15 lutego - ZWYCZAJNE ŚRODKI NIEWYSTARCZAJĄCYCH STRUKTUR KOŚCIOŁA

ODKRYWANIE NASZEJ WIZJI:

ZWYCZAJNE ŚRODKI NIEWYSTARCZAJĄCYCH STRUKTUR KOŚCIOŁA

Poruszeni do głębi sytuacją opuszczonych ludzi misjonarze znowu wyjaśniają swą wizję:

Wiedząc z doświadczenia, że zatwardziałość serc oraz obojętność tych ludzi czynią niewystarczającą bądź wręcz daremną zwyczajną pomoc, jakiej udziela im dla ich zbawienia wasza troskliwość apostolska;

Prośba o zatwierdzenie skierowana do Wikariuszy Generalnych z Aix, 25.01.1816, w: EO I, t. 13, nr 2.

Ta deklaracja jest bardzo smutnym opisem rzeczywistości Kościoła w Prowansji. Zgnieciony przez rewolucje i Napoleona Kościół przechodził wówczas etap odnowy, rekonstrukcji i uzdrowienia. Budynki kościelne były zniszczone lub sprofanowane, mnisi i siostry zostali wygnani lub zamordowani, a ich opactwa jak klasztory stały się dobrem narodowym i zostały sprzedane. Wielu kapłanów zostało zabitych lub uciekło z Francji (jak de Mazenodowie). Ci, którzy zostali, zaprzedali swe dusze składając przysięgę wierności konstytucji albo pogrążyli się w anonimowości, potajemnie pełniąc posługę, tym samym narażając się na niebezpieczeństwo (do nich należeli nasi pierwsi ojcowie Mie i Maunier).

Za rządów Napoleona sytuacja w pewnym sensie się uspokoiła; ponownie otwarto niektóre seminaria, zaczęli powracać kapłani, chociaż pod ścisłą kontrolą państwa.

Chrześcijanie cierpieli: to nie była ich wina, że stali się obojętni i niewrażliwi. Nikt w znaczący sposób nie posługiwał im, byli naprawdę opuszczeni i całkowicie zdezorientowani w życiu wiary.

Ta sytuacja bardzo mocno wzburzyła Eugeniusza i jego towarzyszy. Z pewnością lokalny Kościół troszczył się o ich zbawienie, ale pomimo najszczerszych chęci tych, którzy byli zaangażowani, także i to jeszcze nie wystarczało lub nawet było bezużyteczne.

Zadanie było zbyt rozległe, a gotowość osób ograniczona. Zatem zachodzi potrzeba ostatecznej interwencji.

Odpowiedź Eugeniusza na tę rozdzierającą serce sytuacje została opisana w Przedmowie do Reguł.

Kościół, wspaniałe dziedzictwo Zbawiciela, nabyte przez Niego za cenę Krwi, za dni naszych został okrutnie spustoszony...

Głęboko poruszeni tą sytuacją misjonarze zebrali się razem, aby pomóc miejscowym pasterzom odpowiedzieć na tę rzeczywistość.

Dzisiaj mazenodowska rodzina nadal żyje tą sama odpowiedzią, co zauważamy w nnaszych Regułach:

Z miłości do Kościoła oblaci wykonują swą misję w jedności z pasterzami, których Pan postawił na czele swego Ludu... Pracując w Kościołach lokalnych, swoją działalność misjonarską uzgadniają z ogólnym planem pastoralnym i w duchu braterstwa współpracują z innymi pracownikami Ewangelii. K 6


11 lutego - WIZJA NASZEGO ZAŁOŻENIA. DLACZEGO MY TO ROBIMY

WIZJA NASZEGO ZAŁOŻENIA: DLACZEGO MY TO ROBIMY?

Eugeniusz zaplanował, że jednym z zadań w pierwszych dniach życia wspólnotowego było, że w czasie tego spotkania zatrzymamy się nad regulaminem, którego będziemy przestrzegali; będziemy obradowali nad sposobem spełniania dobra.

Rezultat był taki, że pierwsi misjonarze ułożyli prośbę o zatwierdzenie, którą wystosowali do władz diecezjalnych z Aix. Ten dokument możemy uważać za podstawę założycielskiej wizji, którą dzisiaj rozszerzamy na całą mazenowską rodzinę, w skład której wchodzą ci, co czerpią z ducha i charyzmatu Eugeniusza.

Ten ideał wyrazili w następujący sposób:

My, podpisani tu kapłani, jesteśmy głęboko przejęci budzącą litość dolą mieszkańców osad i wiosek Prowansji, którzy prawie całkowicie utracili wiarę;

Wiedząc z doświadczenia, że zatwardziałość serc oraz obojętność tych ludzi czynią niewystarczającą bądź wręcz daremną zwyczajną pomoc, jakiej udziela im dla ich zbawienia wasza troskliwość apostolska;

Doszedłszy do wniosku, że misje byłyby jedynym skutecznym środkiem, za pomocą którego można by wyzwolić tę politowania godną ludność ze stanu upodlenia;

Pragnąc równocześnie pójść za głosem powołania, które nas wzywa do poświecenia się tej trudnej formie posługi apostolskiej;

Chcąc ją wykonywać w ten sposób, aby to było z pożytkiem dla nas i z korzyścią dla tych, którym zamierzamy głosić Ewangelię;

Mamy zaszczyt prosić o wyrażenie zgody na złączenie się w dawnym klasztorze Sióstr Karmelitanek w Aix, zakupionym przez jednego z nas, aby tam zamieszkać jako wspólnota działająca według reguł, której zasadnicze punkty tutaj wyszczególniamy:

(przyp. autora. w dalszej części trzystronicowe wyjaśnienia)

Prośba o zatwierdzenie skierowana do Wikariuszy Generalnych z Aix, 25.01.1816, w: EO I, t. XIII, nr 2.

Dwieście lat później ciągle przyjmujemy dokładnie te same cele i tę samą wizję, choć wyrażamy ją innymi słowy:

Wezwanie Jezusa Chrystusa, posłyszane w Kościele poprzez potrzeby zbawienia ludzi, jednoczy Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Chrystus zaprasza ich, aby szli za Nim i uczestniczyli w Jego posłannictwie słowem i czynem.

Zgromadzenie jest kleryckie na prawie papieskim. Łączy ono w apostolskich wspólnotach kapłanów i braci, którzy wiążą się z Bogiem przez śluby zakonne; współpracując z Chrystusem Zbawicielem i naśladując Jego przykład, poświęcają się głównie ewangelizacji ubogich. K 1

Dzięki temu nadal, po dwustu latach, jesteśmy tacy sami.

Cele stają się źródłem energii, która naszemu życiu daje siłę. Denis Waitley


10 lutego - NASZA WIZJA W CHWILI POWSTANIA ZGROMADZENIA

NASZA WIZJA W CHWILI POWSTANIA ZGROMADZENIA: FORMA, BURZA, NORMA, REZULTAT

Dokładnie dwieście lat temu razem zamieszkało sześciu gorliwych misjonarzy i marzyli o tym, aby dokonać czegoś wielkiego dla wiary opuszczonej ludności Prowansji. Eugeniusz, wzbudzając niesamowity entuznazm, powołał do życia nową wspólnotę. Wzajemne ludzkie współistnienie zaczęło jednak wreszcie rodzić napięcia nawet w materii najlepszych projektów – wszyscy misjonarze byli zbyt ludzcy. W jaki sposób wówczas, w nowo powstałej wspólnocie, Eugeniusz stawił czoła temu problemowi?

Dzisiaj specjaliści mówią o życiu wspólnoty posługując się czterema terminami: forma, burza, norma, wyczyn. Nowa wspólnota, której początek świętowaliśmy, konstytuuje się 25 stycznia 1816 roku. Po pewnym czasie, niektórzy członkowie wspólnoty zaczynają reagować (burza), kiedy pojawiają się rozbieżności w zakresie interpretacji i konkretnego wprowadzenia praktycznej wizji. Tak było w naszym przypadku, gdy kilka miesięcy od powstania wydalono ojca Icarda. Na tym etapie koniecznie trzeba było wprowadzić pewne reguły (norma) oraz ułożyć regulaminy i punkty odniesienia, aby osiągnąć rezultaty.

Od pierwszych chwilnaszego istnienia dostrzegamy te cztery stopnie

W czasie tego spotkania zatrzymamy się nad regulaminem, którego będziemy przestrzegali.

List do Henryka Tempiera, 13.12.1815, w: EO I, t. VI, nr 7.

Gdy zgromadzenie juz powstało, aż współczesnych nam czasów, model burz, norm i rezultatów charakteryzował nasze istnienie. Koniecznie należy dokonać normalizacji, aby naszą początkową wizję zachować żywotną i właściwą.

Do naszej pierwszej Reguły, zatwierdzonej dziesięć lat później, Eugeniusz wprowdził następującą zasadę:

Nie wystarczy jednak, że będą przejęci wielkością posługi, do której zostali wezwani. Przykład świętych i rozum wystarczająco dowodzą, że do tego, aby zapewnić powodzenie tak świętemu przedsięwzięciu i utrzymać ład w społeczności, jest rzeczą nieodzowną ustalenie pewnych norm postępowania, które by łączyły wszystkich jej członków w działaniu jednolitym i wspólnym duchu. To właśnie stanowi siłę organizmów, podtrzymuje w nich żarliwość i zapewnia im trwałość.

Przedmowa do Konstytucji i Reguł

Bardzo stosowny apel: kiedy natura ludzka nieuchronnie wprowadza grupę osób w tornado, wówczas potrzebujemy bożej łaski, aby pozwolić uspokoić się wodom i umożliwić sobie przyswojenie norm, aby osiągnąć rezultaty i na nowo podjąć ten sam styl działania, gdy nadejdzie kolejne tornado. To dlatego 79. letni Eugeniusz, będąc na łożu śmierci, przypomina o swym życiowym doświadczeniu i zobowiązuje nas do stawienia czoła nieuchronnym burzom: Zachowujcie między sobą miłość, miłość, miłość...

Mieć pasjonujący kierunek, to jak ustawić igłę na waszym kompasie. Od tej chwili busola zna tylko jeden punkt – jej ideał. Ona niezawodnie będzie was ku niemu prowadzić poprzez najciemniejsze noce i najpotężniejsze burze. Daniel Boone


9 lutego - WIZJA ZAŁOŻENIA ZGROMADZENIA

CO WYDARZYŁO SIĘ 25 STYCZNIA 1816 ROKU? URZECZYWISTIŁA SIĘ WIZJA ZAŁOŻENIA ZGROMADZENIA.

Czego dokonała nowopowstała 25 stycznia 1816 roku wspólnota misjonarzy? Kilka tygodni wcześniej Eugeniusz napisał do Henryka Tempiera odnośnie programu tego dnia:

W czasie tego spotkania zatrzymamy się nad regulaminem, którego będziemy przestrzegali; będziemy obradowali nad sposobem spełniania dobra; będziemy się wzajemnie wspomagać radami i tym, czym dobry Bóg natchnie każdego z nas dla naszego wspólnego uświęcenia; następnie rzu¬cimy nasze pierwsze światło na budowanie Kościoła i ludzi.

List do Henryka Tempiera, 13.12.1815, w: EO I, t. VI, nr 7.

Po blisko trzech latach pracy ze Stowarzyszeniem Młodzieży Eugeniusz wiedział, że, aby zapewnić jedność wspólnocie i skierować ją ku jednemu celowi, bardzo konieczna jest Reguła. Dla niego Reguła to coś więcej niż zbiór zasad zapewniających danej wspólnocie skuteczne funkcjonowanie. Reguła była wyrazem ideału ożywiającego wspólnotę, wizją, która powinna być przewodnikiem dla podejmowanych na co dzień dzieł i określać środki, aby ten cel osiągnąć.

Później Eugeniusz potwierdzi Henrykowi Tempierowi nakreślenie bardziej ostatecznej wersji Reguły:

...Proszę się zająć naszym statutem... Proszę przeczytać świętego Filipa Nereusza i naszą prośbę przedstawioną wikariuszom generalnym...

List do Henryka Tempiera, 15.12.1816, w: EO I, t. VI, nr 16.

Kiedy dawne opinie i reguły są odkładane do lamusa, strata nie może być możliwie oceniona. Począwszy od tej chwili nie mamy żadnej busoli, która nas prowadzi i nie możemy w wyraźny sposób poznać, do jakiego portu nas poprowadzi. Edmund Burke


8 lutego - JUBILEUSZ DWUSTULECIA

JUBILEUSZ DWUSTULECIA: RADUJCIE SIĘ ZE MNĄ I GRATULUJCIE SOBIE, PONIEWAŻ SPODOBAŁO SIĘ PANU UDZIELIĆ NAM WIELKICH ŁASK.

Całkowite znaczenie i wagę założenia zgromadzenia możemy docenić jedynie wówczas, gdy w najszerszej perspektywie patrzymy na wszystkie fakty. Eugeniusz był przekonany, że sześciu mężczyzn obecnych i podejmujących zaangażowanie w sali fundacji dokonało tego w odpowiedzi na boże wezwanie. Do jakiego stopnia jednak był o tym przekonany?

Dokładnie dziesięć lat później Eugeniusz przebywał w Rzymie starając się o kościelną aprobatę, zatem fakt powstania zgromadzenia 25 stycznia naprawdę był wolą bożą. Dzięki papieskiemu zatwierdzeniu oblacki charyzmat został uznany za boże dzieło pod natchnieniem Ducha Świętego:

Moi umiłowani, radujcie się ze mną i gratulujcie sobie, ponieważ spodobało się Panu udzielić nam wielkich łask. Nasz bardzo Święty Oj¬ciec papież Leon XII chwalebnie panujący na katedrze Piotrowej 21 marca bieżącego roku swoim apostolskim zatwierdzeniem usankcjonował nasz Instytut, nasze Konstytucje i nasze Reguły. A zatem nasza trzódka, której ojciec rodziny zechciał otworzyć całe wielkie pole świętego Kościoła, zo¬stała podniesiona do porządku hierarchicznego, przyłączona do tych czci¬godnych zgromadzeń, które rozwinęły w Kościele tyle i tak wielkich dobrodziejstw i rozświetliły cały świat tak żywym blaskiem; ona to ubo¬gacona od swego powstania tymi samymi przywilejami, co te znakomite stowarzyszenia, których śladami na pewno z całej swej mocy i wszelkimi sposobami będzie nieustannie kroczyć.

List do wszystkich misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, 25.03.1826, w: EO I, t. VII, nr 232

Dziesięć lat po powstaniu zgromadzenia papieska aprobata.

Ojciec Fernand Jetté OMI, następca świętego Eugeniusza w latach 1974-1986, w związku z naszym powstaniem ukazuje konieczność boskiego poręczenia:

Fakt zatwierdzenia przez Kościół to kluczowe wydarzenie, ponieważ to Kościół ustanawia nas zgodnie z pragnieniem Założyciela, to Kościół powierza nam misję, posyła nas jako wspólnotę misjonarzy, aby ewangelizować świat...

Dla rodziny zakonnej istotne są środki wykorzystane w punkcie wyjścia: one zapraszają ludzi, aby porzucić wszystko, aby zrezygnować z pragnienia ustawienia się w świecie, aby w radykalny sposób i dzięki wspólnocie oddać się naśladowaniu Chrystusa. W tym projekcie każdy angażuje swe życie. Kto może zagwarantować autentyczność Ewangelii jeśli nie sposób, w jaki się ją ukazuje?

...Zanim będzie można wygłosić pochwałę ewangelicznego życia, konieczne jest, aby ono było poparte pochodzącymi od Boga znakami, rozeznaniem i oficjalnym potwierdzeniem ze strony Kościoła... To Kościół ustanawia nas takimi, jacy jesteśmy. On wobec wiernych jest gwarantem autentyczności Ewangelii, którą proponujemy.

O. F. Jetté, List z okazji oficjalnego zatwierdzenia naszych nowych Konstytucji, Rome 27.06.1982


25 stycznia - DWUSETNA ROCZNICA GŁOSZENIA WIELKOŚCI ZBAWICIELA

25 stycznia - DZISIAJ PRZYPADA DWUSETNA ROCZNICA GŁOSZENIA WIELKOŚCI ZBAWICIELA

Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu,

Zbawicielu moim

Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, święte jest Imię Jego.

Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie...


22 stycznia - WSPOMNIENIE O DNIU ZAŁOŻENIA

22 stycznia - JUBILEUSZ DWUSTULECIA: 25 STYCZNIA 1816 - WSPOMNIENIE O DNIU ZAŁOŻENIA

Pierwszy dzień życia wspólnoty misjonarzy rzeczywiście ukazuje historię mającą istotne znaczenie, często powtarzaną ze wszystkimi jej szczegółami. W swoich wspomnieniach ojciec Tempier opisał go w następujący sposób: To godny zapamiętania dzień, którego nie zapomnę tak długo jak będę żył.

Eugeniusz pisze do nowicjuszów i scholastyków w Billens w Szwajcarii, gdzie przebywają, aby uniknąć niebezpieczeństwa prześladowań ze strony przeciwnego religii rządu Ludwika Filipa. Opowiada o początkach swej rodziny zakonnej, a na koniec wspomina o ślubie ubóstwa i wezwaniu do prostoty.

Jutro obchodzę rocznicę tego dnia, kiedy to szesnaście lat temu opusz­czałem rodzinny dom, udając się na misję. Ojciec Tempier uczynił to kilka dni wcześniej. Nasza siedziba nie była tak okazała jak zamek w Billens, a w porównaniu z waszym niedostatkiem, mieliśmy o wiele gorszą sytua­cję. Moje niewygodne łóżko umieszczono w wąskim przejściu prowadzą­cym do biblioteki, która wtedy była dużym pomieszczeniem służącym za sypialnię ojcu Tempierowi i drugiemu, ale jego nazwiska nawet nie wy­mieniamy pośród nas; stanowiła ona również naszą salę wspólnotową. Za całe oświetlenie służyła nam tylko jedna lampa, jak szliśmy spać, stawiali­śmy ją na progu drzwi, tak aby korzystali z niej wszyscy. Stołem ozdabia­jącym nasz refektarz były deski ułożone obok siebie na dwóch starych beczkach. Od chwili złożenia ślubu ubóstwa nigdy nie mieliśmy szczęścia tak intensywnie go zakosztować.

Nie przypuszczaliśmy, że było to preludium do osiągnięcia stanu do­skonałości, kiedy to żyliśmy w sposób tak mało doskonały. Uważam, nie bez przyczyny, że było to ubóstwo zamierzone, ponieważ aby z nim skończyć, wystarczyłoby przywieźć potrzebne rzeczy od mojej matki; wyciąg­nęliśmy stąd wniosek, że od tej chwili dobry Bóg ukierunkowuje nas na zalecenia ewangeliczne, które w przyszłości miały być podstawą naszych ślubów zakonnych, chociaż wtedy jeszcze o tym nie myśleliśmy. Stosując te zalecenia, poznaliśmy ich cenę. Zapewniam was, że cały czas byliśmy radośni; powiem więcej: ten nowy styl życia stanowiący ogromny kontrast z tym, co pozostawiliśmy za sobą, powodował, że często śmialiśmy się z niego naprawdę z całego serca. Zawdzięczam to miłe wspomnienie świę­tej rocznicy pierwszego dnia naszego wspólnego życia. Jakże byłbym szczęśliwy, gdybym mógł kontynuować je z wami!

List do Jeana-Baptiste’a Milleoraz nowicjuszów i scholastyków, 24.01.1831, w: EO I, t. VIII, nr 383.


21 stycznia - PIERWSZY DZIEŃ ŻYCIA WE WSPÓLNOCIE

21 stycznia - JUBILEUSZ DWUSTULECIA: 25 STYCZNIA 1816 - PIERWSZY DZIEŃ ŻYCIA WE WSPóLNOCIE

25 stycznia 1816 roku, po przybyciu pierwszych trzech towarzyszy, misjonarze spędzają pierwszy dzień życia we wspólnocie. Eugeniusz zakupił część klasztoru karmelitanek; porozumiał się z byłą właścicielka panią Gontier, która nadal w budynku mogła prowadzić swój internat dla dziewcząt. W swoich wspomnieniach Eugeniusz mówi, że udostepniła nam po to, aby nas nie więzić zbyt mocno w pomieszczeniach, jakie nam przekazała; ale by dojść do pokojów w górnej części domu, gdzie aż dotąd jest biblioteka, trzeba było przejść małymi, wychodzącymi na zewnątrz schodami.

Mieliśmy wielkie trudności, aby się ulokować; dwaj misjonarze spali również w tym pomieszczeniu, które stało się biblioteką, a ja spałem w małej kiszce, która służyła za przejście, aby do niej dotrzeć. Skoro na początku nie mieliśmy zbyt wielu mebli, przy drzwiach postawiliśmy lampę, która służyła trzem z nas, aby się rozebrać i zasnąć.

Tak zwany prowizoryczny refektarz przez długi czas był bardzo źle umeblowany, na dwóch beczkach położyliśmy deskę, które służyły nam za nogi tego zorganizowanego na poczekaniu stołu. Kominek, na którym stał garnek dymił do tego stopnia, że nic nie było widać w tej lisiej jamie, gdzie z dość dobrym apetytem jedliśmy przysługującą każdemu skromną porcję. To bardziej, odpowiadało nastawieniu, jakie Bóg złożył w naszych sercach niż wystawne kolacje, jakimi moja mama chciała oczywiście podejmować nas u siebie.

Bóg obficie wynagrodził swych apostołów, jak ma to z zwyczaju czynić względem tych, którzy opuścili wszystko, aby Mu służyć. Ich dusze obdarzał obfitością duchowych radości oraz przewyższającym wszelkie uczucia pokojem ... Nie utraciliśmy niczego z naszej radości, wręcz przeciwnie, skoro ten sposób życia ukazywał dość wyraźny kontrast z tym, które właśnie porzuciliśmy, często zdarzało się nam, że z głębi serca śmialiśmy się z tego.

T. Rambert, La vie de Monseigneur Charles-Joseph-Eugene de Mazenod, t. I, s. 177.


20 stycznia - LUDZKIE OBLICZE TYCH, KTÓRZY ZOSTALI ZAPROSZENI PRZEZ EUGENIUSZA

20 stycznia - JUBILEUSZ DWUSTULECIA: LUDZKIE OBLICZE TYCH, KTóRZY ZOSTALI ZAPROSZENI PRZEZ EUGENIUSZA DO WŁĄCZENIA SIĘ W RELIZACJĘ JEGO WIZJI

Ci wszyscy, którzy zbliżyli się do Eugeniusza, nie mieli takich samych odczuć, jak Henryk Tempier. W liście do swego przyjaciela, Forbina Jansona, Eugeniusz daje upust swoim uczuciom oraz szczerze i w dość humorystyczny sposób opisując reakcje niektórych swych przyszłych towarzyszy:

Dom jest kupiony od dawna; kościół wynajęty i częściowo wyremontowany; cały materiał jest gotowy, ale osoby są bardzo niepewne i nieliczne. Ten, na którego liczyłem najbardziej pozwala się zamroczyć paplaniną dewotek swojej parafii; jest przekonany, że robi dużo dobrego w swojej dziurze; waha się czy ją opu­ścić i martwi mnie swoim brakiem zdecydowania. Inny, który ma wspa­niałą wprawę w głoszeniu ludowi słowa Bożego, jest przywiązany do dzie­ła bardzo powierzchownie w przekonaniu, że robi wystarczająco dobra, pracując samotnie w czasie wypraw z regionu do regionu. Trzeci, nazbyt gorliwy, gniewa się na opieszałość pozostałych i grozi mi, że odejdzie, je­żeli oni szybko się nie przyłączą. Czwarty jest aniołem, który wydaje się stworzonym po to, aby być szczęściem wspólnoty, ale nie może otrzymać zwolnienia z wikariatu, mimo że nie może tego znieść i że chce pracować tylko na misjach itd. Ja, przywalony troskami i zmęczeniem, prowadzę wojnę niechętnie, opierając się w tych zmartwieniach na wizji nadprzyro­dzonej, która mnie ożywia, ale nie przeszkadza mi odczuwać całego cięża­ru mojej sytuacji, tym bardziej przykrej, że nie pomaga mi ani ochota, ani pociąg, które wprost przeciwnie we mnie całkowicie są sprzeczne z życiem, które prowadzę. Oto składniki, które dobry Bóg daje mi do rąk, aby zabrać się do tak trudnej sprawy. Jak liczyć na księdza, który daje ci sło­wo, obiecując całkowite poświęcenie, a potem przychodzi wycofać się, mówiąc, że matka, która od dziesięciu lat przebywała osobno, nie może żyć bez niego, że uważałby się za matkobójcę, gdyby jej nie pocieszył przez jadanie z nią i opowiada inne tego rodzaju brednie.

... Ten, który miał nam oddać najwięcej usług, nie dotrzymał słowa; pozostaje w swej para­fii, którą pobudził do czułości przez śmieszne pożegnanie, którym skłonił tamtejszych ludzi do przeciwstawienia się jego wyjazdowi.

List do Forbina-Jansona, 19.12.1815, w: EO I, t. VI, nr 8.

KIM BYLI PIERWSI MISJONARZE PROWANSJI?

Eugeniusz de Mazenod miał 33 lata i był inspiratorem nowej misyjnej przygody. Jego trzej pierwsi towarzysze byli seminarzystami w Aix, kiedy, począwszy od 1812 roku, Eugeniusz był dochodzącym spowiednikiem i kierownikiem duchowym.

August Icard miał 25 lat, od dwóch lat był kapłanem diecezji Aix i pracował jako wikariusz w parafii w Lambesc koło Aix. i

Henryk Tempier miał 27 lat, od dziesięciu lat był kapłanem i pracował jako wikariusz w Arles.

Sebastian Deblieu miał 27 lat, od trzech lat był kapłanem i wikariuszem w parafii św. Jana za Murami w Aix; od roku był proboszczem w Peynier. Kilka dni po pozostałych przybył, aby zamieszkać w byłym karmelu.

Emanuel Maunier miał 46 lat, był wdowcem i od 18 lat kapłanem, pracował w Marsylii. Pomimo że wchodził w skład założycielskiej wspólnoty i podpisał prośbę z 25 stycznia, do wspólnoty dołączył dopiero w marcu.

Piotr Mie miał 47 lat i od 18 lat był kapłanem, pracował w różnych parafiach, głosił również rekolekcje i misje. Wydaje się, że od początku aktywnie uczestniczył w życiu misjonarzy, ale do Aix przybył zdecydowanie później.

Dwaj najstarsi kapłani, Maunier i Mie, doświadczyli prześladowania podczas rewolucji. Nie zważając na grożące im niebezpieczeństwo potajemnie służyli ludziom. To doświadczenie sprawiło, że byli bardzo otwarci na zrozumienie spustoszeń wywołanych przez rewolucję, zwłaszcza tych, o których była mowa w Przedmowie.


19 stycznia - WOLA I ODWAGA, BY IŚĆ ŚLADAMI APOSTOŁÓW

19 stycznia - POWOŁANIE: WOLA I ODWAGA, BY IŚĆ ŚLADAMI APOSTOŁóW

Jeżeli - jak się tego spodziewam - zechce ksiądz przyłączyć się do nas, nie znajdzie się w kraju nieznanym; będzie ksiądz miał czterech współbraci. Na razie nie ma nas więcej, bo chcemy wybrać mężów mają­cych wolę i odwagę, by pójść śladami apostołów. Ważne jest położenie mocnych fundamentów

List do Henryka Tempiera, 9.10.1815, w: EO I, t. VI, nr 4.

Zakładając wspólnotę misjonarzy Eugeniusz posłużył się wzorem wspólnoty Jezusa z apostołami. Powołanie misyjne powinno być apostolskie. W następujący sposób wyraził się w napisanej przez siebie pierwszej Regule:

Jak bowiem postąpił nasz Pan, Jezus Chrystus, gdy pragnął nawrócić świat? Wybrał pewną ilość apostołów i uczniów, zaprawił ich do pobożności, napełnił swoim duchem, a kiedy wykształcił ich w swojej szkole, wysłał na podbój świata, który w niedługim czasie mieli poddać Jego świętym prawom.

Nota Bene, Reguła z 1818 roku

Członkowie mazenodowskiej rodziny, tak samo jak Henryk Tempier, starają się podążać śladami apostołów i odważnie działać bez względu na konsekwencje. Odpowiedź Henryka Tempiera na zaproszenie Eugeniusza była źródłem wielkiej radości dla Założyciela. List Tempiera jest wyrazem jednego serca i jednej duszy, które naznaczyły jego relację z Eugeniuszem:

Mój drogi współbracie, Uwielbiony niech będzie Pan, iż Cię natchnął do założenia domu misyjnego, który się zajmuje ubogimi, mieszkańcami naszych wsi, tymi, którzy najbardziej potrzebują pouczenia religijnego, a więc domu misjonarzy, którzy będą głosili prawdy. Podzielam w pełni Twoje zdanie. Z drugiej strony dobrze zdaję sobie sprawę z tego, jakich współpracowników poszukujesz. Pragniesz znaleźć kapłanów, którzy by nie działali tylko schematycznie, (...) lecz byli gotowi do kroczenia drogą apostołów, pracować nad zbawieniem dusz, nie oczekując innej nagrody tu na ziemi jak tylko trosk i zmęczenia. Z łaski Bożej czuję to pragnienie, a nawet gdybym go nie odczuwał, to chciałbym je przecież posiąść. A zresztą u Twego boku wszystko się stanie o wiele łatwiejsze. Możesz więc na mnie liczyć z zamkniętymi oczyma.

List z 27 października 1815, Teksty wybrane, nr 3, s. 17.

Jakiż cel może być wznioślejszy niż cel ich Instytutu?! Ich Założycielem jest Jezus Chrystus, Syn Boga samego; ich pierwszymi ojcami - Apostołowie. Są oni powołani, aby być współpracownikami Zbawiciela, współodkupicielami rodzaju ludzkiego. Chociaż z uwagi na obecnie zbyt szczupłą ich liczbę oraz na bardziej naglące potrzeby otaczającego ich ludu muszą na razie ograniczyć swą gorliwość do ubogich z naszych wiosek i miast, to jednak ich ambicje powinny ogarniać świętymi pragnieniami rozległy obszar całej ziemi. Kościół, wspaniałe dziedzictwo Zbawiciela, nabyte przez Niego za cenę Krwi, za dni naszych został okrutnie spustoszony.

Nota Bene, Reguła z 1818 roku.