczne w całej mojej diecezji. W każdej mszy świętej będzie odmawiana kolekta, sekreta i modlitwa po komunii, odpowiednie do pobudzenia gorliwości w duszy najbardziej oziębłej, jeśli tego pokroju spotyka się wśród kapłanów. Lud zjednoczy się w swoich modlitwach, a jego miłość będzie jeszcze poruszona ze względu na wasze cierpienia za każdym razem, gdy Najświętszy Sakrament będzie brany z tabernakulum, aby pobłogosławić tłum. Moi diecezjanie odpowiadają tak dobrze na moją myśl, tak dobrze łączą swoje życzenia z moimi, modlą się tak gorliwie, że, mam nadzieję, otrzymują to, o co żarliwie i wytrwale prosiliśmy. Przynajmniej zauważono, że żaden z kapłanów Księdza Biskupa nie zmarł od chwili, gdy imię Pana zaczęto wzywać w ich intencji.

List do biskupa Bourgeta z Montréalu, 12.02.1848, w: PO I, t. I, nr 93.

"Jeśli możemy rozwijać troskę o innych, pamiętając o jedności ludzkości, możemy zbudować bardziej solidarny świat" (Dalai Lama).

(tł. R. Tyczyński OMI)


Komentarz do Ewangelii dnia

Pan Jezus przygotowuje niewielką grupę uczniów, którzy mają kontynuować jego dzieło zbawienia. Wybiera tych, których sam chce. Wzywa nawet do podążania za sobą poborcę podatków, którego profesją gardzili Żydzi uważający się za perfekcyjnie przestrzegających Prawo, ponieważ widzieli ją jako jeden z największych grzechów, jako że podatki były pobierane w imieniu rzymskiego gubernatora, któremu nie chcieli się podporządkować. Wystarcza zaproszenie Pana Jezusa: „Pójdź za Mną”. Po tym jednym zdaniu wypowiedzianym przez Mistrza, Mateusz porzuca swój zawód i bardzo szczęśliwy zaprasza Go do swojego domu, by tam świętować dziękczynną ucztę. To naturalne, że Mateusz miał grupę dobrych przyjaciół, z tej samej „branży zawodowej", którzy towarzyszyli mu podczas tej biesiady. Według faryzeuszy, wszyscy ci ludzie byli publicznie uznanymi grzesznikami.

Słowa Ewangelii są zawsze żywe i aktualne. Pan Jezus wciąż zaprasza nas do podążania za Nim, każdy w swoim stanie i wykonywanym zawodzie. A podążanie za Jezusem często oznacza pozostawienie nieuporządkowanych namiętności, złego zachowania wobec rodziny, tracenia czasu, aby poświęcić czas na modlitwę, ucztę eucharystyczną, na życie we wspólnocie. I w końcu jak podpowiada św. Ignacy z Antiochii, „chrześcijanin nie jest panem samego siebie, ale jest oddany na służbę Bogu”.

Służyć Bogu to sens i zarazem cel naszego istnienia. Służba Bogu ma wymiar zawsze pełny miłości i prawdziwej wolności. Trwajmy w pokoju Chrystusa.

(S. Stasiak OMI)


Z listów św. Eugeniusza

NIGDY NIE STRACIŁEM NADZIEI; MIAŁEM BEZGRANICZNĄ UFNOŚĆ W DOBROĆ BOGA I OPIEKĘ ŚWIĘTEJ DZIEWICY

We wrześniu 1847 roku dwudziestoczteroletni ojciec Jean-Pierre Bernard z rąk biskupa de Mazenoda otrzymał święcenia kapłańskie i kilka dni później wyjechał do Kanady. Tego samego dnia święcenia otrzymał ojciec Augustin Gaudet i obaj wyjechali do Kanady. Eugeniusz napisał ojcu Gaudetowi:

Dobrego o. Bernarda, który tak wspaniale zniósł morską podróż, który był tak mocny, tak dobrze zbudowany, widziałem zmagającego się ze śmiercią; jakiego doznałem zmartwienia. Ale nigdy nie straciłem nadziei; miałem ufność bezgraniczną w dobroć Boga i w opiekę świętej Dziewicy.

List do ojca Gaudeta w Montréalu, 29.04.1848, w: PO I, t. I, nr 94.

Bóg wysłuchał modlitw i Jean-Pierre wyzdrowiał. Przez trzydzieści siedem lat był gorliwym misjonarzem w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i we Francji.

"Okoliczności, o których zmianę prosimy Boga, są często tymi, których Bóg używa, aby przemieniać nas samych" (Mark Batterson).

(tł. R. Tyczyński OMI)


Komentarz do Ewangelii dnia

Sparaliżowany nie jest w stanie o własnych siłach przyjść do lekarza. Trzeba go przynieść. Znamienne jest to, że nie wiara paralityka zadecydowała o cudzie, lecz wiara niosących go. Sparaliżowanymi duchowo są ludzie uwikłani w uzależnienia oraz deklarujący się jako niewierzący. Oni sami nie są w stanie przyjść do Pana Jezusa. Możemy przynosić ich do Pana poprzez modlitwę wstawienniczą. Taka modlitwa jest nie tylko wyrazem wiary w Boga, ale i miłości bliźniego. Czasami bywa tak, iż trzeba modlić się o uzdrowienie lub uwolnienie latami, tak jak św. Monika, która modliła się blisko dwadzieścia lat o nawrócenie swego syna, św. Augustyna. Święty Augustyn podpowiada nam, iż „wielką biedą jest człowiek pyszny, lecz większe jest miłosierdzie pokornego Boga”. I w tej sytuacji Boże miłosierdzie sięga dalej i głębiej, można by rzec, jako dodatek do przebaczenia przywraca także zdrowie: „Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!”(Mt 9,6). Pan Jezus pragnie, aby radość nawróconego grzesznika była pełna. On jest miłośnikiem życia i Jego wielkim pragnieniem jest, abyśmy żyli w Jego królestwie na wieki.

(S. Stasiak OMI)


Ghana: Kiedy brakuje kapłana, wiara umiera...

Misja w Ghanie jest najmłodszą fundacją Zgromadzenia. Misjonarze Niepokalanej przybyli tutaj na zaproszenie lokalnego biskupa, aby opiekować się sanktuarium Matki Bożej z Lourdes. Do misji należą również trzy mniejsze placówki, w których znajdują się małe miejscowości. Jedną z nich jest Amedjaké Kopé. Ze względu na brak kapłana i dostępu do sakramentów, wielu katolików straciło łaskę wiary. Obecnie misjonarze oblaci starają się obudzić w nich przyjętą wiarę.

Wszyscy w tej małej wiosce byli kiedyś katolikami. Dziś ci, którzy nadal pozostają katolikami, już prawie nie praktykują swojej wiary. Zaczęliśmy ich odwiedzać. Dzisiaj mogliśmy odprawić Mszę w tej wiosce w ich intencji. Oby dzięki wstawiennictwu Apostołów i pracy naszych misjonarzy wiara nadal wzrastała tam, gdzie jest gotowa wymrzeć – komentują misjonarze oblaci z Misji w Ghanie.

(pg/OMIGhana)


Kodeń: Święto Matki Bożej Kodeńskiej [GALERIA, RELACJA]

„Matka Boża, obecna w swym wizerunku, tak jak z czułością patrzyła na chorego Mikołaja Sapiehę, tak z czułością i miłością patrzy na tych, którzy dzisiaj do Kodnia przybyli i chcą jej powiedzieć o swych trudnościach, chorobach, cierpieniach, obawach i niepokojach” – mówił biskup siedlecki Kazimierz Gurda podczas Mszy św. w czasie Diecezjalnej Pielgrzymki Chorych do Sanktuarium Maryjnego w Kodniu.

Tegoroczna uroczystość odpustowa Matki Bożej Kodeńskiej, która przypada 2 lipca, odbywała się pod hasłem: „Nie jest dobrze, by człowiek był sam” (Rdz 2, 18).

Maryja obecna w swym kodeńskim wizerunku wszystkim uczestnikom pielgrzymki pragnie dać radość i nadzieję – mówił na początku swojej homilii biskup siedlecki.

„UkradziONA czyni cuda” – niezwykły film o Matce Bożej Kodeńskiej

W nawiązaniu do pierwszego czytania, bp Kazimierz Gurda podkreślił słowa Proroka Sofoniasza: „Ciesz się i wesel z całego serca, Córo Jeruzalem! […] Niech nie słabną twe ręce! Pan Twój Bóg, Mocarz, pośród ciebie, On zbawi, uniesie się weselem nad tobą, odnowi swą miłość, wzniesie okrzyk radości, jak w dniu uroczystego święta” (So 3,14. 17-18).

Maryja pragnie nam te słowa Proroka powtórzyć i powiedzieć, że my nie jesteśmy sami w naszych trudnościach, cierpieniach i chorobach; że jest z nami Bóg, Mocarz. Że jest z nami Boży Syn, którego Ona urodziła, Emmanuel – Bóg z nami – mówił do zgromadzonych pielgrzymów bp Gurda.

Na zakończenie odbyło się wystawienie Najświętszego Sakramentu oraz wspólna adoracja, zakończona błogosławieństwem luordzkim.

Jubileusz 300. lecia papieskiej koronacji obrazu Matki Bożej Kodeńskiej

Przed sumą odpustową, słowa powitania do zebranych wygłosił ks. Paweł Siedlanowski – diecezjalny duszpasterz chorych. Pielgrzymi wspólnie modlili się na różańcu w intencji chorych i cierpiących. Procesja maryjna oraz suma odpustowa, poprzedzona była konferencją ks. Siedlanowskiego: „«Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione» (Hi 2,21). Granice życia”.

Zobacz zdjęcia w większej rozdzielczości:

(ks. Bartosz Svabik – dzięki uprzejmości Biura Prasowego Diecezji Siedleckiej)


Z listów św. Eugeniusza

POSTĘPUJĘ TAK, JAKBY WSZYSTKO MIAŁO DOJŚĆ DO SKUTKU I MODLĘ SIĘ Z UFNOŚCIĄ

Kontynuując szczerą refleksję o młodym oblacie Jean-Pierre Bernardzie, którzy przybył do Kanady i zaraził się tyfusem, Eugeniusz zwierza się w swoim dzienniku:

To drogie dziecko od święceń subdiakonatu bardzo szybko wzrastało w cnocie. Jego wspaniałomyślność była wypróbowana. Przejeżdżając przez Paryż, ucałował język męczennika Perboyra i napisał mi, rozumiecie dlaczego? Był tak szczęśliwy, poświęcając się dla zbawienie niewiernych! Jego serce było pełne wdzięczności za miłość, jaką miałem dla niego. Nigdy nie zapomnę tej chwili, gdy otrzymał ostatnie moje błogosławieństwo, i ileż wzruszających rzeczy powiedział mi na łożu śmierci!

Święty biskup z Montrealu zalecił nowennę, która teraz jest odprawiana w jego intencji, i jeszcze ma się nadzieję, że wyprosi się jego uzdrowienie. Pani Trudeau powtarza mi, że wszyscy odczuwają do niego sympatię i uczestniczą w jego cierpieniach. Obawiam się jednego, że Pan uznał go za gotowego do nieba i że tego dobrego pracownika zabierze nam, zanim jeszcze mógł zrealizować wszystko, do wykonania czego pobudziła go wola boża. Bóg wymaga ode mnie wielkiego milczenia. Postępuję tak, jakby to wszystko miało nie dojść do skutku i modlę się z ufnością. Któż wie, czy Bóg, dzięki pochodzącym z głębi mego serca modlitwom oraz mojej ufności w Jego miłosierdzie, nie udzieli nam łaski zachowania tego drogiego dziecka? Ta myśl mnie podtrzymuje w oczekiwaniu na pierwszy list z Ameryki.

Dziennik, 06.03.1848, w: PO I, t. XXI.

"Modlitwa jest aktem miłości; słowa są niekonieczne. Nawet jeśli choroba rozprasza myśli, wystarczy mieć wolę, aby kochać"  (św. Teresa z Avila).

(tł. R. Tyczyński OMI)


Poznań: Misyjny wtorek u oblatów

W comiesięczny „wtorek misyjny” Przyjaciele Misji i pracownicy Prokury Misyjnej Polskiej Prowincji zgromadzili się na modlitwie w intencji dzieła ewangelizacji prowadzonego przez oblatów Niepokalanej. Tym razem gościem szczególnym spotkania był br. Daniel Kloch OMI, wieloletni misjonarz na Madagaskarze. Po Eucharystii w parafii Chrystusa Króla dzielił się swoim doświadczeniem pracy na Czerwonej Wyspie.

Przyjaciele Misji Oblackich modlą się, spotykają i wspierają materialnie oblatów na misjach. Stowarzyszenie Misyjne Maryi Niepokalanej (MAMI) związane ze Zgromadzeniem Misjonarzy Oblatów MN powstało w początkach XX wieku. W Polsce, ze względu na sytuację polityczną w czasach komunistycznych (zakaz tworzenia związków), przyjęto nazwę: „Przyjaciele Misji Oblackich”, która pozostała do dziś. Jest to ruch zrzeszający obecnie kilkadziesiąt tysięcy osób w Polsce. Są wśród nich ludzie w różnym wieku: starsi, młodzież, dzieci, kapłani i siostry zakonne.

Kim są Przyjaciele Misji Oblackich? [WIDEO]

Aby zostać Przyjacielem Misji Oblackich – KLIKNIJ

(pg/zdj. U. Wasiak AM)


Obra: Tradycyjna pielgrzymka do Wielenia

Zgodnie z długą tradycją parafianie z Obry pielgrzymują do sanktuarium maryjnego w Wieleniu. Do pokonania mają kilkadziesiąt kilometrów. Sanktuarium Matki Bożej Ucieczki Grzeszników w Wieleniu Zaobrzańskim to pocysterski kompleks klasztorny z XVIII wieku. Czcią wiernych otaczana jest tutaj łaskami słynąca gotycka figura Matki Bożej z drugiej połowy XV wieku.

(pg/zdj. G. Rurański OMI)