29 lutego - WIĘZY MIŁOŚCI I POSŁUSZEŃSTWA

NASZA ZAŁOŻYCIELSKA WIZJA: WIĘZY MIŁOŚCI I POSŁUSZEŃSTWA

Zanim stali się najbardziej zjednoczoną rodziną na ziemi, trzeba było, aby wszyscy członkowie podjęli ten ideał:

Każdy z członków zobowiązuje się w nim żyć w posłuszeństwie superiorowi i do przestrzegania statutów i regulaminów.
Stowarzyszenie podlega superiorowi wybranemu dożywotnio przez członków, którzy doń należą, i zatwierdzonemu przez ordynariusza.

Prośba o zatwierdzenie skierowana do Wikariuszy Generalnych z Aix, 25.01.1816, w: EO I, t. XIII, nr 2.

Każdy członek powinien pozwolić się prowadzić misyjnej strategii i realizować ją. Dla Eugeniusza dwoma podstawowymi wartościami zawsze były posłuszeństwo i miłość.
Posłuszeństwo wobec Boga wyrażające się w życiu charyzmatem i projektem otrzymanym od Boga, a przekazanym przez Założyciela. Superior wspólnoty był najważniejszą osobą, był znakiem oraz odpowiedzialnym za wprowadzanie w życie jedności, aby wszyscy byli jednomyślni co do jakości ich życia zakonnego i działalności misyjnej.
25 stycznia 1816 roku, w pierwszym dniu naszego istnienia żyjącego we wspólnocie stowarzyszenia misjonarzy, Eugeniusz de Mazenod został wybrany superiorem wspólnoty. Henryk Tempier wspomina:
Jednogłośnie i spontanicznie, pomimo refleksji, jakie nam wygłosił, aby uchylić się od tej odpowiedzialności, ogłosiliśmy go naszym superiorem, ponieważ uważam, że gdyby stało się inaczej, natychmiast rozeszlibyśmy się.

Refleksja o. H. Tempiera, Mémoire, w: EO II, t. 2, s. 181.

Trzydzieści lat później widzimy, że Eugeniusz ten punkt odniesienia uwydatnia pierwszym misjonarzom na trudnej misji w Jaffna:

Żyjcie w doskonałej jedności, niech więzy miłości i posłuszeństwa łagodzą wszystkie trudy nierozłącznie związane z waszą trudna posługą.

List do o. Étienne Séméria, 17.08.1848, w: EO I, t. IV, nr 4.


26 lutego - CZŁONKOWIE TEJ SAMEJ RODZINY

NASZA ZAŁOŻYCIELSKA WIZJA: CZŁONKOWIE TEJ SAMEJ RODZINY

Trzy kolejne punkty naszej pierwszej Reguły zdają się być bardzo suche i techniczne, ale tkwi w nich bogactwo uczuć.

Wstępując do Stowarzyszenia, misjonarze powin­ni zamierzać wytrwać w nim przez całe życie. Stowarzyszenie zobowiązuje się wobec każdego ze swoich członków, że zatrzyma ich mimo chorób, które mogą być spowodowane przez wiek albo przez prace związane z ich posługą. Nie podejmuje żadnego zobowiązania względem tych, którzy z niego wystąpią.

Prośba o zatwierdzenie skierowana do Wikariuszy Generalnych z Aix, 25.01.1816, w: EO I, t. XIII, nr 2.

Ci, którzy wstępowali do Misjonarzy Prowansji stawali się członkami rodziny, wobec której angażowali się całym sercem i duszą, w zdrowiu i chorobie, w dobrej i złej doli, aż do śmierci. Rodzina była centralną ideą, którą ciągle posługiwał się Założyciel opisując zgromadzenie. Jego zapiski zawierają wiele uczuciowych odniesień wobec jego zakonnej rodziny.

Oto przykład z 1830 roku:
Miłość bliźniego stanowi istotną część naszego ducha. Prak­tykujemy ją najpierw wśród siebie, kochając się jak bracia, traktując nasze Stowarzyszenie nie inaczej niż jako rodzinę najbardziej zjednoczoną wśród rodzin istniejących na ziemi, ciesząc się z cnót, talentów i innych przymio­tów, jakie posiadają nasi współbracia, tak jakbyśmy je posiadali my sami, znosząc z łagodnością drobne niedociągnięcia, jakich niektórzy jeszcze nie przezwyciężyli, pokrywając je płaszczem najszczerszej miłości itd.

List do Hipolita Guibert’a, 29.07.1830, w: EO I, t. VII, nr 350.

W tym miejscu, wysyłając do Kanady ojca Tempiera, który w jego imieniu przeprowadzi wizytacje kanoniczną wspólnot oblackich, ojciec rodziny ukazuje swoją miłość do misyjnego zgromadzenia:

Mój umiłowany, niech w imię Pana uda się ojciec do tej umiłowanej cząstki naszej rodziny, którą dzieli od nas tak wielka odległość, a podążając za wszelkim uniesieniem naszego serca ciągle mamy ją przed oczyma oraz ściśle z nami zjednoczoną.

Nominacja ojca Henryka Tempiera na urząd nadzwyczajnego wizytatora w Kanadzie, 1.05.1851, w: EO II, t. 2, nr 14.


25 lutego - ZAPEWNIĆ RÓWNOWAGĘ I KOMPLEMENTARNOŚĆ

NASZA ZAŁOŻYCIELSKA WIZJA: ZAPEWNIĆ RóWNOWAGĘ I KOMPLEMENTARNOŚĆ

Streszczeniem kolejnej sekcji naszej pierwszej Reguły są równowaga i komplementarność:

Misjonarze podzielą się w ten sposób, że gdy jedni we wspólnocie będą się ćwiczyć w zdobywaniu cnót i wiedzy właściwej dobremu misjonarzowi, inni będą przemierzać wioski, aby tam głosić Słowo Boże. Po zakończeniu swych wypraw apostolskich powrócą do wspólnoty, aby w niej odpocząć po trudach, oddając się wykonywaniu posługi mniej uciążliwej, i żeby przez medytację i przez studium przygotować się do uczynienia swojej posługi jeszcze bardziej owocną, gdy zostaną wezwani do nowych prac.
Prośba o zatwierdzenie skierowana do Wikariuszy Generalnych z Aix, 25.01.1816, w: EO I, t. XIII, nr 2.

Równowaga: Eugeniusz pragnął zrównoważonego stylu życia złożonego z precyzyjnych elementów, aby je podsycać modlitwą, studium i spokojnym życiem wspólnotowy, aby być misjonarzem przepełnionym energią, duchowością i wiedzą. Na nieszczęście gorliwość misjonarzy zakłócił ten idylliczny obraz, ponieważ nie byli w stanie powstrzymać się od dania wspaniałomyślnej odpowiedzi na tyle palących potrzeb, które tak bardzo ich poruszały. Z tego powodu ucierpiało ich zdrowie, a wielu zmarło nie dożywszy trzydziestu lat. Sam Eugeniusz dawał przykład jak można się wykończyć w służbie najbardziej opuszczonym. Ojciec Tempier kilkakrotnie zmuszał go do odpoczynku i troski o zdrowie.
Ideał równowagi był bardzo mądry, kiedy bowiem widzimy, że Eugeniusz, postępując w latach i w mądrości, wywiera presję na oblatów, aby te równowagę zachowywać. On sam, jako pasterz drugiego co do wielkości miasta we Francji i Superior Generalny rozwijającego się zgromadzenia, miał bardzo napięty plan dnia. Mimo to znajdował czas na przedłużoną modlitwę, studium Pisma Świętego i teologii oraz na przyjmowanie ludzi i chwile odpoczynku.
Komplementarność polegała na tym, że jeśli członkowie wspólnoty byli w terenie, aby głosić misje, ci ze wspólnoty, którzy pozostali w domu, wspierali ich pracą i modlitwą. Misjonarze, którzy głosili Ewangelię, byli wspierani i wzmacniani modlitwą swych braci..

System jest zrównoważony, jeśli stanowiące go siły są rozłożone w taki sposób, że jedna z drugą uzupełniają się jak dwa jednakowe ciężarki na wadze. R. Arnhem


24 lutego - MISJONARZ POKAZUJE LUDOWI, KIM JEST JEZUS

NASZA ZAŁOŻYCIELSKA WIZJA: MISJONARZ POKAZUJE LUDOWI, KIM JEST JEZUS I STAJE SIĘ MOSTEM, ABY POMóC MU GO SPOTKAĆ

Istnieje ryzyko, że w opisie życia misjonarzy naszej uwadze ujdzie wyrażenie: przepowiadanie i kierowanie młodzieżą. Zostaliśmy założeni po to, aby odpowiedzieć na dwa misjonarskie wyzwania: 1. głosić Ewangelię najbardziej opuszczonym, 2. kierować młodzieżą.

Życie ich będzie więc podzielone na modlitwę, rozważanie świętych prawd, praktykowanie cnót zakonnych, studium Pisma Świętego, świętych ojców Kościoła, teologii dogmatycznej i moralnej, głoszenie kazań i kierowanie młodzieżą.

Prośba o zatwierdzenie skierowana do Wikariuszy Generalnych z Aix, 25.01.1816, w: EO I, t. XIII, nr 2.

Przez trzy lata poprzedzające założenie Misjonarzy Prowansji Eugeniusz przede wszystkim zajmował się młodzieżą ze stowarzyszenia. Te pracę kontynuuje także po styczniu 1816 roku, ale to już sprawa całej wspólnoty. Eugeniusz był zatem jednym z odpowiedzialnych za młodzież, a kiedy głosił misje, wówczas młodzieżą zajmował się ktoś inny ze wspólnoty.
Dwa kluczowe słowa, które otrzymaliśmy jako dziedzictwo od naszych pierwszych ojców, to głosić oraz kierować. Rzeczywiście misjonarze zostali założeni, aby głosić Słowo Boże oraz towarzyszyć i kierować młodzież na boże ścieżki. W późniejszym czasie będzie więcej ścieżek i adresatów misjonarskiej gorliwości, ale ciągle będą pamiętać o tych dwóch kluczowych słowach: głosić i kierować.
Dzisiaj tę dwojaką działalność możemy ponownie sformułować jako ukazywanie ludziom, kim jest Jezus i bycie mostem, który pozwoli im go spotkać.

Nie w tym sensie, że nasze zbawienie jest efektem naszej pracy, ale że nasza praca jest świadectwem naszego zbawienia. Charles Spurgeon


23 lutego - MISJONARZ NIE MOŻE BYĆ DŹWIĘCZĄCYM CYMBAŁEM, NIE MAJĄCYM NICZEGO DO ZAOFEROWANIA

NASZA ZAŁOŻYCIELSKA WIZJA: MISJONARZ NIE MOŻE BYĆ DŹWIĘCZĄCYM CYMBAŁEM, NIE MAJĄCYM NICZEGO DO ZAOFEROWANIA.

W pierwszej Regule misjonarze zapisują ich pragnienie, aby zachowywać równowagę życia zakładającą istotną rolę modlitwy i studium, aby nie być pustym naczyniem, które podczas misji nie ma nic do zaoferowania:

Jeżeli woleli utworzyć formalną wspólnotę misjonarzy, to dlatego, że usiłują być pożyteczni dla diecezji, równocześnie pracując nad własnym uświęceniem zgodnie ze swoim powołaniem.
Życie ich będzie więc podzielone na modlitwę, rozważanie świętych prawd, praktykowanie cnót zakonnych, studium Pisma Świętego, świętych ojców Kościoła, teologii dogmatycznej i moralnej, głoszenie kazań i kierowanie młodzieżą.

Prośba o zatwierdzenie skierowana do Wikariuszy Generalnych z Aix, 25.01.1816, w: EO I, t. XIII, nr 2.

Eugeniusz i jego pierwsi towarzysze dążą do równowagi pomiędzy dawaniem a braniem. Misjonarze potrzebują czerpać z modlitwy, studium i refleksji po to, aby następnie móc dzielić się czymś wartościowym w czasie misji. Bez tej równowagi byliby jedynie cymbałami brzmiącymi, podczas ich działalności ewangelizacyjnej nie mieliby treści, którymi mogliby się dzielić, bez tej zdolności byliby niezdolni, aby pozwolić się ewangelizować przez najuboższych. Dwadzieścia lat później Eugeniusz ciągle zwraca uwagę na tę kwestię:

Ale wystrzegajcie się zbytniego obstawania przy swoim. W imię Boga trzeba powrócić do wnętrza wspólnoty, aby odnowić ducha powołania, w przeciwnym razie koniec z naszymi misjonarzami, staną się jedynie pusto brzmiącymi cymbałami.

List do Eugeniusza Guiguesa, 27.05.1835, w: EO I, t. VIII, nr 516.

Bardziej troszczymy się o nasz telefon komórkowy niż o siebie. Wiemy, kiedy wyładowała się bateria i ja ładujemy. Arianna Huffington


22 lutego - WSZYSTKO ALBO NIC

NASZA ZAŁOŻYCIELSKA WIZJA: WSZYSTKO ALBO NIC

Mamy zaszczyt prosić o wyrażenie zgody na złączenie się w dawnym klasztorze Sióstr Karmelitanek w Aix, zakupionym przez jednego z nas, aby tam zamieszkać jako wspólnota działająca według reguł, której zasadnicze punkty tutaj wyszczególniamy:

Pierwszy punkt, jaki wskazali, brzmiał następująco:

Celem tego Stowarzyszenia jest nie tylko praco¬wać nad zbawieniem bliźniego przez zatrudnienie się w posłudze głoszenia kazań, ale przede wszyst¬kim – mając na względzie dostarczenie swoim członkom środka do praktykowania cnót zakonnych, do których mają tak wielki pociąg – poświęcenie się w zachowaniu ich przez całe życie w jakimś za¬konie, gdyby nie mieli wielkodusznej nadziei, że znajdą we wspólnocie misjonarzy prawie te same korzyści, co w stanie zakonnym, w którym chcieli się poświęcić.

Prośba o zatwierdzenie skierowana do Wikariuszy Generalnych z Aix, 25.01.1816, w: EO I, t. XIII, nr 2.

Dla Eugeniusza to oznaczało wszystko albo nic, wymagał stuprocentowego zaangażowania dla Boga i w dzieło ewangelizacji najbardziej opuszczonych. Od początku życie zakonne traktował jako środek, który ma do dyspozycji, aby te dwa ideały połączyć. Jego towarzysze byli kapłanami diecezjalnymi, nie wszyscy myśleli tak samo jak on. Chcieli wspaniałomyślnie poświęcić się Bogu i zbawieniu bliźniego, ale nie składając ślubów. Ten artykuł z ich pierwszej Reguły pozwala dostrzec kompromis, który będzie trwał prawie trzy lata – żyć duchem zakonnym ale bez ślubów. Eugeniusz tak bardzo był przekonany o konieczności formalnej konsekracji, że dziesięć tygodni później, on i Henryk Tempier złożyli śluby prywatne. Dla niego to zasadnicza kwestia – wszystko albo nic!


19 lutego - NASZA ZAŁOŻYCIELSKA WIZJA - CO TO ZNACZY DLA MISJONARZY

NASZA ZAŁOŻYCIELSKA WIZJA: CO TO ZNACZY DLA MISJONARZY?

Po ukazaniu głównych punktów misjonarskiej strategii kontynuują:

Chcąc ją wykonywać w ten sposób, aby to było z pożytkiem dla nas i z korzyścią dla tych, którym zamierzamy głosić Ewangelię;

Prośba o zatwierdzenie skierowana do Wikariuszy Generalnych z Aix, 25.01.1816, w: EO I, t. XIII, nr 2.

Dlaczego ci ludzie zamieszkali razem, aby służyć bliźnim? Czy był to czysty altruizm? Czyta filantropia? Uważam, że wszystko skupiało się wokół słowa zbawienie. Od początku Eugeniusz ich posługę określał mianem bycia współpracownikami Zbawiciela. Tym, czego poszukiwali w życiu i w posłudze było ich osobiste zbawienie oraz tych, do których się udają. W praktykę wcielali katechizmową odpowiedź na pytanie: Po co Bóg stworzył człowieka? Aby Go kochał, Jemu służył, by osiagnąć zbawienie.
Eugeniusz był przekonany, że każdy członek jego wspólnoty, który żył zgodnie z wymogami swego powołania (innymi słowy będzie wierny Regule) po śmierci pójdzie prosto do nieba.
Zatem misjonarski cel był jasno sprecyzowany: zbawienie samego siebie oraz tych, którzy nam zostali powierzeni. Jego streszczeniem są słowa zapisane w Przedmowie:

„Uważaj na siebie i na naukę – pouczał św. Paweł Tymoteusza – trwaj w nich! To czyniąc i siebie samego zbawisz, i tych, którzy cię słuchają” (1 Tm 4, 16).
Dzisiaj, gdy mówimy o zbawieniu, posługujemy się wyrażeniami samego Jezusa:

Jako misjonarze wielbimy Pana zgodnie z różnymi natchnieniami Ducha Świętego: niesiemy przed Niego codzienny ciężar naszej troski o ludzi, do których jesteśmy posłani (por. 2 Kor 11, 28). Całe nasze życie jest modlitwą o nadejście Królestwa Bożego w nas i przez nas. K 32


18 lutego - BEZ MIŁOŚCI JEZUSA WSZYSTKO JEST BEZUŻYTECZNE

NASZA ODNALEZIONA WIZJA: BEZ MIŁOŚCI JEZUSA WSZYSTKO JEST BEZUŻYTECZNE.

Misjonarze bardzo jasno pokazywali, że nie przyszli tylko jako siła wsparcia, aby wypełnić bardzo konieczną posługę, ale że odpowiedzieli na boże wezwanie, a to wymagało, aby poświęcili Mu swe życie. Wezwanie, aby na pierwszym miejscu być, aby następnie działać.

Pragnąc równocześnie pójść za głosem powołania, które nas wzywa do poświecenia się tej trudnej formie posługi apostolskiej;

Prośba o zatwierdzenie skierowana do Wikariuszy Generalnych z Aix, 25.01.1816, w: EO I, t. XIII, nr 2.

Na początku swej działalności, pomimo fizycznego i duchowego zmęczenia, misjonarze w bardzo precyzyjny sposób ukazywali potrzebę i absolutną konieczność ich posługi. Teraz w zalążku zobaczymy to, co stanie się niepodważalnym aspektem założenia zgromadzenia:
• Misjonarze nie byli suma ludzi, którzy zebrali się tylko po to, aby wykonać konieczną pracę,
• ale zamieszkali razem, aby na poziomie indywidualnym oraz całej wspólnoty odpowiedzieć na wezwanie Boga.
• Zatem zamieszkali razem i oddali się temu, aby być a następnie działać.

To wszystko swe streszczenie znajduje w motto wspólnoty: Posłał mnie, aby głosić Ewangelię ubogim. Ziarno zostało rzucone 25 stycznia 1816 roku, roślina ciągle wzmacnia swe korzenie i również dzisiaj wydaje rozliczne owoce. To zdanie naszych Ojców Założycieli z łatwością można odnaleźć w obecnych Konstytucjach:
Jedność swego życia oblaci osiągają jedynie w Jezusie Chrystusie i przez Niego. Oddają się przeróżnym posługom apostolskim, a jednocześnie każdy akt ich życia jest okazją do spotkania z Chrystusem, który przez nich oddaje się innym, a im – przez innych. K 31

Tym, co rzeczywiście liczy się w życiu jest fakt, że jesteśmy kochani przez Jezusa I te miłość odwzajemniamy. W porównaniu z miłością Jezusa wszystko jest drugorzędne. Bez miłości Jezusa wszystko jest bezużyteczne. Św. Jan Paweł II


17 lutego - CELEBRACJA FAKTU Z PRZESZŁOŚCI CZY OŻYWCZE TCHNIENIE DLA KAŻDEGO CZŁONKA RODZINY MAZENODOWSKIEJ

CELEBRACJA FAKTU Z PRZESZŁOŚCI CZY OŻYWCZE TCHNIENIE DLA KAŻDEGO CZŁONKA RODZINY MAZENODOWSKIEJ?

Od 25 stycznia z wdzięcznością i odnowioną nadzieją świętujemy dwustulecie naszego istnienia. Dzisiaj wspominamy, jak dwadzieścia lat później uzyskaliśmy kościelną aprobatę dla tego, co miało miejsce w 1816 roku. 17 lutego 1826 roku to dzień, w którym otrzymaliśmy potwierdzenie Kościoła, to dzień obchodzony przez całą rodzinę mazenodowska na świecie. To nie śmieszne, aby upamiętnić to, co się w tym dniu wydarzyło, ależ skąd, ten dzień to chwila dziękczynienia i umocnienia w zaufaniu, który otwiera nowe horyzonty dla misji i rodzi znaki nowego życia. Wtrysk przez dyszę to kiepskie porównanie, którym posługuję się, aby opisać ten dzień; bardziej odpowiednie byłoby wyrażenie pokonanie bariery dźwięku, ponaddźwiękowa chwila. Czy nie przesadzam? Absolutnie. Nie mówimy o watykańskich urzędnikach, którzy udzielają biurokratycznej aprobaty, aby trwać... Mówimy o Bogu. W 1826 roku papież Leon XII po rozeznaniu uznał, że zgromadzenie przetrwało, bo było dziełem Boga. Eugeniusz zrozumiał go:

bardzo wyraźnej woli papieża dziwią się tej jednomyślności poglądów, ale przede wszyst¬kim niezachwianemu postanowieniu Ojca Świętego, którego nic nie mo¬gło odwieść od pierwszej myśli, jaką Duch Święty natchnął go w pierw¬szym dniu, kiedy to korzyłem się u jego stóp i przedstawiałem mu plan tego dzieła, które możemy teraz nazywać Bożym.

List do wszystkich oblatów, 18.02.1826, w: EO I, t. VII, nr 226.

Papież uznał, że charyzmat pochodził od Ducha Świętego. Tak więc chodzi o rzeczywistość o wiele wyższą niż ponaddźwiękowe wydarzenie. Chodzi o działanie Boga – o ponaddźwiękowe wydarzenie, które pokonuje barierę dźwięku pomiędzy niebem i ziemią. Świętujemy zatem działanie Boga!

Jakie znaczenie ten fakt miał dla Eugeniusza? Jedenaście lat wcześniej uznał, że

drugi raz w życiu podej¬muję bardzo ważną decyzję jakby pod wpływem silnego i dziwnego wstrząsu. Gdy się nad tym zastanawiam, przekonuję się, że Bogu podoba się ten sposób położenia kresu moim wahaniom.

List do Forbina Jansona, 23.10.1815, w: EO I, t. VI, nr 5.

Nasze powstanie było wynikiem działania Boga. Papieska aprobata z 17 lutego 1826 roku była aktem rozeznania ze strony Kościoła, uznaniem, że natchnienie ożywiające Eugeniusza pochodziło od Boga – to było ponaddźwiękowe wydarzenie. Przez dziesięć lat mała wspólnota żyła swą założycielską wizją i pomimo doświadczeń, prześladowania, wystąpień i prawie eksterminacji jednak nigdy jej nie porzuciła. Ci ludzie wierzyli, że ich powołanie pochodziło od Boga, ich ideał i misja wśród najbardziej opuszczonych została zainspirowana przez Boga. Rozeznanie Kościoła to potwierdziło oraz tchnęło nowe życie i nową gorliwość. To nie oznaczało spoczęcia na laurach lub wspólnotowych obchodów skupionych na przeszłości. To było wszczepienie bożego życia, które pobudziło oblatów do działania.

W 1826 roku, gdy Eugeniusz powrócił do Francji, on oraz całe zgromadzenie, musieli stawić czoła trudnemu dziesięcioleciu. Z pewnością wprawienie w ruch podtrzymywało ich aktywność oraz podsycało ich marzenie: wizje o pokonaniu bariery dźwięku i wszystkich innych przeszkód, oczywiście często szablonowych, związanych z ich misją we Francji. Sami dążyli do tego, aby poświęcić się misji w Algierii, na Korsyce, a od 1841 roku podjąć ryzykowaną decyzję o wysłaniu misjonarzy do Kanady, Anglii i Irlandii, a także do Azji, Afryki i Stanów Zjednoczonych. Co było źródłem tego szaleństwa? Pewność tego, co otrzymali 17 lutego.

Wniosek, jaki z tego powinniśmy wyciągnąć, moi drodzy przyjaciele i dobrzy bracia, jest taki, że powinniśmy pracować z nowym zapałem i jeszcze bardziej absolutnym poświęceniem, aby oddać Bogu całą chwałę, jaka będzie zależeć od nas, a biednym duszom naszych bliźnich zapewnić zbawienie wszelkimi możliwymi sposobami, a to oznacza przywiązanie się sercem i duszą do na¬szych Reguł... W imię Boga, bądźmy świętymi.

List do wszystkich oblatów, 18.02.1826, w: EO I, t. VII, nr 226.

Niektóre aspekty naszej obecnej sytuacji zdają się odzwierciedlać pewne szczegóły z 1827 roku i kolejnych lat. W przeszłości dokonaliśmy niesamowitych rzeczy, a obecnie mamy także wspaniałych ludzi zaangażowanych w misję. Ale ich liczba się kurczy, nasi współbracia starzeją się, a nam wydaje się, że powoli nie udaje się nam utrzymać naszych dzieł.

Oby 17 lutego stał się czasem łask, jakich udziela nam Pan, aby na nowo odkryć wartość naszego życia, niespodzianki Boga, który wzywa nas do odważnego podążania ku nowym horyzontom, do nadania nowej formy dwustuletniemu skarbowi życia konsekrowanego (które w pewnych jego wymiarach zdaje się być nieco zmęczone).

Oby to był czas łaski, aby na lokalnym poziomie nadać nową wartość rodzinie mazenodowskiej, która zasadniczo jest czymś więcej niż tylko wspólnotą kapłanów, braci i sióstr przy minimalnym zaangażowaniu świeckich.

Czyż nie jest to zaproszenie do ukazywania i wzorowania naszego życia wspólnotowego w oparciu o pewne przejawy daru Ducha Świętego dla Kościoła, gdzie każda przyjęta droga życia jest tak samo istotna, aby uczestniczyć i współpracować na rzecz misji ożywionej tą samą wizją i charyzmatem Eugeniusza.

Czyż to nie prawdziwe znaczenie 17 lutego polegające na zaproszeniu całej rodziny mazenodowskiej, aby na nowo zanurzyć się w obfitości oleju udzielonego świętemu Eugeniuszowi przez Ducha Świętego? Niech charyzmaty każdego członka i grup rodziny mazenodowskiej zjednoczą się w dziękczynieniu i szacunku, aby wspólnie przezywać charyzmat udzielony przez Boga świętemu Eugeniuszowi. Niech dzięki nowym formom życiodajnej wspólnoty zostanie pokonana granica dźwięku naszej misyjnej oblacji na rzecz najbardziej opuszczonych.


16 lutego - ODWAŻYĆ SIĘ NA ZASTOSOWANIE TERAPII SZOKOWEJ

NASZA ODNALEZIONA WIZJA: ODWAŻYĆ SIĘ NA ZASTOSOWANIE TERAPII SZOKOWEJ.

Zwyczajne środki wykorzystywane przez struktury Kościoła nie były w stanie odpowiedzieć na opłakaną sytuację, w jakiej znajdowali się mieszkańcy Prowansji. Przed dwadzieścia siedem lat ludzie byli zdani na łaskę różnych prądów myślowych – często uzasadnianych przez będących w modzie filozofów, kiedy indziej przez polityczny zapał i antyreligijne slogany lub też terror. Byli zbłąkani i zagubieni, poruszali się po omacku, byli ofiarami systemu, który jeszcze bardziej oddalał ich od Boga i od decyzji, aby swą codzienność przezywać zgodnie z wartościami Ewangelii. Jedynym środkiem, aby uleczyć tę sytuacje, była terapia szokowa – misje ludowe.

Doszedłszy do wniosku, że misje byłyby jedynym skutecznym środkiem, za pomocą którego można by wyzwolić tę politowania godną ludność ze stanu upodlenia;

Prośba o zatwierdzenie skierowana do Wikariuszy Generalnych z Aix, 25.01.1816, w: EO I, t. 13, nr 2.

Zaproponowane rozwiązanie stanowiło, że wspólnota misjonarzy przejmuje wiejską parafie na cztery do sześciu tygodni i udziela konkretnej odpowiedzi na sytuację zbłąkanych ludzi.

Ludzie, którzy ponad 25 lat nie uczęszczali na katechizację, potrzebowali pouczenia. Misja była terapią szokową codziennej katechezy, przedłużonym czasem, aby ludzi całościowo pouczyć o głównych aspektach wiary.

Ludzie, którzy przez ćwierć wieku byli ofiarami ciągle zmieniających się poglądów i prądów, praktycznie w każdym aspekcie swego życia potrzebowali nawrócenia do Boga.

Celem terapii szokowej była radykalna przemiana:

Wykorzystując wszystkie możliwe środki, aby nauczać, jak nawiązać relacje z Bogiem, jak się modlić, w jaki sposób uczestniczyć w życiu sakramentalnym parafii, jak swe codzienne życie i relacje układać w świetle ewangelicznych wartości.

Dzisiaj do mazenodowskiej rodziny nadal kieruje się zachętę, aby mieć tego samego ducha, za pomocą terapii szokowych odpowiadać na sytuacje zbłąkanych ludzi, którzy odczuwają potrzebę wydostania się z ich nieszczęsnego położenia.

Uczynią wszystko, aby wzbudzić lub ożywić wiarę w tych, do których są posłani i aby pomóc im odkryć «kim jest Chrystus». K 7

Niech się nie boją jasno przedstawiać wymagań Ewangelii i niech mają odwagę otwierać nowe drogi, aby posłanie zbawienia dotarło do wszystkich ludzi. K 8