Przez Kubę przetoczyły się największe od ponad 30 lat protesty ludności. W 11 milionowym państwie możliwość wyrażania publicznie swojego sprzeciwu wobec władzy, ograniczone jest przez prawo. Od dwóch lat kraj pogrąża się w galopującym kryzysie gospodarczym, spotęgowanym dodatkowo pandemią koronawirusa. W czasie prodemokratycznych demonstracji aresztowano kilkaset osób, w tym jednego księdza i seminarzystę. O pokój na Kubie apeluje społeczność międzynarodowa, w tym wciąż oskarżana przez kubańskie władze administracja Stanów Zjednoczonych. Wezwanie do zaprzestania represji oraz podjęcie prodemokratycznych reform płynie także z ust biskupów katolickich Kuby. Podczas największych protestów na ulicach pojawiła się figura Matki Bożej Miłosierdzia, patronki kraju.

Protesty na Kubie

“To są ojcowie wszystkich”

Misjonarze oblaci rozpoczęli posługę na Kubie w 1997 roku. Był to czas odwilży, kiedy Fidel Castro pozwolił określonej grupie misjonarzy osiedlić się na wyspie. To efekt historycznej wizyty Jana Pawła II. Spośród wszystkich zgromadzeń zakonnych, najliczniejszy personel posłali oblaci. Na Kubę przybyło siedmiu misjonarzy. Jednak rząd mocno ograniczył spectrum posługi duszpasterskiej, ograniczenia trwają do dziś. Pierwsza grupa synów św. Eugeniusza rozpoczęła odbudowę zrujnowanych kościołów i wspólnot parafialnych szczególnie na najuboższych obszarach wiejskich. Bardzo szybko doszli do przekonania, że młode pokolenia Kubańczyków nie mają żadnego pojęcia o chrześcijaństwie, a starsze osoby noszą wspomnienie wiary katolickiej z czasów, gdy 30 lat wcześniej zakazano im jej wyznawania.

Ewangelizacja była bardzo trudna, ale wolno nam było sprawować Eucharystię w domach – wyjaśnia o. Nick Harding OMI, amerykański oblat, który posługuje obecnie na Kubie Kościół musi być Iglesia en salida (Kościołem, który wychodzi), ale jest to prawnie ograniczone. Biskupi podkreślają, że teraz jest czas na preewangelizację i głoszenie Dobrej Nowiny.

Ojciec Nicholas Harding OMI (69 lat) z lewej oraz o. Roger Hallée OMI (85 lat) z prawej (zdj. OMI USA)

Obecnie na wyspie posługuje czterech oblatów. Dwóch Amerykanów, Brazylijczyk i Lankijczyk.

Podczas mojego pierwszego doświadczenia na Kubie możliwości duszpasterskie były bardzo ograniczone, było też niewielu aktywnych parafian w naszej parafii oblackiej” – tłumaczy ojciec Hallée – Teraz następuje pozytywna zmiana w kierunku działalności duszpasterskiej i udziału miejscowej ludności.

Misjonarze doświadczają praktykowanego na Kubie racjonowania żywności. Dzielą w ten sposób los wszystkich Kubańczyków. Miesięcznie na osobę dostają przydział m.in.: 10 jajek, 10 łyżeczek kawy oraz małą puszkę sardynek. Przy klasztorze prowadzą ogródek warzywny, który stanowi dużą pomoc w codziennym funkcjonowaniu. Z uprawianej winorośli otrzymują ocet, którym smarują liście sałaty, aby odstraszać szkodniki, ponieważ nie ma dostępu do środków odstraszających owady. Życie jest trudne.

Najbardziej uderzające jest ubóstwo starszych ludzi. Nie są w stanie przeżyć ze świadczeń, które otrzymują od państwa. Misjonarze zorganizowali w siedmiu parafiach posiłki dla najstarszych mieszkańców. Po niedzielnych Mszach świętych organizowane są obiady dla najuboższych z produktów, którymi dzielą się ludzie. Pomimo dramatycznej sytuacji, spotkania stanowią odskocznię od trudnej rzeczywistości: ludzie śpiewają, tańczą, mają okazję pobyć ze sobą.

Dwóch amerykańskich oblatów, którzy tworzą wspólnotę zakonną w Hawanie, obsługują trzy parafie w mieście. Ich obszar obejmuje około 250 000 mieszkańców, zaledwie garść to praktykujący katolicy. Na niedzielnej Mszy można doliczyć się średnio 25 osób.

W ciągu siedmiu lat nie było żadnego bierzmowania młodych i tylko dziesięć ślubów – dodaje ojciec Nick – Podczas gdy w miesiącu odbywa się około 20 chrztów niemowląt, co roku jest tylko około dwóch pierwszych komunii dzieci.

Misjonarze jednak się nie poddają. Zdołali zorganizować grupę 25 osób świeckich stowarzyszonych z oblatami. Tam, gdzie nie mogą dotrzeć z Ewangelią kapłani, udają się właśnie ludzie świeccy.

Ojciec Harding podkreśla, że pomimo trudności, posługa na Kubie niesie ze sobą wiele prostych błogosławieństw:

Pewnego dnia, gdy we dwóch poszliśmy do pewnego domu, sześciolatek poszedł powiedzieć matce: „Przyszli ojcowie wszystkich”.

(pg/OMI USA)