7 października 2022

TAM, GDZIE JEST BÓG, TAM JEST MOJA OJCZYZNA

Jako superior generalny Eugeniusz musiał przenosić oblatów do różnych miejsc, gdy pojawiła się taka potrzeba. Zwracając się do ojca Jeana Josepha Magnana w sprawie ewentualnej przeprowadzki, Eugeniusz był zbudowany jego odpowiedzią.

List do ojca Magnana. Wyraża uczucia doskonałego zakonnika: Powiedział mi: Ubi Deus, ibi patria, aby swoją wolę złożyć w moje ręce.

Dziennik, 24.05.1845, w: PO I, t. XXI.

Gdziekolwiek jest Bóg, tam jest moja ojczyzna - to przekonanie prawdziwego misjonarza. Innymi słowy, gdziekolwiek jest obecny Bóg, tam jest moja ojczyzna. Wprowadzając te słowa w życie, Eugeniusz powierzył mu nową misję:

Jestem zmuszony wezwać cię do Wyższego Seminarium w Marsylii, abyś tam wykładał teologię moralną. Mówię ci o tym w tajemnicy. Gdy przyjadę do Lumières, jasno określę traktaty, których będziesz uczył na początku. Również będziesz zobowiązany, aby seminarzystów zaprawiać w pobożności i poznaniu ich obowiązków, to znaczy towarzyszyć im podczas czytania duchownego i ośmio- lub dziesięciominutowego komentarza. Takie są funkcje tego, którego nazywa się kierownikiem duchowym. Będziesz mógł rozpocząć układać twój plan pod tym kątem i przygotować twe materiały.

List do o. Jeana Josepha Magnana, 13.06.1845, w: PO I, t. X, nr 874.


Komentarz do Ewangelii dnia

„Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku. Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła” (1 J 3,8). Tymi słowy zwraca się do nas św. Jan Apostoł. Zatem rozważając dzisiejszy aspekt wyrzucanych przez Pana Jezusa złych duchów, możemy wyciągnąć bardzo ważne dla nas wnioski o sposobie działania złych duchów. Demony, złe duchy, czy upadłe anioły jak określa Kościół, to stworzenia zbuntowane i skłócone między sobą oraz wprowadzające zamęt w życie ludzi. Dlatego też, jako uczniowie Chrystusa jesteśmy wezwani do roztropności i czujności. Mamy zadanie czuwania i modlenia się, aby nie ulec pokusom, czyli pułapkom zastawianym przez te wrogo do nas nastawione, mimo wszystko stworzenia. Najtragiczniejszy duchowy stan, w jakim może się znaleźć człowiek, to brak nawrócenia i trwanie w grzechu śmiertelnym. W ten sposób człowiek dobrowolnie oddaje się pod panowanie demonicznych mocy, które ostatecznie stają się główną przyczyną niewyobrażalnych ludzkich cierpień duchowych i fizycznych. Jedynym ostatecznym Zwycięzcą szatana jest Jezus Chrystus, który w swojej śmierci i zmartwychwstaniu definitywnie „zniszczył dzieła diabła” (1 J 3,8), a w swoim Kościele daje każdemu człowiekowi udział w tym zwycięstwie. Kościół to Chrystus i my wszyscy, grzesznicy, którzy mamy stać się świętymi. Kościół jako ciało Chrystusa jest jedynym miejscem na świecie, w którym wszyscy, nawet najwięksi grzesznicy, znajdują schronienie i obronę. Kościół katolicki jest jakby szpitalem całej ludzkości, w którym Jezus mocą Ducha Świętego nieustannie uwalnia ludzi z niewoli grzechów i szatana, leczy wszystkie duchowe rany i sprawia, że najwięksi grzesznicy stają się świętymi, gdy przyjmują Jego nieskończone miłosierdzie. Tylko Jezus może uwolnić człowieka z szatańskiej niewoli grzechu i śmierci. Tylko w Chrystusowym Kościele możemy odzyskać radość oraz wolność dzieci Bożych, gdyż tylko w katolickim Kościele nieustannie w sakramentach pokuty i Eucharystii udzielany jest Duch Święty. Panie Jezu uwolnij nasze serca od egoizmu i fałszywych głosów tego zbuntowanego świata. Niech promieniejąca moc Twego Ducha pomaga nam żyć w prawdziwej wolności Dzieci Bożych.


6 października 2022

TO BYŁO DLA MNIE ŚWIĘTSZE NIŻ KATAKUMBY

Ciała niektórych z pierwszych zmarłych oblatów, jak również niektórych członków rodziny Eugeniusza, zostały pochowane na terenie Enclos, posiadłości pani de Mazenod w Aix en Provence. Na cmentarzu w Aix właśnie wybudowano kaplicę grobową i Eugeniusz uczestniczył w ekshumacji szczątków, które leżały w ziemi od około 25 lat.

Podróż do Aix. Ekshumowałam ciała, które jeszcze znajdowały się w Enclos. To ciała ojca Suzanne, ojca Arnoux, brata Morandoini oraz Nathalie de Boisgelin. To dla mnie bardzo smutny dzień, ale wywiązałem się z tego obowiązku ze skupieniem, które zrodził we mnie widok cennych szczątek wszystkich świętych poprzedników, których relikwie zbierałem przeniknięty świętym szacunkiem, ale także z pewnym trudnym do wyrażenia rozdarciem serca. Nie spostrzegłem, że ci, którzy mi towarzyszyli, byli przeniknięci tymi samymi myślami. Usłyszałem nawet, jak obok mnie śmieją się niewątpliwie z innego członka, ale moja uwaga nie mogła być odciągnięta od obiektu, jaki miałem przed oczyma. Nie będę go opisywał. To zbyt trudne do opisania. To, że nie ma najmniejszego kawałeczka świętych kości, które zebrałem, nie mogło umknąć naszym poszukiwaniom.

Eugeniusz znał dobrze każdego z nich i był przekonany, że każdy z nich prowadził święte życie i był święty.

...to było dla mnie świętsze niż katakumby, tak bardzo znałem cnoty tych błogosławionych dusz, jakie ożywiały te ciała sprowadzone do takiego zdeformowania. Trzej misjonarze zostali złożeni w orzechowej skrzyni o trzech przedziałkach, a moja siostrzenica w innej, małej, osobnej skrzyni. Za kilka dni przewiezie się je do grobowca, jaki przygotowałem na dużym cmentarzu wraz z innymi świętymi ciałami mojego ojca, mojej babci, Karoliny i ojca Marcou. Z Awinionu sprowadzi się szczątki naszego umiłowanego Ludwika de Boisgelin i najprawdopodobniej przewieziemy także ciała naszych ojców Ponsa, Mie, Parisa, Capmasa i brata Dumolard. Czyż na grobie skrywającym te święte relikwie zgodnie z prawdą będzie można napisać: coropra sanctorum.

Dziennik, 21.04.1845, w: PO I, t. XXI.

Czy niektórych naszych zmarłych krewnych uważamy za świętych? Czy są dla nas obecni w komunii świętych?


Komentarz do Ewangelii dnia

Hojność Boga nie ma granic. Nasz Bóg ukazuje nam zatroskanie o nasze prawdziwe potrzeby. Można by rzec: On wie najlepiej, czego potrzebujemy i kiedy. Obraz przyjaciela w potrzebie najlepiej ukazuje nam sytuację, w jakiej przyszło nam żyć na tym świecie. Tak często jesteśmy wystawieni na pewne próby i doświadczenia przez nasze niekoniecznie dobre wybory czy decyzje. Czasem może nam zabraknąć cierpliwości i z pewnością tak bywa, że w naszych ludzkich relacjach nie lubimy, jak ktoś się nam naprzykrza. Nie zawsze jest to pozytywnie przez nas odbierane, kiedy ktoś coś od nas chce, albo czegoś oczekuje. Nasz Bóg wskazuje nam takie rozwiązanie, aby się nie poddawać. Po prostu trwać cierpliwie w proszeniu, w szukaniu, czy kołataniu do drzwi. Idąc dalej, weźmy sobie do serca wskazanie św. Pawła: „Tak bowiem jest: kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg. A Bóg może zlać na was całą obfitość łaski, tak byście mając wszystkiego i zawsze pod dostatkiem, bogaci byli we wszystkie dobre uczynki” (2 Kor 9,6-8).

Panie Jezu, umocnij w nas postawę hojności względem siebie nawzajem i obdarz nas cierpliwością na co dzień.


Spotkanie komisji misjonarskiej

W dniu 5 października 2022 odbyło się zdalne spotkanie komisji misjonarskiej w składzie: Sebastian Wiśniewski OMI, Robert Wawrzeniecki OMI, Paweł Gomulak OMI, Rafał Kupczak OMI. Głównym tematem spotkania było ustalenie miejsca, terminu i tematu przyszłorocznej sesji formacyjnej dla misjonarzy. Ustalono, że miejscem zjazdu misjonarzy w 2023 roku będzie Warszawa, a tematem: Jak mówić, żeby nas słuchano? Trudności przepowiadania do grup wrażliwych.

Coroczne sesje dla misjonarzy ludowych są elementem podnoszenia kwalifikacji homiletycznych i stałej formacji odpowiedzialnych za przepowiadanie słowa Bożego.

(sw/pg)


Ron Rolheiser OMI: Oznaki dobrego małżeństwa

Myślę, że dobre małżeństwo można opisać czterema obrazami:

  • Dobre małżeństwo to ciepły kominek.

Miłość dwojga ludzi do siebie tworzy ciepłe miejsce. Ale ciepło, które tworzy, nie tylko ogrzewa dwoje zakochanych ludzi, ale ogrzewa wszystkich innych, którzy się do nich zbliżają – ich dzieci, sąsiadów, ich społeczność i każdego, kto ich spotyka.

  • Dobre małżeństwo to duży stół, zastawiony mnóstwem jedzenia i picia.

Kiedy dwoje ludzi kocha się sakramentalnie, ta miłość staje się miejscem gościnności, stołem, do którego ludzie przychodzą, by się nakarmić – w przenośni i naprawdę. Ponownie, miłość, w prawdziwym małżeństwie, karmi nie tylko dwoje ludzi, którzy ją tworzą, ale ponieważ jest sakramentalna, zawsze zawiera więcej, aby nakarmić każdego, kto ma szczęście ją spotkać.

  • Dobre małżeństwo to przestrzeń, w której wspólnie przeżywa się trudności.

Stary aksjomat mówi: „Wszystko można znieść, jeśli można się tym dzielić!” To prawda. Każdy, kto ma szczęście mieć w tym życiu prawdziwego partnera moralnego, może znieść wiele cierpienia. Jest to jeszcze bardziej prawdziwe w dobrym małżeństwie, w którym żona i mąż, z powodu głębokiego pokrewieństwa moralnego i emocjonalnego, mogą nieść nie tylko własne cierpienia, ale także mogą pomóc nieść cierpienia wielu innych.

  • Wreszcie, czerpiąc z głębokiej chrześcijańskiej symboliki, dobre małżeństwo jest ciałem Chrystusa, ciałem, które jest „pokarmem dla życia świata”.

Chrystus pozostawił swoje Ciało, aby nakarmić świat. Dobre małżeństwo właśnie to robi, karmi wszystko i wszystkich wokół.


Ron Rolheiser OMI, znany ze swojego humoru, szczerości i mądrości, jest popularnym mówcą w dziedzinie współczesnej duchowości. Dorastał w dużej, kochającej się rodzinie na farmie w Saskatchewan, a święcenia kapłańskie otrzymał w 1972 r. Pełnił funkcję rektora Oblate School of Theology w San Antonio w Teksasie. Jest autorem ponad 15 książek, w tym bestsellerowej pozycji: “Modlitwa. Nasza najgłębsza tęsknota”. Jego najnowsze książki to “Wrestling with God” [polski tytuł: “Zmagania z Bogiem. Wiara w czasach niepokoju”], “Domestic Monastery” [Domowy klasztor – przyp. tłum.] oraz “Bruised & Wounded: Struggling to Understand Suicide” [Posiniaczony i zraniony: Walka o zrozumienie samobójstwa – przyp. tłum.]. Rolheiser tworzy także popularne kolumny wydawnicze, które pojawiają się w wielu katolickich gazetach na całym świecie.

(tł. pg)


Kodeń: Międzydiecezjalne rekolekcje Akcji Katolickiej

Do kodeńskiego sanktuarium przybyli przedstawiciele Akcji Katolickiej z diecezji: białostockiej, siedleckiej, częstochowskiej, kaliskiej i warszawsko-praskiej. Rekolekcje na temat: „Rekolekcje ze Świętym Andrzejem Bobolą – Patronem na obecne czasy” poprowadził ks. Aleksander Jacyniak SJ, kustosz Sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Warszawie. Wybór tematu związany był z przypadającymi w bieżącym roku jubileuszami: 400. lecia kanonizacji oraz 20. lecia ustanowienia Andrzeja Boboli patronem Polski.

(pg/zdj. OMI Kodeń)


Niespokojne jest serce Boga, dopóki nie spocznie w człowieku

Miłosierdzie Boga… Czym właściwie jest? Chyba większość z nas kojarzy je z jednym momentem w naszym życiu. Kiedy popełnimy grzechy i idziemy do spowiedzi. Wtedy mówimy, że Bóg okazał nam swoje miłosierdzie. Ale nie do końca jest to prawda…

Kilka uściśleń

Ojciec Święty Franciszek w fenomenalnej książce, wywiadzie-rzece: „Miłosierdzie to imię Boga” mówi, że od odpuszczania naszych grzechów wcale nie jest Boże Miłosierdzie… Od odpuszczania naszych win jest Boże przebaczenie. To nie czysta i wyrachowana semantyka. Miłosierdzie Boga to coś znacznie głębszego, to Jego imię, to sposób w jaki patrzy na człowieka…

Kiedyś Pan Jezus miał pojawić się św. Faustynie, która właśnie robiła na drutach. Apostołka Miłosierdzia Bożego miała wtedy popatrzeć na Jezusa i z iskrą w oku powiedzieć:

„Panie Jezu, jedno oczko, jedna dusza do nieba… Jedno oczko, jedna dusza do nieba…” Jezus miał wtedy spojrzeć na nią poważnie i zapytać: „Faustyno, czy ty nie przesadzasz?”, a po chwili rozchmurzyć się i dodać: „Odkryłaś największą tajemnicę mojego serca”.

To nie jest tak, że dopiero w przyjściu Jezusa Bóg okazał się miłosierny, też nie jest prawdą, że wraz z „Dzienniczkiem” siostry Faustyny Kościół odkrył, wcześniej nieodkrytą, prawdę o Bożym Miłosierdziu. Święta ta tylko i aż przypomniała tę prawdę, która, jak się okazuje, jest fundamentalna dla Objawienia. Cały Bóg jest miłosierny – Ojciec jest miłosierny, Syn jest miłosierny i Duch jest miłosierny. Cała Biblia, od pierwszych słów księgi rodzaju aż po Apokalipsę św. Jana, utkana jest Bożym Miłosierdziem. Spójrzmy zatem na Pierwsze Przymierze.

Hesed

Stary Testament, mówiąc o Miłosierdziu Boga, charakteryzuje je najczęściej dwoma terminami hebrajskimi: hesed i rachamim.

Czym jest „hesed”. To rodzaj miłości małżeńskiej, ale takiej, w której jedna ze stron notorycznie zdradza współmałżonka, zadaje jej ból, czyni to niemal z premedytacją. Osoba zdradzana pozostaje jednak niewzruszenie wierna. Dlatego w księdze proroka Ozeasza, Bóg mówi:

„Pokochaj jeszcze raz kobietę,

która innego kocha, łamiąc wiarę małżeńską”.

Tak miłuje Pan synów Izraela,

choć się do bogów obcych zwracają (Oz 3,1)

Hesed Boga. Często mówimy o miłości do Boga, a przecież, gdy się kogoś kocha, nie ogranicza się tylko do obowiązków, które niechętnie spełniamy. Tutaj też mocno zderzamy się z tłumaczeniem: „Ja nie mam żadnych grzechów – nikogo nie zabiłem, nie okradłem”. W relacji z Bogiem nie chodzi bowiem tylko o grzech. Czy kiedykolwiek spytałeś się Go na modlitwie: „Co ja dziś mogę zrobić dla Ciebie, tak po prostu – dla Ciebie, żeby uradować Twoje serce?” Jakże często ranimy Jego miłość, kiedy brakuje nam czasu choćby na krótką z Nim rozmowę… Kiedy tak trudno nam przepościć jeden dzień w tygodniu, jako wyraz naszej wdzięczności, że On oddał za nas to, co miał najcenniejszego – swoje życie… Kiedy nie idziemy na Mszę św., bo nam się zwyczajnie nie chce, albo udajemy się na to spotkanie jak niewolnicy, którzy przychodzą niemalże spłacić godzinny haracz z całego tygodnia swojego życia. Jakże to musi ranić Jego serce…

On pozostaje niewzruszenie wierny swojej miłości do nas – hesed.

Rachamim

Jeszcze bardziej ciekawym terminem jest słowo „rachamim”, które pochodzi od terminu, określającego łono kobiety. Miejsce, gdzie każdy z nas czuł się bezpieczny pod sercem matki i bezwarunkowo kochany. Dziecko nie jest w stanie wtedy zaskarbiać sobie miłości matki, jest kochane przez sam fakt swego istnienia. Na miłość Boga nie można zasłużyć – ona jest pierwsza oraz bezwarunkowa.

(pixabay)

Ale „rachamim” oznacza także specyficzny ból każdej matki, która widząc cierpienie swojego dziecka, jego złe decyzje – które z pewnością nie przyniosą mu szczęścia – wtedy matka doświadcza bólu na kształt ognia, który zaczyna ją wewnętrznie palić. Rozpala ją tęsknotą i pragnieniem ratowania swojego dziecka.

Spójrzmy na księgę Rodzaju. Bóg patrzy na plecy pierwszych rodziców, którzy odchodzą po zerwaniu owocu z drzewa poznania – a w zasadzie decydowania o tym, co jest dobre, a co złe, bowiem taki jest sens hebrajskich słów w tym fragmencie Biblii. Bóg wiedział, że ten wybór nie przyniesie im dobra, że ich tylko pokaleczy. Nie mógł im tego zabronić, bo stałby się tyranem, a nie ojcem. Stał i patrzył na plecy naszych pierwszych rodziców, którzy odchodzili, a Jego wnętrze rozpalało się tęsknotą za człowiekiem. To bardzo mocny i sugestywny obraz.

Popatrzmy, co dzieje się dalej… Posyła proroków, zawiera kolejne przymierza, ufając, że się opamiętamy, że do Niego wrócimy. Wierzył, że doświadczenie poranienia grzechem będzie dla nas tak dramatyczne i bolesne, że zaczniemy znów dobro i zło wartościować tak, jak On. Dla naszego bezpieczeństwa. Ale my jak zwykle tę wyciągniętą dłoń Boga odtrącaliśmy.

„Adamie, gdzie jesteś?”

W końcu, w swojej niesamowitej tęsknocie za człowiekiem, oddał życie swojego jedynego Syna.

Oddać życie jedynego dziecka: córki, syna – za życie sąsiada, który zionie nienawiścią, który czyha na życie, rzuca kłody pod nogi. Nikt z ludzi tego by nie zrobił. Dlatego Jego Miłosierdzie jest dla nas nielogiczne, wymyka się spod naszej ludzkiej rachuby.

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony (J 3,16-17)

Bóg kocha ten świat, Bóg kocha człowieka. Te słowa, które są sercem Dobrej Nowiny, to oścień dla tych, którzy chcieliby, by On wszystko zniszczył. Nie.

Czy Miłosierdzie Boga jest sprzeczne z Bożą sprawiedliwością?

Joshua Abraham Heschel, jeden z moich ulubionych autorów, postawił tezę, że najważniejsze pytanie, które spina klamrą całą Biblię, padło już na jej początku… „Adamie, gdzie jesteś?” I taki jest Jezus… zawsze idzie, szukać tego, co zaginęło… idzie aż po krzyż, a nawet dalej, stępując do piekieł, by wyciągnąć z Szeolu Adama – jak pisze pięknie nieznany autor w homilii na Wielką Sobotę (brewiarzowa Godzina Czytań). Przekracza też granicę śmierci, Zmartwychwstając.

(skan obrazka prymicyjnego autora)

Chrystus, który stał się „pięknym banitą”, który udaje się na każde peryferie życia człowieka – idzie do prostytutek, trędowatych, celników, grzeszników… Aby ich ratować… Aby ratować nas…

Jakże cię mogę porzucić (…),

i jak opuścić ciebie (…)?

Moje serce na to się wzdryga

i rozpalają się moje wnętrzności (Oz 11,8b)

To właśnie „rachamim”.

Co ciekawe, kiedy weźmiemy do rąk Dobrą Nowinę, spisaną według św. Łukasza – która słusznie nazywana jest Ewangelią Bożego Miłosierdzia, praktycznie w każdym miejscu, gdzie w języku polskim znajduje się sformułowanie: Jezus wzruszył się, ulitował się – w języku greckim pojawia się termin „splagidzomai”. To bardzo plastyczny zwrot, który tłumaczy się: poruszyły się Jego wnętrzności aż do jelit. Jest to niejako odpowiednik hebrajskiego „rachamim”.

Niespokojne jest serce Boga…

Wszyscy znamy słynne stwierdzenie św. Augustyna, który mówi: „Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”. Każdy z nas ma podobne doświadczenie, mniejsze, czy większe. Patrząc na Miłosierdzie Boga, chciałbym na koniec odwrócić optykę powyższej prawdy: Niespokojne jest też serce Boga, dopóki nie spocznie w człowieku. Wielu świętych usłyszało od Jezusa, że Zbawiciel lubi przebywać, a nawet odpoczywać w ich sercu. Święto Bożego Miłosierdzia jest szansą odpowiedzi na wielką tęsknotę Boga za sercem człowieka.


Paweł Gomulak OMI – misjonarz ludowy (rekolekcjonista), ustanowiony przez papieża Franciszka Misjonarzem Miłosierdzia. Studiował teologię biblijną na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Opolskiego. Koordynator Medialny Polskiej Prowincji, odpowiedzialny za kontakt z mediami i obecność oblatów w mass-mediach. Pasjonat słowa Bożego, w przepowiadaniu lubi sięgać do Pisma Świętego i tradycji biblijnej. Należy do domu zakonnego w Lublińcu na Śląsku.


5 października 2022

POCIECHA SPRAWOWANIA SAKRAMENTU BIERZMOWANIA

Za życia Eugeniusza jedyną osobą, która mogła udzielić sakramentu bierzmowania był biskup. Biskup Eugeniusz regularnie udawał się więc, by sprawować ten sakrament w parafiach, głównie dla dużej liczby dzieci. Jednak w każdy poniedziałek udzielał tego sakramentu w kaplicy swojej rezydencji, zwykle dla dorosłych. Ten fragment jego dziennika daje wyobrażenie o jego posłudze i pociechach, jakie mu przynosiła.

To nie do wiary. Właśnie udzieliłem sakramentu bierzmowania dwudziestu dorosłym i tak, odkąd jestem biskupem, jest w każdy poniedziałek. Tam naszła mnie dobra myśl. Wszyscy biskupi w wielkich miastach powinni czynić tak samo, doświadczyliby tej samej pociechy co ja. Można założyć, że znaczna ilość osób w różnym wieku i warunków, która chętnie przychodzi do mojej prywatnej kaplicy, nigdy nie zdobyłaby się na odwagę, aby zmieszać się z dziećmi podczas ogólnego bierzmowania dla nich. Zdumiewa mnie, że co tydzień jest ich tak wiele. Dzisiaj między innymi bierzmowania udzieliłem ojcu i jego synowi, syn miał już dobre 25 lat; bierzmowania udzieliłem kalece bez nóg, który porusza się na rękach i czołga się na kolanach, to około trzydziestopięcioletni mężczyzna, bardzo dobrze zaangażowany w szeregach artystów; wielu innych mężczyzn, a wśród kobiet handlarki z targu itp. Od pewnego czasu to źródło budzi zdziwienie, aż do dzisiaj jednocześnie udzieliłem bierzmowania dwunastu z nich.

Dziennik, 14.04.1845, w: PO I, t. XXI.

Stały napływ kobiet z rynku zawdzięczamy wpływowi determinacji Babeau, by jej koleżanki z pracy powróciły do praktykowania swojej wiary.

 


Wzruszający moment Kapituły

We wtorkowy wieczór o. Luis Ignacio Rois Alonso OMI zwrócił się z nietypową prośbą do oblatów-braci zakonnych: "Pragnę rozpocząć moją misję od waszego błogosławieństwa". Przez chwilę sześciu braci zakonnych obecnych w Nemi modliło się nad nowo powołanym Superiorem Generalnym. Spośród 77. członków Kapituły Generalnej uczestniczy w niej pięciu oblatów-braci. Region Europejski i Polską Prowincję reprezentuje br. Wiesław Ratajczak OMI.

(pg/zdj. OMIWorld)