8 września - SZCZYTEM WSZYSTKICH MYCH UCZUĆ BĘDZIE MOJA OBECNOŚĆ WŚRÓD OBLATÓW

Podróżując przez Francję, po swym długim pobycie w Rzymie, Eugeniusz okazuje swą niecierpliwość, aby znaleźć się pośród oblatów, którzy są w centrum jego uczuć.

Proszę mi wierzyć, że tęsk­nię z powodu odczuwanej potrzeby zobaczenia się z wami i życia z wami wszystkimi. To ostatnie opóźnienie doprowadza moje poddanie się do gra­nic możliwości. Smutno mi, gdy pomyślę, że gdyby nie to, w tych godzi­nach przyciskałbym już was do serca, ale tak musi być. Z Bogiem, żegnam.

List do Henryka Tempier, 30.05.1826, w: EO I, t. VII, nr 246.

Myśl, że po spędzeniu sześciu miesięcy w tak wielkim oddaleniu znaj­duję się tak blisko was, przyczynia się jeszcze do mego szczęścia, ale choć nie uważam Francji za ziemię obiecaną, to jednak dlatego, że tam znajduje się to, co na świecie kocham najbardziej, nie mogę powstrzymać się od pewnego żalenia się na to, że tak jak Izraelici zostałem zatrzymany tuż przed jej osiągnięciem.

List do Jeana Baptiste Honorata, 28.05.1826, w: EO I, t. VII, nr 244.

...Spodziewam się, że za piętnaście dni nie będzie już między nami ani gór, ani mórz. Z Turynu wyjeżdżam we wtorek. Proszę się nie obawiać, że cokolwiek mogłoby mnie zatrzymać w Sabaudii. Jak tylko omówię sprawę, która mnie tam prowadzi i w której intencji zgodnie ze zwycza­jem postaracie się pomodlić, wsiądę do dyliżansu i z Bożą pomocą przyja­dę najpierw do N.-D. du Laus, gdzie pozostanę dwa dni, aby nie zasmucać naszych ojców, a następnie do Aix, gdzie ryzykuję uduszenie was przez przyciskanie do serca, które bije na samą myśl o szczęściu znalezienia się w centrum wszystkich moich uczuć.

List do Hipolita Courtesa, 31.05.1826, w: EO I, t. VII, nr 247.

Nie wybieracie waszej rodziny. Ona jes prezentem od Boga dla was jak i wy jesteście nim dla niej. Desmond Tutu


5 września - MOŻE KONIECZNE JEST, ABY W OBECNOŚCI BARANKA W RAJU BYLI REPREZENTANCI WSZYSTKICH RODYIN, KTÓRE WALCZ NA ZIEMI O CHWAŁĘ JEGO IMIENIA

30 lipca 1826 roku do święceń kapłańskich przygotowywali się dwaj młodzi oblaci z Gap: Józef Alfons Martin i Wiktor Arnoux. Ten ostatni był zbyt młody i potrzebował duspensy biskupa, aby otrzymać święcenia.

Mam nadzieję, że Ferrucci pośle ojcu dyspensę od wieku Arnoux, chociaż zapomniał on dać mi prośbę do podpisu. Z jaką niecierpliwością czekam na święcenia tych dwóch kapłanów, Martina i Arnoux! Wydaje mi się, że odradzam się, patrząc na te dzieci wyniesione do kapłaństwa.

Eugeniusz cieszył się dwóch nowych kapłanów, ale przypomniał, że Jakub Marcou leżał na łożu śmierci i rozmyslał o wspólnocie oblackiej w towarzystwie Baranka w raju.

Oby dobry Bóg zachował nam Marcou! Nie musimy go tracić, ale Pan wie, czego nam potrzeba. Może jest konieczne, aby w niebie, w obecności Ba­ranka, byli reprezentanci wszystkich rodzin, które walczą na ziemi o chwa­łę Jego imienia. W takim przypadku moglibyśmy liczyć na naszego bied­nego Jourdana, który na pewno był święty i którego rodzaj śmierci nie może być przypisywany jego woli.

List do Henryka Tempier, 24.05.1826, w: EO I, t. VII, nr 242.

Przyjaciel, który umiera, to cząsta was, która umiera. Gustave Flaubert


4 września - TROSKA OJCA O ZDROWIE JEGO OBLACKIEJ RODZINY

Intuicyjna i pełna miłości osobowość Eugeniusza ujawnia sie wówczas, gdy rozmyśla nad zdrowiem swoich oblatów, którzy je nadwerężają z powodu swej misjonarskiej gorlwiwości.

Żal mi naszego drogiego Suzanne’a. Bóle to przykra spra­wa. Proszę mu powiedzieć, aby założył flanelową kamizelkę, a przynaj­mniej rękaw. Ale niech odpocznie, mimo że w Marsylii może być kuszony do czegoś odwrotnego. To nie tylko zwyczajna rada, jaką mu dałem. Jeżeli w Marsylii to zbyt trudne, niech uda się gdzie indziej, byle tylko odpoczął...

Ból mego biednego Suzanne’a leży mi na sercu. Ja poradziłem sobie dobrze nacieraniem olejem ze słodkich migdałów zmieszanym z pewnym środkiem spirytusowym i bardzo śmierdzącym. Ściskam jeszcze raz tego drogiego pacjenta, którego zbyt kocham, aby nie odczuwać wszystkich jego dolegliwości.

List do Henryka Tempier, 24.05.1826, w: EO I, t. VII, nr 242.

Martwię się uporczywym bólem o. Suzanne’a. Proszę mu polecić, aby należycie pił wodę, którą mu przepisano. Jeśli idzie o o. Marcou, to nie ustaję polecać jego zdrowie dobremu Bogu. Polecam modlić się za niego zakonnikom domu, w którym przebywam. Nie trzeba się śpieszyć z wysy­łaniem go w podróż. Nie brak przykładów świadczących, że dzięki nad­zwyczajnym staraniom można wyleczyć osobę, która wymiotowała krwią...

Nie powiedział mi ojciec, czy o. Dupuy nie odczuwa już dawnego zmęczenia. Proszę mu powiedzieć w moim imieniu o wielu sprawach, tak samo jak o. Jeancardowi, który również potrzebuje wypoczynku. Bardzo serdecznie ściskam jego oraz was wszystkich.

List do Henryka Tempier, 30.05.1826, w: EO I, t. VII, nr 246.

Ponad wszytsko strzeż miłości, którą otrzymałeś. Ona przetrwa o wiele dłużej niż twoje dobre zdrowie, które przepadło. Og Mandino


3 wrzesnia - ZATROSZCZ SIĘ O NIEGO BARDZIEJ NIŻ MOŻNA BYŁOBY TO ZROBIĆ W DOMU RODZINNYM, NAWET GDYBY TRZEBA BYŁO SPRZEDAĆ NAKRYCIA I KIELICHY.

Pisząc do ojca Courtesa, superiora wspólnoty z Aix, na temat przeniesienia umierającego Jakuba Marcou ze wspólnoty w Nîmes do wspólnoty w Aix, wyraził swą ojcowską troskę.

Ale jak bardzo szczęście, które sobie obiecuję z ponownego was zobaczenia, zostanie zakłócone przez stan, w jakim znajduje się nasz drogi ojciec Marcou. Jest to zmar­twienie, którego nic nie potrafi złagodzić. Obawa przed utratą tego dziec­ka zasmuca mnie nadmiernie. Chciałbym wyprzedzić was wszystkich. Według porządku tak powinno być, bo chociaż nie jestem stary, ze wzglę­du na wiek mógłbym być ojcem was wszystkich. Nie muszę ci polecać, abyś w razie przybycia o. Marcou do Aix zatroszczył się o niego bardziej niż można byłoby to zrobić w domu rodzinnym, nawet gdyby trzeba było sprzedać nakrycia i kielichy. Nie sądzę, aby klimat w Marsylii odpowiadał jego stanowi. Powietrze w Aix będzie lepsze. Trzeba byłoby tylko móc wybrać miejsce na infirmerię.

List do Hipolita Courtesa, 31.05.1826, w: EO I, t. VII, nr 247.

Miłość rozpoczyna się od troski o naszych najbliższych. Matka Teresa


26 sierpnia - KULAWY POZA RZYMEM

Kolacja z teologiem Lanteri. Zarezerwowałem me miejsce w dyliżansie na niedzielę 30, aby przez Loreto, Mediolan i Turyn wrócić do Francji.

Dziennik rzymski, 22.04.1826, w: EO I, t. XVII.

Było zimno i wilgotno; nie wiem czy temu z powodu tego czy też nadmiernemu zmeczęczeniu powinienem przypisywać bardzo przenikliwy ból mięśni lewego uda, a wyczerpanie w tej częscie jest takie, że prawie nie mogę chodzić. Powinienem wyjechać jutro, ale udało mi się przełożyć na czwartek.

Dziennik rzymski, 29.04.1826, w: EO I, t. XVII.

Mój ból zamiast zmniejszać się, powiększyl się. Jednak zmusiłem się, aby wyjść, ale tylko z wielką trudnością mogłem chodzić. Przyszedłszy do markiza de Croza chciał mi zaproponować przejażdżkę powozem; to ćwiczenie nie przyniosło mi wielkiej ulgi, a kiedy chciałem wrócić, myślałem, że nie dojdę do siebie. Jeśli tak będzie dalej, będę miał piękna podróż, ponieważ postanowiłem z tym skończyć i wyjechać na pewno we czwartek.

Dziennik rzymski, 30.04.1826, w: EO I, t. XVII.

Mięśnie mego uda są rozpalone i osłabione bardziej niż kiedykolwiek. Dzisiaj nie mogłem wyjść, z wielkim trudnem odprawiłem mszę świętą. Ta niedyspozycja ma wszelkie objawy rwy kulszowej. Jesli tak jest, musze uzbroić sie w cierpliwość.

Dziennik rzymski, 1.05.1826, w: EO I, t. XVII.

Nie wiem, czy mam uważać to opóźnienie jako bardzo szczęśliwe pod innym względem, ale jest faktem – mówię o tym ojcu, aby ktoś co do tego ojca nie niepokoił – że w sobotę doznałem bólu w udzie podobnego do tego, jaki miałem dwa lata temu w ramieniu. Nie mogłem już chodzić. Proszę osądzić mój kłopot, bo Bóg wie, czy nie ko­rzystam ze swoich nóg. Na całe szczęście żona pewnego lekarza, która widziała mój żałosny stan, dała mi małą fiolkę z tą samą maścią, jaką prze­pisał mi Trussy na ramię. Czy uwierzyłby ojciec, że trzy nacierania wy­starczyły, aby ból całkowicie ustąpił i abym odzyskał możliwość chodze­nia. Obecnie czuję się bardzo dobrze i wyruszę bez najmniejszego niepokoju. Chciałbym móc zwolnić się ze zwierzania się ojcu z tej małej dolegliwości, ale zbyt wielu widziało, że kulałem, a między innymi dwaj Francuzi, którzy wyjeżdżają dzisiaj na Południe Francji. Obawiałbym się, że mogliby oni powiedzieć ojcu o mnie i tak przesadnie przedstawić moją dolegliwość, że to wystraszyłoby ojca, podczas gdy to nie było nic groź­nego...

W sobotę będę w Loreto i wyjadę z niego dopiero we wtorek. Liczę, że w Mediolanie zjawię się w dzień Zielonych Świąt i, jeżeli znajdę pojazd...

List do Henryka Tempier, 4.05.1826, w: EO I, t. VII, nr 238.

Po całym tym niedomaganiu ostatni uśmiech: Niepokój bycia dziś hipochondrykiem polega na tym, że antybiotyki uleczyły wszystkie choroby. Caskie Stinnett


25 sierpnia - POŻEGNALNA AUDIENCJA U PAPIEŻA

Eugeniusz dzieli się z Henrykiem Tempier szczegółami swej audiencji u papieża.

Ale jak doszedłem do tego, aby ojcu mówić o tym wszystkim bez uprzedniego przedstawienia mego zwyczajnego opowiadania historyczne­go? Przytrafiła się okazja, a sprawa się wymknęła. Teraz, kiedy ojciec zna wynik, wcześniejsze szczegóły już ojca nie interesują, ale będę wynagro­dzony myślą, że ojciec ucieszył się szczęśliwym wynikiem o kilka chwil wcześniej. Nie pominę jednak reszty milczeniem, ponieważ ojciec chce znać najmniejsze okoliczności mojego działania i dlatego, że ze swej stro­ny sprawiam sobie prawdziwą przyjemność opowiadając ojcu o nich...

W samo południe, prałaci, którzy byli przede mną, odeszli. Nadcho­dzi moja kolej, ponieważ papież raczy kazać, aby mnie wezwać. Msgr. szambelan otwiera drzwi gabinetu papieża, przyklęka, zgłasza mnie po nazwisku i moich tytułach, i wycofuje się. I oto po raz drugi jestem u stóp głowy Kościoła, ale jakie tym razem nowe tytuły zdobył on w moim sercu i w mojej wdzięczności! To pierwsza sprawa, o której mu mówię. On krótko ucina to z łaskawością, która przydaje jeszcze więk­szej wartości dobrodziejstwom i zatrzymuje mnie przeszło pół godziny na rozmowie o najbardziej interesujących sprawach. Podobnie jak za pierwszym razem mimo jego nalegań klęczałem przez cały czas tej cen­nej audiencji. Papież uśmiechał się i był gotów udzielić mi wszystkiego, o co prosiłem. Zanotowałem szesnaście punktów i zacząłem od popro­szenia go o pozwolenie mi na to, abym był nierozważny w czasie ostat­niego szczęścia widzenia się z nim. Audiencja przebiegła na rozmowie bardzo ożywionej w tym sensie, że nie było ani chwili czasu straconego. Opowiadanie ojcu o wszystkim, co powiedziano z jednej i drugiej stro­ny, trwałoby zbyt długo. Były nawet sprawy, o których bardzo wystrze­gałbym się pisać, chociaż wynikał z nich oczywisty dowód zaufania, ja­kie Ojciec Święty raczył mi okazywać. Byłem bardzo zadowolony i nie obawiałem się rozmawiać z nim otwarcie o wielu sprawach, ale aby ojcu wszystko opowiedzieć, trzeba byłoby rozpocząć list od nowa. Tymcza­sem proszę się zadowolić tym, że raczył się zgodzić, aby być protekto­rem Zgromadzenia, że upoważnił mnie do oświadczenia, że rozciąga ad perpetuum wszelkie łaski i odpusty, jakich nam udzielił ad septenium w reskrypcie z grudnia, że upoważnia wszystkich członków Zgromadze­nia do odprawiania w czasie podróży mszy o drugiej godzinie po połud­niu itd., że w czasie misji podczas najbardziej zajętych dni zwalnia ich z brewiarza, że raz w roku i przy śmierci upoważnia ich do zwolnienia przez ich spowiednika z wszelkiej cenzury i nieprawidłowości itd. Ale wszystkie te łaski były przeplatane cennymi słowami, których nigdy nie należałoby zapomnieć. Przekazał mi list do mego stryja, polecając mi serdecznie go pozdrowić, obiecał mi dla niego różaniec, a nam wszyst­kim udzielił apostolskiego błogosławieństwa de rore coeli, jak wyraził się z najczulszą życzliwością. Wreszcie nie chciał, abym mu ucałował stopy, lecz dwa razy podał mi rękę.

List do Henryka Tempier, 16.04.1826, w: EO I, t. VII, nr 237.

Szczęście nie może być posiadane, nabyte, wykorzystane lub dokonane. Szczęście jest doświadczeniem duchowym, że każdą minutę przeżywa się z miłością, łaską i wdzięcznością. Denis Waitley


22 sierpnia - GDYBY OJCIEC WIDZIAŁ PAPIEŻA PODCZAS AUDIENCJI, KTÓREJ MI WCZORAJ UDZIELIŁ, PŁAKAŁBY OJCIEC Z RADOŚCI

Gdyby ojciec widział papieża w czasie audiencji trwającej dobre pół godziny, jakiej udzielił mi wczoraj, płakałby ze wzruszenia. Z jaką dobrocią przemawiał do mnie, z jaką łaskawością uśmiechał się przy sprawach, o których mu mówiłem, z jaką łatwością udzielał mi wszystkiego, o co go prosiłem, z jaką ufnością – nie mogę powstrzymać się od powiedzenia tego ojcu – mówił mi o bardzo sekretnych sprawach, co świadczyło o opinii, jaką raczył mieć o mnie. Wiedziałem już jednak o tym z tego wszystkiego, co Ojciec Święty mówił na mój temat przy różnych okazjach do rozmaitych osób. Cieszyłem się więc, klęcząc u jego stóp, których nigdy nie chciał pozwolić mi ucałować. W zamian za to podał mi swoją świętą rękę, którą ucałowałem – pomyśli ojciec, że z uniesieniem – nie, ze wzruszeniem i skupieniem, posuwając się nawet do przystawienia jej do swego czoła.

List do Henryka Tempier, 16.04.1826, w: EO I, t. VII, nr 237.

W swoim dzienniku Eugeniusz zamieścił osobistą relację i swoje odczucia:

Zostałem przyjety w tym samym pokoju co za pierwszym razem. Papież siedział na tym samym miejscu, ale sądziłem, że o wiele lepiej się czuł. Dał mi znak, abym się zbliżył, chcąc skrócić ceremoniał, który zakłada trzykrotne przyklęknięcie, przyklęknąłem tylko raz zanim znalazłem się u jego stóp, gdzie chciałem pozostać na klęczkach pomimo jego nalegań, jakie do mnie kierował, abym wstał. Pierwsze słowa, jakie do niego skierowałem, były wyrazem wdzięczności za dobrodziejstwa, jakie Jego Świątobliwość mi wyświadczył; papież zrozumiał, że byłem nią przeniknięty, a był uprzejmy, aby mi powiedzieć, że wyświadczył mi to, co... to odpowiednik tego, co trzeba było zrobić. Ojciec Święty tak bardzo pozwolił mi się rozgościć, że natychmiast wywiązała się między nami interesująca rozmowa; a jeśli ja ze swej strony otworzyłem swe serce, ze swego raczył mówić z zaufaniem, okazał swój szacunek, jakim chce bardzo mnie obdarzyć. Skorzystałem z tej pięknej okazji, aby przedstawić mu wszystkie prośby, jakie spisałem na kawałku papieru. Nie podjąłem żadnego innego środka ostrożności, aby przedstawić mu wszystkie me prośby, jak tylko prosić Jego Świątobliwość o pozwolenie, że byłem niedyskretny ostatnim razem, kiedy znalazłem sie u jego stóp. Napisałem szesnaście punktów, które przeczytałem jeden po drugim. Papież niczego mi nie odmówił, wręcz przeciwnie, z przychylnością, jaka go charakteryzuje, udzielił mi wszystkiego, o co go poprosiłem...

Nigdy nie zapomnę wszystkich innych szczegółów z tej zapamiętania godnej audiencji. W imieniu mojego wujka zakończyłem prośbą do Ojca Świętego o różaniec i o medalik dla mnie: „Jubileusz ogołocił mnie z wszystkiego – odpowiedział, tutaj nie mam niczego, ale jutro biskupowi Caprano przekażę wszystko, o co mnie ksiądz poprosił”. I nie zapomniał o tym, rzeczywiście przekazał mu wspaniały różaniec połączony złotym łańcuszkiem wraz z frędzlem i wielkim złotym medalikiem oraz więcej niż dwa srebrne medaliki dla mnie. Nie mogłem ucałować jego stóp [s. 100], dwukrotnie wskazął mi rękę, którą ucałowałem z uczuciem głębokiej pobożności. Poprosiłem go o apostolskie błogosławieństwo dla mojej matki, mojej siostry, jej dzieci, mojego wujka, naszego stowarzyszenia i dla mnie: Ah! Udzielam go księdzu z całego mego serca, z mocą z nieba, wznosząc oczy ku niebu, a mówiąc mi o naszych księżach, niech kontynuują wytrwałą pracę dla dobra dusz itd. Polecił mi pozdrowić mojego wujka i życzył mi dobrej podróży.

Dziennik rzymski, 15.04.1826, w: EO I, t. XVII.

Nowy papież wie, że jego zadaniem jest ukazywanie światła Chrystusa męzczyznom i kobietom świata, nie jego własnego światała, ale światła Chrystusa. Papież Benedykt XVI


21 sierpnia - DOBREMU BOGU SPODOBAŁO PRZYGOTOWAĆ SIĘ MI DROGĘ I OTWORZYĆ WSZYSTKIE SERCA

Gdy Eugeniusz ostatecznie przygotowuje się do opuszczenia Rzymu, ponowienie dostrezga bożą obecność i jego błogosławieństwo dla wszytskiego, co zdziałał w tym mieście.

Gdybym nie był głęboko przekonany, że dobremu Bogu spodobało się przygotować mi drogę i otworzyć wszystkie serca, naprawdę byłoby z czego się pysznić, widząc pośpiech, uznanie i miłość, jakie wszyscy mi okazywali w czasie mego pobytu w tej stolicy świata. Dzięki Panu nawet nie byłem kuszony tą wstrętną pychą, ale byłoby kłamstwem mówienie, że nie byłem zadowolony i uradowany takim ogólnym przyjęciem. Przeciwnie, doznawałem z tego powodu stałego uczucia radości i wdzięczności, bo muszę ojcu powiedzieć, że poczynając od lokajów, braci zakonnych itd. aż do papieża, wszyscy okazywali mi najczulsze dowody przywiązania albo miłości.

List do Henryka Tempier, 16.04.1826, w: EO I, t. VII, nr 237.

Być może nic tak nie pomaga nam tak przechodzić od naszego małego «Ja» do wielkiego świata jak wdzieczna pamięc o Bogu. Taka perspektywa zaprasza Boga do całego zycia, nie tylko w chwile przeznaczone na adorację lub ćwiczenia duchowe. Nie tylko w te momenty, gdy życie zdaje się być łatwe. Henri Nouwen


20 sierpnia - KAPŁANI-OBLACI SĄ ZOBOWIĄZANI NAJPIERW DO POSŁUSZEŃSTWA WOBEC ZGROMADZENIA A POTEM WOBEC MIEJSCOWEGO BISKUPA

Eugeniusz mówił o nas, że jesteśmy ludźmi biskupów i starał się zapewnić, aby nasza posługa i obecność w diecezji odbywała się w jedności z posługą i duchem biskupa. Jednak w wyniku papieskiego zatwierdzenia, w sytuacji, gdy zamiary biskupa nie były zgodne z naszą regułą lub naszym duchem, wówczas do Zgromadzenia dociera, że otrzymało wątliwwe dobrodziejstwo.

Z natury każdego instytutu zatwierdzonego przez Stolicę Świętą wynika, że kapłani, którzy do niego wstępują, mają zachowywać posłuszeństwo ślubowane w tym instytucie we wszystkim, co jest nieadekwatne z posłuszeństwem biskupowi. Inaczej papieże nie mieliby władzy zatwierdzać jakiegokolwiek zakonu albo zgromadzenia, aby nie zwalniać kapłanów z posłuszeństwa biskupowi. Zakonnicy rzeczywiście i faktycznie zależą od ordynariuszy o ile zgodnie z regułą zakonną jest to możliwe. I tak, jeśli idzie o pozwolenie na słuchanie spowiedzi, to otrzymują je tylko od ordynariusza. W diecezjach, w których mają stałe miejsce zamieszkania, w pełni podlegają wszystkiemu, co należy do karności zewnętrznej i biskup może ich wizytować, suspendować i wydalić ze swojej diecezji ze względu na wszystkie powody kanoniczne, które mu dają do tego prawo tak samo jak w stosunku do każdego innego ze swoich kapłanów. Do diecezji, w których nie mają placówki, mogą się udawać w celu sprawowania tam świętej posługi sakramentalnej i głoszenia słowa Bożego, jeżeli biskup wyraźnie ich wezwie. Wówczas wykonują to pod jego nadzorem i zgodnie z jego korektą, jeżeli uważa ją za stosowną. Ponadto przysługuje mu całkowita wolność w ustalaniu z przełożonymi osób, którymi będzie musiał posłużyć się w dziele, do którego ich się domaga. Do tego ogranicza się władza biskupa. Gdyby miał prawo dysponowania swymi diecezjanami, którzy zostali oblatami, tak jakby nie byli oni związani żadnym innym węzłem, samo dzieło zostałoby zniszczone, a władza papieska stałaby się pozorną.

List do Henryka Tempier, 09.04.1826, w: EO I, t. VII, nr 235.

Nasza obecna reguła potwierdza tę zasadę:

Z miłości do Kościoła oblaci wykonują swą misję w jedności z pasterzami, których Pan postawił na czele Swego Ludu. Z wiarą oświeconą przyjmują lojalnie nauczanie i orientację następców św. Piotra i apostołów... Konstytucja 6


19 sierpnia - ZROUZMIEC, CO ZNACZY BYĆ STOWARZYSZENIEM ZAKONNYM ZATWIERDZONYM PRZEZ PAIEŻA

Na poczatku 1826 roku ojciec Tempier wysłał litterae dimmissorie do święceń kleryków Martina i Richauda. Biskup Arbaud w marcu odpisał, że te osoby, pochodzące z Gap, powinny podjąć decyzję o powrocie do macierzystej diecezji, gdyby opuściły Stowarzyszenie, a ten ostatni (Richaud) odszedł z Notre-Dame du Laus.

...Nie rozumiem zachowania się biskupa z Gap. Drżałem, kiedy widziałem ustępstwo, jakie ojciec zamierzał mu zrobić. Czy ojciec o tym pa­mięta? W sumieniu tego nie możemy robić. Ojciec więc nie zrozumiał jeszcze tego, czym jesteśmy. Tego nie możemy robić.

W żadnym przypadku ojciec nie ma prawa tracić członków Zgromadzenia. Jeżeli ktoś opuszcza Stowarzyszenie, niech na mocy prawa wraca, do swojej diecezji, ale założywszy, że wycofalibyśmy się z jego diecezji, czego na pewno nie mamy zamiaru uczynić, nie mielibyśmy z tego powodu prawa nakazać opuszczenie Stowarzyszenia członkom, którzy przypadkowo byliby diecezjanami tego biskupa. Proszę się więc ograniczyć do powiedzenia mu, że w przyszłości, jeżeli będzie się sprzeciwiał wstąpieniu swoich diecezjan do naszego Stowarzyszenia, nie będziemy ich przyjmować, ale ci, którzy już są członkami Zgromadzenia, nie mogą składać deklaracji, która nie miałaby żadnego znaczenia prawnego, ponieważ byłaby sprzeczna ze ślubami zatwierdzonymi przez Kościół, które upodab­niają ich do wszystkich innych członków zgromadzeń zakonnych istniejących w Kościele i od których Monsignore nie mógłby wymagać podobnej deklaracji. Byłaby ona sprzeczna z wszystkimi prawami kanonicznymi.

List do Henryka Tempier, 09.04.1826, w: EO I, t. VII, nr 235.

W naszej obecnej regule 7d pobrzmiewa echo tych słów:

Wierność naszemu oblackiemu powołaniu winna być dla nas przewodnikiem w przedsięwzięciach misjonarskich i w przyjmowaniu obowiązków duszpasterskich.

Rozmowy z miejscowymi biskupami opierają się o kontrakt pomiędzy nimi a oblatami: Przyjmowanie nowych misji i zatwierdzanie ogólnych umów między prowincją a ordynariuszem miejsca należy do superiora generalnego z radą. Reguła 7e