27 stycznia - NIE MAM SIŁ, ABY STAWIC CZOŁA

NIE MAM SIŁ, ABY STAWIC CZOŁA

Do kogo zwracam się w sytuacjach, które wydają się być beznadziejne? Niecałe trzy lata po śmierci Mariusza Suzanne, bardzo poważnie zachorował Hipolit Courtes. O. Courtes zachorował 10 kwietnia. O. Rey pisze: „Był to dla już umęczonego serca o. de Mazenoda prawdziwie piorunujący cios. Kochał on o. Courtesa tak samo jak o. Suzanne. Podobnie jak Suzanne, był on jednym z pierwszych dzieci, jednym z tych, którzy najlepiej go zrozumieli i bardziej całkowicie przejęli się jego duchem i jego uczuciami. Zresztą o. Courtes swymi zdolnościami, wyjątkową roztropnością, sprytem, duchem zakonnym, poświęceniem w każdej próbie, stał się człowiekiem niezbędnym, takim, w którym po Bogu Założyciel pokładał przyszłość swego dzieła...” (Przypis do listu nr 328)

Osłabiony tym ciosem Eugeniusz zwierza się ze swojej walki, aby mógł się ostać.

Mój drogi Tempierze, drę list, który napisałem do ojca. Zbyt żywo wyrażał stan niepokoju, wewnętrzne rozdarcie, jakie mi sprawia położenie, w jakim się znajduje nasz drogi o. Courtes, a ojciec byłby zbyt zmartwiony, widząc mnie takim, jakim jestem. Rzeczywiście nie mam sił napisać do ojca, żeby powiedzieć, iż prawie nie mam już nadziei. D’Astros przed chwilą powiedział mi, aby go zaopatrzyć, bo nie odpowiada za nic, jeżeli powtórzy się przypadek podobny do tego, który zdarzył się tej nocy. A zatem gdzie po tym znaleźć siły? Jeśli idzie o mnie, to nie pokazując niczego na zewnątrz, nie jestem w stanie wypowiedzieć słowa. Przymus, jaki muszę sobie zadawać, wprowadza mnie w stan podobny do agonii. Nie wiem, czy to wyczerpanie, przygnębienie, czy jeszcze coś innego, ale nie czuję w sobie fizycznej siły do tego, żeby znów robić to, co zrobiłem dla tamtej źrenicy mych oczu, która została mi zabrana podobnie jak grozi mi utrata tej drugiej...

A jak podźwignie się nasze Stowarzyszenie po tych dwóch niespodziewanych ciosach? Przy tej stracie wszystko mnie przygniata. Nigdy się z tego nie podniosę.

Zadowolę się złożeniem Najświętszej Ofiary, aby dobry Bóg miał litość nade mną i aby nie pozbawiał naszego Stowarzyszenia jednego z jego fundamentalnych kamieni...

List do Henryka Tempiera, 10.05.1829, w: EO I, t. VII, nr 328.

Kiedy wszystko wydawało się być beznadziejne, Eugeniusz powierza się Bogu. Do kogo się zwracam, kiedy staję wobec sytuacji na pierwszy rzut oka beznadziejnej?

Lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali». Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny. 2 Kor 12, 9-10


26 stycznia - MAM TO SZCZĘŚCIE, ŻE CODZIENNIE PRZYJMUJĘ KOMUNIĘ, CO POCIESZA MNIE W MOJEJ DŁUGIEJ I PRZYKREJ SŁABOŚCI

MAM TO SZCZĘŚCIE, ŻE CODZIENNIE PRZYJMUJĘ KOMUNIĘ, CO POCIESZA MNIE W MOJEJ DŁUGIEJ I PRZYKREJ SŁABOŚCI

Gdzie szukać siły i pociechy w czasie choroby i trudności? Medytujmy wraz z Eugeniuszem:

Rekonwalescencja wymagała spokoju, ciszy i odpoczynku. Założyciel nie mógł zaznać go ani w Aix ani w Marsylii. Zalecenia lekarzy i ojca Tempiera zmusiły go do wyjazdu do Grans, do domu, w którym mieszkał jego wujek, pan Joannis, nawrócony jansenista. Czcigodnemu choremu, który był bardzo wyczerpany, towarzyszył Jeancard. Przez wiele tygodni nie mógł odprawiać eucharystii, dlatego Jeancard sprawował mszę świętą i udzielał mu komunii.

A. Rey, dz. cyt. t. 1, s. 473.

Czy muszę ojcu mówić o swoim zdrowiu? Powoli wracam do siebie, a ponieważ z powodu swej słabości nie mogę składać najświętszej ofiary, mam to szczęście, że codziennie przyjmuję Komunię, co pociesza mnie w mojej długiej i przykrej słabości.

List do Henryka Tempiera, 16.07.1829, w: EO I, t. VII, nr 333.

Tutaj i w wielu pismach Eugeniusz mówi o kotwicy i źródle jego siły w codziennym życiu, którym jest Eucharystia. Centrum jego dnia był czas fizycznie i duchowo spędzony ze Zbawicielem w czasie mszy świętej oraz w zażyłej komunii podczas wieczornej i cichej modlitwy (oracji). Echo tej postawy odnajdujemy w obecnej regule życia:

Eucharystię, źródło i szczyt życia Kościoła, oblaci stawiają w centrum swego życia i działania. Będą żyli w ten sposób, aby móc każdego dnia godnie ją sprawować... W duchu wdzięczności za dar Eucharystii często będą odwiedzać Pana obecnego w tym Sakramencie. K 33


25 stycznia - TWE RYSY, A TKAŻE TWE CNOTY NIEUSUWALNYMI GŁOSKAMI ZOSTAŁY WYRYTE W MOJEJ DUSZY

TWE RYSY, A TKAŻE TWE CNOTY NIEUSUWALNYMI GŁOSKAMI ZOSTAŁY WYRYTE W MOJEJ DUSZY

Jakie wspomnienia wyryłem w moim sercu i codziennie je zachowuję? W 1861 roku, po śmierci Eugeniusza w jego brewiarzu znaleziono obrazek z wizerunkiem Maryi. Na odwrocie napisał:

Cudowny obraz dla smutnego i niepocieszonego ojca. Dwukrotnie z łagodnym uczuciem został pocałowany przez naszego umiłowanego ojca Suzanne’a na kilka chwil przed jego świętą śmiercią (31 stycznia 1829 roku). Niebiański uśmiech malował się na jego twarzy, gdy bezpośrednio po tym spojrzał na mnie, aby mi podziękować. W energiczny sposób wyraził wszystko, co ten błogosławiony zechciał wyrazić poprzez miłość i zaufanie do swej dobrej Matki, naszej potężnej patronki Maryi. O, mój synu, twe rysy, a także twe cnoty nieusuwalnymi głoskami zostały wyryte w mojej duszy! Będę cię kochał, chociaż cię nie będzie, tak jak cię kochałem wówczas, gdy byłeś szczęściem mego życia. Cóż ja mówię, nieobecny! Czy nieustannie nie jesteś żywy w moim sercu, obecny w mej myśli? Mój umiłowany synu, któż mnie pocieszy po twej stracie? Wspomnienie tego, co dla mnie uczyniłeś? Niestety! Już cię nie mam! Myśl o niebiańskim szczęściu, jakim się już cieszysz? Wezwij mnie więc do siebie, abym je z tobą dzielił.Ten, którego nazywasz wszystkim po Bogu.Karol Józef Eugeniusz de Mazenod OMI

Refleksje z powodu śmierci ojca Suzanne, 9.03.1829, w: EO I, t. XV, nr 159.

Nasza śmierć nie jest dla nas, chyba że zapomnieliśmy o tym. George Eliot.


24 stycznia - WSPOMNIENIE TYCH TRZYNASTU LAT JEST CIĄGLE OBECNE W MOIM SERCU

WSPOMNIENIE TYCH TRZYNASTU LAT JEST CIĄGLE OBECNE W MOIM SERCU

We wprowadzeniu do swego prywatnego dziennika Eugeniusz streścił swoje myśli i uczucia. Co te sekretne myśli wzbudzają we mnie, gdy myślę o śmierci drogich mi osób?

Te słowa były niczym przeszywający miecz, tak że dziwę się, że nie umarłem. Do chwili obecnej nigdy nie miałem pojęcia o cierpieniach Najświętszej Dziewicy pod krzyżem. Umieram sto razy na dzień. Mój ból jest przeszywający, nie jestem w stanie go wyrazić. Gdy jestem przy nim, moje serce jest rozdarte; jednak opanowuję siebie i mówię mu o Bogu. Czule podąża za wszystkim, co mu mówię, ale kiedy jestem od niego daleko, odczuwam smutek. Przed oczyma mam zawsze jego obraz: to, jaką wartość miał dla mnie, to, kim byłem dla niego. Wspomnienie tych trzynastu lat jest ciągle obecne w moim sercu. Przeżywam ciągłą agonię; umarłbym, gdybym od czasu do czasu nie ulżył sobie wybuchem płaczu i obfitością łez. Nie sądzę, aby którekolwiek z moich dzieci kochało mnie tak jak on. Można powiedzieć, że starał się formować swego ducha i serce, opierając się na moich, albo lepiej mówiąc, to stało się zupełnie naturalnie. Nigdy większej zgodności myśli, uczuć, opinii, wyczucia i spojrzenia. Czy wielokrotnie nie mówił mi, że jego zaufanie do mnie jest bezgraniczne? Czy nie chciał, aby poznał najmniejszą rodzącą się w nim myśl, najmniejsze uczucie lub pragnienie? Czy wspomnienie o takiej jedności nie doprowadza do tego, że wylewam łzy i pogrążam się w najbardziej dokuczliwym bólu? Mój Boże!, rozdzielasz dwa serca uczynione, aby na zawsze stanowić jedno. Jednak to będzie trwało tylko chwilę.

Refleksje z powodu śmierci ojca Suzanne, 9.03.1829, w: EO I, t. XV, nr 158.

Największą daniną, jaką można złożyć w chwili śmierci nie jest ból ale wdzięczność. Thornton Wilder


23 stycznia - JA JESTEM POCHŁONIĘTY ROZWAŻANIEM CIERPIEŃ NAJŚWIĘTSZEJ DZIEWICY U STÓP KRZYŻA

JA JESTEM POCHŁONIĘTY ROZWAŻANIEM CIERPIEŃ NAJŚWIĘTSZEJ DZIEWICY U STóP KRZYŻA

Kto w momencie mojej słabości może stanąć u mego boku i mi pomóc? Eugeniusz opisał ostatnie chwile życia Mariusza Suzanna:

Drogi przyjacielu, zdaje mi się, że już bardzo dawno do ciebie nie pisałem. Moje godziny, dnie i noce spędzam przy naszym błogosławionym chorym, który dopełnia swej ofiary w heroicznych uczuciach. Każdy zajmuje się zbieraniem jego słów, a ja towarzyszę mu w rozważaniu cierpień Najświętszej Dziewicy u stóp krzyża, o których do dziś miałem tylko bardzo niedoskonałe pojęcie. Do nieszczęścia, które nam zabiera tego umiłowanego syna, a które prawdopodobnie doprowadziłoby go do wieczności bez zbyt dużych cierpień, dołączyło się zapalenie wnętrzności i żołądka, ustawiczna czkawka, której nic nie może uspokoić, częste konwulsje itd., które stawiają go w rzędzie męczenników. To drogie dziecko może odczuwać wszystkie bóle, ponieważ zachowuje całą przytomność umysłu i informuje mnie o wszystkich swoich udrękach z niepojętym rozdarciem duszy, po wielekroć powtarzając mi z najbardziej wzruszającym akcentem te słowa: „Mój dobry ojcze”. Słowa te przynoszą mu ulgę, a mnie przeszywają, bo faktycznie jestem dobrym ojcem, a to mnie dobija, ponieważ tracę właśnie tak dobrego syna, istotę, którą zawsze kochałem bardziej niż samego siebie.

List do Hipolita Courtesa, 29.01.1829, w: EO I, t. VII, nr 323.

Nieco później Eugeniusz napisał:

Dziś dokładnie o drugiej godzinie po południu straciliśmy naszego najdroższego i bardzo cenionego o. Suzanne’a. Wszystkie jego przymioty były wam znane, ale tym, czego nie mogliście podziwiać tak jak my, są to wzniosłe i heroiczne cnoty, które wprowadzał w czyn w czasie długiej i okrutnej choroby, która nam go zabrała. W stanie smutku, w którym się znajdujemy, mam tylko czas polecić go modlitwom waszej wspólnoty.

List do Jeana Baptista Honorata, 31.01.1829, w: EO I, t. VII, nr 324.

Idźcie i wraz z Jego Matką pogrążoną w tak wielkim bólu towarzyszcie Jezusowi w Jego męce.


20 stycznia - JESTEM U STÓP KRZYŻA, DO KTÓREGO JEST PRZYBITY NASZ BIEDNY BRAT

JESTEM U STóP KRZYŻA, DO KTóREGO JEST PRZYBITY NASZ BIEDNY BRAT

Gdy codziennie staję wobec ludzkiego cierpienia, jestem zaproszony, aby spojrzeć na nie oczyma naszego ukrzyżowanego Zbawiciela.

Pozwalam ojcu domyślać się stanu, w jakim się znajdowaliśmy i tego wszystkiego, co szczególnie ja przecierpiałem. Moje ciało musi być z żelaza, aby wytrzymać tak mocne i tak ustawiczne uczucia duszy. Polecam wam bardzo prosić Boga, aby nam zachował tego drogiego chorego. Ofiarujcie w tej intencji Panu dzieło, którego w tym momencie dokonujecie ku Jego chwale. Jesteście na polu bitwy, a ja u stóp krzyża, do którego jest przybity nasz biedny brat.

Mariusz Suzanne właśnie umierał w naszym domu w Marsylii, który przylegał do wybudowanego przez niego kościoła na Kalwarii. Wszyscy w kościele obchodzili poprzedzone ośmiodniową modlitewną oktawą święto ofiarowania Maryi.

Nigdy oktawa nie była bardziej wspaniała, bardziej uczęszczana i bardziej budująca. W kościele śpiewano, a ja przełykałem łzy u wezgłowia swego przyjaciela. Udzieli¬łem mu wiatyku w sam dzień Ofiarowania Pańskiego. Co za kontrast! Kościół wspaniale przyozdobiony, a my przychodzimy niemal ukradkiem zabrać Zbawiciela z Jego tabernakulum, aby Go zanieść temu dobremu słudze, któremu zawdzięcza się zbudowanie tej świętej budowli i całe dobro, jakie nie ustaje się tam dokonywać.

List do Hipolita Guiberta, 26.11.1828, w: EO I, t. VII, nr 316.

Wielkanoc ciągle jest odpowiedzią na słowa: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił! Madeleine L’Engle


19 stycznia - KOCHANIE WAS TAK, JAK JA WAS KOCHAM, BĘDZIE MNIE KOSZTOWAŁO ŻYCIE

KOCHANIE WAS TAK, JAK JA WAS KOCHAM, BĘDZIE MNIE KOSZTOWAŁO ŻYCIE

Zaproszenie do refleksji nad ceną, jaka musze płacić, aby kochać innych. Jedną z najmocniejszych cech charakteru Eugeniusza była jego zdolność kochania ludzi i bezpośredniego wyrażania swoich emocji. Z wiekiem był bardzo przywiązany do swojej rodziny, której chciał poświęcić swe życie. Kiedy złożył oblatów, każdego traktował jako członka nowej rodziny, której był ojcem. Aż do śmierci ciągle odnajdujemy wyrazy relacji pomiędzy Eugeniuszem – ojcem i założycielem – i jego synami oblatami. Każdego kochał mocno i głęboko. Te uczucia były bardzo intensywne wobec pierwszych, młodych oblatów, którzy przyłączyli się do niego na początku. Zachował je przez całą ich młodość, towarzyszyły im podczas rozwoju i formacji nowych oblatów. Znał ich i kochał. Będąc przy łóżku jednego ze swych dzieci, odczuwał niesamowity ból widząc cierpiącego i konającego brata i towarzyszył mu:

Mój drogi ojcze Guibercie, nie trzeba się dziwić, że opóźniam się w kontaktach z ojcem. Otrzymałem ojca list w tak przykrym momencie, a moje niepokoje tak się przedłużały, że nie umiałem znaleźć czasu, aby do ojca napisać. Już raz byliśmy na granicy utraty naszego o. Suzanne’a, a teraz siedemnasty dzień jesteśmy między obawą a nadzieją. Tym razem to nie było tylko plucie, ale prawdziwe wymiotowanie krwią, któremu towarzyszyła uparta gorączka, która jeszcze nie ustąpiła mimo najusilniejszych starań...

List do Hipolita Guiberta, 26.11.1828, w: EO I, t. VII, nr 316.

Do innego ze swych synów – oblatów – napisał:

... Poleciłem tutaj modlić się, aby dobry Bóg zachował nam tego umi¬łowanego brata. Ze swej strony róbcie to samo. Jeśli idzie o mnie, to boleść jaką odczuwałem w ciągu tych dwóch minionych dni, była tak żywa i ustawiczna, że uważam za jakiś rodzaj cudu, iż od niej nie umarłem. Na szczęście mogłem wylać bardzo dużo łez, co – jak sądzę – mnie uratowało. Pozostaje jednak skrajne wyczerpanie. Kochanie was tak, jak was kocham, będzie mnie kosztowało życie. Nie potrafiłbym jednak ani tego żałować, ani na to się skarżyć. Żegnam.

List do Hipolita Courtesa, 15.11.1828, w: EO I, t. VII, nr 314.

Strata drogiego człowieka nie jest chorobą i znakiem słabości. To emocjonalna, fizyczna i duchowa konieczność. To cena, jaką płacimy za naszą miłość. Jedynym lekarstwem, aby wypełnić te stratę, to zgoda na ten ból. Earl A. Grollman


18 stycznia - NIE MYŚLCIE, ŻE TRACICIE CZAS, GDY ODPOCZYWACIE

NIE MYŚLCIE, ŻE TRACICIE CZAS, GDY ODPOCZYWACIE

Zaproszenie do refleksji: czy nie zabijam siebie służąc innym? Kiedy i w jaki sposób powinienem zrobić przerwę, aby odnowić swoje życie?

Talenty i gorliwość Mariusza Suzanna doprowadziły do zignorowania oznak jego choroby. Zmarł na gruźlicę. Eugeniusz, czuwając przy jego łożku, martwił się o innych misjonarzy oblatów, którzy nie dbali o swoje zdrowie i ze względu na posługę nie odpoczywali:

Nie przestanę zalecać wam, abyście oszczędzali swoje siły. Nie po¬zwalajcie sobie nigdy na przesadę. Taka myśl nie pochodzi od Boga. W gorliwości trzeba bardzo rozpoznawać to, co pochodzi od Boga. Powstrzymujcie o. Honorata, który jest niepewny i odczuwa zazwyczaj skut¬ki swego braku roztropności, ponieważ ma mniej siły niż woli. W sumie nie należy przeciążać się pracą ani nie sądzić, że traci się czas, gdy się odpoczywa.

List do oblackiej wspólnoty w Nîmes, 1.12.1828, w: EO I, t. VII, nr 317.

Czuwając jeszcze przy łóżku Mariusza Suzanna:

Tymczasem zalecam wam jak największy umiar w misjach, abyście się nie męczyli. Widok, który mam przed oczyma i który tak okrutnie trapi mnie w każdej chwili dnia, upoważnia mnie do nalegania na was, abyście najmniejszą nieroztropność uważali za zbrodnię.

List do Jeana Baptista Honorat, 16.01.1829, w: EO I, t. VII, nr 322.

Łuk nie może być ciągle napięty, tym bardziej ludzka słabość nie może przetrwać bez zasłużonego odpoczynku. Miguel de Cervantes


17 stycznia - SERCE, KTÓRE NAWIĄZUJE RELACJE

SERCE, KTóRE NAWIĄZUJE RELACJE

Zaproszenie do medytacji nad charakterem świętego Eugeniusza: Jakie osoby noszę w moim sercu?

Widzimy, że od połowy listopada 1828 roku święty Eugeniusz martwi się poważną chorobą dwóch, szczególnie bliskich mu oblatów do tego stopnia, jakby byli pupilami w jego oczach.

Żegnam. Nakazuję ci oszczędzać się, bo dwa podobne ciosy doprowadziłyby mnie do utraty rozumu albo życia.

List do Hipolita Courtesa, 18.11.1828, w: EO I, t. VII, nr 315.

Aby właściwie zrozumieć ból i głębię cierpienia, należy pamiętać, kim dla Eugeniusza byli ci dwaj młodzi ludzie.

Brat Maria-Jakub Antoni (znany także jako Mariusz) Suzanne (1799-1829) spotkała Eugeniusza w Fuveau, gdzie Misjonarze Prowansji prowadzili drugą po założeniu misję ludową. Suzanne miał wówczas 17 lat – tak bardzo poruszyli go księża, że trzy miesiące później poprosił o wstąpienie. W styczniu 1817 roku rozpoczął nowicjat. Yvon Beaudoin napisał o nim:

Ojciec Suzanne był uprzejmy i kochany. Biskup Jeancard napisał, że ten ojciec był otwartego i życzliwego usposobienia, prawdziwym gorliwcem w bożym domu... Ojciec de Mazenod natychmiast przylgnął do tego utalentowanego i pełnego cnót młodzieńca odznaczającego się podobnie jak on czułym sercem i porywczym temperamentem...

Ojciec Rey, który przez dziesięć lat był przy boku Superiora Generalnego, publikuje wiele jego listów (A. Rey, dz. cyt. t. I, s. 455-460) i opatruje je następującymi wnioskami: Ojciec Suzanne był jego umiłowanym synem. Pobożny, dobry, czuły, inteligentny, serdeczny ojciec Suzanne zdaniem wszytskich był żywym odbiciem ojca de Mazenoda. Taki sam jak on płonący gorliwością apostoł, odznaczał się niesamowitą mocą na ambonie, a mądrością w konfesjonale. Odnosił stałe, powszechne i czarujące sukcesy na misjach [...]

Eugeniusz poznał brata Jana-Józefa Hipolita Courtesa (1798-1863), gdy jako młody człowiek wstąpił do nowopowstałego zgromadzenia. Dzieląc życie i biorąc przykład z misjonarzy w Aix młody, dziewiętnastoletni, Hipolit w 1817 roku poprosił o wstąpienie do nowicjatu. Przez całe swe życie był jednym z najbliższych przyjaciół i doradców Eugeniusza.

Gdy w ostatnich tygodniach swego życia Mariusz Suzanne bardzo cierpiał, Eugeniusz zwierzył się Hipolitowi Courtesowi:

Poleciłem tutaj modlić się, aby dobry Bóg zachował nam tego umi¬łowanego brata... Kochanie was tak, jak was kocham, będzie mnie kosztowało życie..

List do Hipolita Courtesa, 15.11.1828, w: EO I, t. VII, nr 314.

Nie ciało i krew czyni nas ojcami i synami, lecz serce. Friederich Schiller


16 stycznia - HENRYK TEMPIER - MÓJ SYNU

HENRYK TEMPIER: MóJ SYNU

Żegnam, mój wierny i drogi towarzyszu, synu, bracie i ukochany ojcze.

List do Henryka Tempiera, 21.10. 1828, w: EO I, t. VII, nr 313.

Pisma Eugeniusza pokazują nam, że ciągle miał świadomość, iż jest ojcem oblackiej rodziny. Eugeniusz, pomimo bliskości ojca Henryka Tempiera, uważał go za syna. W listach Tempiera do Eugeniusza są dowodem jego synowskiego przywiązania. Yvon Beaudoin mówi nam:

Ojciec Tempier ze swej strony ciągle był przywiązany do Założyciela i z niezmordowanym oddaniem współpracował z nim we wszystkim. Nawet jeśli z powodu swego chłodnego i bardzo mocno powściągliwego charakteru swe uczucia wyjawiał tylko przy nadzwyczajnych okazjach, to zawsze przez całe swe życie na czyny przekuwał swą przyjaźń, zwłaszcza jako admonitora i spowiednik, radny i współpracownik w służbie dla diecezji marsylskiej i zgromadzenia.

11 kwietnia 1816 roku, po uroczystościach wielkoczwartkowych, dwaj przyjaciele złożyli wzajemny ślub posłuszeństwa. To wcale nie był pusty obrzęd. Ojciec Tempier zawsze był posłuszny Założycielowi, niekiedy w stopniu heroicznym, zwłaszcza gdy w latach 1823-1861 wbrew swoim upodobaniom, został wikariuszem generalnym. Miał także odwagę, aby w poważnych okolicznościach nakazać cos swemu superiorowi, jak to miało miejsce podczas poważnej choroby w latach 1829-1830 oraz w 1835 roku, by zakończyć sprawę Ikozji.

Yvon Beaudoin, Henri Tempier, w: Historyczny Słownik Oblacki.

Ojciec, to mężczyzna, który oczekuje od swego syna, że będzie tak samo dobry, iż można ufać, że będzie jego drugim ja. Frank A. Clark