13 listopada - CZY MOGĘ ZAPOMNIEĆ O ZNAKU KRZYŻA

13 listopada - CZY MOGĘ ZAPOMNIEĆ O ZNAKU KRZYŻA?

Czyż mogę zapomnieć te gorzkie łzy, jakie na widok krzyża popłynęły z moich oczu w ów Wielki Piątek?

Notatki z rekolekcji, grudzień 1814, w: EO I, t. XV, nr 130.

Czy mogę zapomnieć... o znaku krzyża? - pyta Eugeniusz.

W każdej czynności jego życia, za każdym razem, gdy głosił Ewangelię, za każdym razem, gdy wyciągał ręce do ubogich i opuszczonych, obecne było to obwieszczenie : Czy kiedykolwiek będę mógł zapomnieć znak krzyża!

To jedyny znak wyróżniający, jaki dał Oblatom - pod tym znakiem musi dokonywać się każda czynność naszego życia: Nigdy nie zapominajcie o znaku krzyża!

Oczyma ukrzyżowanego Pana - jedyny pryzmat, przez który rodzina mazenodowska ma spoglądać na świat: Nigdy nie zapominajcie o znaku krzyża!

Pod koniec swego życia ojciec Tempier napisał do Oblatów: Niemożliwe jest, aby powiedzieć wam o wszystkich przykładach, jakie nam dawał, o wszytskich uczuciach, jakie nam wyjawiał w ciągu tych trzech dni [przygotowanie do otrzymania wiatyku i namaszczenia]. Za niesłychana łaskę uważamy to, że mogliśmy zobaczyć i usłyszeć to, co widzieliśmy i słyszeliśmy.

Jestem na krzyżu - zawołał - dobrowolnie chce na nim pozostać, a moje cierpienia ofiaruję za moich drogich Oblatów.

Okólnik nr 2, 29.01.1861, w EO II, t. 2, nr 116.

Ludzie powiedzieli, że krzyż Jezusa Chrystusa nie był czymś heroicznym, a ja chce powiedzieć, że krzyż Jezusa Chrystusa wlał więcej heroizmu w dusze ludzi niż ktokolwiek inny w historii ludzkości. John G. Lake


12 listopada - WIELKI PIĄTEK TRUDU, RADOŚCI I WDZIĘCZNOŚCI

12 listopada - WIELKI PIĄTEK TRUDU, RADOŚCI I WDZIĘCZNOŚCI

Eugeniusz zatem opowiada o momencie, do którego wszyscy synowie jego procesu nawrócenia wspólnie docierają w jednym momencie niczym do szczytu natchnienia. Począwszy od tego wydarzenia każda rzecz w jego życiu będzie interpretowana pod jego kątem. Oto pełny tekst. W kolejnych dniach będę go wyjaśniał.

Szukałem szczęścia poza Bogiem i na moje nieszczęście zbyt dłu­go. Ileż razy w minionym życiu moje rozdarte i niespokojne serce wyrywało się ku swojemu Bogu, od którego się oddaliło? Czyż mogę zapomnieć te gorzkie łzy, jakie na widok krzyża popłynęły z moich oczu w ów Wielki Piątek? Ach, przecież one wypływały z serca i nic nie mogło ich powstrzymać. Były zbyt obfite, abym mógł je ukryć przed tymi, którzy wraz ze mną uczestniczyli w tej wzruszającej cere­monii. Byłem w stanie grzechu ciężkiego [strona 6], i to właśnie było powodem mojego bólu. Wtedy i jeszcze w kilku innych okoliczno­ściach mogłem zauważyć różnicę. Nigdy dusza moja nie była bardziej zadowolona i nigdy nie doświadczyła większego szczęścia. Pośród tego potoku łez, pomimo bólu, lub właśnie dzięki niemu, moja dusza wzniosła się ku swemu ostatecznemu celowi, ku Bogu, jej jedynemu dobru, którego utratę żywo odczuwała. Po cóż mówić więcej? Czy kiedykolwiek zdołam wypowiedzieć, czego wówczas doświadczałem? Samo wspomnienie napełnia me serce słodką satysfakcją. Szukałem więc szczęścia poza Bogiem, i poza Nim nie znalazłem nic innego niż tylko smutek i przygnębienie. Szczęśliwy, tysiąckroć szczęśliwy, dzię­ki temu, co uczynił ten dobry Ojciec, mimo mej niegodności, używa­jąc wobec mnie całego bogactwa swego miłosierdzia. Obym przynaj­mniej podwajając miłość ku Niemu, naprawił stracony czas. Niech wszystkie moje działania, myśli zmierzają tylko ku temu celowi. Czy jest jakieś chwalebniejsze zajęcie, niż działać we wszystkim i przez wszystko dla Boga, kochać Go nade wszystko, kochać Go bardziej, dlatego że pokochało się Go tak późno. Ach! To już tutaj na ziemi rozpocząć błogosławione życie nieba. To słuszne, aby Go chwalić, tak jak tego pragnie.

Notatki z rekolekcji, grudzień 1814, w: EO I, t. XV, nr 130.

Kiedy opowiadamy historie naszego osobistego nawrócenia, uczyniłbym to z wielkim trudem przywołując wspomnienie tego, kim byliśmy wraz z niesamowitą radością i wdzięcznością wspominając, że na niewiele z tych rzeczy zasługujemy. Charles Spurgeon


11 listopada - NIE JESTEM JESZCZE ZANURZONY W BOGU

11 listopada - NIE JESTEM JESZCZE ZANURZONY W BOGU, CIĄGLE ODNAJDUJĘ SIEBIE TAM, GDZIE NIE POWINIENEM BYĆ

W chwili nawrócenia Eugeniusza w jego korespondencji nie znajdujemy żadnych wzmianek na ten temat. Dopiero kilka lat później, kiedy był w seminarium, po święceniach kapłańskich, odnajdujemy kilka wzmianek, kiedy spogląda w przeszłość. Tak napisał na przykład do swojej mamy:

powoli zacząłem opuszczać ten stan letniości, w który popadłem, a który niezawodnie doprowadziłby mnie do śmierci.

List do matki 23-24.03.1809, w: EO I, t. XIV, nr 489.

Podczas rekolekcji ignacjańskich, odprawionych w grudniu 1814 roku, zastanawia się i pisze o swoim nawróceniu, które miało miejsce 7 lub 8 lat wcześniej. Począwszy od pierwszego dnia rekolekcji pisał na temat swojej modlitwy:

Medytowałem nad celem człowieka. Dość długo. Skupiłem się bardziej na myślach, które Bóg we mnie wzbudził, że mógł mnie jedynie stworzyć tylko dla siebie, że uczynił mnie według swych zamiarów, abym oddał się temu, co powinno przyczynić się do wzrostu Jego chwały i wyjednać mi zbawienie. Moim jedynym za­jęciem aż do chwili mego nawrócenia było niszczenie jego dzieła, co też tak bardzo udało mi się osiągnąć. Z powodu mej winy sprze­ciwiałem się wszystkim jego zamiarom, w kilku przypadkach uda­ło mi się nawet spełnić to, co niemożliwe... Od mego nawrócenia dokonała się pewna zmiana, to prawda, ale wcale nie jestem pewny swego postępowania. Och!, jakże jeszcze daleko jestem od czystości intencji, której wymaga Bóg! Och! Nie jestem jeszcze, choć trzeba, zanurzony w Bogu. Ciągle odnajduję siebie tam, gdzie nie powinienem być.

Notatki z rekolekcji, grudzień 1814, w: EO I, t. XV, nr 130.

W kontekście ćwiczeń duchowych świętego Ignacego, podczas których Eugeniusz pisał te medytację, Fleming mówi o procesie nawrócenia: Skoro Ignacy próbował podkreślić mocny punkt, ten ruch nawrócenia jest tak bardzo zasadniczy dla życia chrześcijańskiego, że ludzie nieustannie potrzebują do niego powracać... To Bóg powołuje i w kontekście nowości tej chwili nawrócenia wyświadcza nam jeszcze łaskę. Ignacy układając ćwiczenia nie pozwala nam zapomnieć, że Bóg jest zawsze motorem tego poruszenia.

Nawrócenie jest zmiana mistrza. Czy dla naszego nowego Mistrza, Jezusa Chrystusa, nie uczynimy tyle, ile niegdyś uczyniliśmy dla żądzy naszego dawnego tyrana? Charles Spurgeon


10 listopada - STOPNIOWE NAWRÓCENIE

10 listopada - STOPNIOWE NAWRóCENIE - WYCHODZENIE Z SAMEGO SIEBIE DO SKUPIENIA SIĘ NA BOGU

Prze kilka miesięcy badałem duchową wędrówkę młodego Eugeniusza de Mazenoda. Począwszy od 9 roku życia na wygnaniu. Widzieliśmy pierwsze oznaki jego zaangażowania przy okazji jego pierwszej komunii i bierzmowania. W Wenecji pod duchowym kierunkiem księdza Bartolo Zinelli młodzieniec otrzymał solidną formację ludzką i chrześcijańską i nawet swoim sposobem życia dążył do świętości. W Neapolu i w Palermo, być może z powodu opóźnionego młodzieńczego buntu, na który nie było szans w Wenecji, zarzuca ten ideał. W wieku 20 lat wraca do Aix en Provence - wiele lat naznaczonych postępowaniem i wartościami, które skupiają go jedynie na sobie samym.

W ciągu kilku lat jego zachowanie zaczyna się zmieniać i wiemy o jego zainteresowaniu religią - czytaniem książek i pragnieniem poznania prawd wiary w kontekście jansenizmu jego wujka Joannis. Teraz powraca do tego, czego nauczył się i doświadczył w Wenecji, ale z dojrzałym podejściem i bez przedwczesnego przylgnięcia. Widzimy, że Eugeniusz wiele czasu poświęca pomocy dla więźniów oraz wspólnej modlitwie z kanonikami w katedrze. Oczywiste i jasne jest to, że coc poruszyło jego duszę.

Ignacy z Loyoli pomaga nam ten fakt nazwać procesem nawrócenia - wyjściem od siebie do otwarcia się na Boga. Nie mamy zbyt wielu bezpośrednich źródeł, aby wyznaczyć dokładna datę, ale jasne jest, że począwszy do 24. roku życia (1806 roku) rozpoczyna się proces nawrócenia. Siedem lat później (1814), gdy odprawiał rekolekcje ignacjańskie, jedyny raz wspomniał i powiedział o kluczowym doświadczeniu, które dało mu jasna wizję pewnego pierwszego Wielkiego Piątku. Prawie rok po tym wydarzeniu wstępuje do seminarium, aby zostać kapłanem i podjąć posługę.

Sześć miesięcy po wstąpieniu do seminarium, w konferencji duchowej, napisał na temat swej drogi:

Od szczęśliwej chwili, kiedy odrodzony w zbawczych wodach chrztu, zostałem wyniesiony do boskiej godności dziecka Bożego, pełen darów mego Zbawiciela, mógłbym raczej zliczyć przyspie­szone ruchy mojego oddechu niż liczbę niewypowiedzianych dobrodziejstw, które ten godzien miłości Nauczyciel tak obficie na mnie rozlał. Bez wątpienia nie ma nikogo bardziej godnego, aby na nim skupić moją uwagę, niż ten wszechmocny Bóg, o którym zawsze powinienem pamiętać, który przez miłosierdzie najsłodszą przemocą wyrwał mnie z zepsutego świata...

Konferencja duchowa, 19.03.1809, w: EO I, t. XIV, nr 48.

Proces nawrócenia tego czasu można zawrzeć w zdaniu od skupienia się na sobie do skupienia się na Bogu. W rzeczywistości łaska pierwszego poruszenia pochodzi od schwytania przez miłość Boga oraz pochodzącej od Niego zbawiennej łaski. Moja odpowiedzią nie jest ciągłe spoglądanie na prezent, ale skupienie się na ofiarodawcy tego prezentu, na Tym, który tak bardzo kocha, że posunie się aż do śmierci na krzyżu. David Fleming SJ


9 listopada - ŻYCIE, KTÓRE Z CAŁKOWITĄ PEWNOŚCIĄ JEST SKIEROWANE KU JAKIEJŚ SPRAWIE

9 listopada - ŻYCIE, KTóRE Z CAŁKOWITĄ PEWNOŚCIĄ JEST SKIEROWANE KU JAKIEJŚ SPRAWIE

Będąc dyrektorem dzieła miłosierdzia w więzieniu Eugeniusz dał się poznać
arcybiskupowi Aix, który traktował go jak syna. Rey mówi nam, w jakich
okolicznościach Eugeniusz często uczestniczył w modlitwach i śpiewie brewiarza
w katedrze.

Zajmował miejsce w prezbiterium, które wówczas było bardzo duże, w części,
gdzie stalle były zarezerwowane dla mężczyzn. Pewnego dnia kilku z
posługujących podczas brewiarza nie zachowało postawy właściwej dla tego
świętego miejsca. Po zakończeniu sumy mistrz ceremonii wszystkim siedzącym w
stallach oznajmił, nie zwracając uwagi na osoby, że odtąd nie mogą już tam
siadać i to w imieniu i z polecenia księdza arcybiskupa. Eugeniusz bardzo
zagniewany wyszedł z kościoła, ale podporządkował się poleceniu władzy. Wraca
do siebie, a tam nie bez zaskoczenia odnajduje list od arcybiskupa, który na
mocy specjalnego przywileju daje mu prawo do zajmowania wyższej części stalli
za duchowieństwem. Natychmiast udał się do arcybiskupa, aby podziękować, że w
ten sposób mianował go kanonikiem w krótkiej sutannie.

Z tego tytułu posiadał jeszcze kilka uprawnień i to nie tylko z powodu jego
gorliwości na oficjum, ale również za udział w śpiewach i wszytskich
modlitwach. W niedziele i święta był na kanonicznych godzinach i wraz z
kanonikami śpiewał psalmy. Bóg obdarzył go czystym, bardzo precyzyjnym i miłym
głosem. Eugeniusz lubił posługiwać się w nim dla celów śpiewu Kościoła i
przedkładał do oczywiście ponad wszystkie inne śpiewy.

A. Rey, dz, cyt., t. 1, s. 50-51.

Cztery lata wcześniej listy Eugeniusza były pełne od przyjemności Aix:
teatrem, śpiewem, tańcami, przyjemnościami. Jasne jest, że coś zmieniło się w
jego życiu. Patrzymy na 25. letniego mężczyznę całkowicie skonfrontowanego z
procesem nawrócenia.

W końcu Eugeniusz pozwala, aby Bóg był autorem jego życia. Zastanawiając się
nad tym pragnę zdjąć buty, ponieważ jestem na ziemi świętej, w świętej
przestrzeni mazenodowskiej duchowości, gdzie Bóg pisze swoja historię.

Waszym przeznaczeniem jest wypełnić zadania, na których najbardziej się
skupiacie. W ten sposób zdecydujecie, aby swój wzrok skupić na tym, co
naprawdę wspaniałe, piękne, szlachetne i radosne. Wasze życie jest ciągłym
ruchem ku jakiejś sprawie.
Ralph Marston


6 listopada - DOŚWIADCZENIE WIĘZIENIA ZMIERZA KU KOŃCOWI

6 listopada - DOŚWIADCZENIE WIĘZIENIA ZMIERZA KU KOŃCOWI

Eugeniusz, będąc w grupie wolontariuszy pomagającej więźniom, we wszystkich
swoich poczynaniach odniósł pewien sukces. Leflon opisuje, że możliwym powodem
fiaska był fakt, że nie udało mu się postarać, aby więźniom nie podawano
czerstwego chleba. Jego reakcja była kością niezgody, która skłoniła
Eugeniusza do rezygnacji ze stanowiska:

Za to nadużycia piekarza Caries, które miał odwagę ujawnić na zebraniu,
trwały w najlepsze. Pomimo ponawianych ostrzeżeń nadal w niemniejszy sposób
wykorzystuje osadzonych, ponieważ zdaje się cieszyć pewnym poparciem. Posunie
się nawet do obrazy mającego dyżur w danym tygodniu, który przedstawia mu
uwagi na temat złej jakości jego chleba. Administratorzy wreszcie się
niepokoją, gdy jeden z ostatnio mianowanych rektorów, Jérôme Vial, aby
zaprotestować przeciwko nieznośnym obelgom we wrześniu rezygnuje ze
stanowiska. Decydują się, aby wystosować upomnienie: spośród dwóch spraw
jedna: albo mer de Fortis zmieni piekarza lub zwolni ich od sprawdzania dostaw
piekarza. Ale wspomniany mer de Fortis zamierzał utrzymać status quo,
argumentując, że pełniący dyżur cieszył się uprawnieniami, aby przeprowadzać
skuteczną kontrolę.

W między czasie Eugeniusz de Mazenod, podobnie jak jego kolega Vial,
zrezygnował ze stanowiska rektora. Ale gdy tamten jako powód podawał
"niemożność godnego wypełniania obowiązków, które każdy z nas powinien
mieć określone, zgadzając się na obowiązki, do dzielenia których z wami
zostałem powołany", Eugeniusz zadowoli się jedynie podaniem "spraw
domowych, które całkowicie pochłaniają jego czas, który chciałby przeznaczyć
na posługę miłosierdzia, do której został powołany". Czy również i on
uznał, że jest niezdolny, aby dalej na korzyść osadzonych prowadzić akcję,
która napotykała na niemożliwe do pokonania przeszkody i na opieszałość jego
kolegów? Czy dano mu do zrozumienia, że jego młodzieńcza gorliwość była nieco
przesadna i nie współgrała z tradycyjną mądrością towarzystwa? W każdym razie
nikt nie usiłował go zatrzymać. Gdyby więźniowie go stracili, dzieło więzień
odnalazło by swój błogi spokój, bowiem choćby po ocenie na podstawie
sprawozdań, ograniczało się jedynie do czysto administracyjnych zadań i dość
regularnie sygnowało nakazy nie zajmując się zbytnio pełnieniem dzieł ludzkich
i chrześcijańskich. Jednak to doświadczenie było bardzo ważne, bowiem pokazało
Eugeniuszowi ubóstwo materialne i moralne, których wcale nie przeczuwał.

J. Leflon, dz. cyt., t. 1, s. 303-304.

To doświadczenie dla młodego Eugeniusza, który żył w tym samym czasie, stało
się okazją do poznania doświadczenia zmiany życia, które prowadziło go na
osobistych sprawach rodzinnych.

Zamiast zniechęcenia i przeciwności ci, którzy są najszczęśliwsi, zdają się
posiadać sposób uczenia się, aby poprzez trudności stawać się silniejszym,
mądrzejszym, szczęśliwszym.
Joseph B. Wirthlin


5 listopada - TAKTYKA ZUPY

5 listopada - TAKTYKA ZUPY

Kiedy wypadała kolej, aby w danym tygodniu Eugeniusz był odpowiedzialnym za
posługę miłosierdzia w danym tygodniu, wykorzystywał wszelkie możliwości, aby
zmusić więźniów do uczestnictwa we mszy. Leflon, przytaczając sprawozdania ze
spostkań, wyjaśnia:

Odnośnie czwartego punktu rektorzy wręcz przeciwnie okazali się o wiele
bardziej powściągliwi; uznali, że bezbożność, która charakteryzuje
niektórych więźniów jest karygodna, a środki przymusu były niewystarczające,
trzeba podwoić gorliwość, by więźniów w ich sytuacji zachęcić do spełnienia
tak koniecznego i nieodzownego obowiązku,
postanowiono, że dyżurny
będzie zachęcał wszystkich więźniów do spełnienia ich chrześcijańskich
obowiązków poprzez uczestnictwo w nabożeństwach.

Eugeniusz de Mazenod jednak nie uważał się za prezgranego, bowiem na spotkaniu
z 20 stycznia to pytanie powróciło i tym razem administracja zobowiązuje się
do podjęcia kroków, aby umożliwić więźniom uczestnictwo w niedzielnej mszy:
<Postanowiono, że wyda się liczbe pozwoleń proporcjonalną do liczby
więźniów, że pozwolenia będą opatrzone pieczęcią dzieła i słowem: zupa, którą
pan pełniący tygodniowy dyżur, na podstawie powyższego upoważnienia, po
wyjściu ze mszy będzie rozdawał każdemu więżniowi, który w niej uczestniczył w
każdą niedzielę i święto nakazane. Rozdając zupę będzie bardzo uważał, aby
została przydzielona tylko tym, którzy okażą dowód poświadczający ich obecność
na mszy odprawioanej w kaplicy więziennej>.

Przyjęte rozwiązanie w praktyce okaże się mało skuteczne. Również podczas
spotkania z dnia 24 marca, <Demazenot fils>, kończąc swój tygodniowy
dyżur, ujawnia procedery, do których uciekają się osadzeni, aby uniknąć
kontroli. Po ogłoszeniu, że <w tygodniu panował porządek, że chleb był
dobrej jakości>, Eugeniusz dodaje: <Jakże mogę dać wam dobre świadectwo
o gorliwości więźniów, aby dzięki uczestnictwu we mszy spełnić ich
chrześcijański obowiązek? W więzieniu jest pewna grupa mężczyzn, która uważa,
że stoi ponad prawem. Na mszy widziałem tylko dwóch spośród tych ludzi,
których w więzieniu nazywa się uczciwymi, a którzy odróżniają się od tych,
których nazywa się kanalią, ponieważ mieli sześć centymów, aby zostać w
pokojach. Gdy chodzi o innych to większość podporządkowała się moim zachętom.
Chociaż jednak nie było wszystkich, uznałem, że musze poznać winnych, aby
wymierzyć im określoną karę. Oto jak zająłem się tym, aby nie uszli mojej
kontroli. Zaopatrzyłem się w listę więźniów i zadałem sobie trud, aby wzywać
ich po kolei. Mogli wyjść dopiero wtedy, gdy ich wyczytałem, a po nazwisku
tych, którzy byli nieobecni, stawiano mały znaczek i w ogóle nie byli brani
pod uwagę przy rozdzielaniu zupy, co robiono przede mną. Zdziwienie, jakie
wywołało to posunięcie, było dla mnie dowodem, że jest lepsze niż kartki,
które umożliwiały oszukiwanie. Uprzedzam jedynie, że trzeba uważać na tego,
który jest odpowiedzialny za rozdzielanie zupy, aby dając podwójną porcję
kolegom tych, którzy, których uznano za godnych kary, nie uczynił daremnymi
powziętych przez nas środków ostrożności. Ale skoro ta słuszna surowość, która
mogła przyczynić się do dobra, zniknęłaby, gdybyśmy wszyscy nie przyjęli
jednorodnej polityki, proszę moich kolegów, aby łaskawie zechcieli nie
pohamowywać ich gorliwości w artykule A".
W ten sposób Eugeniusz
wprowadził sposób kontroli, który zamierza narzucić wszystkim swoim kolegom.

J. Leflon, dz. cyt., t. 1, s. 301-302.

Nie ma żadnej wątpliwości, że intencje młodego szlachcica były dobre, ale
sposób ich realizacji pozostawiał wiele do życzenia. Odkrycie Chrystusa
ukrzyżowanego i relacja z Nim radykalnie zmienią jego podejście i nauczą go
traktowania ubogich z godnością i szacunkiem.

Szacunek dla samego siebie jest przewodnikiem naszych moralnych zalet,
szacunek do innych jest przewodnikiem naszego postępowania.
Laurence Sterne


4 listopada - DODAWAĆ SIŁY - TO POCIECHA, KTÓRĄ PRZYNOSI WIARA

4 listopada - DODAWAĆ SIŁY - TO POCIECHA, KTóRĄ PRZYNOSI WIARA

Leflon opisuje wysiłki Eugeniusza, aby więźniom dostarczyć duchowego wsparcia:

W końcu zatroskany o dostarczenie osadzonym duchowego wsparcia, które jest
jednym z celów dzieła, dyżurny zwraca uwagę, że w więzieniu istnieje
niewybaczalne zaniedbanie ze strony wielkiej liczby więźniów, którzy bez
żadnego ważnego powodu wzbraniają się od uczestnictwa we mszy, a wypadałoby,
aby bardzo zachęcić tych więźniów do spełnienia tak świętego obowiązku.

J. Leflon, dz. cyt., t. 1, s. 300-301.

Swemu ojcu Eugeniusz opowiada:

Czy uwierzylibyście, drogi przyjacielu, że człowiek, który pełni tę posługę
miłosierdzia w tych zbrodniarzach, których w pewnym sensie jest obrońcą, widzi
tylko nieszczęśliwców, którym należy pomóc? To bezstronna i surowa
sprawiedliwość ma znaleźć winnego, naszym obowiązkiem jest ulżyć ich
cierpieniom wszelkimi środkami będącymi w naszej mocy, zwłaszcza pociechami,
jakich dostarcza nam wiara.

Sposoby młodego Eugeniusza, aby więźniom przekazać pociechy, których dostarcza
religia, a minowicie przekupstwo, aby poszli na mszę są rzeczywiście straszne,
zwłaszcza gdy pod uwagę bierze się jego duszpasterkie podejście do więźniów w
przyszłości:

Czy wszyscy moi koledzy wypełniają ten istotny obowiązek? Nic o tym nie wiem,
jeśli chodzi o mnie, mogę sobie pogratulować, nie tylko postarałem się o to,
aby chleb był lepszy niż dawniej, aby oddział więźniów bardziej interesujący i
bardziej zaniedbany niż inne, a którego wiek zbliża się do mego, doznał pomocy
i usunąłem kilka nadużyć; ale przede wszystkim sprawiłem, że zarząd zareagował
na mój raport i ustalił, że spośród katolików będą karani ci, którzy
opuszczają mszę świętą w niedziele i święta. Ta kara nie sięga zbyt daleko,
ponieważ nie mamy więziennej policji, ale pozbawienie zupy będzie
wystarczające, aby utrzymać w ryzach tych wszystkich Panów.

List do ojca 19.01.1807, w: EO I, t. XIV, nr 21.

Eugeniusz potrzebował łaski spotkania z miłosierdziem i współczuciem Chrystusa
ukrzyżowanego!

Profesor, który usiłuje nauczać nie wzbudzając w uczniu pragnienia do nauki,
bez miłosierdzia uderza w zimne żelazo.
Horace Mann


3 listopada - ŁASKA BOŻA BĘDZIE BUDOWAĆ

3 listopada - ŁASKA BOŻA BĘDZIE BUDOWAĆ NA NATURZE EUGENIUSZA

Serce Eugeniusza, o czym mówi nam Leflon, było proruszone sytuacją więźniów:

Eugeniusz następnie powiadamia o opłakanym stanie więźniów tymczasowych, a szczególnie rekrutów przenoszonych z oddziału do oddziału zanim dotrą do swego korpusu. Chodziło o poborowych, którzy ukrywali się, aby uniknąć powołania do wojska, zatrzymanych przez żandarmerię. Brakowało im nie tylko wyżywienia biorąc pod uwagę, że aż do chwili obecnej w tym wydziale nie cieszyli się jeszcze korzyściami z dekretu cesarskiego, który przyznawał im 20 centymów dziennie w zamian za rację, której byli pozbawieni, a poza tym większość była prawie całkowicie nago. Dyżurny proponuje zatem, aby po pozwoleniu mera zebrano roczną składkę, z której cześć zostanie przeznaczona na zakup „bielizny, butów, kapeluszy itd., aby rozdać je nieszczęsnym biedakom, których przenosi się z wiezienia do więzienia”.

J. Leflon, dz. cyt., t. 1, s. 292.

Jego inicjatywa zakończyła się sukcesem:

Udało mu się również, aby rekrutom dostarczyć koniecznego ubioru. Wiemy, że 28 stycznia wraz z dwoma rektorami został zobowiązany do zakupu „tymczasowych dwunastu tuzinów starych spodni, dwunastu tuzinów naprawionych butów”, a 10 marca o zakupie płótna na trzy tuziny koszul dla mężczyzn, dwa tuziny koszul dla kobiet, dwudziestu czterech prześcieradeł, dziesięciu przykryć, dwunastu płaszczów Cadix na zimę, dwudziestu sienników, dwunastu czapek, dwunastu poduszek i ręczników” przy zaangażowaniu „pań od miłosierdzia”.

J. Leflon, dz. cyt., t. 1, s. 302-303.

Godna pochwały troska wobec sytuacji ubogich; ta troska pomoże mu, aby ulżyć cierpieniu pozbawionych przywilejów więźniów. W czasie tego stażu jego motywacja zdaje się być na wskroś ludzka - poruszone zostało współczucie jego ludzkiej natury. W późniejszym czasie zobaczymy, jak będzie podejmował podobne starania, ale w rezultacie oczyma Chrystusa ukrzyżowanego zobaczy cierpienie i ze względu na Jezusa wesprze ubogich. W przyszłości łaska będzie budować na naturze Eugeniusza.

Celem ludzkiego życia jest służyć, okazywać współczucie i wolę pomagania innym. Albert Schweitzer


2 listopada - USIŁUJĘ, ABY DOSTARCZYĆ IM WSZELKICH WYGÓD

2 listopada - USIŁUJĘ, ABY DOSTARCZYĆ IM WSZELKICH WYGóD, KTóRE ODE MNIE ZALEŻĄ

Leflon napisał: Wprowadzony na urząd 30 grudnia 1806 roku Demazenod filsÂĹĽ natychmiast objął funkcję dyżurnego i pełniąc ją 6 stycznia 1807 roku przedstawił sprawozdanie, które zdradza jego sposób i wydaje się, że nieco zdziwło jego kolegów przyzwyczajonych do mniej zdecydowanego i kategorycznego charakteru.

Młody komisarz oskarża o nadużycia piekarza, na którego aż do chwile obecnej przymykano oko.

Pierwsze nadużycie: Koniecznie należy czuwać z najbardziej skrupulatna dokładnością nad tym, aby piekarz zobowiązany do dostarczania chleba więźniom nie przemycał ukradkiem chleba o złej jakości; zauważywszy to nadużycie w pierwszym dniu po objęciu funkcji, po upomnieniu piekarza, ten ostatni obiecał, że w przyszłości będzie robił to, co w jego mocy i rzeczywiście chleb był wyborny przez cały tydzień.

Drugie nadużycie: pozwolono na Wprowadzenie czegoś, co może mieć niebezpieczne konsekwencje, czemu koniecznie trzeba zapobiec: wspomniany piekarz na końcu każdego kwartału przedstawia zestawienie racji chleba, ale nie ma żadnej weryfikacji co do dokładności tegoż zestawienia. Aby właściwie postępować, należy, aby piekarz na dowód stanu rzeczy składał właściwe codzienne sprawozdania podpisane przez dyżurnego, aby w razie zestawienia dóbr ze stanem faktycznym można było mieć pewność co do dokładnej liczby racji.

Raporty pochodzące ze sprawozdań, cyt. za J. Leflon, dz. cyt., t. 1, s. 282.

Mówiąc swemu ojcu o nowym obszarze działalności Eugeniusz napisał:

jakkolwiek by było z tą żałosną dyspozycyjnością większości nieszczęśliwców, powierzonych po części mojej opiece, staram się dostarczyć im wszelkiego wsparcia, jakie jest w mojej mocy, czuwając, aby chleb dostarczany im przez rząd, był dobrej jakości, aby przez posługę sióstr miłosierdzia zajmujących się posługą w więzieniach rozdzielać im dzienną porcję zupy, która pochodzi z naszych składek, aby przez dostarczanie dobrego okrycia zabezpieczyć ich przed surowością klimatu, aby chronić ich przed brudem dostarczając koszul, które zmieniamy co tydzień, aby dawać im prześcieradła, kiedy są chorzy, wszystko z pieniędzy naszych składek...

List do ojca, 19.01.1807, w: EO I, t. XIV, nr 21.

Kilka lat później Eugeniusz zwróci uwagę, że pieczęcią metody naszej duchowości powinna być pomoc innym w stawianiu się ludźmi, potem chrześcijanami a na końcu świętymi. Jego zainteresowanie o dobre warunki więźniów pokazuje nam punkt wyjścia w jego własnym życiu.

Na świecie są ludzie tak głodni, że Bóg może się im objawić tylko pod postacią chleba. Mahatma Gandhi