14 października - MIAŁ TALENT, ABY MNIE OSZPECIĆ

14 października - MIAŁ TALENT, ABY MNIE OSZPECIĆ

23. letni Eugeniusz de Mazenod w nerwowym tonie napisał do swego ojca:

Uważasz, że 54 franki, które wydałem, aby zrobić mój portret zostały właściwie ulokowane, a ja jestem zrozpaczony, aby cię powiadomić, że zostały wyrzucone w błoto. Jestem wściekły na pana Chrétien, który uczyniwszy projekt doskonale podobny, zrobił odbitkę, która prawie mu nie odpowiada. Liczyłem, że mi pochlebi, ale miał talent, aby zupełnie mnie oszpecić. Pomiędzy moim nosem a ustami zrobił okropna odległość, uprzejmie pozbawił mnie wysuniętego podbródka i za słuszne uznał, aby podbródek umieścić na drugim wystającym. W sumie wszystko ukazuje dolną część przesadnie wydłużonej i strasznie zniekształconej twarzy. Jednak wiesz (bowiem jestem pokłuty przez insekty), że odległość pomiędzy moim nosem a moimi ustami jest bardzo proporcjonalna, że mój podbródek nie ma żadnego drugiego i wcale nie jest spiczasta. Kiedy te odbitki otrzymałem w Paryżu, miałem pokusę, aby je spalić, ale skoro utrzymuje się, że pomimo wszystkich braków można mnie rozpoznać, posyłam ci jedną.

List do ojca, le 26.12. 1805, Mejanes Librairie, Aix

Kolejny przykład ukazujący jego sposób patrzenia i jego wartości przed nawróceniem. Pięć lat później na siebie i na swoje życie spojrzy z całkowicie innej perspektywy - oczyma Chrystusa, Zbawiciela:

Dzięki Bogu nie uważam, aby można byłoby mnie oskarżyć o luksus bądź poszukiwanie siebie, mam nadzieję, że nigdy nie dojdzie do tego, aby można byłoby mi postawić ten zarzut, a później ukaże to w regule dla oblatów.

Przykład, którym często się posługuję, aby ukazać rzeczywistość próżności, jest następujący: spójrzcie na pawia, jest piękny jeśli patrzycie na niego z przodu, ale gdy spojrzycie z tyłu, odkryjecie prawdę... Ktokolwiek ulega takiej próżności skrywa w sobie ogromną biedę. Papież Franciszek


13 października - W AIX MOGLIBYŚMY UMRZEĆ Z PRZYJEMNOŚCI

13 października - W AIX MOGLIBYŚMY UMRZEĆ Z PRZYJEMNOŚCI

Wreszcie wygnanie Eugeniusza w St-Laurent dobiegło końca i mógł zanurzyć się w życie wysokich sfer społecznych z Aix.

Bawimy się jak królowie. Po przyjemności, która biegnie szybciej od nas, biegamy...

List do ojca, 31.12.1803, Méjanes Librairie, Aix.

Miesiąc póżniej 22. letni młodzieniec w entuzjastyczny sposób napisał do swego ojca:

Ale skoro nie bawiłem się w St-Laurent, jakże oprzeć się przyjemnościom, jakie przede mną stawia urocze miasto Aix? Poza Odeonem, którego już tak nie nazywamy, ale Ceréle de Sextius, gdzie spotykamy się dwa razy w tygodniu, aby śpiewać i tańczyć, często mamy przedstawienia. Ale co ja mówię przedstawienia, to są opery. Tak, aż do tego doszliśmy.

List do ojca, 27.01.1804, Méjanes Librairie, Aix.

Rok później, mając 23 lata, nadal opisuje wybory w swym życiu społecznym:

Panna Siméon, która wyszła za mąż za generała, który nazywa się De Launay i w tej chwili dowodzi w Aix, zamieszkała w domu de Castellane, gdzie w każdy piątek przyjmuje całe miasto: pani de Forbin z domu St-Césaire codziennie, a zwłaszcza w soboty przyjmuje całe swoje towarzystwo, które składa się z całej przedniej szlachty. W niedzielę po przedstawieniu śpieszy się, aby pójść na tańce w Cercle de Sextius, które odbywają się u Regusse, gdzie gromadzi się cała śmietanka tych dwóch grup. W poniedziałek to samo towarzystwo, co jej kuzynka de Forbin, przyjmuje pani d'Arbaud-Jouques (nawiasem mówiąc, pani de Jonques, aby dopełnić niewypowiedzianego szczęścia jej męża, urodziła niedawno pięknego chłopca). We wtorek przedstawienie lub jeśli się ma sie ochotę spotkanie u pani de Magalon, która przyjmuje bardzo urocze towarzystwo. We środę bardzo się uważa, aby nie przeoczyć koncertu, który rozpoczyna się o szóstej w Cercle de Sextius; po zakończonym koncercie ludzie rozsądni grają partyjkę, młodzież aż do przesady tańczy; kiedy jest się głodnym, na kredensie za opłatą znajduje się coś do jedzenia. We czwartek przedstawienie i codzienne towarzystwo. Do niekończących się zabaw proszę dodać przedstawienie towarzystwa grane przez Galliffet i wspólników we wszystkie soboty a jeszcze częściej w karnawale. Reasumując to wszystko, zobaczysz, że w Aix można pęknąć od przyjemności. Dowiesz się tymczasem, że pomimo wszystkich możliwości, że być może we Francji nie ma drugiego takiego miasta, które mogłoby się szczycić, że tak bardzo można się zebrać razem, spotyka się młodych ludzi, którzy utrzymują, że w Aix jest nudno. Niekiedy jestem poirytowany z tego powodu. To nie dlatego, że korzystam z wszystkich jego przyjemności, bowiem wręcz przeciwnie jestem tym, który najbardziej je opuszcza, ale chcę, aby miastu przyznano to, co mu się należy lub słusznie przyznano, że nie wie się, czego się chce.

List do ojca, 18.01.1805, Méjanes Librairie, Aix.

Przytaczam niektóre z tych listów, ponieważ one ukazują sytuację, która kilka lat później, po doświadczeniu nawrócenia, doprowadzi Eugeniusza do zmiany stylu życia.

Wielkie niebezpieczeństwo dla życia rodziny w każdym środowisku, których bożkami są przyjemność, wygoda i niezależność, pochodzi z faktu, że ci ludzie zamykają swe serca i staja się egoistami. Święty Jan Paweł II


12 października - NAUCZYŁEM ICH PIOSENEK I TAŃCZYĆ

12 października - NAUCZYŁEM ICH PIOSENEK I TAŃCZYĆ

Eugeniusz – pan na włościach – mógł myśleć o sobie, ale właściciel był zaangażowany w zbiory jednego z owoców z gospodarstwa w Saint-Laurent. Opis 21. Letniego dowcipnisia pokazuje nam Eugeniusza z takiej strony, którą jego pisma rzadko ukazują.

Chcę ci opowiedzieć o tym, co robiłem innego dnia. Powiedziałem ci, że łupałem migdały, wyłupałem ich około 50 ładunków. Codziennie wieczorem miałem 20 kobiet, które rozbawiałem i uczyłem piosenek. Codziennie wieczorem około godziny 11, kiedy odchodziły, wzniecałem iskry na klepisku. Pewnego dnia przedstawiłem sobie, aby z całą tą grupą udać się i wspiąć na dom staruszki Gondranne. W tym celu zabrałem drabinę, podparłem się pod oknem staruszki, wszedłem na nie i za pomocą najczulszych słów, przy głośnych wybuchach śmiechu całej grupy wezwałem staruszkę Gondranne; odpowiadała mi najlepiej na świecie. Zaprosiłem ją, aby przyszła mi otworzyć, skłaniała się ku temu, kiedy znalazłem sposób na uchylenie okna. Poczciwa kobieta nie wiedziała skąd dochodził mój głos; sądziła, że wdrapałem się na dach. Wówczas za konieczne uznałem, aby pokazać jej latarnię, a ona odkrywszy, gdzie jestem, dostrzegła, że w ręku trzymam butelkę białego wina, staruszka przechodzi, aby zapragnąć tego zbawiennego napoju. Posiadała się z radości, kiedy zobaczyła, że jest obsługiwana zgodnie ze swym upodobaniem. Po krótkiej rozmowie, poczułem, że nie ma żadnych powodów do ukrywania się. Wchodzę do jej pokoju, przedstawiam mój orszak, który wchodzi tą samą drogą. Zatańczyliśmy mały taniec. Zapraszamy ją do śpiewu, nie daje się prosić i z wielkim talentem śpiewa «Digne Janette». Następnie życzymy jej dobrego wieczoru, świętej i spokojnej nocy; napełnia mnie błogosławieństwami, dobrego Boga prosi, abym w przeciągu 10 lat wrócił, aby złożyć jej podobna wizytę, nie skończyłaby, gdybyśmy się nie wymknęli przez drzwi.

Skoro byliśmy w nastroju, pod rękę wziąłem żonę Jean Jauffret Frijat, która pochodzi z rodziny Moutiers i potrafi śpiewać. Śpiewając i śmiejąc się przeszliśmy całe miasteczko, ciągle w towarzystwie naszej grupy. Zatrzymywaliśmy się przed drzwiami tych, którzy jak wiedzieliśmy, lubią żarty, wołaliśmy na nich, aby pokazali się w oknie, aby poprosić ich o pozwolenie na zaśpiewanie kilku krótkich piosenek; następnie wprawialiśmy się i chętnie je podejmowaliśmy. Kiedy mieliśmy pewność, że całe miasteczko zostało obudzone, udaliśmy się na spoczynek, bardzo zadowoleni z naszego wieczoru, który tego dnia przeciągnął się aż do pierwszej w nocy.

List do ojca, 31.10.1803, Mejanes librairie, Aix.

Spojrzenie młodzieńca, lekkoducha.

Bycie młodym nie zależy od wieku, ale to kwestia młodego ducha. Możecie spotkać 20.latka, który jest znudzony i stary albo możecie spotkać osobę mającą 70 lat, która jest młoda i pociągająca. Lesley Lawson


9 października - PAN SZLACHECKICH WŁOŚCI

Pięć miesięcy spędzone w Saint-Laurent nie były zbyt bardzo rozjaśnione stanem rodzinnej posiadłości: zniszczone budynki, wieża w ruinie, splądrowane i puste apartamenty, nieuprawiana ziemia. Poza tym nie bardzo można było być zbudowanym postępowaniem i mentalnością dzierżawców, rolników i wieśniaków, którzy uniemożliwiali przywrócenie wartości posiadłości. Eugeniusz bardzo zabiegał, aby zmusić do zwrotu tych, którzy kradli plony, zabronić wypasania wspólnych pastwisk i korzystania z wody w naszych opłakanych kuźniach, a nawet ściągać pewne podatki, które niegdyś sądy przedłożyły przy sprzedaży. Niemożliwa do przejścia hardość jego charakteru i jego młody wiek w żaden sposób nie przyczyniały się, aby uzyskać szacunek dla jego niezaprzeczalnych praw. Zamiast zrobić wrażenia na mieszkańcach, jego arystokratyczny wygląd sprawił, że był źle do nich nastawiony:

Zerkam na żniwo i chlubie się tym, że moja obecność onieśmiela złodziei. Cały dzień łatam, mając długą laskę w jednej ręce i parasol w drugiej, i niech to zostanie miedzy nami, przybierając postawę pana domu – napisał do swego ojca w pozytywnym tonie zdradzającym jego nieświadomość nowej rzeczywistości. Nie można było już niezręcznie wprowadzać starego reżimu, tak bardzo zakorzenionym w praktyce wieśniaków, którzy tak bardzo skorzystali na rewolucji

J. Leflon, dz. cyt., t. 1, s. 262-263

Trudno uwierzyć, że w przyszłości ten młody człowiek tak radykalnie się zmieni i będzie przyjacielem i sługa najbardziej opuszczonych. Łaska boża czyni cuda...

Szlachectwo bez cnoty jest piękną ozdobą bez klejnotu. Jane Porter


8 października - BRAK PUNKTÓW ODNIESIENIA

8 października - BRAK PUNKTóW ODNIESIENIA

Przypomnienie schematu serii refleksji. Aby zrozumieć duchowość mazenodowską, konieczne trzeba przypatrzyć się elementom pośrednim, skąd pochodzi duchowość. Jakie wydarzenia i środowisko ukształtowały Eugeniusza? Jakie sprawy w pierwszych 25. latach jego życia pozwoliły mu obrać właściwy kierunek? Jakich nawrotów potrzebował zanim stał się dostatecznie dojrzały, aby pozwolić Bogu, aby On stał się centrum jego życia?

Kolejny raz powróćmy do historii: Eugeniusz w wieku 9. lat opuścił Francję i powrócił mając lat 20. Istotne wydarzenia, które poznał jako dziecko nie miały dla niego żadnego znaczenia – to była dla niego nowa ojczyzna i nowa sytuacja. Od czasu jego wyjazdu, na początku rewolucji, Francja radykalnie się zmieniła. Zanim utrwaliła się wolność, równość i braterstwo przelano wiele krwi. Pojawiała się nowa świadomość godności i praw osoby ludzkiej, ale kraj był jeszcze daleki od życia tym wzniosłym ideałem.

Pielorz pisze: Mało istotne jest, w jaki sposób te zmiany realne, nie dotykały one wątłego kwiatka z Aix. Zasłonił się swą dawna mentalnością i ekstrawaganckim korzystaniem z dawnych czasów. Takie społeczeństwo przyjęło syna swego byłego Przewodniczącego Izby Obrachunkowej.

La Vie Spirituelle, s. 95

René Motte opowiada: Kiedy Eugeniusz wrócił z wygnania, nie od razu mógł cieszyć się urokami miasta Aix, bowiem groziła mu służba wojskowa. Mógł zostać powołany do wojska, gdyby został wybrany na drodze losowania. Aby uchylić się od tego obowiązku, mógł opłacić zmiennika. Pani de Mazenod wysyła zatem swego syna do Saint-Laurent, ponieważ suma, którą trzeba wydać będzie nieco mniejsza w małej wiosce niż w mieście takim jak Aix. Zatem przez pięć miesięcy Eugeniusz przebywa w Saint-Laurent czekając aż skończy się pobór. To dla niego czas bardzo ciążącej mu Po światowym życiu, jakie wiódł na Sycylii, był to czas ciążącej nudy. Do swego ojca napisał: « Z tej wstrętnej samotności, w której tkwiłem, wyrwałem się po pięciu miesiącach, które wydawały mi niczym pięć wieków.

http://www.omiworld.org/fr/dictionary/dictionnaire-historique_vol-1_s/461/saint-laurent-du-verdon/

Pomimo nieświadomości tego zdezorientowanego młodzieńca Bóg był obecny we wszystkich tych wydarzeniach, aby go ukształtować i przygotować do bycia przyszłym przekazicielem światła i znaczenia Ewangelii dla wielu zbłąkanych ludzi.

Jedną z najbardziej deprymujących i demoralizujących spraw, zbijających z tropu, jest brak ludzkich punktów odniesienia. Willa Cather


7 października - I TAK KOŃCZY SIĘ WYGNANIE

7 października - I TAK KOŃCZY SIĘ WYGNANIE EUGENIUSZA...

W dzienniku Eugeniusz wspomina o wydarzeniach, które zmieniły jego życie, gdy miał 20 lat.

Rodzina Eugeniusza, która była we Francji nie przestawała wywierać nacisków na jego ojca, aby zechciał pozwolić mu wrócić do kraju. Odkąd od władzy odsunięto Napoleona panował tam pokój. Jego matka, a zwłaszcza babcia bała się, że umrze zanim uściska tak czule kochane dziecko. Obawiały się, że w przypadku śmierci nie kłócić się o jej spadek. Jednym słowem przytaczały tyle słusznych racji, że ojciec zdecydował się pozwolić mu wyjechać.

11 października 1802 roku Eugeniusz wsiadł na okręt, który miał go sprowadzić do Francji. Nie trzeba wspominać tego, co było rozdzierające w tym rozstaniu: ojciec, wujkowie, dwaj wierni przyjaciele, synowie księcia Cannizzaro; ich nauczyciel pan de Galembert i dobra Nanon, których już więcej miał nie zobaczyć, którzy mieszali swe łzy wraz z jego łzami, które gorzko płynęły.

... Wreszcie po 14 dniach podróży zszedł do portu w Marsylii. Tak zakończyło się wygnanie Eugeniusza.

Dziennik z wygnania, w: EO I, t. XVI.

Jedenaście lat wygnania było wielka próbą, po którym miała uformować się głęboka duchowość. Upłynie jeszcze 5 lat życiowych doświadczeń zanim się uwidoczni. Na wygnaniu poznał porażki, cierpienia, walki, straty i zanurzenia w życie arystokratycznej i skupionej na sobie rozwiązłości. Będzie nim pełen miłości uścisk Jezusa Zbawiciela, który pomoże mu odnaleźć drogę poprzez próby i odkryć piękno swej osoby.

Najwspanialsze osoby, jakie poznaliśmy, to te, które doznały porażki, poznały cierpienie, poznały walkę i dzięki tym przepaściom odnalazły swą drogę. Elisabeth Kubler-Ross


6 października - STRACIŁEM MOJĄ MATKĘ

6 października - STRACIŁEM MOJĄ MATKĘ!

Księżna Cannizzaro była adoptowaną matką Eugeniusza w Palermo. Była szczodra wobec ubogich, a Eugeniusz pomagał jej rozdawać jałmużnę nędzarzom.

Towarzyszyłem jej przy śmierci, gdy wszyscy mogli ocenić, że mój ból był nieporównywalnie bardziej odczuwalny i głębszy niż jej synów. Księżna, którą z tak słusznego powodu nazywałem, nagle została nam zabrana: cios był okrutny a rana głęboka, długo go odczuwałem, byłem z tego powodu nawet chory. Powiedziano mi, że na widok jej zwłok uklęknąłem przy jej łóżku wydając wielokrotnie ten rozdzierający krzyk: Straciłem moja matkę, straciłem moją matkę.

Dziennik z wygnania, w: EO I, t. XVI.

Dla młodego Eugeniusza było to pierwsze spotkanie ze śmiercią kogoś, z kim emocjonalnie był związany. Dzięki temu doświadczeniu na przyszłość nauczył się jak rozumieć doświadczenie śmierci i żałoby. Jego reakcja była gwałtowna i zobaczymy, jak bardzo głęboko dotykała go śmierć tych, których będzie kochał w kolejnych latach życia.

Młodzieniec miał przed sobą jeszcze drogę do przebycia zanim w swą duchową wizję mógł włączyć śmierć i cierpienie. W późniejszych latach jego zmartwienie mogło by być silniejsze, ale nauczył się jak znajdować spokój w Zbawicielu a nie w romantycznej poezji.

...Zaniepokojony ojciec Eugeniusza upomina go: Powinieneś na bok odłożyć tę lekturę, która tak bardzo ci się podoba. Podsycając twe zmartwienie służy tylko do osłabienia działania leków przepisanych przez lekarza, aby zmniejszyć twoje cierpienie. (Vivre dans le feu de l’Esprit, s. 24)

Zmartwienie to cena jaką płacimy za miłość. Elżbieta II


2 października - SŁUŻBA I LOKAJE

2 października - SŁUŻBA I LOKAJE PRZEŚCIGALI SIĘ, ABY UPRZEDZIĆ WSZYSTKO, CZEGO MOGŁEM PRAGNĄĆ

Nadejście wojsk francuskich i zamieszki w Neapolu położyły kres biedzie de Mazenodów w Neapolu. Mogli uciec do Palermo na Sycylii. Od chwili przybycia Eugeniusz zauważa, że jego życie dramatycznie się zmieniło:

Opatrzność, która ciągle nade mną czuwała od czasu mego najbardziej najczulszego dzieciństwa, otwarła przede mną drzwi pewnej sycylijskiej rodziny, gdzie od samego początku zostałem przyjęty jak jedno z dzieci tejże rodziny. To rodzina księcia Cannizzaro. Jego żona, księżna Larderia, była świętą. Oboje otoczyli mnie wielką miłością i zdawało się, że byli szczęśliwi, aby swoim dwu synom, którzy byli prawie w moim wieku – aczkolwiek jeden był młodszy – dać towarzysza, który mógł być ich przyjacielem, który dałby im przykład właściwego postępowania, rzeczy tak rzadkiej – rodzaj fenomenu w ich kraju. Począwszy od tego czasu aż do mego powrotu do Francji należałem do rodziny: moje nakrycie było zawsze na ich stole; gdy była ładna pogoda, wraz z nimi udawałem się na wieś, w domu wszystko było do mojej dyspozycji jak w przypadku ich własnych dzieci, którzy uważali się za moich braci. Rzeczywiście byłem nim dzięki miłości, a ich matka mówiąc, że otrzymała trzeciego syna, swą dobrocią wzbudzała we mnie takie przywiązanie, że z pewnością jej dzieci nie kochały jej bardziej ode mnie.

Dziennik z wygnania, w: EO I, t. XVI.

Nowe otoczenie dokona wielu zmian, które będą mieć długofalowe odbicie na późniejszej jego duchowości. Ojciec Pielorz kreśli dalszy plan:
Zamieszkawszy u rodziny Cannizzaro, która miała luksusową willę na wzgórzu Colli, Eugeniusz napisał list do swego ojca, aby zdać mu sprawozdanie z nowej jakości swego życia: Mój drogi tatusiu, czuję się jak ryba w wodzie – napisał w połowie października 1799 roku. Wspaniałe łóżko, czarujący pokój, biuro itd... sługa na zawołanie, który dziś rano wytrzepał me ubrania (bardzo ważna rzecz)... Wstając dziś rano poczułem się jak pośród pól. Z mojego pokoju jest cudowny widok. Gospodarze i służba prześcigają się, aby sprostać temu, czego mógłbym pragnąć. Z dobrymi kolacjami wydawanymi w pałacu rodziny Cannizzaro wiązały się częste przyjęcia. Przeciągały się do północy i często łączyły się z tańcami, wyścigami konnymi i grami hazardowymi. Przyjęcie wydane przez księcia na cześć króla Obojga Sycylii kosztowało 500 uncji złota, czyli 6500 franków w złocie, co dzisiaj odpowiada wartości 70 tysięcy euro. Takie marnotrawstwo pieniędzy było ceną, która trzeba było płacić, aby być w kręgu wysoko postawionych w hierarchii społecznej palermitańskich rodzin.

Czy służę lub jestem obsługiwany? Czy w moim życiu zauważam znaki duchowego niebezpieczeństwa?

Luksus jest wilkiem u bram a jego kłami są próżność i zarozumiałość biorąca się z sukcesu. Kiedy artysta dowie się o tym, wie, gdzie tkwi niebezpieczeństwo. Tennessee Williams


1 paźdzernika - JEŚLI MÓWISZ DO KOGOŚ W JEGO JĘZYKU

1 paźdzernika - JEŚLI MóWISZ DO KOGOŚ W JEGO JĘZYKU, TO WNIKA W JEGO SERCE

Lata spędzone w Neapolu dla Eugeniusza były doświadczeniem ubóstwa, samotności i z nudy.

Czy to była moja wina? Nie sądzę. W ciągu trzech miesięcy nauczyłem się niemieckiego. W tak krótkim okresie czasu zrobiłem tak wielkie postępy w tym trudnym języku, że mój nauczyciel dawał mi nadzieję, że niebawem się go nauczę, ale zachorował, zmarł i tak zakończyła się moja nauka z nim. Był podoficerem w służbie króla Neapolu. Niewątpliwie mało go to interesowało. Bieda emigracji uniemożliwiła mojemu ojcu, aby mi przydzielić innego nauczyciela; trzeba było uzbroić się w cierpliwość. Przez całe me życie żałowałem, że niemożliwe było, aby wspomóc łatwośc, którą wówczas miałem do nauki języków i do posługiwania się nimi. Miałbym dodatkowe wsparcie w mojej posłudze.

Dziennik z wygnania, w: EO I, t. XVI.

W Nicei, mając siedem lat, nauczył się włoskiego, o czym wspomina w swoim dzienniku:

Co robił Eugeniusz? Korzystał z pomocy wszystkich przechodniów. Jego rodzina mieszkała w domu Sauvigne, który wychodził na brzeg publicznej promenady wzdłuż morza. Eugeniusz pracował na plaży i skoro tylko zapomniał jakiegoś włoskiego słowa, zatrzymywał pierwszego przechodnia, aby mu pomógł, a ten ostatni zawsze był bardzo szczęśliwy, że mógł mu wyjaśnić.

Dziennik z wygnania, w: EO I, t. XVI.

Eugeniusz zawsze rozumiał wagę nauki języków i namawiał oblatów do nauki języka ludzi, którym posługują. Kolejna cegła w duchowości Eugeniusza i w naszej misjonarskiej duchowości.

Moim zamiarem było wykorzystanie wakacji na naukę angiel­skiego i hiszpańskiego. Te dwa języki mogą mi się przydać w mej późniejszej posłudze, ale wychodzi na to, że ten projekt się nie uda. Zresztą, będę żałował tylko pierwszego z tych języków, ponieważ drugiego mógłbym się łatwiej nauczyć, nawet gdybym się nim nieco mniej zajmował, z racji jego wielu związków z włoskim.

Notatki z rekolekcji, sierpień 1812 roku, w: EO I, t. XV, nr 106.

Rozmowa to coś więcej niż słowa: jak przekazuję moją duchowość tym, którzy obok mnie żyją?

Jeśli mówicie do człowieka w języku, który rozumie, to zostaje w głowie. Jeśli mówicie do niego w jego własnym języku, to trafia do serca. Nelson Mandela


29 września - NIE JESTEM JUŻ DZIECKIEM

29 września - NIE JESTEM JUŻ DZIECKIEM

W listopadzie 1789 roku męscy członkowie rodziny de Mazenod zostali zmuszeni do opuszceznia Wenecji i ucieczki do Neapolu. Wszystko to, czego Eugeniusz nauczył się u Zinellich na kilka lat zostało odłożone na bok, gdyż w Neapolu i w Palermo odkrył inne atrakcje i pomysły na życie. Budowla wzniesiona przez księdza Bartolo była solidna i stanie się nową bazą dla życia Eugeniusza, kiedy dziesięć lat póżniej w Aix powróci do zdrowego rozsądku.

Ojciec Pielorz (La Vie Spirituelle... s. 64) mówi nam, że w Wenecji profesorowie swoim przykładem wzbudzili w Eugeniuszu pragnienie, aby za nimi podążać ndrogą powołania kapłańskiego...

Niestety to rodzące się powołanie nie było w stanie oprzeć się kryzysowi młodości. W Neapolu zaqczęło zanikać i wygasło w latach 1800-1805, aby ustapić miejsca ambicji i poszukiwaniu ziemskiej chwały. Ksiądz Bartolo swoimi listami usiłował zatrzymać ten kryzys, przypominając Eugeniuszowi jego dyspozycyjność, kiedy był w Wenecji, i sugerował mu, aby go naśladował, wstępując do Stowarzyszenia Wiary. Ale na próżno! Eugeniusz w swoim ostatnim liście do księdza Bartolo z 4 listopada 1801 roku w tonie wyzwania odpowiada swemu byłemu mistrzowi:

Nie jestem już dzieckiem, dorosłem i stałem się mężczyzną!

Kiedy ten mężczyzna naprawdę dorósł, zmienił, na nowo uznał i odkrył bogactwo tego życia, jaki wskazał mu ksiądza Bartolo. To była łaska i doświadczenie nawrócenia.

Szukałem więc szczęścia poza Bogiem, i poza Nim nie znalazłem nic innego niż tylko smutek i przygnębienie.

Notatki rekolekcyjne, grudzień 1814, w: EO I, t. XV, nr 130.

To z pewnością historia każdego z nas w zaciekłej walce o nasze nawrócenie.

Kiedy byłem 14 - letnim młodzieńcem mój ojciec do tego stopnia był niewykształcony, że trudno było mi znosić jego obecność. Kiedy skończyłem 21 lat, byłem zdziwiony widząc, ile ten stary człowiek nauczył się w ciągu siedmiu lat. Mark Twain