W ewangelizacji nie ma jakichś „utartych schematów”, „jedynych rozwiązań” i „recept-cudów”. Jest tylko Jezus Chrystus, nasze wspólne trwanie przy Nim i słuchanie siebie nawzajem w Kościele – mówi o. Bartosz Madejski OMI, duszpasterz i uczestnik VI Kongresu Nowej Ewangelizacji.

VI Ogólnopolski Kongres Nowej Ewangelizacji pod hasłem „Miasto – rewitalizacja” odbył się w dniach od 9 do 11 września w Łodzi. Wśród gości wydarzenia znaleźli się m.in. arcybiskupi Grzegorz Ryś i Jorge Carlos Patrón Wong oraz księża Tomáš Halik i Grzegorz Strzelczyk. Uczestnicy i prelegenci poruszali zagadnienia związane z wyzwaniami, jakie wiążą się z głoszeniem Ewangelii we współczesnym świecie. O wyzwaniach rzucanych ewangelizacji przez rzeczywistość i sposobach na niesienie Chrystusa dziś rozmawiam z obecnym na Kongresie o. Bartoszem Madejskim – oblatem, proboszczem parafii pw. Chrystusa Króla w Poznaniu.

o. Bartosz Madejski OMI (zdj. P. Gomulak OMI)

Sebastian Zbierański (misyjne.pl): W ostatnich latach hasło „nowa ewangelizacja” jest w Kościele odmieniane chyba przez wszystkie przypadki. Nadaje mu się wiele różnych odcieni i znaczeń. Czym jest dla Ojca?  

Bartosz Madejski OMI: Dla mnie to po prostu przyprowadzanie ludzi do Chrystusa i to na wszystkie możliwe sposoby, przede wszystkim – na nowe sposoby.  Musimy w naszych działaniach uwzględniać sytuację, w jakiej żyją ludzie, ich otwartość na przyjęcie Ewangelii. Do dzisiejszych czasów trzeba w ogóle dostosować formę głoszenia, bo wszystko szybko się zmienia. Dlatego wciąż szukamy nowej jakości, nowych form i metod przepowiadania słowa.

Z pewnością pomagają w tym wydarzenia takie jak Kongres Nowej Ewangelizacji. Ostatni odbył się w Łodzi, towarzyszyła mu myśl, żeby „iść z Jezusem w miasto”. Jezus w mieście jest potrzebny bardziej niż gdziekolwiek?  

Bóg mieszka w każdym człowieku, a więc także w mieście. Miasto jest w tym wszystkim rzeczywiście bardzo ważne, choćby dlatego, że mieszka w nim dużo ludzi. Każdemu z nich, nieraz są ich setki tysięcy, warto pomóc odkryć tę Bożą obecność w nim samym i to, że jest najpiękniejszym dziełem Pana Boga. Dla mnie jednym z ciekawszych odkryć Kongresu było przesłanie Wspólnot Jerozolimskich. To, że można odkrywać Boga w mieście i w jego mieszkańcach. Oni modlą się za miasta i uczą tej modlitwy. To było bardzo głębokie doświadczenie. Abp Grzegorz Ryś w jednej z konferencji podkreślał, że święty Paweł i apostołowie zaczynali ewangelizować od miast. „Pchali się” tam, bo wyznawali logikę, że jeżeli orędzie Ewangelii zostanie przyjęte w mieście, to uda się je przyjąć także na wioskach. My dzisiaj widzimy, że często w mniejszych miejscowościach jest dużo lepiej, jeśli chodzi o wiarę w Pana Boga. W miastach głosi się trudniej, ale może właśnie dlatego miasta są jakoś stawiane na tym pierwszym planie. Głoszenie w nich Chrystusa to nie do końca wdzięczne zadanie. Mimo to nie możemy odpuszczać ewangelizacji miast. Nie możemy z niej zdezerterować.

(cathopic)

Kongresowi towarzyszyła duchowo pielgrzymka papieża Franciszka na Węgry i Słowację, która odbywała się dokładnie w tym samym czasie. Papieżowi mocno zależy na głoszeniu w przestrzeniach, o których być może wcześniej nie pamiętano. Czy Franciszek wnosi do nowej ewangelizacji nową jakość?  

Cały Kongres był w ogóle oparty na programowym dokumencie Franciszka, jakim jest adhortacja „Evangelii gaudium”. Nie brakowało też innych odniesień do nauczania papieża. Szczególnie ważnym fragmentem, nad którym skupiała się idea Kongresu, jest ewangelizacja miast, peryferii miast i ewangelizacja kultury (EG 72nn). Ojciec Święty wnosi w to pojęcie swoją wrażliwość. Uczymy się od niego jak ewangelizować przez zaangażowanie w pomoc biednym, jak głosić na peryferiach miast, ale też jak ewangelizować kulturę.

W oparciu o „Evangelii gaudium” często podkreśla się, że środkiem do ewangelizacji jest dzisiaj radość. Nie uważa Ojciec, że mocne akcentowanie tego środka może wydawać się zbyt prozaiczne, zbyt płytkie? 

Myślę, że nie – o ile nie chodzi o to, żeby jedynie „nakręcać” się do radości, bo to rzeczywiście może być odpychające. Może trącić trochę teatralnością i dzielić, być nawet, w pewnym sensie, wykluczające – prowadzić do tego, że „nasza grupka ma radość”, a inni „niech robią co chcą”. Radość musi mieć sens przeżywania głębokiej przyjaźni z Bogiem, która w ten sposób świadczy i promieniuje. Kiedy widzimy i słyszymy takie świadectwo życia z Panem Bogiem, świadectwo życia w Kościele, to wiemy, że ono jest szczere i prawdziwe. Zwykłe „nakręcanie się” na radość może być zwyczajnie sztuczne czy nawet propagandowe.

(cathopic)

Słyszy się, że młodzi ludzie są w ogóle coraz częściej pozbawieni radości. Kongres niewątpliwie uczy prowadzić ich tak, żeby odkryli miłość Pana Boga i sami Go pokochali. Jak dzisiaj głosić młodym kerygmat? 

Kongres był przeznaczony przede wszystkim dla liderów, dla duchownych i świeckich. Zorganizowano go po to, żeby umocnić ich entuzjazm i dać jakieś natchnienie do formacji między innymi młodzieży. Bardzo ciekawy był warsztat, w którym sam uczestniczyłem. Miał tytuł „Jak prowadzić młodych do Pana Boga?”. I bardzo wiele fajnych, konkretnych, inspirujących myśli na nim usłyszałem. Jestem pewien, że to zaowocuje w pracy z młodymi. Dzisiaj wielu z nich patrzy krytycznie na Kościół, noszą w sobie bunt i sporo pytań. Wierzę, że doświadczenie tego Kongresu pomoże w ich ewangelizacji.

Jest Ojciec proboszczem dużej, miejskiej parafii – dodajmy: z wieloletnim doświadczeniem. Jaka jest recepta na ewangelizację swoich parafian, ale też tych, którzy są z dala od Kościoła?  

Szczerze mówiąc – nie ma konkretnej recepty i nie ma jednego modelu. Rzeczywistość, którą ewangelizujemy wciąż trzeba poznawać, jest tak bardzo bogata i złożona. Abp Jorge Carlos Patrón Wong, sekretarz Kongregacji ds. Duchowieństwa, ciekawie nawiązał podczas Kongresu do obrazu Pana Jezusa, który ucisza burzę na jeziorze. My też jesteśmy w takiej łodzi, prowadząc parafię czy ewangelizując miasto. Ważne, żebyśmy byli razem, żebyśmy byli wpatrzeni w Jezusa i zgodzili się na to, że ta rzeczywistość czasem będzie nas przerastać – jak te fale na morzu.

Zobacz: [Bartosz Madejski OMI: „Pewnie jakoś dalibyśmy sobie rade bez świeckich, ale… zadusilibyśmy się we własnym sosie”]

Czyli źródłem i szczytem ewangelizacji jest wspólnota. 

W ewangelizacji nie da się ciągle myśleć, że wszystkie kryzysy i niepowodzenia można „przewiosłować” samemu lub starymi metodami. Im dalej w las, tym więcej drzew. Trzeba liczyć się z tym, że nie zawsze będzie gotowa recepta, pomysł czy model. Wszystko szybko się zmienia i za kilka lat może okazać się, że trzeba budować na nowo. Dlatego kluczem jest zawsze patrzenie na Chrystusa i bycie razem. Nie tylko proboszcz, nie tylko proboszcz i wikariusze. We wspólnocie Kościoła są ludzie świeccy i trzeba ich zaprosić do wspólnego rozeznawania. Papież Franciszek mówi, żeby działać razem: rozmawiać ze sobą, poznawać się, podejmować decyzje, próby. I wtedy z tego może wyłonić się jakaś droga. To mnie mocno przekonało, że nie ma jakichś „utartych schematów”, „jedynych rozwiązań” i „recept-cudów”. Jest tylko Jezus Chrystus, nasze wspólne trwanie przy Nim i słuchanie siebie nawzajem w Kościele. Tędy droga.

(misyjne.pl)