18 stycznia - BYĆ, ABY DZIAŁAĆ

18 stycznia - JUBILEUSZ DWUSTULECIA: BYĆ, ABY DZIAŁAĆ

Od początku Eugeniusz zwraca uwagę na fakt, że niezależnie od pracy, jaką się wykonuje, ich sukces zależy od jakości życia, tych, którzy je prowadzą. Przykład życia misjonarzy przemawia mocniej niż jakiekolwiek słowo. To dlatego dla Eugeniusza życie wspólnotowe i reguła zaakceptowane przez wszystkich są elementem naszego powołania, które nie podlegają dyskusji.

W naszej dwustuletniej historii świeccy, którzy przyłączyli się do oblatów, aby żyć powołaniem misjonarskim, w wieloraki sposób, uzależniony od ich stanu, dawali wyraz temu powołaniu.

Powołaniem członków mazenodowskiej rodziny jest być (przykładne życie), aby działać (ewangelizacja i pomoc ludziom w odkryciu miejsca Jezusa Chrystusa w ich życiu).

Henryk Tempier został zaproszony, aby zaangażować się w

...dzieło, które stale będzie dostar­czać naszym wioskom gorliwych misjonarzy. Będą oni nieustannie zajmo­wać się burzeniem królestwa szatana, dając jednocześnie przykład życia na­prawdę kapłańskiego we wspólnocie, którą będą tworzyć. Będziemy bowiem żyć razem w jednym zakupionym przeze mnie domu, kierując się regułą, którą wszyscy dobrowolnie przyjmiemy...

Tworzyć jedno serce i jedną duszę - to myśl droga sercu Założyciela. Kiedy Zgromadzenie rozrastało się, wówczas coraz większą uwagę zwracał na jedność. Dla Eugeniusza jego rodzina zakonna była najpiękniejszą na świecie i pragnął, aby żyła w najdoskonalszej jedności. Posiadanie jednego serca i jednej duszę zapewniało równowagę pomiędzy sposobem życia i ciągłym wezwaniem Eugeniusza i było poszukiwaniem lepszej równowago - być, aby działać.

W tym świętym Stowarzyszeniu, które będzie miało tylko jedno serce i jedną duszę, czeka nas szczęście. Jedna część roku będzie poświęcona na nawracanie dusz, a druga na rekolekcje, studium i osobiste uświęcenie. Chwilowo nie mówię księdzu więcej na ten temat. To wystarczy, aby dać księdzu przedsmak duchowych rozkoszy, które wspólnie będziemy prze­żywać.

List do Henryka Tempiera, 9.10.1815, w: EO I, t. VI, nr 4.


15 stycznia - JESTEŚMY KONIECZNI DZIEŁU

15 stycznia - JUBILEUSZ DWUSTULECIA: PRZYPOMNIENIE, ŻE JESTEŚMY KONIECZNI DZIEŁU, DO PODJĘCIA KTóREGO BóG NATCHNĄŁ EUGENIUSZA

Bóg natchnął Eugeniusza, aby założył misyjne zgromadzenie. Ten sam Bóg zaprasza innych do odegrania koniecznej roli dla dobra misji. Zaproszenie skierowane do księdza Tempiera na przestrzeni lat powraca niczym echo w życiu tych, którzy czują się wezwani do uczestnictwa w charyzmacie i duchowości Eugeniusza. To nie kwestia przejściowego kaprysu; wręcz przeciwnie, chodzi o przekonanie, że najbardziej opuszczeni potrzebują nas, aby w ich życiu dokonała się zmiana.

A zatem, mój drogi, nie wchodząc w szczegóły, mówię księdzu, że ksiądz jest potrzebny do dzieła, które Pan nam zlecił. Ponieważ głowa Ko­ścioła jest przeświadczona, że w nieszczęsnym stanie, w jakim znajduje się Francja, tylko misje mogą ponownie sprowadzić ludzi do wiary, którą fak­tycznie utracili, gorliwi duchowni z różnych diecezji jednoczą się, aby wspie­rać zamysł najwyższego pasterza. Poczuliśmy nieodzowną konieczność po­służenia się tym środkiem na naszych terenach i, pełni ufności w dobroć Opatrzności, położyliśmy fundamenty pod dzieło, które stale będzie dostar­czać naszym wioskom gorliwych misjonarzy.

List do Henryka Tempiera, 9.10.1815, w: EO I, t. VI, nr 4.

W ciągu naszego życia papieże mówili o miejscach i okolicznościach, gdzie sytuacja woła o nadzieję. Dzisiaj papież Franciszek bezspornie kontynuuje tę tradycję. Za każdym razem, gdy słyszę, jak zaprasza nas do bycia wrażliwymi na potrzeby naszych czasów i odpowiadania na nie, słyszę echo głosu Eugeniusza. Ci dwaj ludzie swój wzrok utkwili w krzyżu i w miłości Zbawiciela względem najbardziej opuszczonych. Oto dlaczego Eugeniusz położył fundamenty pod dzieło, które stale będzie dostarczać naszym wioskom gorliwych misjonarzy. Eugeniusz i Franciszek zapraszają nas, abyśmy jubileusz dwustulecia naszego istnienia świętowali z odnowionym zaangażowaniem wobec krzyża i miłością Zbawiciela wobec najbardziej opuszczonych.

Wezwanie Jezusa Chrystusa, posłyszane w Kościele poprzez potrzeby zbawienia ludzi, jednoczy Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. K 1

W rzeczy samej wszędzie nasze posłannictwo polega na tym, aby najpierw iść do tych ludzi, których sytuacja woła o nadzieję i zbawienie, jakie w pełni może przynieść tylko Jezus Chrystus. Są to różnego rodzaju ubodzy - im dajemy pierwszeństwo. K 5


14 stycznia - U STÓP KRZYŻA SŁUCHAJ TEGO, O CO PROSI CIĘ BÓG

14 stycznia - JUBILEUSZ DWUSTULECIA: U STóP KRZYŻA SŁUCHAJ TEGO, O CO PROSI CIĘ BóG

List Eugeniusz do Henryka Tempiera, kapłana diecezjalnego, jest zasadniczym i założycielskim dokumentem dla nas. Zawiera bowiem zalążki tego, co zasadnicze w naszym powołaniu. List ukazuje fundamentalny punkt wyjścia powołania wszystkich członków mazenodowskiej rodziny, które bierze swe źródło w doświadczeniu bożej miłości na krzyżu. Proszę czytać ten list u stóp krzyża - to nie jakieś pobożne życzenie, ale konieczna postawa: Eugeniusz doświadczył bożej miłości wobec siebie i swe powołanie zrozumiał u stóp krzyża. Konieczne jest, aby każda osoba, która czuje się wezwania do podążania wraz z Eugeniuszem za punkt wyjścia i centrum obrała miłość bożą wyrażoną na krzyżu.

W jego pragnieniu, aby żyć całkowicie dla Boga, Tempier powinien usłyszeć, że Bóg wzywa go do zmiany miejsca dla bożej chwały i zbawienia opuszczonego ludu Prowansji.

Mój drogi przyjacielu, proszę czytać ten list u stóp swego krzyża z za­miarem słuchania tylko Boga, aby poznać, czego od takiego kapłana jak ksiądz wymaga sprawa Jego chwały i zbawienia dusz.

Henryk Tempier został zaproszony, aby oczyma Chrystusa ukrzyżowanego przyjrzeć się religijnej sytuacji najuboższych Prowansji. To zaproszenie, aby do głębi serca wczuć się w ich doświadczenie poczucia braku sensu życia, ponieważ nie ma w nim Boga.

U stóp krzyża, znaku Zbawiciela, który wszystko poświęcił dla innych, jest zaproszony, aby złożyć ofiarę ze swej własnej wygody, aby inni mogli mieć życie.

Sensem oblacji jest spoglądanie na najuboższych oczyma i sercem Zbawiciela oraz dnie odpowiedzi będącej naśladowaniem daru z siebie, jaki uczynił Zbawiciel, aby oni mogli mieć życie w obfitości

Proszę zmusić do milczenia pożądliwość, umiłowanie dostatków i wygód; proszę dobrze przyjrzeć się sytuacji mieszkańców naszych wiosek, stanowi ich religijno­ści, odstępstwom, które coraz bardziej krzewią się z każdym dniem i które dokonują straszliwego spustoszenia. Proszę przyjrzeć się nikłości środków, jakie dotychczas przeciwstawiono temu zalewowi zła; proszę zapytać swe­go serca, co chciałoby zrobić, aby zaradzić tym spustoszeniom, a następ­nie proszę odpowiedzieć na mój list.

List do Henryka Tempiera, 9.10.1815, w: EO I, t. VI, nr 4.

To zaproszenie było powtarzane i niczym echo wracało w ciągu dwustu lat naszej historii. Wielu na nie odpowiedziało, a ich misyjna kreatywność zmieniła życie wielu osób na świecie. Gdy świętujemy jubileusz, dziękujemy i odpowiadamy pragnieniem, aby wezwanie Eugeniusza nadal dźwięczało i przemieniało ludzi.


13 stycznia - UTWORZYĆ OŻYWCZY ZACZĄTEK

13 stycznia - JUBILEUSZ DWUSTULECIA: DZIELONE MARZENIE, ABY UTWORZYĆ OŻYWCZY ZACZĄTEK, KTóRY BĘDZIE ŹRóDŁEM ŻYCIA DLA INNYCH

Dla Eugeniusza nadszedł czas, aby zacząć zapraszać inne osoby do przyłączenia się do jego misyjnego projektu. Jako członkowie mazenodowskiej rodziny, świeccy i zakonnicy, jesteśmy zaproszeni, aby w tych powołaniowych tekstach dostrzec coś z naszego własnego powołania, aby nasz chrzest przeżywać w duchu świętego Eugeniusza.

W poniższym liście Eugeniusz zaprasza Hilarego Auberta, rektora seminarium z Limoges do przyłączenia się i podaje mu główne powody istnienia nowej grupy misjonarzy: tragiczna sytuacja religijna ubogich oraz rzadkość misjonarzy, którzy przez posługę przepowiadania i ich wysiłki pomogliby im zwyciężyć potęgę zła. W naszych czsach to zaproszenie jest ciagle aktualne.

Dobro, które sobie wytyczamy, powinno zaradzić najbardziej naglącemu złu. Tym zajmuje się mniej osób, a nic nie jest bardziej niezbędne.... O, drogi przyjacielu, gdy­by ksiądz zechciał przyłączyć się do nas! Zaczęlibyśmy od księdza ojczy­zny, w której religia niemal wygasła, podobnie jak w niezmiernie wielu miejscach. Ośmielam się niemal powiedzieć, że ksiądz byłby konieczny.

List do Hilarego Auberta z 1815 roku, w: EO I, t. VI, nr 3.

Kontynuując refleksję nad zapraszającym listem Eugeniusza do Hilarego Auberta znajdujemy w nim główny zrąb myśli i działania Eugeniusza - stworzyć wspólnotę, która byłaby ożywczą komórką w świecie. Eugeniusz posługuje się słowem zaczątek, które jest aluzją do wspólnoty będącej źródłem życia dla innych, podobnie jak jest nim jądro w grupie komórek lub zalążek owocu lub serce dla istoty żywej Stowarzyszenie Młodzieży w Aix założył po to, aby ono było zaczynem w społeczeństwie Aix. Również misjonarze mieli być zaczynem w społeczeństwie, ścisłą grupą osób, która byłaby źródłem życia dla innych.

Aby być ożywczą siłą we Francji, misjonarze powinni prowadzić takie życie, aby ono było ożywcze dla innych. Potrzebne było staranie, aby stawać się świętymi, żyć przykazaniem miłości, według Reguły oraz przejrzyste życie na wzór apostołów. Aby być ożywczą siłą we współczesnym świecie, członkowie mazenodowskiej rodziny, świeccy i zakonnicy, są wezwani do prowadzenia takiego stylu życia, aby być rdzeniem społeczeństwa.

Ach, gdybyśmy mogli stworzyć zaczątek, wkrótce przyłączyliby się do niego ci, którzy są w diecezji najgorliwsi. Proszę pomyśleć trochę o tym przed Bogiem. Ksiądz wie, że by realizować dobro w naszych okolicach, potrzeba ludzi miejscowych, którzy znają język. O, proszę nie wątpić, że w naszym Zgromadzeniu nie staniemy się świętymi jako niezależni, lecz jako zjednoczeni więzami najczulszej miłości, przez ścisłe podporządko­wanie się Regule, którą byśmy przyjęli itd., itd. Żylibyśmy ubogo, po apostolsku itd.

List do Hilarego Auberta z 1815 roku, w: EO I, t. VI, nr 3.

(Hilary Aubert nigdy nie wstąpił do Misjonarzy Prowansji).


12 stycznia - BEZ BOŻEJ OPATRZNOŚCI I DOBRODZIEJÓW FUNDACJA BYŁABY NIEMOŻLIWA

12 stycznia - JUBILEUSZ DWUSTULECIA: BEZ BOŻEJ OPATRZNOŚCI I DOBRODZIEJóW FUNDACJA BYŁABY NIEMOŻLIWA

Eugeniusz potrzebował domu i dość dużej posiadłości, aby przyjąć 300 pełnych energii młodych ludzi, którzy w każdy czwartek i niedzielę gromadzili się na modlitwę, naukę i zabawę. Jednocześnie potrzebował dużego domu dla przyszłej wspólnoty misjonarzy, którą zamierzał założyć, aby wraz z nią dzielić posługę, której się podjął.

Wówczas jego uwagę przykuł były pokarmelitański klasztor położony w centrum Aix. Tam urzeczywistniła się charyzmatyczna wizja Eugeniusza.

Moje starania odniosły sukces nieoczekiwany; w czasie jednego spotkania sprawa została załatwiona, a ja stałem się właścicielem większej części dawnego klasztoru karmelita­nek, który znajduje się na początku alei i do którego przylega uroczy ko­ściół, wprawdzie nieco zniszczony, ale można go będzie doprowadzić do porządku za mniej niż sto luidorów.

Stajemy wobec praktycznych problemów, które napotyka: każde marzenie musi opierać się na ziemskich środkach, dzięki którym będzie można je urzeczywistnić. Jak opłacić budynki, z czego opłacić utrzymanie, co zrobić, aby działalność misjonarska była możliwa z materialnego punktu widzenia. Oto niektóre z jego problemów.

Eugeniusz miał szczęście, że pieniądze mógł pożyczyć od swojej rodziny, które musiał zwrócić w kolejnym roku, ale nie była to suma wystarczając.

Tak się przedstawia moja historia. Ale zabawne, że przy tym wszyst­kim nie powstrzymywała mnie myśl, iż nie miałem majątku. Aby mi do­wieść, że nie myliłem się, Opatrzność natychmiast posłała mi dwanaście ty­sięcy franków, które mi pożyczono bez procentu w tym roku. Teraz powiedz mi, jak je zwrócę. Zrobiłem złoty interes, ponieważ całe pomieszczenie łącz­nie z naprawianiem kościoła będzie mnie kosztować 20.000 franków. Ale gdzie znajdę taką sumę? Trudno powiedzieć. Tymczasem misjonarze mnie trapią. Chcieliby rozpoczynać już od jutra. Na próżno mówię im, że trzeba czasu na przygotowanie pokojów, na doprowadzenie domu do stanu nadającego się do zamieszkania. Według nich to potrwa zbyt długo. A dalej, skąd wziąć dochody, aby żyć, kiedy będziemy we wspólnocie?

List do Forbin Jansona, 23.1.10.1815, w: EO I, t. VI, nr 5.

Ojciec Eugeniusza ciągle przebywał w Palermo. Jego syn napisał do niego, aby go poinformować o swym misyjnym projekcie... Eugeniusz, aby dopełnić fundacji, mocno wierzy w bożą opatrzność, ale to nie znaczy, że siedzi oczekując na gwiazdkę z nieba. Z przekonaniem, że Bóg przyjdzie z mu z pomocą przez innych ludzi musiał bardzo ciężko pracować, aby znaleźć środki na utrzymanie misjonarzy.

To jest dobre, że tworzę je od podstaw. Trzeba mocno ufać bożej opatrzności. Gdyby wasi bogacze z Palermo zechcieli się do tego dołożyć, byłoby to najpiękniejsze dzieło, które kiedykolwiek powstało. Nie ma się pojęcia o potrzebach ludzi.

List do Karola Antoniego de Mazenoda, 8.11.1815, w: EO I, t. XIII, nr 1.

Ukazał się folder o Misji, w którym zwrócono się z prośbą do dobrodziejów o finansowe wsparcie ewangelizacyjnej działalności misjonarzy, zobowiązując się do pokrycia kosztów urządzenia domu Misjonarzy Prowansji.

Czy jest możliwe, aby zechcieli pozbawić się łask, których udzielenia Bóg nie może odmówić przy współpracy z tak świętym dziełem?

Czas nie jest dogodny, odczuwa się to, ale niebezpieczeństwo jest zbyt nagłe, aby na później można byłoby odłożyć przyłączenie się do tego dobrego dzieła; jako środek, aby w nie się włączyć, proponuje się bardzo mało kosztowny sposób - wieloletnia wpłata lub abonament według indywidualnych możliwości.

W kościele misjonarzy w Aix codziennie będą modlitwy za dobrodziejów, a w czasie misji do tego samego zachęci się lud.

Formularz wpłaty. Na tyle, na ile pozwalają mi moje możliwości, corocznie przez ..... lat obiecuję wpłacać sumę....., aby przyczynić się do utrzymania domu Misjonarzy Prowansji założonego w byłym karmelitańskim klasztorze w Aix.

Rzym, Archiwum Domu Generalnego, DM-IX-1

Nasze powstanie byłoby niemożliwe bez materialnego wsparcia dobrodziejów. Nasza dwustuletnia historia misyjna byłaby niemożliwa, gdyby nie szczodrość naszych dobrodziejów. Zatrzymajmy się na chwilę, aby wspomnieć o świeckich partnerach naszej misji - dziękujemy za nich i modlimy się w ich intencji.


11 stycznia - SŁUŻYĆ TYM, KTÓRZY NAjBARDZIEJ TEJ POMOCY POTRZEBUJĄ

11 stycznia - JUBILEUSZ DWUSTULECIA: ŚCIŚLE OKREŚLONA STRATEGIA MISJONARSKA - SŁUŻYĆ TYM, KTóRZY NAjBARDZIEJ TEJ POMOCY POTRZEBUJĄ ORAZ W JĘZYKU, KTóRY ROZUMIEJĄ.

Karol Forbin-Janson, kapłan i przyjaciel Eugeniusza, zaprosił go do przyłączenia się do grupy Misjonarzy Francji, którzy w języku francuskim głosili kazania w całej Francji. W krótkim, poniższym fragmencie widzimy naleganie Eugeniusza i jego przyszłych towarzyszy na konieczność głoszenia kazań w języku prowansalskim dla dobra opuszczonych mieszkańców prowansalskich wiosek.

Serce Eugeniusza poruszyła i do dania odpowiedzi pociągnęła sytuacja ludności Prowansji, którzy nie byli w sposób adekwatny objęci normalna posługą Kościoła.

Może teraz zapytasz mnie, dlaczego skoro chcę być misjonarzem, nie przyłączę się do was z małym zespołem, jaki mógłbym zebrać... Jednak musi nas powstrzymywać fakt, że nasze okolice są pozbawione jakiejkol­wiek pomocy i że lud daje pewną nadzieję na nawrócenie, a zatem nie można go opuszczać. Otóż przyłączenie się do was równałoby się ich opuszczeniu, ponieważ tylko my, a nie wy, możemy im się przydać. Trze­ba mówić ich językiem, żeby być przez nich słyszanym; trzeba głosić ka­zania po prowansalsku.

List do Forbin Jansona, 28.1.10.1814, w: EO I, t. VI, nr 2.

Widok tego zła poruszył serca kilku kapłanów gorliwych o chwałę Bożą, kochających Kościół i gotowych poświęcić siebie - gdyby było potrzeba - dla zbawienia dusz.

Przedmowa do Konstytucji i Reguł

Oblaci, będąc bardzo blisko ludzi, wśród których pracują, zawsze pozostaną uważni na ich aspiracje i wartości. Niech się nie boją jasno przedstawiać wymagań Ewangelii. K 8


8 stycznia - DLACZEGO EUGENIUSZ ZAŁOŻYŁ OBLATÓW

8 stycznia - DLACZEGO EUGENIUSZ ZAŁOŻYŁ OBLATóW?

Aby dobrze zrozumieć myśl Eugeniusza de Mazenoda, trzeba sobie przypomnieć religijną sytuację Francji za jego czasów. W czasie rewolucji (1789-1799) wszystkie wspólnoty zakonne męskie i żeńskie zostały zniesione; ich domy i ich kościoły zostały zburzone albo użyte do celów świeckich, kler diecezjalny był prześladowany - skazywany na śmierć, więziony, skazywany na wygnanie albo zmuszony do ukrywania się - a wszystkie seminaria przez wiele lat były zamknięte. Skutki tej sytuacji były odczuwane długo po zakończeniu jawnego prześladowania. Między rokiem 1809 a 1815 liczba aktywnych kapłanów spadła z 31 870 do 25 874.

W. Woestmann, Kapłani, w: Słownik Wartości Oblackich, s. 312.

Oto kontekst, w jakim zostali założeni oblaci. W oparciu o niego dowiadujemy się także czegoś na temat palącej konieczności, jaką odczul Eugeniusz chcąc ukoić cierpienia Kościoła:

Kościół, wspaniałe dziedzictwo Zbawiciela, nabyte przez Niego za ceną Krwi, za dni naszych został okrutnie spustoszony. Umiłowana Oblubienica Syna Bożego doznaje ucisku, opłakując sromotne odstępstwo dzieci, którym dała życie. Chrześcijanie, którzy odstąpili od wiary i całkowicie zapomnieli o Bożych dobrodziejstwach, rozgniewali Bożą sprawiedliwość swoimi zbrodniami... Można więc słusznie powiedzieć, że skutkiem złości i zepsucia chrześcijan naszego wieku, stan większości z nich jest gorszy niż stan pogan, zanim Krzyż starł bałwany.

W tej opłakanej sytuacji Kościół wielkim głosem woła do sług swoich, którym powierzył najdroższe sprawy swego Boskiego Oblubieńca, aby słowem i przykładem robili wszystko, co w ich mocy, żeby na nowo ożywić wiarę gasnącą w sercach wielkiej liczby jego dzieci.

Przedmowa do Konstytucji i Reguł

Przez dwieście lat odpowiadaliśmy na to samo zaproszenie, które obecnie na nowo podejmujemy.

Wezwanie Jezusa Chrystusa, posłyszane w Kościele poprzez potrzeby zbawienia ludzi, jednoczy Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Chrystus zaprasza ich, aby szli za Nim i uczestniczyli w Jego posłannictwie słowem i czynem. K 1.


7 stycznia - POWSTANIE OBLATÓW DZIEŁEM BOGA

7 stycznia - POWSTANIE OBLATóW DZIEŁEM BOGA

Przez blisko 25 lat rewolucja francuska starała się zniszczyć lub kontrolować religię. Wraz z ostatecznym upadkiem Napoleona przed Eugeniuszem otwierała się droga; odtąd mógł realizację swojego marzenia stworzenia wspólnoty misjonarskiej, aby pracować nad przywróceniem Bogu miejsca w życiu najbardziej opuszczonych. Eugeniusz widzi za sobą nadprzyrodzoną siłę, która ostatecznie popycha go do podjęcia decyzji ukazania jego projektu. Już drugi raz, jak powiedział, nadprzyrodzona siła popychała go do działania - za pierwszym razem była to decyzja o radykalnej zmianie jego życia w Aix i wstąpienie do seminarium, aby zostać kapłanem.

Teraz pytam się ciebie i samego siebie: jak ja, który dotychczas nie byłem w stanie podjąć jakiejkolwiek decyzji w tej sprawie, nagle urucho­miłem tę maszynę, postanowiłem poświęcić swój spokój i zaryzykować majątek dla stworzenia czegoś, czego wartość czułem, lecz do czego od­czuwałem tylko pociąg, któremu sprzeciwiały się inne widoki diametral­nie odmienne! Nie umiem tego wyjaśnić, ale już drugi raz w życiu podej­muję bardzo ważną decyzję jakby pod wpływem silnego i dziwnego wstrząsu. Gdy się nad tym zastanawiam, przekonuję się, że Bogu podoba się ten sposób położenia kresu moim wahaniom.

List do Forbin Jansona, 23.1.10.1816, w: EO I, t. VI, nr 5.

Kilka miesięcy później założył oblatów. Pamiętając o tym wydarzeniu, wraz z Eugeniuszem dziękujemy Bogu, który jest źródłem naszego Instytutu i naszej dwustuletniej historii jako misjonarzy.

Eugeniusz przez całe swe życie był głęboko przekonany o naszym boskim pochodzeniu, co też wyraził na łożu śmierci:

Niech ojciec im powie, że umieram szczęśliwy... umieram szczęśliwy, bowiem dobry Bóg raczył mnie wybrać, aby w Kościele założyć Zgromadzenie Oblatów...

Joseph Fabre, Okólnik z 1861 roku.


6 stycznia - WSZYSTKO ZACZĘŁO SIĘ U STÓP KRZYŻA

6 stycznia - JUBILEUSZ DWUSTULECIA: WSZYSTKO ZACZĘŁO SIĘ U STóP KRZYŻA

W kościele świętego Klemensa w Rzymie znajduje się wielka mozaika ukazująca krzyż jako drzewo życia. W centrum znajduje się krzyż, z jego podstawy wyrastają liście i pędy pokrywające całą mozaikę. Można zauważyć, że do każdego pędu są przytwierdzone zwierzęta i kwiaty oraz codzienne obowiązki człowieka (w 12 wieku). Przesłanie jest jasne: Krzyż jest źródłem życia. U stóp krzyż widzimy Maryję i Jana. Lubię myśleć o Eugeniuszu stojącym wraz z nimi u stóp krzyża, bowiem to malowidło ukazuje sens jego doświadczenia Wielkiego Piątku. W znaku krzyża zagubiony i pozbawiony celu młody człowiek ma poczucie, aby zmienić swe życie. Stwierdza:

Szukałem szczęścia poza Bogiem i na moje nieszczęście trwało to zbyt długo

Notatki z rekolekcji, grudzień 1814, w: EO I, t. XV, nr 130.

Począwszy od tej chwili wszystkie gałęzie jego życia (a w późniejszym okresie jego mazenodowskiej rodziny) skupią się na Drzewie życia i wydadzą pożyteczne owoce dla zbawienia najbardziej opuszczonych.

25 stycznia 1816 roku Eugeniusz za[prosił innych, aby się do niego przyłączyli i stali się częścią Drzewa życia - współpracownikami Zbawiciela.

Są powołani, aby stawać się współpracownikami Zbawiciela i współzbawcami rodzaju ludzkiego.

Reguła z 1818 roku, Nota Bene.

Rodzina oblacka zrodziła się u stóp krzyża. Jesteśmy ludźmi Wielkiego Piątku, jesteśmy rodziną Drzewa życia, jesteśmy misjonarzami, którzy innych ludzi zapraszają do uczestnictwa w owocach misterium paschalnego.

Zaproszenie do świętowania dwusetlecia naszego istnienia polega na pełniejszym docenieniu tego, że jesteśmy współpracownikami Zbawiciela. Misją mazenodowskiej rodziny jest zbawienie tych, którzy są na marginesie, opuszczeni i nie widzą perspektyw:

Najpierw musimy nauczyć ludzi, aby postępowali jak istoty rozumne, potem jak chrześcijanie i wreszcie musimy im pomóc, aby stawali się świętymi.

Przedmowa

Kiedy idziemy bez krzyża, gdy budujemy bez krzyża i kiedy wyznajemy Chrystusa bez krzyża, nie jesteśmy uczniami Pana: jesteśmy ludźmi doczesnymi, jesteśmy biskupami, kapłanami, kardynałami, papieżami, ale nie uczniami Pana. Papież Franciszek


5 stycznia - SUMA WYDARZEŃ I PRZEŻYĆ JAKO PRZYGOTOWANIE

5 stycznia - JUBILEUSZ DWUSTULECIA: SUMA WYDARZEŃ I PRZEŻYĆ JAKO PRZYGOTOWANIE

Zupełnie tak jak dziecko jest ojcem rodziny, tak samo przeżycia z okresu młodości są bardzo żywe w życiu dorosłym. (Gustav Stresemann). Kiedy zastanawiam się nad sposobem, w jaki Pan przygotował Eugeniusza, aby dać początek wspólnocie misjonarzy, w jego życiu zauważam wiele wydarzeń i przeżyć, które są żywe, a które nadały kolorytu i znaczeniu rodzinie mazenodowskiej, powołanej do życia 25 stycznia 1816 roku.

Eugeniusz urodził się w szlacheckiej rodzinie i niczego mu nie brakowało: kochający go rodzice, dom pełen służących, dobra szkoła podstawowa, wszystkie wygody, jakich potrzebował. Rewolucja francuska wszystko to rozproszyła, Eugeniusz doświadczył wygnania ze swej ojczyzny, braku poczucia bezpieczeństwa i strachu a nawet ubóstwa, gdy jego rodzina musiała liczyć na miłosierdzie bliźnich. W późniejszym okresie życia te wspomnienia sprawią, że będzie się troszczył o inne osoby, które cierpiały z powodu emigracji, ubóstwa lub lęku - dla tych samych osób założył oblatów.

Ojciec Eugeniusza był prawnikiem, otrzymał staranne wykształcenie. To po nim Eugeniusz odziedziczył talent bycia znamienitym i przekonywującym kaznodzieją. Nauczył się, jak wszystkich sprawiedliwie traktować i z łatwością nawiązywać relacje ze wszystkimi warstwami społecznymi. Nauczył się rozumieć i szanować prawo, a także był zdolny, aby tę zdolność wykorzystać podczas pisania wielu Konstytucji i Reguł dla Stowarzyszenia Młodzieży i misjonarzy.

Jego matka pochodziła z bardzo bogatej średniej klasy społecznej. Od niej nauczył się, jak załatwiać sprawy i zarządzać finansami, co pozwoli mu skutecznie zarządzać oblatami i diecezją marsylską. Nie zapominajmy o znaczącej pomocy finansowej matki, która dostarczała koniecznych środki na rozmaite projekty Kościoła Misji.

Eugeniusz miał dobrych nauczycieli i mentorów - zwłaszcza księdza Bartolo Zinelli w Wenecji. Od nich nauczył się wagi kierownictwa duchowego dla formacji ludzkiej i duchowej. Jako kapłan, misjonarz i biskup w swym życiu i posłudze był przewodnikiem dla ludzi, którzy potrzebowali pomocy - dał początek wspólnocie misjonarzy, aby poświęcić się ewangelizacji i wzbudzaniu wiary pośród najbardziej zapomnianych i opuszczonych.

Jego gorące i wrażliwe serce doprowadziło go do niesamowitej wrażliwości na potrzeby innych i poszukiwania najlepszej odpowiedzi. Był rozmiłowany i dumny, że urodził się, by być przywódcą. Gdy wybuchał gniewem, przekraczał siebie, aby dać świadectwo publicznej skruchy, gdy spostrzegł, że zranił innych.

Bóg wykorzystał jego mocne i słabe strony, aby uformować swe narzędzie - kapłana, zakonnika i założyciela oblatów. Bóg przygotowywał to gliniane naczynie, aby złożyć w nim skarb:

Nosimy skarb w naczyniach glinianych, aby owa przeogromna moc była z Boga a nie z nas. 2 Kor 4, 7

Gdy wraz ze świętym Eugeniuszem podążamy ku dniowi 25 stycznia, zatrzymajmy się, aby zastanowić się, w jaki sposób Bóg kształtował nas jako naczynia gliniane przechowujące skarb. Skoro uczyniliśmy to jako poszczególne osoby, pomyślmy w jaki sposób, na przestrzeni dwustu lat, wielka rodzina mazenodowska była zbiornikiem dla miłości i miłosierdzia Zbawiciela.

Dziecko rzeczywiście jest ojcem rodziny - to, czego Bóg dokonał w naszym życiu, w dobrych jak i w złych jego momentach, ukształtowało nas, abyśmy przynieśli owoc, abyśmy byli płodni i w sytuacje opuszczenia nieśli miłość Zbawiciela, aby zmartwychwstać.