Wziął do niewoli 72 Niemców

Alfons Marceli Stopa urodził się 16 stycznia 1914 roku w rodzinie Karola i Anny w Gliwicach, które należały wtedy jeszcze do Niemiec. Kiedy w 1921 roku w wyniku plebiscytu rodzinne miasto Alfonsa pozostało w granicach Rzeszy Niemieckiej [miasto do Polski należy od 1945 roku, przyp. autor] rodzice naszego bohatera zdecydowali się przeprowadzić do Świętochłowic, które należały do Rzeczypospolitej.

Po zakończeniu gimnazjum rozpoczął naukę w Niższym Seminarium Duchownym Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w Lublińcu i po czterech latach nauki, w 1933 roku, rozpoczął nowicjat w tymże zgromadzeniu zakonnym. Początkowy rok formacji w Markowicach zakończył złożeniem pierwszych ślubów zakonnych dnia 15 sierpnia 1934 roku. Rozpoczął studia w Wyższym Seminarium Duchownym w Obrze, gdzie po pierwszym roku teologii - 15 sierpnia 1937 roku złożył wieczyste śluby zakonne. Dwa lata później, 18 czerwca 1939 roku z rąk poznańskiego biskupa pomocniczego Walentego Dymka przyjął święcenia kapłańskie.

Wybuch wojny uniemożliwia dokończenie studiów w Polsce. Po wielu perypetiach, dzięki rodzinie, razem z 40 współbraćmi, ojciec Stopa udaję się na początku 1940 roku do Włoch, a następnie do Francji. W grudniu 1940 roku w oblackim seminarium prowadzonym przy Sanktuarium Matki Bożej Światłości- Notre-Dame de Lumières (niedaleko Awinionu) nasz bohater dokańcza studia teologiczne.

23 stycznia 1941 roku ojciec Alfons otrzymuje obediencję do Prowincji France-Midi. Zostaje pomocnikiem o. Konrada Stolarka OMI, który był kapelanem internowanych polskich żołnierzy w Caylus. W kwietniu 1941 roku ojciec Stolarek wyjeżdża do Wielkiej Brytanii dlatego ojciec Stopa przejmuję w pełni obowiązki swojego współbrata oraz podejmuję prace w obozie Idron niedaleko miasta Pau.

W tym miejscu warto zaznaczyć, że po dziś dzień Idron jest ważnym miejscem Polonii Francuskiej. W tym niewielkim miasteczku większość mieszkańców stanowią potomkowie Polaków, którzy zostali tutaj po drugiej wojnie światowej. Ważnym miejscem dla mieszkańców Idron jest kapliczka poświęcona Matce Bożej Częstochowskiej.

Oblaci - kapelani polskich żołnierzy w czasie II wojny światowej

Inicjatorką budowy kapliczki była wielka przyjaciółka Polaków i opiekunka internowanych żołnierzy Rosy Bailly. Kapliczka zbudowana przez naszych żołnierzy powstała w 1941 roku. Jej architektem i wykonawcą mozaiki przedstawiającej Czarną Madonnę był Jan Sarnicki z Wadowic, nauczyciel Karola Wojtyły. Nawiasem mówiąc, zachęcam bardzo gorąco by zapoznać się z postacią zarówno Pani Rosy Bailly, jak i Pana Jana Sarnickiego.

Wspomniana kapliczka, jaki i same Idron, przez wiele lat była i jest ważnym punktem dla polskich żołnierzy pielgrzymujących do Lourdes.

W Anglii w czasie II wojny światowej. Od lewej: o. Wilhelm Stempor OMI, o. Konrad Stolarek OMI, o. Alfons Stopa OMI

Wracając jednak do głównego wątku, to trzeba zaznaczyć, że praca kapelana w obozach nie była z początku łatwa. Choć w wojskowych barakach znajdowały się kaplice to jednak początkowo na nabożeństwa przychodziło niewielu żołnierzy, głównie oficerowie. Wpływ na niskie morale internowanych miały fatalne warunki mieszkaniowe oraz brak zajęcia. Ratunkiem okazała się muzyka. Najpierw ojciec Stolarek, a później ojciec Stopa z dużą pomocą oficerów prowadzili spotkania dyskusyjne na różne tematy, a następnie utworzyli chór, który towarzyszył wspólnym modlitwom. To był „strzał w dziesiątkę” okazało się, że wielu żołnierzy ma muzyczne talenty - a do chóru był przyjmowany każdy, niezależnie od wyznania, co również było czynnikiem budującym dobre relacje. W końcu Msze święte odprawiane przez misjonarzy oblatów, upiększone występem chóru żołnierskiego, przyciągały miejscowych, co znowu było czynnikiem budującym dobrą atmosferę wśród internowanych.

Konrad Stolarek OMI – kapłan, komandos, duszpasterz polskich lotników

Wracając do „ciekawych” osób, które spotkali w Caylus o. Stolarek i o. Stopa to trzeba wymienić poetę Józefa Łobodowskiego. Niestety choć oblaci doceniali kunszt pisarski Łobodowskiego, to jednak nie udało się z nim za bardzo porozumieć. Łobodowski swoim, delikatnie mówiąc, „lekkim” podejściem do życia i niesamowitą siłą przyciągania do siebie „niepewnego” towarzystwa, sprawiał więcej problemów sobie, kapelanom i ogólnie całemu zarządowi obozu, niż było pożytku z jego poezji…

Po wyjeździe o. Stolarka, jak już wspomniałem, kapelanem pozostał sam ojciec Stopa. Pracy było jednak coraz mniej. Polacy, widząc okazję przedostania się do Anglii i walki u boku aliantów, coraz bardziej licznymi grupami „opuszczali” obóz. W 1942 roku w obozach było tak mało internowanych, że postanowiono je zamknąć. Ojciec Alfons pozbawiony posługi kapelana, postanawia iść za swoimi owieczkami. Przez Hiszpanię, Portugalię i Gibraltar przedostaje się na Wyspy Brytyjskie.

Bogusław Harla OMI: Wspomnienia kapelana Dywizjonu 303. Był oblatem…

W grudniu 1943 roku zostaje przyjęty jako kapelan do 10 brygady kawalerii pancernej I Dywizji Pancernej gen. Maczka. Nie był to jedyny oblat-kapelan w tej formacji. Drugim kapelanem-oblatem służący żołnierzom gen. maczka był o. Paweł Latusek OMI, ale to już temat na inną opowieść…

Czołgi I Dywizji Pancernej podczas Mszy polowej - 1944 rok (zdj. NAC)

Ojciec Alfons Stopa po latach wspominał tak swoją pracę w Pierwszej Dywizji Pancernej:

Byłem kierownikiem duchowym. To istotna funkcja duszpasterska w wojsku polskim. Przed atakiem w Normandii udzieliłem absolucji generalnej. Jeśli warunki pozwalały odprawiałem Mszę św. Zawsze byłem do dyspozycji żołnierza. Jeśli był ranny, spowiadałem, udzielałem sakramentu chorych. Byłem przy jego śmierci. Rozmawiałem z ludźmi zwłaszcza tymi, którzy wątpili… „Polacy, zostańmy wierni zobowiązaniom” powtarzałem.

Natomiast zapytany o to jak wspomina samych żołnierzy generała Maczka ojciec Stopa tak odpowiedział jednym z wywiadów dla „Głosu Katolickiego”:

Ich wielki szacunek dla kapłana! Kiedy spotykam ich, traktują mnie jak kogoś ze swojej rodziny. Utrzymujemy wzajemne kontakty listowne lub telefoniczne. Spotykamy się tam i ówdzie. Czasami wysyłam im paczki do Polski. Kiedy są przejazdem odwiedzają mnie lub telefonują, aby powiedzieć „dzień dobry”.

Jako pierwszy kapłan modlił się w Katyniu… Historia o. płk. Wilhelma Kubsza OMI.
o. Alfons Stopa OMI modli się nad grobami poległych żołnierzy w Axel (Holandia) - 1945 r. (Archiwum OMI)

Te przyjaźnie między kapelanem, a żołnierzami trwały do końca ich życia. Ojciec Alfons brał czynny udział w spotkaniach kombatantów na całym świecie, był ich kapelanem nie tylko z racji nałożonych na niego funkcji, ale także z racji głębokiego przywiązania do towarzyszy broni. Z drugiej strony żołnierze widzieli w swoim kapelanie człowieka konkretnego, który nie bał się upomnieć, ale także człowieka, który był blisko nich, razem z nimi na pierwszej linii oraz tego, który nie opuścił ich na wygnaniu poza granicami kraju. W końcu to o ojcu Alfonsie Marcelim Stopie krążyły legendy jak w pojedynkę w bitwie pod Falaise (12–21 sierpnia 1944 r.) wziął w niewolę 72 Niemców. Jak to w końcu było? Odpowiedź znajdziemy w książce „Kocioł Falaise”, której autorem jest Eddy Florentin, który swoją opowieść napisał na podstawie wspomnień uczestników tamtych wydarzeń:

…Kapelan Stopa z 10 pułku dragonów namyślał się, czy ma w tym ogólnym zamęcie prawo strzelać, czy też nie.

- Niedaleko stąd jest ferma - powiedział mu przed chwilą kapral Saron, stary żołnierz z Korpusu Afrykańskiego, Polak wcielony siłą do wojska niemieckiego, wzięty do niewoli w Libii, potem jeniec angielski. Po uwolnieniu został niezwłocznie wcielony do polskiej dywizji.

- A w tej fermie ze dwudziestu Niemców, którzy są skłonni do poddania się!

„Skłonni do poddania się?” - tego to kapelan nie był tak pewny jak kapral Saron. Najlepiej byłoby zorganizować silny patrol dobrze uzbrojony. Ale w Chambois wszyscy żołnierze w batalionie byli w walce.

- Niemcy są po większej części ranni - okreśIał bliżej Saron. - Sądzę też, że wśród nich jest sporo cywilów.

Zgoda! Kapelan Stopa weźmie sprawę na siebie. Otrzymał kierowcę i scout-cara, a dla Sarona pistolet maszynowy: sten.

- Słuchaj, Saron! Będziemy próbowali w trójkę wyłowić tych 20 Niemców! Rozumiesz mnie? Ja nie mam prawa nosić broni! A ty masz strzelać tak, jakby nas było stu! To duże ryzyko! A potem: - Pożycz mi jednak swego rewolweru!

Kapelan Stopa usiadł na przedzie, umieścił Sarona na masce silnika i ruszył w kierunku fermy, którą nie bez trudu dostrzegł za małym laskiem: był to stary budynek o grubych murach i wąskich oknach. Obszerne przybudówki otaczały wielki dziedziniec, który kończył się na niezbędnej kałuży dla kaczek.

- A teraz obstawiaj mnie! Obstawiaj, dopóki nie dojdę tam do muru! Strzelaj bez przerwy! Celuj tak, żeby mnie nie trafić! Przestań strzelać w chwili, gdy dojdę do drzwi! A potem to już moja głowa! - dodał jeszcze kapitan-kapelan Stopa.

Ksiądz w mundurze sunął aż do muru, przycisnął się do niego i zaskoczyło go nieoczekiwanie wyjście dwóch cywilów: jeden z nich, staruszek, 75-letni, nieogolony, w kapeluszu i z kijem, czerwony od gniewu.

- Stój! - zawołał kapelan Stopa z lufą rewolweru wymierzoną w pierś chłopa. - Kim jesteś?

- Maceh Esnay - odpowiada drżąc, sterroryzowany farmer. - Jest nas tu w piwnicy stu. Cały Coudehard jest tutaj! i cały Mont-Ormel! Piekarz, rzeźnik, stolarz... Żyją w mej piwnicy jak we wsi!

- A nie ma Niemców?

- Owszem... tam... w oborach, w stajni, w chlewie.

- Ilu?

- Dwudziestu... trzydziestu... nie wiem dokładnie!

Saron z oddali obserwoweł dialog, a potem na znak księdza rozpoczął piekielny ogień na przybudówki.

- Uciekajcie szybko - powiedział do cywilów kapelan. Będziemy atakować!

„My”, to było wielkie słowo! Ale na wojnie jak to na wojnie! Ksiądz Stopa pobiegł do drzwi stajni. Przypomniawszy sobie, że wyłogi jego kołnierza nosiły znak krzyża, podniósł kołnierz do góry jak podczas srogiej zimy, przycisnął się do drzwi, uchylił je i mierząc ze swego rewolweru zawołał:

- Raus! Raus! Hande hoch! Dwadzieścia metrów dalej Saron wysyłał strzały, przerywał na czas wychodzenia Niemców i znowu strzelał, gdy kapelan „na nowo rozpoczął swą zabawę”. - Raus!

Wyszedł jeden, później trzech, potem czterech Niemców, drżąc ze strachu. Rzucali karabiny i granaty, podnosili ręce do góry, potykając się, zbierali, podczas gdy Saron osłaniał strzelając.

Rewolwer księdza zatoczył nowego młynka:

- Raus und schnell! - zawył kapelan, dbając ciągle, by się nie zdradzić i wciąż trzymając jedną ręką podniesiony kołnierz munduru. Pięciu następnych Niemców wyskoczyło ze stajni.

Kapelan szybko policzył zdobycz: piętnastu! Brak jeszcze pięciu! Nowa nawała. Nowy młynek.

- Raus! - Stodoła „wypluła” sześciu, potem dwóch, a następnie siedmiu nieprzyjaciół wymizerowanych, obszarpanych, ledwie żywych. Ach, dobrze... ale ilu ich zatem było? Na wszelki wypadek ksiądz Stopa wsunął znowu rewolwer przez uchylone drzwi. Za jednym zamachem wyszło 10 Niemców. Ocierając czoło, ksiądz obliczył: co tu robić „przeciwko” 40 jeńcom?

- Raus! Raus und schnell! - Dobre sobie! Jeszcze byli! Pięciu... potem dziesięciu, potem czterech... potem siedmiu... i jeszcze sześciu. - Raus! - zawołał po raz ostatni z zapartym tchem kapelan, myśląc w duchu, w jaką to kabałę się wplątał. Nareszcie koniec. Saron pociągnął serią po stajni. Nie było nikogo. Z dwudziestu zrobiło się... siedemdziesięciu dwóch.

Kapelan Stopa spojrzał na Sarona, a Saron na kapelana. Kapelan opuścił kołnierz munduru, a mały krzyżyk na wyłogach stał się dla wszystkich widoczny. Jakiś oberleutnant oderwał się od jeńców ku kapitanowi Stopie, podczas gdy Saron, sam jeden, rewidował 71 pozostałych Niemców.

- Herr Hauptmann...

- Co?

- Herr Hauptmann... nie wiem, czy powinienem zwrócić panu uwagę...

- Zwrócić mi uwagę? Na co? - odpowiada ksiądz Stopa, nie będąc w nastroju do rozmowy.

- Pan jest księdzem.

- Tak, no i co z tego ? Co to może pana obchodzić? — dorzucił ksiądz Stopa, który wtedy nie dobierał słów, próbując odnowić znajomość języka niemieckiego.

- Pan nie ma prawa nosić broni.

Kapitan-kapelan Stopa, dzisiaj ksiądz w misji polskiej w Paryżu, był — powiedział nam dosłownie — „bardzo zmieszany... oni widzieli, że byłem księdzem”.

- Możliwe, ale... ani strzelałem, ani nikogo nie zabiłem!

Oberleutnant z trudem wyciągnę! jednego z jeńców z podniesionymi rękami do góry.

- Zresztą ... patrz pan... ten też jest kapelanem!

W kolumnie zapanowała zupełna cisza, podczas gdy dwaj kapelani patrzyli na siebie z wyrazem litości, ale bez podania sobie rąk. Przez stado jeńców przeszedł pomruk. Rozgniewani, podrażnieni Niemcy zaczęli się burzyć. Tak się dać wziąć przez jednego człowieka! Bez jednego strzału! I to w dodatku przez księdza! I ponadto przez Polaka! Ach! Coś takiego! Jakiś Niemiec splunął z obrzydzeniem.

- Kolumna dwójkami! Ręce na kark! I to szybko! — rozkazał kapelan Stopa usiłując nie myśleć, czym się to wszystko mogło skończyć.

Kolumna ruszyła, a za nią scoutcar: na masce silnika siedział Saron z wymierzonym pistoletem maszynowym, nie czując się lepiej od kapelana Stopy, który sam był również zaniepokojony, jak jego 72 jeńców. 72 Niemców stanowiło część 1700 jeńców odesłanych przez Polaków do Amerykanów w zamian za amunicję odpowiedniego kalibru. „A real bargain” — powie o tym Alan Wood: „czysty interes”. Ferma Monvason jeszcze dziś jest nazywana w okolicy fermą Stopy.

Ojciec Alfons Stopa OMI towarzyszył swojej jednostce do końca jej działań bojowych przez wyzwolenie Belgii i Holandii, aż do ostatniego akordu działań wojennych żołnierzy gen. Maczka, tj. zdobycia niemieckiej bazy marynarki wojennej w Wilhelmshaven - dnia 6 maja 1945 roku.

Spotkanie po latach. Od lewej: o. Alfons Stopa OMI, gen. Władysław Anders, gen. Stanisław Maczek ("Oblaci Polscy we Francji, Belgii i Luksemburgu")

Za swoją służbę i postawę w czasie wojny o. Alfons otrzymał: Krzyż Walecznych, Order Lafayette, Złoty Medal American Legion oraz Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

Lista osiągnięć i zasług naszego bohatera nie kończy się z jego posługą w wojsku. Ojciec Alfons był jednym z pionierów polskiej delegatury oblatów we Francji oraz pracy dla tamtejszej Polonii. Był pierwszym redaktorem „Głosu Katolickiego” w Paryżu, był kapelanem polskich studentów we Francji. Od 1966 roku pracował w organizacji „Pomoc Kościołowi w potrzebie”, po przejściu na emeryturę w 1986 roku głosił kazania w różnych częściach świata. Zmarł po długiej i ciężkiej chorobie 14 lipca 1990 roku w Paryżu. Został pochowany na oblackiej kwaterze cmentarza w Vaudricourt

Na koniec pozwolę sobie na dygresję odnośnie „zbiegu okoliczności” dnia pierwszej i wieczystej profesji zakonnej Alfonsa Marcelego Stopy- mianowicie 15 sierpnia. 15 sierpnia w Kościele to Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, ale to także data, pod którą wspomina się Bitwę Warszawską z 1920 roku. Poznając życie o. Stopy, ma się nieodparte wrażenie, że te dwie daty, dwóch wielkich uroczystości; kościelnej i państwowej, odcisnęły piętno i były niejako zapowiedzią jak będzie wyglądać jego dalsze życie zakonne i kapłańskie. Dlatego trudno jest się nie zgodzić z tym co napisał Ojciec Konrad Stolarek z okazji srebrnego jubileuszu kapłaństwa o. Alfonsa:

W osobowości o. Stopy zostało coś z żołnierza. W kazaniach, które głosi, w artykułach, które pisze, nawet w koleżeńskich rozmowach, które prowadzi - jest coś z natarcia, jest coś z bojowej agresywności, która nie ułatwia życia. "On tak musi" - mówią niektórzy - bo przecież jest kapelanem kombatantów. Jakżeż powierzchowny i krzywdzący to sąd. Trzeba znać warunki rodzinne Ojca Stopy, by zrozumieć na wskroś polską duszę, walczącą od pierwszych dziecięcych lat o zwycięstwo sprawy polskiej. Urodzony na Śląsku przeżywa okres [tamtejszych] powstań (…) musi opuścić rodzinne miasto przyznane drogą plebiscytu Niemcom (…) Kiedy 18 czerwca 1939 roku o. Stopa otrzymuje święcenia kapłańskie na horyzoncie widać już ciemne chmury zbliżającej się inwazji hitlerowskiej (…) Wszystkimi dostępnymi mu sposobami stara się wyrwać z Polski, aby poza jej granicami prowadzić walkę o jej wyzwolenie (…) Potem jest wyjazd do Anglii, nominacja na kapelana Dragonów w I Dywizji Pancernej i zwycięski marsz od normandzkich plaż, poprzez Belgię, Holandię, aż do Wilhelmshafen (…) A później nadejdzie Jałta... Zwycięska Dywizja Generała Maczka musi iść na emigracyjną tułaczkę, podczas gdy w Polsce do głosu dochodzi garstka komunistów wsparta militarną siłą Moskwy. Tu zaczyna się nowy etap w życiu Ojca Jubilata. Etap walki z komunizmem. Etap, który trwa do tej chwili…

(B. Harla OMI)

 


Kanada: Generał z wizytą u Inuitów

Superior generalny Zgromadzenia odwiedził dwie wspólnoty oblackie prowadzone przez misjonarzy oblatów na obszarze Terytoriów Północnych. O. Marek Pisarek OMI gościł generała w Yellowknife. To ostatnie miasto przed rozległym terenem zamieszkiwanym przez Inuitów. W katolickiej misji Gjoa Haven przywitał o. Luisa Alonso OMI duszpasterz wspólnoty – o. Łukasz Zając OMI. W wizycie generałowi towarzyszył prowincjał Prowincji Wniebowzięcia – o. Jacek Nosowicz OMI.

Święta Teresa Patronką Misji za sprawą oblatów – powodem było jedno wydarzenie u Inuitów

Misjonarze oblaci byli pierwszymi katolickimi misjonarzami, którzy dotarli z Ewangelią do Inuitów.

(pg/zdj. OMIWorld)


Bruksela: Wystawa „Święty Jan Paweł II i Robert Schuman. Patroni zjednoczonej Europy”

W Brukseli w oblackim kościele odbyła się inauguracja wystawy pt.: „Święty Jan Paweł II i Robert Schuman. Patroni zjednoczonej Europy”. Wystawa została przygotowana przez Muzeum i Dom Jana Pawła II w Wadowicach we współpracy z koordynatorem duszpasterstwa polskiego w Belgii oraz Instytutem Polskim w Brukseli. Wpisuje się ona w obchody 10 rocznicy kanonizacji polskiego papieża i będzie niewątpliwie promocją życia, pontyfikatu i nauczania Jana Pawła II oraz podkreślenia chrześcijańskich korzeni Europy.

Wystawa została odsłonięta przez Księżną Elżbietę Drucką Lubecką de Sejourne, prezes Fundacji Jana Pawła II w Belgii.

Każdego roku, na początku okresu wakacyjnego, tysiące turystów z całego świata odwiedzają ponad 800-letni kościół Notre Dame de la Chapelle. W kościele pochowany jest słynny malarz flamandzki Pieter Brueghel. W każdą niedzielę i duże uroczystości w tym kościele odprawiane są Msze św. tylko w j. polskim. Duszpasterstwo prowadzą tam od 27 lat oblaci. Kilka lat temu biskup Brukseli przekazał kościół na wyłączność polskiej wspólnocie.

W świątyni znajduje się ołtarz dedykowany Matce Bożej Częstochowskiej i św. Janowi Pawłowi II.

Wystawa potrwa do połowy lipca.

(dk)


Wypoczynek dzieci z Ukrainy w Polsce

Piętnaścioro dzieci z parafii w Kijowie i siedmioro ze wspólnoty w Obuchowie spędziło „wakacje z Bogiem” w ośrodku wypoczynkowym archidiecezji lubelskiej w Firleju. Pobyt w Polsce był możliwy dzięki współpracy z Caritas-Spes Ukraina.

Obóz był niesamowity! Odwiedziliśmy wiele różnych miejsc, zwiedziliśmy Warszawę, Lublin, wiele razy byliśmy nad jeziorem i w parku wodnym, odwiedzaliśmy różne muzea i spacerowaliśmy po mieście. Ogólnie, moim zdaniem organizatorzy to bohaterowie, 52 osoby to coś – komentuje wypoczynek Anneta Petrick.

Dziękujemy organizatorom wakacji naszych dzieci w Polsce. Dzieci przeżyły wspaniałe doświadczenie odpoczynku z Bogiem. Super, że codziennie była Msza święta. Nasze dzieci wróciły nie tylko opalone i pełne energii, ale także wypełnione duchowo! Dodatkowo zdobyli wiernych przyjaciół wśród dzieci z rodzin wierzących wyznających wartości chrześcijańskie. Reszta była niezwykle urozmaicona, to i konkursy talentów, zwiedzanie muzeów, sportowy wypoczynek! Dzieci świetnie się bawiły! Ogromne podziękowania dla wszystkich, którzy pomogli zorganizować te wspaniałe wakacje! Dzieci długo zapamiętają dobroć i otwartość wszystkich osób! Niech Bóg wynagrodzi wszystkich za ich wysiłki i cierpliwość! – dodaje rodzina Opanasowiczów.

(pg/zdj. parafia św. Mikołaja w Kijowie)


Paweł Gomulak OMI: Piotr, Paweł i oblaci…

Ludzie diametralnie różni, gdyby spotkali się w innym kontekście, zapewne nie mieliby o czym ze sobą porozmawiać. Szymon z Betsaidy to człowiek twardo stąpający po ziemi, prawdopodobnie obce mu były dywagacje filozofów o naturze rzeczy. Być może przyzwyczaiła go do tego jego praca – tu liczy się konkret. O jego podejściu do życia świadczą spracowane dłonie, bruzdy po sieciach rybackich, które odciskami poprzecinały jego ręce. I oto zaraz będzie konkret. Po nieudanym połowie wraca do wioski, na brzegu stoi nieznany mężczyzna.

– Zarzućcie sieci jeszcze raz. Tu, w tym miejscu…

– On chyba sobie kpi, przecież znam te wody, jak własną kieszeń… Od kiedy syn cieśli będzie uczył mnie, jak mam zarabiać na życie…

Konkret: sieć pełna ryb. Tak narodził się Piotr. I choć niejeden raz będzie musiał jeszcze ciosać swój charakter, który był jak “petra” (skała, kamień) – kanciasty, toporny – stanie się opoką Kościoła. Nie dzięki swoim zdolnościom, ale mocy Bożej.

Szaweł z Tarsu. Elokwentny, wykształcony, gorliwy faryzeusz, który drobiazgowo wypełniał przepisy prawa. Ukończył elitarną szkołę Gamaliela Starszego w Jerozolimie. Obywatel rzymski. Jego świat wydaje się całkowicie poukładany, zdradza zamiłowanie filozofów, docieka, tłumaczy. Ale w tym jego idealnie poukładanym świecie potrzeba było mocnego trzęsienia ziemi. Damaszek… prawdopodobnie nie było żadnego konia (spuścizna malarstwa Caravaggia), zresztą koni używali wtedy głównie Rzymianie – mało istotny szczegół. Szaweł mocno rąbnął o ziemię, nie tylko tę fizyczną, ale o grunt swoich przekonań. Wydaje się znaczące, że stracił też wzrok. Musiał zrozumieć, że był całkowicie ślepy w swojej wierze i światopoglądzie.

– Kim jesteś?

– Jezusem, którego prześladujesz

Jehoszua (Jezus)? Adonaj (JHWH) zbawia? W tym kontekście wszystko stało się jasne. Tak narodził się Paweł. I chociaż przez całe życie będzie zmagał się ze swoimi słabościami – niski, łysy, zapewne miał problemy z wymową, a do tego oścień dla ciała, o którym sam mówi (por. 2 Kor 12,7) – niektórzy bibliści przypuszczają, że chodziło o skrupuły, na które mógł cierpieć – ciągłe problemy z jego umiłowaną wspólnotą w Koryncie; wciąż będzie wracał do tego samego Imienia: To Bóg zbawia.

Apostołowie i oblaci

Święty Eugeniusz ponad pięćdziesiąt razy w swoich pismach mówi o Apostołach. Odnosił się do ich relacji z Jezusem, wskazując ją jako fundament założonego przez siebie Zgromadzenia. Przypomina o tym Konstytucja 3:

Wzorem ich życia jest wspólnota Apostołów z Jezusem. Zgromadził On przy sobie Dwunastu, aby uczynić z nich swoich towarzyszy i wysłanników (por. Mk 3,14). Wezwanie i obecność Pana wśród oblatów dzisiaj, jednoczy ich w miłości i posłuszeństwie, aby na nowo przeżywać jedność Apostołów z Jezusem, jako też ich wspólną misję w Jego Duchu.

Trzeba podkreślić, że Eugeniusz de Mazenod doskonale uchwycił pragnienie Jezusa. Można przypuszczać, że próba stworzenia zgromadzenia zakonnego, które łączy w sobie ideał życia monastycznego z apostolską gorliwością, wprost wypływa ze sceny powołania Dwunastu. Jezus przywołuje do siebie tych, których sam chciał, aby przede wszystkim z Nim byli (to podstawa), a potem by mógł ich posyłać (por. Mk 3,13-19).

Wyraźnie pokazuje to zarówno reguła oblacka, jak i pisma Eugeniusza. W 1855 roku kieruje list do ks. Jeana-Louisa Grandina, który wstąpił do oblackiego nowicjatu w Notre-Dame de l’Osier. Kandydat przyzwyczajony do aktywności związanej z pracą w parafii, skarży się na zbyt spokojną atmosferę, panującą w nowicjacie. Założyciel wyjaśnia mu:

Nie wstąpił Ksiądz do Kartuzów, którzy odprawiają nowicjat, aby przyzwyczaić się do wiekuistej samotności. Wprost przeciwnie, został Ksiądz przyjęty do tych, którzy za wzorem Apostołów – powołani do kroczenia ich śladami – spędzają tylko kilka miesięcy w zaciszu, aby lepiej przygotować się do bardzo aktywnego życia misjonarskiego, do posługi najbardziej zróżnicowanej i najowocniejszej w skutki doprawdy cudownych błogosławieństw.

Celem formacji oblackiej jest ciągłe poznawanie Jezusa aż do utożsamienia się z Nim, współodczuwania z Jego sercem. Stąd płynie owocność posługi.

Jak Apostoł Paweł

Pierwszą posługą misjonarzy oblatów było głoszenie słowa Bożego. Synowie św. Eugeniusza nie obejmowali parafii, choć porewolucyjna sytuacja we Francji mogła wskazywać na taką konieczność. Przemierzali wsie i miasteczka Prowansji, głosząc misje parafialne. “Misje są dziełem wybitnie apostolskim” – pisał w 1819 roku Eugeniusz de Mazenod. Z czasem obejmowali sanktuaria, jako miejsca, w których przepowiadanie Ewangelii ma szanse docierać do wielkiej liczby pielgrzymów, którzy odwiedzali te miejsca. Potem przyszły misje zagraniczne.

Krzyż misyjny w Aix (zdj. P. Gomulak OMI)

W swoich pismach Eugeniusz najczęściej odnosił się do słów św. Pawła. Dwie trzecie cytatów biblijnych pochodzi z nauczania Apostoła Narodów, w tekstach Założyciela znajdziemy również wiele aluzji do jego listów. Niemniej jednak w życiu Eugeniusza uwypukla się przede wszystkim postawa tego świętego. Nie bez znaczenia jest fakt, że święto jego nawrócenia (25 stycznia 1816 roku) staje się pierwszym dniem, kiedy wraz z o. Tempierem zamieszkali w pokarmelitańskim klasztorze w Aix-en-Provence, dając początek nowej wspólnocie apostolskiej. Nawrócenie św. Eugeniusza dokonuje się u stóp krzyża, przypomina doświadczenie Pawła spod Damaszku. Momentalnie Założyciel zobaczył swoje życie z perspektywy Boga. W ten sam sposób uczył patrzeć swoich duchowych synów:

Krzyż Jezusa Chrystusa jest sercem naszego posłannictwa. Wzorem Pawła apostoła głosimy “Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego” (1 Kor 2,2). Jeśli nosimy “w ciele naszym konanie Jezusa” to w nadziei, “aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele” (2 Kor 4,10). Oczyma ukrzyżowanego Pana patrzymy na świat krwią Jego odkupiony, żywiąc pragnienie, żeby ludzie, w których nadal trwa Jego męka, poznali także moc Jego zmartwychwstania (por. Flp 3,10) – Konstytucja 4.

Eugeniuszowi bardzo zależało, aby na wzór Apostołów misjonarze oddawali się przede wszystkim modlitwie i posłudze słowa. Wymownie koreluje to z relacją z Dziejów Apostolskich, gdy helleniści zaczęli szemrać przeciwko Hebrajczykom, jakoby ich wdowy były zaniedbywane w codziennym rozdawaniu darów. Ustanowiono wtedy siedmiu diakonów do posługi miłosierdzia. Apostołowie mieli zająć się wyłącznie modlitwą i posługą słowa (por. Dz 6,1-7). Jeszcze dobitniej wyraża to św. Paweł w Liście do Koryntian, ukazując na czym przede wszystkim polega posługa apostolska: “Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża” (1 Kor 1,17; Jednocześnie Paweł przeciwstawia się stronnictwom, które gromadziły się wokół osoby, od której otrzymały chrzest).

Przepowiadanie Ewangelii było dla Eugeniusza kluczowym zadaniem oblatów:

Musimy stanowczo starać się tylko o pouczenie ludzi i o uwzględnienie potrzeb większej części naszych słuchaczy; nie zadowalać się łamaniem im chleba słowa, ale im go przeżuwać; słowem, tak postępować, aby wychodząc po naszych kazaniach, nie podziwiali głupio tego, czego nie zrozumieli, ale żeby wracali zbudowani, poruszeni, pouczeni i zdolni powtórzyć w łonie swojej rodziny to, czego z naszych ust się nauczyli.

W jednej ze swych wielkopostnych nauk w 1813 roku zapowiadał wiernym, że na wzór świętego Pawła Apostoła nie przyszedł głosić Ewangelii Jezusa Chrystusa w pełnych elokwencji i ludzkiej mądrości przemówieniach, lecz „proste słowo Boże, bez żadnych ozdobników, dostosowane tak jak tylko mogliśmy do zrozumienia przez najprostszych”.

Największym komplementem, jaki padł w kierunku św. Eugeniusza w kontekście postaci Apostoła Narodów, to słowa biskupa Leonarda Berteauda z Tulle (1842-1878). Po spotkaniu z biskupem Marsylii, które miało miejsce w dniach od 15 do 17 sierpnia 1850 roku, napisał do swych wikariuszów generalnych:

Księża, widziałem Pawła.

Eugeniusz miał serce wielkie jak świat. Posyłał swoich synów na krańce świata, aby głosili Ewangelię. Niejednokrotnie podejmował ryzyko, dzieląc się nielicznym personelem oblackim.

Kościół zbudowany na skale

Eugeniusz całym sercem kochał następcę św. Piotra. Tę miłość i synowskie oddanie przekazał także oblatom.

Tym, co cechuje w sposób szczególny reguły oblatów, jest duch oddania autorytetowi Stolicy Apostolskiej i biskupów. Powinni oni uważać się za szczególnych ludzi papieża i biskupów, czyli za ludzi Kościoła Jezusa Chrystusa. Przez swoje oddziaływanie powinni przyczyniać się do tego, aby ten duch się rozszerzał.

Odważną decyzją w życiu młodego Eugeniusza była odmowa przyjęcia święceń kapłańskich z rąk odrzucającego prymat Piotra arcybiskupa Paryża. Święcenia prezbiteratu przyjmuje zatem w Amiens. Wielokrotnie dawał dowody swojej synowskiej miłości względem Stolicy Piotrowej – i wtedy, gdy papież stał się wygnańcem, a Eugeniusz proponował mu swój pałac biskupi w Marsylii – i wtedy, gdy de Mazenod stał się ofiarą nieczystej gry politycznej Francji, co kosztowało go kardynalski kapelusz.

Przez ślub oblaci zobowiązują się do posłuszeństwa Ojcu Świętemu i swoim prawowitym przełożonym we wszystkim, co dotyczy bezpośrednio lub pośrednio zachowania Konstytucji i Reguł – Konstytucja 27.


Paweł Gomulak OMI – misjonarz ludowy (rekolekcjonista), ustanowiony przez papieża Franciszka Misjonarzem Miłosierdzia. Studiował teologię biblijną na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Opolskiego, wykładowca w Wyższym Seminarium Duchownym Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w Obrze (Wydział Teologiczny Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu). Koordynator Medialny Polskiej Prowincji, odpowiedzialny za kontakt z mediami i wizerunek medialny Zgromadzenia w Polsce. Członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Pasjonat Słowa Bożego, w przepowiadaniu lubi sięgać do Pisma Świętego i tradycji biblijnej. Należy do wspólnoty zakonnej w Lublińcu.


Komentarz do Ewangelii dnia

Pan Jezus zaledwie kilka razy użył terminu „Kościół” dla określenia wspólnoty, którą założył i która w całości ujawniła się po Jego zmartwychwstaniu i zesłaniu Ducha Świętego. Wspólnoty, która jest także Jego Ciałem. Przypomnijmy sobie to wspaniałe spotkanie pod Damaszkiem Pana Jezusa z Szawłem, który słynął z ogromnej nienawiści do chrześcijan. Jezus zapytał go wtedy „Dlaczego Mnie prześladujesz?” (Dz 9, 4). Nie zapytał dlaczego prześladujesz moich uczniów, wyznawców, sympatyków, naśladowców, ale właśnie „Mnie”. W ten sposób utożsamił się z tą wspólnotą. Stąd słowa „Mój Kościół” można rozumieć „Moje Ciało”. A jak my utożsamiamy się z ta wspólnotą, którą kiedyś Papież Benedykt XVI nazwał najpiękniejszym prezentem, jaki Bóg dał człowiekowi?

(S. Stasiak OMI)


Prowincjał gotuje malgaską zupę z krewetkami [WIDEO]

Gotowanie z prowincjałem

Prowincjał gotuje malgaską zupę z krewetek 👨‍🍳 Film nakręcili klerycy - zapraszamy na ich TikToka - wsd_omi

Opublikowany przez Misjonarze Oblaci MN w Polsce Piątek, 28 czerwca 2024

Zapraszamy na TikToka prowadzonego przez oblackich kleryków – wsd_omi

(pg)


Z listów św. Eugeniusza

CÓŻ ZA PODRÓŻ NIEDAWNO ODBYLI!

Wraz z przybyciem czterech misjonarzy na oblacką ewangelizację otworzyło się zachodnie wybrzeże Ameryki Północnej. Czterech misjonarzy opuściło Francję w lutym 1847 roku i po 54 dniach spędzonych na morzu przybyło do Nowego Jorku. Pięć miesięcy później w końcu dotarli do Oregonu.

Przed chwilą otrzymałem list o. Ricarda. Jest datowany na sierpień, musiał pokonać jeszcze dwieście mil, aby dotrzeć na miejsce swego przeznaczenia. Nasi trzej misjonarze i kleryk katechista czują się dobrze, ale cóż za podróż niedawno odbyli.

List do o Toussainta Dassy, 12.02.1848, w: PO I, t. X, nr 966.

(Zwróćmy uwagę, że w czasach założyciela słowo misjonarz odnosiło się do kapłanów, dlatego zauważa on rozróżnienie między misjonarzami a braćmi katechetami. Od tego czasu rozumienie słowa misjonarz zmieniło się, obejmując wszystkich oblatów i członków charyzmatycznej rodziny, którzy są zaangażowani w tę posługę).

Przy dzisiejszych szybkich podróżach trudno nam sobie wyobrazić taką misyjną wyprawę. Zatrzymajmy się i pomyślmy o fizycznym trudzie, odwadze i wytrwałości. Następnie pójdźmy dalej i pomyślmy o wyzwaniach psychologicznych: Ojciec Ricard miał 41 lat i cierpiał z powodu słabego zdrowia we Francji. Pozostali trzej mieli po dwadzieścia kilka lat, dwóch z nich było scholastykami, którzy nie ukończyli jeszcze studiów. Opuszczając Francję i swoich bliskich, wiedzieli, że najprawdopodobniej już nigdy nie zobaczą najbliższych ani kraju, z którego pochodzą.

Taka była cena ich miłości do Boga i misyjnej gorliwości o zbawienie ludzi, którzy nie znali Jezusa Chrystusa. Ta książka z pewnością zachęca nas do refleksji i rzuca nam wyzwanie, abyśmy spojrzeli na siebie i we współczesnym świecie szybkich zmian i natychmiastowej gratyfikacji przeanalizowali naszą odpowiedź daną Bogu.

(tł. R. Tyczyński OMI)


Czechy: Bierzmowanie i prezent od młodych dla oblatów

W oblackiej parafii w Plasach w Republice Czeskiej sakrament bierzmowania przyjęło dziesięcioro młodych ludzi. Szafarzem sakramentu był bp Tomáš Holub z diecezji pilzneńskiej.

Młodzi, którzy przyjęli sakrament bierzmowania, podarowali oblatom pamiątkowe koszulki, na których odcisnęli swoje dłonie.

Nasi bierzmowani wpisali się w nasze życie – skomentowali prezent zakonnicy.

(zdj. V. Kadlec OMI)

(pg/zdj. Soňa Pikrtová)


Kuba: Rekolekcje zakonne [ZDJĘCIA]

Misjonarze oblaci z Misji na Kubie mieli okazję razem przeżyć roczne rekolekcje zakonne. Przewodnikiem skupienia był o. Antonio Ponce OMI. Obecnie w kubańskiej misji pracuje trzech Polaków – o. Ireneusz Dampc OMI, o. Tomasz Szafrański OMI oraz dk. Jonasz Lalik OMI z Prowincji Wniebowzięcia w Kanadzie.

Aby być coraz bardziej dysponowanym do służenia Bogu w Jego Ludzie, co miesiąc i co roku zarezerwują sobie należyty czas na modlitwę osobistą i wspólnotową, na refleksję i odnowę. Doroczne rekolekcje trwające zazwyczaj jeden tydzień mogą być z pożytkiem poprzedzone lub przedłużone braterskimi spotkaniami i wymianą doświadczeń apostolskich – przypomina Konstytucja 35.

Tomasz Szafrański OMI: „Kubańska rzeczywistość. Aby w nią uwierzyć, trzeba ją przeżyć”

Misjonarze oblaci rozpoczęli posługę na Kubie w 1997 roku. Był to czas odwilży, kiedy Fidel Castro pozwolił określonej grupie misjonarzy osiedlić się na wyspie. To efekt historycznej wizyty Jana Pawła II. Spośród wszystkich zgromadzeń zakonnych, najliczniejszy personel posłali oblaci.

(pg/zdj. Oblatos Cuba)